Rozmowa z Ewą Ewart: Świata nie naprawię, ale jego reperowanie trzeba zacząć od siebie

Anita Czupryn
(© Fot. Krzysztof Dubiel/tvn)
Udostępnij:
Znowu nadchodzi okres renesansu dla dokumentu. Ten gatunek nigdy się nie przeje, nigdy się nie znudzi, jak nie znudzą się tematy, które się pojawiają - Ewa Ewart o polskim dokumencie, życiu i problemach współczesnego świata

Zgadzanie się na rolę ofiary, bez żadnej wewnętrznej siły, żeby tym życiem pokierować, jest bluźnierstwem

Kiedy spotkałyśmy się rok temu...

...dokładnie rok temu! Wierzyć się nie chce!

Wtedy okazją było wydanie Pani książki „Widziałam”, która, jak Pani mówiła, była zamknięciem pewnego etapu w życiu, rozliczenia. Ciekawa jestem, jaki nowy etap się pojawił?

Poprzedni rok był dla mnie niezwykle ważny, ale mówiąc o tym w kolejności znaczeń, okazuje się, że ta książka była najmniej ważna, choć istotna. Była rozliczeniem szmatu mojego życia, głównie zawodowego. To była też forma pewnego rodzaju spowiedzi osobisto-zawodowej. Ale to był też rok, w którym odeszli moi rodzice. Tata w marcu, mama we wrześniu. Miałam wielkie szczęście, że byli w moim życiu bardzo długo; oboje odeszli w naprawdę godnym wieku - tata miał prawie 87 lat, mama - 85.

Należy Pani do rodziny długowiecznych.

Podobno, bo moja babcia - mama mojego taty - odeszła w dzień swoich 95 urodzin. Wiele więc wskazuje na to, że jestem z rodziny długodystansowców i przede mną jeszcze sporo lat (uśmiech). Odejście rodziców uświadomiło mi również istotny sens mojego powrotu do Polski. Wcześniej o tym nie myślałam, bowiem oboje, zwłaszcza ojciec, byli do ostatniej chwili we względnej dobrej formie. Kiedy ich zdrowie pogorszyło się znacznie, ja na szczęście byłam tutaj i obojgu mogłam towarzyszyć na ich ostatniej prostej. Czułabym się bardzo źle, gdyby odeszli w momencie, kiedy ja robiłabym jakiś film na drugim końcu świata. Przekonałam się na własnej skórze, że nic tak naprawdę nie przygotowuje nas na odejście rodziców, zwłaszcza obojga, w tak krótkim odstępie czasu. Nie pomaga nawet świadomość, że to naturalna kolej rzeczy. Jednak fakt bycia z nimi w tych ostatnich momentach, dziś pozwala mi na zachowanie wewnętrznego spokoju. Jestem pogodzona z tym, że ich nie ma i skupiam się na wspomnieniach o pozytywnych rozdziałach naszego wspólnego życia. W kwestiach zawodowych trudno mi mówić o nowym etapie, czy też drastycznych przewrotach. Częste podróże wciąż są nieodłącznym element mojego życia. Wciąż poruszam się w tych samych obszarach zawodowych. Z racji różnych projektów w dalszym ciągu sporo czasu poświęcam dokumentowi. A od czasu kiedy ukazała się moja książka, mam wiele autorskich spotkań, co mnie bardzo cieszy. Otrzymuję zaproszenia z różnych środowisk. Na spotkania przychodzą głównie panie. Ale zdarzyło mi się być także gościem grupy zdecydowanie męskiej, przy czym ze szczebla zarządzającego…

Dziennikarka, pisarka, autorka filmów - i biznesmeni?

