Rozejm w Kijowie zerwany. W nocy trwały zamieszki

Redakcja
Udostępnij:
Trwające dwie doby zawieszenie broni w Kijowie zostało zerwane. Całą noc z piątku na sobotę (24/25.01) płonęła barykada z opon na ulicy Hruszewskiego. Strony przerzucają się odpowiedzialnością za piątkowe starcia pomiędzy demonstrantami a milicją. Ukraińskie MSW poinformowało w piątek wieczorem o śmierci milicjanta, który miał zginąć od rany postrzałowej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
"Ukraiński oksymoron"

Waldemar Łysiak
"Do Rzeczy nr 4/2014"

Oksymoron (vel antylogia) to zestawienie pojęć sprzecznych, na przykład dwóch wyrazów o przeciwstawnym znaczeniu, będące figurą retory¬czną, metaforą lub paradoksem („gorzkie szczęście", „wymowne milczenie", „słodki ból", „głośna cisza", „czarna błyskawica " itp.). Znam też pojedyncze wyrazy, które wydają mi się oksymoronami same w sobie, choćby burdel, który jest instytucją pożądaną, pożyteczną i właściwie całkowicie normalną (z fizjologicznego punktu widzenia), a zarazem całkowicie ohydną i skandaliczną (z etycznego punktu widzenia). Komunizm wszczepiał ludziom oksymorony polityczne (np. „demokracja ludowa", „sprawiedliwość socjalistyczna" czy „dyktatura proletariatu"), a dziś przerabiamy w III RP telewizyjny „pluralizm mediów ",„ równoważenie budżetu'' i „przyjazną Ukrainę". Ten ukraiński oksymoron to od z górą dwóch dekad gorący kartofel naszej „polityki wschodniej", utrapienie permanentne kręgów rządzących i Salonu.

Lista wazeliniarskich prysiudów, czołobitnych piruetów i kelnerskich dygów, jakie wobec Ukrainy (a także Litwy) wykonały w minionym ćwierćwieczu bezpieczniacko-salonowe „ elity", które władają Rzeczą-pospolitą—jest ogromna. Pielgrzymowanie z hołdami i strzelistymi aktami solidarności na kijowski Majdan (przy każdej buzującej tam ruchawce) stało się rytualną peregrynacją rodzimych dygnitarzy i dyplomatów, niczym częstochowskie pielgrzymki katolików. Ukraińcom to pochlebia, lecz ani trochę nie zmniejsza ich genetycznej wręcz nienawiści wobec Polski i Polaków (to samo jest z wrogą nam cały czas Litwą). Od połowy lat 90-ych piętnowałem publicystycznie te podrygi jako żenujące kucanie przed niereformowalnymi (nieugłaskiwalnymi) wrogami, i jako karygodny brak pragmatyzmu. Odpowiadano mi, że się mylę, bo właśnie chłodny pragmatyzm, mądrość wschodniej „teorii Giedroycia" i konieczność buforowego oddalenia granicy z Ruskimi wyznaczają ten kierunek polityki proukraińskiej, bez względu na upokorzenia i koszty. Vulgo: „Realpolilik".

„Realpolitik" to słowo niemieckie, oznaczające politykę zimnokalkulacyjną, która niezbędne potrzeby i niekwestionowane fakty stawia nad ideologiami, chętkami, uprzedzeniami, kompleksami, tradycjami. A gdy już o Niemczech mowa: polityka niemiecka była od roku 1918 mocno zaangażowana w konfliktowanie Polaków i Ukraińców, mając zresztą na Ukrainie wcześniejsze bazy antypolskie (Polakożercza niemiecka organizacja Hakata już od 1903 finansowała nacjonalistów ukraińskich tępiących polskość, a lwowski konsulat Niemiec mieścił tajne biuro „Deutscher Ostmarkenverein", m. in. finansujące kontrpolską ukraińską gazetę „Diło"). Jedyna kwestia ukraińska, co do której polscy i niemieccy aktywiści byli zgodni — to diagnoza, że gdzieś między Ukrainą Zachodnią (czyli Galicją Wschodnią) a Ukrainą Wschodnią biegnie granica między Europą i Eurazją bądź wręcz Azją. Problem tej granicy jest na tyle ciekawy, że warto mu poświęcić tekst osobnego akapitu: Przez wieki granicę europejsko-azjatycką wyznaczano dowolnie, rysując różne linie na terytorium Rosji. Francuski konserwatywny historyk/politolog Alain Besancon pisał nie tak dawno temu (1996): „Jadąc pociągiem z Paryża do Moskwy odczuwamy wyraźnie, że im bliżej Smoleńska, tym Europa hardziej kończy się, rozrzedza, stopniowo zanika...". Gdy niegdyś Smoleńsk należał do Polski, był sui generis miastem europejskim, ale później to się zmieniło. Według Besancona zachodnia połowa imperium rosyjskiego jeszcze w XIX wieku mogła być zwana Europą dzięki paru czynnikom (prawosławne chrześcijaństwo, ściganie rewolucji przemysłowej, kultura Puszkinów/Lermontowów) , lecz dzicz bolszewicka zdemolowała to wszystko, pchając Rosję ku azjatyckiej barbarii: „I wtedy z cywilizacji europejskiej nic w Rosji nie zostało, zaś analitycy uznali, że jej powolna emancypacja była konstrukcją sztuczną, pustym małpowaniem niektórych wzorów zachodnich, przy braku solidnych podstaw. Analogiczne małpowanie rożnych aspektów Zachodu przez bolszewizm i postbolszewizm także jest mistyfikacją, dającą tu i ówdzie podobieństwo zewnętrzne, bez tożsamości wewnętrznej".

