Rok prezydentury Andrzeja Dudy. Prezydent wciąż jest politykiem "w budowie"

Witold GłowackiZaktualizowano 
Kiedy spojrzymy na pierwszy rok urzędowania Andrzeja Dudy bez zbędnych emocji, zobaczymy, że prawie wszystko, co można dziś powiedzieć o głowie państwa, dotyczy kwestii wizerunkowych. Zupełnie jak podczas kampanii. To kiepski znak dla prezydenta - wygląda na to, że na drodze do autonomii nie posunął się daleko.

Jak tu właściwie pisać o pierwszym roku prezydentury Andrzeja Dudy i nie powtarzać wciąż tych samych fraz, które znalazły się już w tekstach z okresu kampanii czy okolic zaprzysiężenia? Naprawdę nie jest to łatwe zadanie. I to co najmniej kilku powodów.

Oś czasu przygotował Jakub Stykowski za wikipedia.pl

Najważniejszy jest chyba ten, że tak naprawdę w Pałacu Prezydenckim wciąż trwa ta sama kampania, która teoretycznie zakończyła się w maju zeszłego roku. Wprawdzie do najbliższych wyborów są jeszcze cztery lata i chwilowo nie trzeba z nikim konkretnym się ścigać. Ale kampanijno-marketingowa praca zaczęta na przełomie 2014 i 2015 roku wciąż jest daleka od ukończenia.

Najbardziej widocznymi atrybutami prezydenta nadal pozostają te, które zadecydowały o jego powodzeniu jako kandydata w ubiegłorocznej elekcji - a wszystkie one mają charakter stricte wizerunkowy. Tak, jakby prezydent i jego otoczenie pozostawali skupieni wciąż na rozwoju tych najbardziej podstawowych atutów polityka, tej formy, która powinna dopiero stać się naczyniem dla treści. Dynamizm, energia, mowa ciała i gestów - wciąż właśnie przede wszystkim to charakteryzuje Andrzeja Dudę. Te same też cechy są na okrągło podkreślane i eksponowane przez jego otoczenie. Andrzej Duda pozostaje politykiem „w budowie”. Młodym, obiecującym i niewątpliwie bardzo zdolnym. Ale wciąż jeszcze mocno niekompletnym.

Pośrednio zdradza to nawet retoryka największych entuzjastów prezydentury Andrzeja Dudy. Mówi się i pisze o „dumie” (że para prezydencka prezentuje się godnie, rzadko popełnia gafy, zwykle świetnie dobiera stroje), „pięknych gestach” (jak choćby ten ostatni, gdy prezydent zareagował na skierowane do „harcerzyków” wezwanie weteranki Powstania Warszawskiego), o „szacunku” (gdy Andrzej Duda swym energicznym głosem powtarza klisze prawicowej polityki historycznej). To wszystko zachwyty odnoszące się do szeroko rozumianej politycznej estetyki, zdecydowanie rzadziej do sfery poglądów i politycznych decyzji.

Krytycy - a także hejterzy - Andrzeja Dudy z kolei najchętniej nazywają go „notariuszem” - z racji jego uderzająco wymownej dyscypliny w podpisywaniu produkowanych taśmowo przez PiS ustaw. Wytykają mu podporządkowanie linii PiS w każdej ważniejszej kwestii - od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym aż po wolty w sprawie pomocy dla „frankowiczów”. Wciąż też chętnie uderzają w te same wizerunkowe struny, które są najsilniejszymi stronami prezydenta według jego. Wtedy jednak zamiast o „dumie” słyszymy o „plastiku”, zamiast o „pięknych gestach” o „szopkach”, o słowach, które padają zamiast „szacunku”, wspominać nie wypada.

Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z laurką, czy z paszkwilem, zawsze gdy mowa o Andrzeju Dudzie na pierwszym i głównym planie pozostają kwestie wizerunkowe. O wiele rzadziej spieramy się o treść jego słów, prezentowane przez prezydenta poglądy czy formułowane przez niego deklaracje. Gdy każda dłuższa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, ba Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru także, rozpala i polaryzuje emocje, aktywizuje zwolenników i rozjusza hejterów, o Andrzeju Dudzie nadal najczęściej mówi się (i pozytywnie, i negatywnie) za pośrednictwem obrazów. Tak, jakby jego supernowoczesna, memetyczna i w dużej mierze internetowa kampania przy okazji zmemetyzowała samego przyszłego prezydenta.

Prezydenta, którego - obojętnie czy na klęczkach, czy też wygrażając pięściami do telewizora - nadal się przede wszystkim ogląda. Niekoniecznie się go jednak słucha.
Od momentu wyborów i zaprzysiężenia niemal nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o pozycję prezydenta wewnątrz jego własnego obozu. Andrzej Duda nie ma w Prawie i Sprawiedliwości swojego własnego politycznego zaplecza, frakcji, która stałaby za nim murem, walcząc o interesy swojego lidera. Nie ma autentycznego posłuchu wśród parlamentarzystów PiS, wewnątrzpartyjnego autorytetu, który pozwalałby mu kształtować opinie i postawy innych polityków własnego obozu. Nic takiego dotąd nie zbudował. Ale też jak właściwie miałby to zrobić? W Prawie i Sprawiedliwości nadal gra się wyłącznie na prezesa, nie gra się natomiast na premier Beatę Szydło i większość jej ministrów, a już z pewnością nie na prezydenta.

To Jarosław Kaczyński zatwierdza awanse, rozdziela funkcje, łaski i niełaski. To o uznanie w jego oczach zabiegają politycy Prawa i Sprawiedliwości i inne osoby pozostające w orbicie Dobrej Zmiany. Myśląc o partyjnej czy państwowej karierze a nie posiadając bezpośredniego dostępu do ucha Prezesa, trzeba sobie oczywiście jakoś radzić. Można więc stawiać na Joachima Brudzińskiego, na Antoniego Macierewicza czy Mariusza Kamińskiego - czyli tych aktualnie naprawdę mocnych w PiS ludzi, którzy mogą mieć realny wpływ na opinie czy decyzje Jarosława Kaczyńskiego. Można stawiać nawet na Zbigniewa Ziobrę czy Jarosława Gowina - którzy jako liderzy koalicyjnych partii Zjednoczonej Prawicy także mają pewne autonomiczne pozycje przetargowe. Ale gra na prezydenta wciąż nie stała się tam modna.

Bo kto dziś właściwie na prezydenckim zapleczu jest tak naprawdę w pełni oddany Andrzejowi Dudzie albo chociaż przede wszystkim jemu? Chyba tylko niewielka grupa ludzi odpowiedzialnych za wizerunek prezydenta w mediach społecznościowych z przyjacielem Dudy z czasów szkolnych byłym dziennikarzem Marcinem Kędryną na czele. Bo przecież nawet na nominacje prezydenckich ministrów od Krzysztofa Szczerskiego po Małgorzatę Sadurską decydujący wpływ miał Jarosław Kaczyński.

Andrzej Duda pod względem świadomego konstruowania własnego otoczenia, bardzo wyraźnie ustępuje wszystkim swym poprzednikom. Zostawmy tu Lecha Wałęsę, który działając na mocy dysfunkcjonalnej „małej konstytucji”, generalnie robił, co chciał. Spójrzmy na Aleksandra Kwaśniewskiego, który swój „Duży Pałac” uczynił porównywalną chwilowo siłą z Millerowym „Małym”. Spójrzmy na Lecha Kaczyńskiego, który stworzył sobie własne, także chwilami nieco konkurencyjne wobec tego partyjnego, zdominowanego przez brata, otoczenie. Spójrzmy nawet na Bronisława Komorowskiego, który nie mając własnej frakcji w Platformie, zmontował na Krakowskim Przedmieściu własny zespół złożony z weteranów Unii Wolności, co wcale nie było w smak Donaldowi Tuskowi, podobnie jak pogrywanie na początku kadencji przez Komorowskiego w jednej politycznej orkiestrze z Grzegorzem Schetyną.

Własna ekipa była dla każdego z poprzedników Andrzeja Dudy oparciem, zarazem fundamentem do tego, by choć czasem zagrać we własnym interesie, niekoniecznie zaś w interesie całego obozu. Tymczasem w wypadku Andrzeja Dudy nie słychać właściwie żadnego rozdźwięku między nim a partią - nawet w sprawach najmocniej kontrowersyjnych i bardzo silnie polaryzujących opinię publiczną. Prezydent zawsze jest po stronie Dobrej Zmiany. Zdążył już podpisać ponad 120 ustaw. Czterokrotnie zastosował prawo weta - ale wyłącznie wobec aktów prawnych uchwalonych przez koalicję PO-PSL w parlamencie poprzedniej kadencji.

Uderzające jest przy tym to, że przy całej swojej lojalności wobec PiS, od rozpoczęcia urzędowania prezydent Andrzej Duda nie wprowadził do polskiej polityki dosłownie żadnego nowego tematu. Do dziś jest więc najgłośniej - jeśli chodzi o treść polityki - o jego kampanijnych zapowiedziach i próbach ich realizacji. Próbach, z którymi macierzysta partia Andrzeja Dudy obchodzi się, dodajmy, dość obscesowo - tak, jakby w PiS nikomu ważnemu specjalnie nie zależało na budowie prezydenckiej wiarygodności. Prezydencki projekt dotyczący obniżenia wieku emerytalnego złożony na początku kadencji od razu trafił do zamrażarki. Pierwszy projekt ustawy o pomocy dla „frankowiczów” został zmiażdżony między innymi przez Adama Glapińskiego, nowego szefa NBP. Drugi projekt, ten przedstawiony w ostatnich dniach, jest tylko cieniem pierwszego - za to ma już szanse na autoryzację przez PiS. Kapitału politycznego prezydenta z pewnością to nie zwiększy.

Wszystko, co daje lub może dać polityczny kapitał, firmowane jest natomiast przez rząd, na ogół zawsze z wyraźnym stemplem Jarosława Kaczyńskiego. Tak było z projektem 500+ i stawką minimalną, tak jest z planem Morawieckiego i programem mieszkaniowym, tak też prawdopodobnie będzie z kwotą wolną od podatku. Za wszystko to zbierają punkty rząd i partia. Prezydent zaś daje im podpisy. Ale w zamian nie dostaje właściwie nic.
Andrzej Duda jest przy tym pierwszym jak dotąd prezydentem, który nie podjął (przynajmniej przez ten pierwszy rok) żadnej poważniejszej próby rozpychania się w dość ciasnych ustrojowych ramach prezydenckiego urzędu. W pogardliwej uwadze Donalda Tuska o „strażniku żyrandola” było sporo brutalnej prawdy. Tak, realne możliwości sprawcze prezydenta są w Polsce stosunkowo ograniczone, paradoksalnie zresztą w ten ekstrawagancki sposób, że większy wpływ na bieżącą politykę może mieć prezydent pozostający w opozycji do rządzącej większości - i na przykład wetujący ustawy swych kohabitantów niczym swego czasu Lech Kaczyński - niż ten, który działa w sytuacji pełnej współpracy z mającym większość parlamentarną obozem. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzednicy Andrzeja Dudy próbowali i tutaj wychodzić z ustrojowej klatki. Aleksander Kwaśniewski rozpychał się, gdzie tylko mógł. Lech Kaczyński zdominował obszar polityki historycznej, nawet w czasach kohabitacji z rządem Donalda Tuska miał wiele do powiedzenia w kwestii polityki wschodniej i energetycznej. Bronisław Komorowski podporządkował sobie znaczną część tematyki związanej z modernizacją sił zbrojnych, firmując osobiście program budowy „polskiej tarczy antyrakietowej” a w połowie kadencji zaczął prace nad własnym, całkiem zresztą ciekawym, programem polityki rodzinnej. Andrzej Duda jak dotąd żadnych podobnych prac nie podjął.

W dodatku także w tych stosunkowo nielicznych obszarach, w których ustrojowo prezydent ma nieco do powiedzenia, Andrzej Duda dał się sprowadzić do roli zupełnie drugorzędnej. Realna polityka zagraniczna (abstrahujemy tu zupełnie od oceny jej aktualnej skuteczności i sensu) jest prowadzona rękami i ustami szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, to właśnie tą drogą wdrażane są strategiczne dyspozycje z Nowogrodzkiej. Prezydencka para odbywa rzecz jasna wiele podróży zagranicznych i przyjmuje wizyty - ale rola głowy państwa ogranicza się tu niemal wyłącznie do funkcji reprezentacyjnych.

Podobnie rzecz ma się z obronnością. Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego niemal przestało istnieć w powszechnej świadomości. Obronność trafiła w całości w ręce Antoniego Macierewicza - w mediach widzimy dużo częściej nawet jego wiceministrów niż szefa BBN. Prezydentowi i jego ludziom w zakresie obronności pozostało jak do tej pory przypinanie orderów i odbieranie defilad.

Słabiutko sprawy wyglądają także z Narodową Radą Rozwoju - która do dziś uchodzi za autorski pomysł Andrzeja Dudy. Jej powoływaniu i kompletowaniu na początku kadencji towarzyszył spory medialny szum. W dodatku w skład Rady weszli ludzie z różnych środowisk, nie tylko ci kojarzeni z prawica, co jeśli chodzi o politykę personalną Dobrej Zmiany, było wręcz ewenementem. Ale co stało się od tego czasu? Najgłośniejszym jak dotąd newsem związanym z Radą, było jej demonstracyjne opuszczenie przez Ryszarda Bugaja, który żegnając się z prezydenckim gremium doradczym, nie krył, że szczególnie irytuje go kompletnie fasadowy charakter skupionej na działaniach pozornych Rady.

Pierwszy rok urzędowania Andrzeja Dudy naprawdę trudno więc uznać za spełnienie obietnicy o „aktywnej prezydenturze”. Łatwiej zrozumieć przeciwników prezydenta, którzy z lubością rozsyłają sobie w ostatnich tygodniach nagranie z kampanii, na którym Andrzej Duda gromi swego poprzednika za bycie „notariuszem” rządzącej koalicji.

Andrzej Duda jest prezydentem bardzo jednoznacznie związanym z rządzącą większością i nie próbuje zaznaczać wobec tej większości własnej autonomii. Stosunek Polaków do prezydenta pozostaje więc prostą pochodną ich stosunku do rządów PiS. Dopóki notowania rządu i rządzącej partii pozostają stosunkowo wysokie, dopóty i prezydent nie ma się specjalnie o co martwić. Jest w tej chwili liderem rankingów zaufania społecznego, w rozmaitych symulacjach (np. przeprowadzonej przez pracownię MB w czerwcu tego roku) „wygrywa” ze wszystkimi potencjalnymi konkurentami w walce o drugą kadencję. Zarazem jednak prezydent pozostaje pod tym względem zakładnikiem notowań swojego obozu. Na dobre i na złe.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Materiał oryginalny: Rok prezydentury Andrzeja Dudy. Prezydent wciąż jest politykiem "w budowie" - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 133

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
s
stary

zapomniałes o nim

zgłoś
k
ksywa długopis

i wszystko w temacie

zgłoś
P
PiSodupku

nie tak jak niejaki J.K. na wielkim dworze

zgłoś
K
Kosmitka
W dniu 08.08.2016 o 02:04, Tu Podlasie napisał:

Sądziłem, że w całym Kosmosie znajdą się lepsi. Przepraszam za ten niewybaczalny w całej historii wszechświata błąd.

 

Szanowny Podlasianinie, zdaniem Kosmitów, większość błędów można naprawić.

Za niecałe 4 lata będziesz miał okazję.

zgłoś
k
kasienka

Jedynym moim osiagnieciem jest wyjazd do Wielkiej Brytanii, ale nie mam kasy na powrot i probuje zarobic PiSzac tutaj na zlecenie KC PiS

zgłoś
a
ale

jesteś za głupi, by to zauważyć

zgłoś
r
rajfurze

nikomu do garnkow, widac zes na POdworku chowany.

zgłoś
t
ten krolik

sepleni w jakims dziwnym jezyku, na pamiec wyuczone frazesy.

zgłoś
p
przez POPSLI

opoznienie w twoim rozwoju umyslowym, juz tego nie nadrobisz Patentowany Osle.

zgłoś
s
swoja ficką

blondyna

zgłoś
a
angeli i wolodi

zakrawasz palancie , nic z twoich marzen folksdojczu

zgłoś
ze

nie WSI i bezpieki, o innych osciennych nie mowac

zgłoś
z
zk/

prezydent w budowie, ale dotychczas tylko żałosny sługus prezesa.

zgłoś
T
Tu Podlasie
W dniu 08.08.2016 o 01:59, Kosmitka napisał:

To czemu, Szanowny Podlasianin nie kandydował?

 

Sądziłem, że w całym Kosmosie znajdą się lepsi. Przepraszam za ten niewybaczalny w całej historii wszechświata błąd.

zgłoś
K
Kosmitka
W dniu 08.08.2016 o 01:33, Tu Podlasie napisał:

Ja

 

To czemu, Szanowny Podlasianin nie kandydował?

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3