Pierwsze takie spotkanie zagaiłam pytaniem, trochę pół żartem, trochę serio, gdzie te nasze drogi się przecinają. No bo gdzie mnie do biznesu i zarządzania, a im do robienia filmów! I okazało się, że spotkanie było niezwykle interesujące. Panowie zadawali ciekawe pytania, panowała mila, swobodna atmosfera, wyraźnie czuło się dobrą energię. Cieszą mnie dobre recenzje i sygnały od czytelniczek, że książka je do czegoś zainspirowała. Kiedy wspominam, jak wielkie miałam opory, żeby tę książkę popełnić, to dziś mogę powiedzieć, że jestem niesłychanie wdzięczna wydawnictwu „Czerwone i Czarne”, że mi nie odpuściło i ta książka powstała. Z perspektywy roku widzę również, że zaistniała w idealnym dla mnie momencie. W procesie jej powstawania odpuściły ostatnie rozterki oraz męki duchowe, z którymi wciąż jeszcze uprawiałam prywatne zapasy. Uświadomiłam sobie, że znajduję się w fantastycznym momencie i fantastycznej przestrzeni I jestem osobą absolutnie pogodzoną ze wszystkim.

Z czym?

Z tym, kim jestem, co do tej pory wydarzyło się w moim życiu, w każdym wymiarze. To się okazało źródłem poczucia siły oraz niezwykłej wolności. Przede wszystkim wolności emocjonalnej.

Czym jest ta wolność emocjonalna?

To trudne do zdefiniowania, powiedziałabym - non verbal, trudno to ubrać w słowa. Ale daje wrażenie ogromnej lekkości. Dziś z pewnym zdumieniem zauważam, że już bardzo niewiele rzeczy jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Wciąż jestem osobą mocno zaangażowaną w życie - tam, gdzie warto, ale tam gdzie nie warto - nabyłam zdolność ustawiania się w pozycji niezaangażowanego obserwatora. Jak to się dzieje, że człowiek tę zdolność nabiera, jak się tego uczy - nie wiem. Ta książka, te silne emocjonalnie wydarzenia związane z odejściem rodziców, spowodowały, że pękła we mnie ostatnia blokada.

Kiedy powiedziała Pani, że ujrzała sens w swoim powrocie do Polski...

...jeden z sensów.

No właśnie. Tymczasem mnie zdarza się spotykać ludzi, którzy mówią, że życie nie ma sensu.

Przyznam, że z mojej obecnej perspektywy takie stwierdzenie brzmi prawie jak bluźnierstwo. Dla mnie to oznacza ustawienie się w życiu w pozycji bezwolnej ofiary, bez chęci podjęcia próby zmiany takiego stanu rzeczy. Skąd to wiem? Kiedyś też mi się zdarzały chwile postrzegania życia wyłącznie w szaro-czarnych barwach. Na szczęście gdzieś znajdywałam siłę, żeby z tym walczyć. Nagrodą było odkrycie smaków życia, o jakich mi się nie śniło.

Ten smak przychodzi z wiekiem.

George Bernard Shaw napisał kiedyś, że „Młodość jest najcenniejszą rzeczą w życiu; szkoda, że musi być zmarnowana na młodych ludzi” Coś chyba w tym jest. Aczkolwiek trudno polemizować z zaletami młodości! Jednak myślę, że na niektóre rzeczy trzeba sobie zapracować. Trzeba zjeść tę przysłowiową beczkę soli oraz ubrudzić sobie porządnie ręce. To wszystko oczywiście jest eufemizmem na różnego rodzaju doświadczenia, te dobre i złe, które nas w życiu dotykają. Życie również mnie nauczyło, że im bardziej bolesne są te doświadczenia, im większa trauma, tym większa nagroda od losu i poczucie satysfakcji, kiedy się z takim bólem uporamy. Nadchodzi też okres odcinania kuponów.

Czym są dla Pani te kupony?

Często są czymś bardzo niewymiernym. Takim kuponem jest dla mnie na przykład reakcja, z jaką się spotkało wydanie mojej książki. Takim kuponem jest mój obecny stan ducha, o czym już opowiedziałam. Takim kuponem jest też duże poczucie satysfakcji, w chwilach kiedy spojrzę za siebie z pozycji tego gdzie jestem dziś - w szeroko pojętym znaczeniu. Bo jakie kupony ma pani na myśli? Kwestie materialne? Dla mnie są ważne przed wszystkim dlatego, że dają mi możliwość zachowania dużej niezależności i swobody.

