Robert Korzeniowski: Sukces odniosą w Tokio ci, którzy będą najbardziej zdeterminowani i nie wypadną z treningowego reżimu [ROZMOWA]

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Robert Korzeniowski
Robert Korzeniowski fot. sylwia dabrowa / polska press
- Są tacy, którzy zapewne skorzystają na przełożeniu igrzysk w Tokio, jak na przykład Anita Włodarczyk i Joanna Jóźwik, ale już taki Marcin Lewandowski – choć oczywiście podejmie wyzwanie – na pewno na przesunięciu igrzysk nie zyska - uważa Robert Korzeniowski. Z czterokrotnym mistrzem olimpijskim w chodzi rozmawiamy również o problemach sportowców amatorów i jak radzić sobie na koronawirusowej kwarantannie.

Jak się żyje wciąż aktywnemu sportowcowi w tych dziwnych czasach? Chodzić już Pan dawno przestał, ale wiem, że przed kwarantanną dużo Pan biegał…
Faktycznie, ale w ostatnim czasie wróciłem do korzeni i coraz więcej chodzę. Namawiam również do tego ludzi w moim klubie. Nadal oczywiście okazjonalnie biegam, ale gdy obserwuje jak robią to amatorzy to bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że ja się całkiem dobrze do nich wpasowuję z moim tempem chodowym. A odpowiadając na pytanie, to ja również oczywiście cierpię na tym, że z wiadomego powodu aktywność sportowa jest dziś limitowana. Te ograniczenia odczuwa się tym bardziej, jeśli się mieszka w wielkim mieście. Było gorzej, bo jeszcze przed momentem nie można było nawet iść do parku…

Jak sobie z tym radzić?
Ja akurat kupiłem sprzęt do rowerowego treningu stacjonarnego. W czasie rygorystycznego zamknięcia ćwiczyłem na tarasie, w domu. W końcu znalazłem czas na trening ogólnorozwojowy, jak rozciąganie, czy siła bez ciężarków. Gdy tylko było to możliwe wychodziłem na spacer koło domu. Było jak było, ale ja jestem osobą, która nie lubi narzekać, więc się po prostu zaadaptowałem do nowej rzeczywistości. Zresztą w czasach, gdy byłem zawodowym sportowcem różne rzeczy się zdarzały…

Na przykład?
Na przykład śnieżyca na obozie treningowym. W wyniku której mieliśmy do dyspozycji raptem 700 metrów otwartej przestrzeni. Trzeba było sobie radzić.

Niedawno głośno było o człowieku, który przebiegł maraton ba balkonie.
To są takie wyzwania, które mają pokazać, że można. Bo z racjonalnym bieganiem niewiele to ma wspólnego. Nikt mi nie powie, że on zrobił to dla zdrowia. Zrobił to, żeby odreagować i pokazać, że się da, choć ze względów zdrowotnych lepiej by dla niego było, gdyby przebiegł na przykład dziesięć serii po pięć minut. A kończąc ten wątek, to ja uważam, że amatorski sport – paradoksalnie – zyska w ostatecznym rachunku na tej pandemii i ograniczeniach.

To znaczy…
To znaczy, że te ograniczenia dotknęły nie tylko ludzi aktywnych fizycznie, ale nawet tych kanapowych mruczków, co to siedzą przed telewizorem i mówią, że taki jest ich wybór, bo są zmęczeni. Oni również odczuli fakt, że nie mogą iść do ulubionej knajpy na piwo, albo do parku na piknik z dzieciakami. I nawet oni odczuli, że możliwość aktywnego wyjścia z domu jest istotną częścią ich życia. Wszyscy się za tym stęsknili, kiedyś siedzieli w domu bo chcieli, teraz chętnie by się z niego ruszyli. I pewnie to zrobią, jak już znikną wszystkie obostrzenia, a przynajmniej większość. Myślę, że po tym wszystkim wzrośnie świadomość jak ważnym elementem budowania naszej osobistej równowagi jest sport, czy po porostu aktywność fizyczna. Okazało się, że to przejaw wolności...

