Różaniec działaczy Pro Life pod szpitalem ginekologicznym w Opolu i spacer czarnych parasolek

Edyta Hanszke
Edyta Hanszke
Modlitwę różańcową odmawianą przez działaczy Pro Life pod opolskim szpitalem ginekologiczno-położniczym przerywały we wtorek okrzyki "hańba".

Jesteśmy tu, żeby pokazać, że przez 23 lata były w Polsce zabijane bezprawnie dzieci w wyniku aborcji, część w tym szpitalu. W 2018 roku - według danych ze szpitala - zabito tu 25 nienarodzonych dzieci - mówił Adam Brawata z Fundacji "Pro-Prawo do życia", regionalny koordynator zachodniego regionu fundacji.

- Modliliśmy się jako wynagrodzenie Panu Bogu za te zbrodnie i żeby nie były tu przyszłości zabijane dzieci z innych przesłanek aborcyjnych - dodał.

Po zakończonej modlitwie działacze Pro Life z megafonu informowali o skutkach stosowania jak to określili "pigułek aborcyjnych".

Według Adama Brawaty takie pigułki są promowane na czarnych marszach, a potem, w efekcie stosowania tych pigułek, nienarodzone dzieci są często znajdowane w kanałach ściekowych (tak miało być w Warszawie i Rzeszowie). Działacz "Pro-prawo do życia" dodał, że na tej sprzedaży zarabia się duże pieniądze, a kobieta, która je zastosowała, do końca życia jest w traumie.

Pod szpitalem ginekologicznym pojawiły się też osoby z parasolkami i wypisanymi na tekturze hasłami, m.in. "No women, no kraj".

Spacerowały przed wystawionym przez działaczy Pro Life banerem z zakrwawionym noworodkiem, krzyczały "hańba". Po ulicy co raz przejeżdżały samochody, z których słychać było głośną muzykę, trąbienie, czasami okrzyki.

- Nie życzę sobie, żeby takie banery pojawiły się na ulicy. Kto chce, niech modli się w kościele, a nie na chodniku - mówiła jedna ze spacerujących.

Okolice szpitala ochraniało kilkunastu policjantów, którzy po uwadze jednej ze spacerujących osób zdyscyplinowali członków "Pro Life" do założenia maseczek.

500+. Będzie zmiana okresu rozliczeniowego

Wideo

Dodaj ogłoszenie