Myślę, że świadome kształtowanie własnego życia i samemu nadawanie mu sensu to jedno. Inną sprawą jest to, jak przyjmujemy to, co życie nam przynosi. Czy się na to zgadzamy.

Życie jest nieustannym chodzeniem na jakieś kompromisy. To jedna strona. Z drugiej strony życie, los, jego wspaniałość polega między innymi na tym, że...

...jest nieprzewidywalne?

Nieprzewidywalne, ale też, bez przerwy nam coś podsuwa. I tylko i wyłącznie od nas zależy, w jaki sposób skorzystamy z takiej oferty. Dla mnie ważne jest to, żeby iść do przodu, a nie kręcić się wokół własnego ogona, w jednym miejscu. Trudno wtedy o jakieś kreatywne inspiracje.

Ale w tym wszystkim, co Pani mówi, jest jeszcze jeden element ważny. A mianowicie intuicja, o której Pani mówi, że jest Pani najlepszą przyjaciółką.

Absolutnie! Napisałam o tym w książce, opowiadałam w wywiadach, jak w Czeczenii to właśnie intuicja uratowała życie mnie i moim kolegom.

Dobrze zapadł mi w pamięć ten moment: wpadła Pani z ekipą w sam środek walk między Rosjanami a Czeczeńcami. Patrol skierował was do wsi Samaszki.

Tam przyjęli nas gospodarze pierwszego domostwa, do którego zapukałam. Nakarmili, zaoferowali nocleg. Byliśmy straszliwie zmęczeni. Mimo to, trzy godziny później obudziłam się z silnym przeświadczeniem: „natychmiast musimy stąd wyjechać”. Zmusiłam kolegów.

Nie byli zadowoleni.

(Śmiech). Słowa jakie usłyszałam były, eufemistycznie mówiąc, nieparlamentarne. Ale zebrali się i wyjechaliśmy. Kiedy wylądowaliśmy w Moskwie, dowiedzieliśmy się, że pół godziny później we wsi, w której nocowaliśmy, był nalot bombowy. Żywi byśmy z tego nie wyszli. Jak więc to wytłumaczyć? Są tacy, którzy to kwitują stwierdzeniem, że to papka new age. Ja jestem już na tym etapie, że takie reakcje nie są mnie w stanie dotknąć. Aprobata w oczach innych nie jest wyznacznikiem tego, jak układam sobie życie, czy też jakie mam poglądy. Lubię pozostawiać w swojej przestrzeni miejsce na magię. Wiem, że nie wszystko da się skontrolować, nie da się wszystkiego sztywno zaplanować od - do. Dopiero dzisiaj jestem to w stanie zdefiniować, choć wydaje mi się, że postępowałam tak od wczesnych lat, tylko że wtedy sama tego nie rozumiałam i odbywało się to trochę po omacku. Wracając do intuicji - ona ma permanentne zaproszenie ode mnie, stąd też dużo dobrych rzeczy mnie spotyka.

Życiowe priorytety - wiem z własnego doświadczenia - wraz z biegiem lat się zmieniają. Czy Pani też je weryfikuje? To, że kiedyś, dajmy na to, na pierwszym miejscu hierarchii ważności stała miłość, potem praca, a potem? Jak to się u Pani zmieniało?

Gdyby spojrzeć na to obiektywnie, to świadomie wybrałam pewien styl życia, który konsekwentnie realizowałam. W ten styl życia wplatały się również rozdziały prywatne, które były tak samo ważne. Ale, czego nigdy nie ukrywałam, było mi czasami dość trudno o zachowanie jakiegoś zdrowego balansu. Na pewno działo się tak, że w tym stylu życia nie zawsze sprawiedliwie dzieliłam swój czas między pracą a życiem prywatnym. Moje odejście z BBC, między innymi, spowodowane było właśnie tym, żeby to jakoś zmienić. Dzisiaj na pewno nie przyjmę już każdego projektu, nie zgodzę się na każdą propozycję. Bardzo uważnie się przyglądam tym, które do mnie przychodzą. Wcześniej, gdy dostawałam propozycję: „Jedź do Czeczenii, gdzie toczy się wojna”, teoretycznie mogłam odmówić. Ale nie byłam jedyną, która realizowała tego typu wyzwania. Nikt z nas nigdy nie odmawiał żadnego zadania. Gdybym ja nie pojechała, a na to miejsce pojechałby ktoś inny i nie daj Boże by zginął? Nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia. Przez 20 lat pracy w BBC nigdy nie odmówiłam realizacji żadnego tematu. Dzisiaj to się zdecydowanie zmieniło.