Pytanie: czyż makabryczne rzezie, o niewiarygodnej wprost skali bestialstwa (masowe rozpiłowywanie żywcem i palenie żywcem, przybijanie dzieci bretnalami do płotów, rozcinanie brzuchów ciężarnych kobiet, itp.), jakimi Ukraińcy — tradycyjnie zresztą (vide Rzeź Humańska 1768) — zakatowali sto kilkadziesiąt tysięcy swych polskich sąsiadów (Rzezie Wołyńskie 1941-1944), nie dowodzą, iż wschodnią granicą Europy jest granica polsko-ukraińska, albowiem Ukraina to zezwierzęcona azjatycka dzicz?

Wszelkie dyskusje na ten temat, wszelkie wątpliwości i proukraińskie ględzenia salonowych „humanistów" — przekreśla stan faktyczny: dzisiejsza Ukraina wielbi szefów tamtych hekatombowych antypolskich „czystek" (Bandera i in.) jako bohaterów narodowych, nagradza ich pośmiertnie orderami i statuami, zbiry z UPA czy OUN to świeccy święci Ukraińców. Salon głównościekowymi telewizjami próbuje łzawić oczy Polaków gehenną tej skazanej bidulki Tymoszenko, ani słowem nie napomykając, że owa pani, która karierę zaczynała jako biznesmenka w branży porno (handel filmami porno) —jako polityk była anty¬polską nacjonalistką, jej sztab partyjny składał się z pogrobowców UPA, a jej gwardię przyboczną formowali nazibandyci, których ulubiony sport stanowiło regularne dewas¬towanie lwowskiego Cmentarza Orląt. Komentatorzy salonowych TV, którzy robią reportaże z Kijowa, nie informują widzów, że czerwono-czarne flagi nad Majdanem to sztandary partii Swoboda (banderowscy naziści, traktujący Polaków jako śmiertelnych wrogów i chcący „przywrócić ukraińskiej macierzy" Przemyśl, Zamość plus kilka innych polskich miast), a partyjniacy z Batkiwszczyny (Tymoszenko) i Udaru (Kliczko) to także zgraja kontrpolską do szpiku. Kiedy się widzi jak nasi politycy wdzięczą się tam wokół nich — człowiekowi na wymioty się zbiera.

Ci wdzięczący się odpowiadają refrenem o konieczności ustanowienia wschodnich granic UE nie na Bugu, lecz daleko za Kijowem, i o „przyjaźni z Ukrainą". Natomiast ci, którzy przyjaźń z bestialcami nienawidzącymi Polaków niczym robaków biorą za coś gorszego aniżeli „ mission impossible", bo za „mission idiotic" — ostro krytykują dogadzanie Ukraińcom przez polski establishment rządzący tudzież opozycyjny.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: „Teoria Giedroycia prowadzi do tego, że dla dobrych relacji polsko-ukraińskich panicznie ucieka się od mówienia prawdy o wołyńskim ludobójstwie (...) Bracia Kaczyńscy, kiedy rządzili, cały czas nadskakiwali banderowcom (...) Tak politycy PiS, jak i Platforma Obywatelska, dalej starają się za wszelką cenę dogadać z nacjonalistami ukraińskimi (...), co jest moim zdaniem obrzydliwe w wielu wypadkach " (2013). Grzegorz Jakubowski: „Powiewające na Majdanie flagi UPA i banderowców, którym mordowanie Polaków przychodziło nad wyraz łatwo, jakoś nie przeszkadzają najbardziej patriotycznym z patriotycznych polityków. Odwołujący się do historii i dumy narodowej prezes Prawa i Sprawiedliwości, otoczony swymi pomocnikami i ukraińskimi narodowcami, był widokiem dość komicznym" (2013). Raczej tragikomicznym.

 

G
Gość

Nie ma bardziej przyjemnych rzeczy na świecie?

Przejdź na stronę główną Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie