Są jeszcze dobrzy ludzie

Bogdan Bocheński
Rabindranath Tagore napisał kiedyś: "Gdy spałem, śniłem o radości. Zbudzony patrzę - mogę służyć. Gdy działam, służba jest radością". To ich motto życiowe.

Słowa hinduskiego pisarza cytują Donata Bieniek, Agnieszka Rusin, Lucyna Kowalik i Ewa Dziaczyszyn - od jesieni ubiegłego roku wolontariuszki Ośrodka Interwencji Kryzysowej, podlegającego Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie w Opolu.
Dlaczego zostały wolontariuszkami?
Donata Bieniek z Kup, studentka IV roku pedagogiki oświatowo-artystycznej na Uniwersytecie Opolskim: - Bo odkąd pamiętam, zawsze chciałam pomagać ludziom.
Agnieszka Rusin, bezrobotna z Opola (skończyła zaocznie profilaktykę społeczną i resocjalizację na Uniwersytecie Warszawskim): - Bo mam dużo wolnego czasu i szkoda by mi było marnować go siedząc bez sensu w domu.
Lucyna Kowalik z Nowej Rudy, studiująca od trzech lat na pedagogice w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu w Opolu doradztwo społeczne:- Bo chcę się czuć potrzebna, a przez to szczęśliwa.
Ewa Dziaczyszyn z Branic, pracownica jednego z opolskich biur podróży: - Bo wybrałam właśnie taki sposób na życie.

Donata zajmuje się dziećmi z Ośrodka Readaptacji Społecznej "Szansa" w Opolu-Groszowicach. Przychodzi do nich w każdy wtorek, po południu.
- Mają od kilku do kilkunastu lat. Od początku chciałam z nimi pracować. Odrabiamy lekcje, rysujemy, bawimy się na podwórku obok "Szansy" - opowiada Donata.
Rodzice nie od razu zaakceptowali wolontariuszkę.
- Dziwili się, że do ich pociech przychodzę dobrowolnie. Jedna z matek zapytała mnie, czy robię to w ramach praktyki studenckiej? Odpowiedziałam - nie, a ona zrobiła "taaakie oczy" - wspomina wolontariuszka.
Nieufność do Donaty szybko zastąpiła sympatia.
- Ona to jest taki człowiek, co to serce ma na dłoni. Wiem, że moja Nadine jest z nią bezpieczna - mówi matka dziewczynki. Nadine dopowiada: - W ferie chodziłam z Donatką na basen. Jak pływałam, to stale była koło mnie i patrzyła, żeby mi się nic złego w wodzie nie przytrafiło.

Agnieszka Rusin dyżuruje dwa razy w miesiącu w opolskim areszcie śledczym.
- Próbuję pomagać osadzonym w załatwianiu różnych ważnych życiowo problemów. Na przykład w staraniach o uzyskanie przydziału na lokal socjalny albo miejsca w noclegowni bądź decyzji o przyznaniu zasiłku czy alimentów - wymienia swoje "obowiązki" wobec aresztantów pani Agnieszka. - Częściej kontaktuję się z kobietami. Stałych podopiecznych na razie nie mam, bo za krótko do aresztu chodzę.
O tym, o czym rozmawia z aresztantami, wolontariuszka milczy jak grób.
- To tajemnica - ucina krótko wszelkie pytania na ten temat.
A czy dano jej już do wyniesienia z aresztu gryps?
- Nie, takiej propozycji osadzeni jeszcze mi nie złożyli - pani Agnieszka uśmiecha się zakłopotana.
Pedagog Katarzyna Dera, koordynator biura pośrednictwa pracy dla wolontariuszy w Ośrodku Interwencji Kryzysowych mówi o Agnieszce Rusin: "nasze pogotowie ratunkowe".
- Gdy potrzebujemy gdzieś pilnie posłać wolontariusza, to Agnieszka zawsze jest do dyspozycji. Nie zdarzyło się dotąd tak, żeby odmówiła - wyjaśnia szefowa opolskich wolontariuszy.Lucyna Kowalik wraz z koleżanką z akademika Magdą Nowak opiekuje się 74-letnią Wandą Iwanowską, mieszkającą w "dzielnicy górskiej" w Opolu. Kuśtykająca o lasce staruszka ma od 9. roku życia kłopoty ze stawami - nie może niczego ciężkiego nosić, sama daleko wychodzić.
- Przed panią Wandą próbowałyśmy pomagać dzieciom z jednej ze świetlic socjoterapeutycznych, ale jakoś nie zaiskrzyło. Nie czułyśmy się tam, tak do końca potrzebne. Natomiast pani Wanda od pierwszej wizyty w jej domu stała się nam bardzo bliska - Lucyna Kowalik przedstawia relacje pomiędzy staruszką a wolontariuszkami.
Studentki bywają u swej podopiecznej, kiedy tylko mają czas.
- Codziennie nie, ale zdarza się, że wpadam do pani Wandy nawet trzy, cztery razy w jeden dzień - przypomina sobie wizyty Lucyna.
- Mam ich telefony komórkowe, mogę więc w każdej chwili zadzwonić. Nie było jeszcze tak, że po telefonie żadna nie przyszła - opowiada Wanda Iwanowska.
- Jest taka serdeczna, miła, spontaniczna, niezwykle witalna... - wylicza zalety swej podopiecznej Lucyna. - Chciałabym być taka, gdy będę miała tyle lat co ona teraz.
Pani Wanda jest samotna. Jedyny syn od kilku lat żyje w Kenii.
- On daleko, a one blisko. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mnie opuszczają i zostawiają samej sobie - staruszka nerwowo macha ręką, jakby odganiała nieprzyjemne myśli.
Pani Wanda denerwuje się czasem na Lucynę i Magdę, że "nic od niej nie chcą".
- Nieraz proponowałam, że zapłacę za bilety autobusowe, jakie muszą kupować jeżdżąc do mnie wte i wewte. Ale one wtedy tylko wzruszają ramionami i mówią: niech się pani Wandzia nie trudzi, damy sobie radę bez pani pieniędzy - uśmiecha się kobieta.

Ewa Dziaczyszyn w soboty i w niedziele przychodzi do kilkudziesięciu podopiecznych Domu Pomocy Społecznej przy ul. Szpitalnej w Opolu.
- Jeśli nie wyjeżdżam do rodziców, to jestem w DPS-ie co weekend. W soboty pracujące od piętnastej do osiemnastej, a jak mam wolne, to od rana, zaś w niedziele od ósmej do wieczora - tłumaczy pani Ewa. - Co ja tam robię przez tyle godzin? Nic wielkiego. Karmię staruszków, myję, rozmawiam...
Zanim wolontariuszka pojawiła się w placówce przy ul. Szpitalnej, odwiedzała w centrum Opola samotną kobietę.
- Ta pani zrezygnowała z moich usług, bo stwierdziła, iż czas, który jej poświęcam jest za krótki - mogłam przy niej być albo wcześnie rano, albo wieczorem. Rozstałyśmy się kulturalnie, bez animozji, niemal jak przyjaciółki - wspomina pani Ewa.
Praca w DPS-ie daje jej dużo satysfakcji.
- Nigdy nie żałowałam tego, iż poświęcam swój wolny czas służąc innym ludziom. Zawsze chciałam tak żyć i cieszę się, że tak żyję - podkreśla wolontariuszka.

Od października ubiegłego roku w Ośrodku Interwencji Kryzysowych w Opolu działa 60 wolontariuszy.
- Wcześniej mieliśmy ich około dwudziestu. Napływ ludzi dobrej woli stał się możliwy po tym, jak w ośrodku powstało prawdziwe centrum wolontariatu. Teraz będziemy potrzebować znacznie więcej wolontariuszy, bo mamy w planie kilka nowych projektów, które chcemy zrealizować - zapowiada Katarzyna Dera.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3