Co dzisiaj jest Pani priorytetem?

Na pewno większą uważność (przywiązywanie większej uwagi do szczegółów - red.), a z tym związany jest większy wysiłek, kładę na wypracowanie tego balansu między czasem prywatnym, a czasem, jaki wciąż poświęcam na sprawy zawodowe. I muszę przyznać, że odnoszę tu coraz większe sukcesy!

Ale pracuje Pani nad nowym filmem dokumentalnym?

I tyle tylko mogę powiedzieć (śmiech).

W pewnym momencie stwierdziła Pani, że dokument świata nie naprawi, ale jednak może zmienić życie. Bohaterom filmu, ale też nam, tym, którzy ten film oglądają.

Odpuściłam oczekiwania, kiedy uświadomiłam sobie na ile są one zwyczajnie nierealne. I tym samym pozbawiłam się źródła stresów oraz frustracji. Robię swoje. Dokument wciąż jest dla mnie najbardziej doskonałą formą tłumaczenia świata, zwłaszcza dziś, kiedy staje się on coraz bardziej zwariowany oraz skomplikowany, i coraz trudniej przychodzi nam go zrozumieć. Dla mnie dokument działa na zasadzie swoistego lusterka, w którym widz jest zmuszony spojrzeć na samego siebie. Im bardziej takie odbicie mu się nie spodoba, tym większe szanse na to, że, być może taki przekaz zmobilizuje go do jakiegoś działania. Najlepsze dokumenty z gatunku, który ja najczęściej uprawiam, czyli dokumentu społeczno-politycznego, to takie filmy, które obnażają, nie boją się obrazić i prowokują.

a są i takie, które budzą kontrowersje.

I to też bardzo dobrze. Kontrowersje wywołują dyskusję, a ona daje szerszy ogląd na poruszaną sprawę.

Pani rozumie świat?

Odpowiedź twierdząca byłaby przejawem dużej arogancji z mojej strony. Próbuję świat zrozumieć między innymi poprzez to, czym się zajmuję zawodowo. W jakimś sensie na pytanie: „Jaki jest świat” odpowiadają moje filmy i dobór realizowanych tematów.

Pani filmy pokazują świat...

Niestety pokazują świat w większości przypadków pomalowany na czarno…

Pokazują smutną prawdę o życiu. A gdyby miała Pani zrobić film o szczęściu, to o czym on byłby?

Nikt mi takich tematów nie proponuje (śmiech). A szkoda… zapewniam panią, że z największą radością porwałabym się za temat, który byłby przekazem wyłącznie optymistycznym. Jednak mogę powiedzieć, opierając się na własnym doświadczeniu, że takie tematy są mało chodliwe i raczej nie sprzedają się dobrze.

To znana prawda, że dobry dziennikarz nie musi szukać tematów...

Powiedziałabym że tematy chętnie przychodzą do tych, którzy angażują się z pasją w to, co realizują. Można być dobrym warsztatowo, merytorycznie i nie do końca tak naprawdę czuć.

Jakie palące tematy dziś Pani widzi, których jednak dokumentaliści nie podejmują?