Pytanie kiedy to się skończy, bo w ostatnim czasie głównie słyszymy o odwoływaniu, lub przekładaniu kolejnych imprez. Czy to amatorskich, czy zawodowych, bo o nich również chcieliśmy porozmawiać.
Nie tylko dla mnie to co się dzieje jest czymś zaskakującym, bo jeszcze pół roku temu nie przyszłoby mi do głowy, że będziemy żyć w takiej rzeczywistości. Pamiętam, że gdy odwołano halowe lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Nankinie [impreza ma dobyć się w 2021 roku – red.] to stwierdziłem w jednym z telewizyjnych wywiadów, że to mało prawdopodobne, by cała ta sytuacja mogła wpłynąć na igrzyska olimpijskie w Tokio, bo do tej pory tylko wojny światowe mogły sprawić, że odwoływano igrzyska. Mówiłem to na początku lutego, tymczasem minęło raptem półtora miesiąca i już byliśmy zamknięci. 7 marca dzieci z mojego klubu RK Athletics startowały w Memoriale Tomasza Hopfera w Powsinie. Trzy dni później premier Mateusz Morawiecki ogłosił właśnie, że wszystkie imprezy masowe w Polsce zostają odwołane.

Na ile zawodowym sportowcom – na przykład lekkoatletom – przełożenie igrzysk może zaszkodzić?
To ma istotne znaczenie dla tych, którzy planowali zakończenie karier w Tokio. Teraz muszą, praktycznie bez startów przez cały rok, bo nie wiadomo kiedy będą jakieś zawody, podtrzymać swoją motywację i gotowość. Tego nie da się zrobić trenując w domu, bo nawet jak to robimy, to jesteśmy nieskuteczni startowo. Nie jest to łatwe. Oczywiście są również tacy, którzy skorzystają na przełożeniu igrzysk, jak na przykład Anita Włodarczyk. Miała niedoleczone kolano, więc w normalnych okolicznościach miałaby problem z przygotowaniem optymalnej formy na igrzyska. To w teorii, bo tak naprawdę dopiero w Tokio się okaże, co dał jej ten rok przerwy. To nie jest coś takiego, co rujnuje kariery, bo za rok i tak miały być mistrzostwa świata w Eugen i na nie wszyscy również byliby przygotowani, ale faktem jest, że z taką sytuacją nie mieliśmy jeszcze do czynienia. Kiedyś nie było co roku mistrzostw świata, a Europy odbywały się jak igrzyska raz na cztery lata, ale były mecze, mityngi… Teraz nie ma nic.

Do czego Pan zmierza?
Do tego, że kluczową kwestią przed Tokio nie będzie przygotowanie fizyczne, tylko mentalne. Zawodowy sportowiec jest – jak to najprościej ująć – bodźcowany psychicznie rok w rok, miesiąc w miesiąc. Bo zawody, bo presja, bo stres, z którym musieli sobie radzić. Teraz nagle im te bodźce zabrano, pojawia się niepokój, brak możliwości ciągłego sprawdzania się. To niebezpieczny moment, bo pojawiają się różne myśli – bo w domu też jest fajnie, bo zamiast trenować można na przykład pomajsterkować. Celowo upraszczam przekaz, bo chciałbym, żeby wszyscy zrozumieli. Zawodowy sportowiec funkcjonuje w pewnym powtarzającym się cyklu i gdy z niego wypadnie może być mu trudno wrócić. Posłużę się tu konkretnym przykładem i mam nadzieję, że Artur Partyka się nie obrazi. Próbując wrócić przygotować się do igrzysk w Sydney [2000 rok – red.] Artur założył sobie, że idzie mu tak dobrze i w związku z tym rok odpoczynku przed igrzyskami sprawi, że będzie jeszcze lepiej. Wziął urlop dziekański, z tego co pamiętam wystartował tylko raz zimą i potem już nie. To go troszeczkę rozbroiło i kiedy wrócił do przygotowań do Sydney okazało się, że nie miał już w sobie tyle mentalnej dyscypliny, by zrealizować wszystko na sto procent. Zakwalifikował się do igrzysk, ale nie mógł przebić się poza barierę 2,28 metra i stwierdził, że w zasadzie to on nie ma po co jechać, bo nie zakwalifikuje się do finału. Kiedy w końcu podliczył sobie wszystkie zaniedbania i braki w treningu w 2000 roku okazało się, że wypadło mu 60 dni roboczych, czego on w trakcie przygotowań nawet nie zauważył.

To zupełnie naturalne nawet u amatorów. Jak ktoś chodzi na siłownię, albo biega, to mu się chce robić to dalej. A jak wypadnie z tego reżimu to mu się odechciewa…
I właśnie dlatego sukces odniosą w Tokio ci, którzy będą najbardziej zdeterminowani i nie wypadną z treningowego reżimu podczas tego przymusowego urlopu. To będzie największe wyzwanie.

Wymienił Pan Anitę Włodarczyk – kto jeszcze może być beneficjentem przełożenia igrzysk?
Teoretycznie Joanna Jóźwik, która również borykała się ostatnio ze zdrowiem. Wszyscy, który z tego powodu nie dochodzili teraz do optymalnej formy mogą zyskać, ale już na przykład taki Marcin Lewandowski – choć oczywiście podejmie wyzwanie – na pewno na przesunięciu igrzysk nie zyska. Spoza lekkoatletyki problem może mieć również pływak Paweł Korzeniowski, który szykował swój brawurowy powrót. On położył wszystko na stole, żeby wystartować w Tokio, nie ma stypendiów, ma inne zawodowe obowiązki i wszystko to odłożył na bok, żeby się zakwalifikować i wystartować w tym roku. Teraz ma ogromny problem, bo u niego to było wszystko na zasadzie teraz, albo nigdy. Nie wiadomo, czy będzie w stanie wystartować w przyszłym roku.

Jest ryzyko, że igrzyska w Tokio odbędą się bez udziału kibiców...
Mam nadzieję, że uda się do tego czasu wypracować odpowiednie procedury, które sprawią, że kibice jednak się pojawią. Sport bez kibiców na dłuższą metę nie ma sensu – w piłce nożnej jedną z najbardziej dotkliwych kar jest rozegrania meczu bez kibiców. Kilka lat temu Legia Warszawa musiała zagrać w Lidze Mistrzów z Realem Madryt i wszyscy pamiętamy jak to dziwacznie wyglądało. Są również i tacy, którzy do dziś się zastanawiają co by było gdyby mogła zagrać wówczas przy pełnych trybunach. Może by wygrała, a nie zremisowała… Kibice są potrzebni, choć ich udział w sportowych wydarzeniach będzie się odbywał na nieco innych zasadach. Trudno mi powiedzieć na jakich, to zresztą nie moje zadanie, może to będą specjalne kordony sanitarne, być może kibiców będzie mniej i nie będą mogli siedzieć zbyt blisko boiska… Coś trzeba będzie wymyślić.

Tak już całkiem na koniec zapytam o Pana sportowe plany na przyszłość...
Staram się regularnie trenować i rozwijać to moje zaangażowanie chodowe. Łączę je zresztą z moimi szkoleniami motywacyjnymi, jakie prowadzę dla świata biznesu. Z kilku startów musiałem zrezygnować, ale wybieram się np. na Bieg Rzeźnika w Bieszczadach, który jednak się odbędzie, w wirusoodpornej wersji. No i mam nową pasję, którą intensywnie rozwijam – jazdę na rowerze. Na pewno nie będę się nudzić.

ROZMAWIAŁ HUBERT ZDANKIEWICZ

Koronawirus uderzył w tradycyjne sporty. Senegalscy zapaśnicy nie mogą trenować na plażach. "Musimy siedzieć w domach i improwizować"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3