Cały czas powstają świetne filmy. Wyzwanie przed jakim dziś stoi wielu dokumentalistów to ogrom problemów współczesnego świata, za którymi trudno nadążyć z pomysłami na ich pokazanie i zrozumieć na tyle dobrze, aby podjąć się próby zaproponowania sensownej ich interpretacji innym. Aktualny kryzys w Europie, który rośnie w zastraszającym tempie jest głównie obsługiwany na bieżąco. Ja widzę potencjał na cały cykl dokumentów, które pokazałyby kontekst, niezbędny do zrozumienia tego jak to się stało, że znaleźliśmy się w takim punkcie. Przez ostatnie 20 lat Londyn był moim domem, w dalszym ciągu moje związki z Wyspami są bliskie. Mam częsty kontakt z angielskimi przyjaciółmi i jednym z głównych tematów naszych rozmów to czerwcowe referendum. Co zadecyduje Wielka Brytania? Jakie to przyniesie ze sobą konsekwencje? Tak naprawdę do końca nie możemy tego przewidzieć. Dotychczasowe wyniki każą wierzyć, że o opuszczeniu czy pozostaniu Wielkiej Brytanii w Unii zadecyduje naprawdę kilka głosów. Ekonomiści próbują liczyć koszty ekonomiczne ewentualnego wyjścia. Myślę, że równie poważne mogą okazać się konsekwencje polityczne. Wielka Brytania odgrywa rolę swoistego rzecznika interesów pozostałych państw Unii Europejskiej w relacjach dyplomatycznych i politycznych z USA. W tym kontekście trudno myśleć o perspektywie opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię w kategoriach dobrej zmiany.

Jest bardzo silnym równorzędnym partnerem dla USA.

Znaczenie specjalnych relacji Wielkiej Brytanii ze Stanami Zjednoczonymi jakie obydwa kraje utrzymują od czasu zakończenia zimnej wojny to nie tylko kwestia bezpieczeństwa dla Wysp. To też kwestia bezpieczeństwa całej Unii. Do tych niewiadomych dochodzi jeszcze kolejna, bardzo istotna - kto zwycięży w listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych i jakie to przyniesie zmiany.

Wróćmy do dokumentu i tego, przed jakimi wyzwaniami stoją dziś polscy dokumentaliści?

Wyzwania polskich dokumentalistów w dużej mierze są podobne do tych, z jakimi zmagają się ich zagraniczni koledzy. Wspólnym mianownikiem wszystkich, którzy pracują na własny rachunek zarówno w Polsce jak i na świecie, są problemy związane z zebraniem środków na produkcję - realizacja dobrego filmu kosztuje. A zaraz potem idzie wyzwanie przebicia się na antenie dużej stacji telewizyjnej czy też zaistnienia na festiwalu. W ubiegłym roku miałam przyjemność brania udziału w pracach komisji dokumentu w Państwowym Instytucie Sztuki Filmowej. Ocenialiśmy wnioski o dotacje propozycji scenariuszy na filmy dokumentalne. To było niesłychanie zajmujące zajęcie, bowiem miałam niepowtarzalną okazję przyjrzenia się, jakim drogami próbują kroczyć twórcy polskiego dokumentu. Wśród przedstawionych propozycji była namiastka zaledwie tematów, które mogłabym określić mianem dalekiego kuzyna kwestii, które zwykle są moim udziałem. Zauważyłam, że wielu polskich dokumentalistów natchnienia i inspiracji szuka częściej w historii, I to głównie rodzimej, niż w teraźniejszości. To być może też jedna z różnic pomiędzy polskimi autorami a twórcami pod innymi szerokościami geograficznymi, którzy raczej sięgają po tematy współczesne, bardziej globalne niż lokalne. Udział w pracach komisji PISFU jeszcze raz mnie przekonał, że w Polsce, w kategorii filmu dokumentalnego, na brak talentów nie możemy narzekać. I dobrze byłoby o ten talent dbać.

Mistrz polskiego dokumentu, jak mówią o Andrzeju Fidyku, już nie pracuje w TVP.

Dla mnie ta decyzja jest niepojęta. Ktoś już mnie o to pytał i chętnie powtórzę raz jeszcze. Dla mnie pozbycie się Andrzeja Fidyka, świetnego, doświadczonego dokumentalisty, znawcy gatunku, który z powodzeniem prowadził program autorski o filmach dokumentalnych, mial wiernych fanów, a ponadto jest dla wielu wzorem oraz ikoną, jest pozbawione jakiejkolwiek logiki I totalnie tego nie rozumiem.

Nawet prawicowi publicyści zauważają, że tych błędów jest więcej: Andrzej Mietkowski zwolniony z Polskiego Radia, z „Trójki” - Jerzy Sosnowski.

Bardzo żałuję, że nie usłyszymy Jerzego Sosnowskiego w „Trojce” Miał świetne programy, sama miałam zaszczyt być raz jego gościem. To duża strata i dla radia, i dla słuchaczy. A co do zmian jakie dokonują się w Polsce od ubiegłorocznych wyborów, to umówmy się, że nie powinny one nikogo dziwić. Wprowadza je każda ekipa, która przejmuje władzę. Robiła to poprzednia i tak samo będą postępować kolejne. Tak się dzieje nie tylko w Polsce, ale generalnie na świecie. Natomiast sposób, w jaki te zmiany są wprowadzane daje, mówiąc oględnie, powody do dużego niepokoju. Odbywa się metodyczne wymiatanie ludzi większości szczebli. Pozbawiani są pracy wszyscy, którzy zajmowali istotne stanowiska i nie tylko. Ogromna większość z nich to byli świetni fachowcy z wieloletnim doświadczeniem i kompetencjami. Nie zawsze jest to przypadek osób, które przychodzą na ich miejsca. Ci wyrzucani niekoniecznie byli wojującymi ideologami poprzedniej opcji. Dziś płacą cenę za to, że nie reprezentują aktywnie obecnej.

Słyszę tu echa Kurta Vonneguta, do którego znów wróciłam, sięgając po jego książkę „Galapagos”, gdzie pisze i to chyba wyczerpująco: „ Cała ludzkość, mój synu, dowodzona jest przez kapitanów nie posiadających ani map, ani kompasów, podejmujących decyzje z minuty na minutę i nie mających istotniejszych problemów nad to, jak chronić miłość własną”. Zajmijmy się więc jeszcze dokumentem - czy są granice w filmie dokumentalnym?

Wodzi mnie pani na pokuszenie się o mały wykład. Takich granic jest sporo i nie sposób je zamknąć w krótkiej odpowiedzi. Skupię się na tej dla mnie najważniejszej. To granica, jaką wyznacza bohater. To on jest najważniejszy w dokumencie, od niego i od sposobu w jaki go poprowadzi reżyser zależy, czy film będzie sukcesem czy też porażką. Taki bohater wyznacza granice ingerencji w jego prywatność. Dla mnie narzuca również granice, których nie odważyłabym się przekroczyć jako twórca, a których złamanie mogłoby spowodowaną uczucie dyskomfortu u takiego bohatera, czy wręcz przynieść zagrożenie dla jego bezpieczeństwa czy nawet życia. Wierzę, co już kilka razy powiedziałam, że nie warto sprzedać się tanio dla kawałka telewizji, czy festiwalowej premiery.

Teraz, jak przeczytałam w jednym z wywiadów, wybiera Pani raczej małe marzenia niż wielkie wydarzenia.

Trochę inaczej podchodzę do życia. Zaczęłam bardziej zauważać i doceniać detal. Właśnie to małe. Jestem całkowicie pogodzona z faktem, że świata nie zreperuję. Może dlatego, że reperowanie świata zaczyna się od generalnych porządków własnej osoby, o które dbam starannie już od jakiegoś czasu. A takie naprawianie świata to proces, w którym ja jestem tylko drobną częścią.

Dziś może Pani już powiedzieć, że Polska jest Pani ostatnim przystankiem?

Zawsze będę stąd. Natomiast sama myślę z ciekawością o tym, ile jeszcze kolejnych cięć przyjdzie mi wykonać w życiu.

Ewa Ewart jest producentką filmów dokumentalnych i dziennikarką dochodzeniową. Przez dwadzieścia lat pracowała w BBC. Ukończyła iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 80. XX wieku pracowała dla hiszpańskiej agencji informacyjnej EFE oraz dla CBS News. W latach 1981-1985 nadawała reportaże z Europy Wschodniej. Wielokrotnie nagradzana za swoje filmu. Laureatka nagrody Wiktor za rok 2009 jako twórca najlepszego programu telewizyjnego

Wideo

Materiał oryginalny: Rozmowa z Ewą Ewart: Świata nie naprawię, ale jego reperowanie trzeba zacząć od siebie - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie