Schodnia. W rodzinie Łukasza Czecha spod Ozimka tragedia goni tragedię. Łukasz walczy o 8-letniego braciszka, który został sierotą

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Ojciec i jeden z braci Łukasza Czecha ze Schodni zginęli w wypadku na przejeździe kolejowym nieopodal domu. Gdy rodzina zaczęła podnosić się po dramacie, przyszło kolejne pasmo nieszczęść, a ostatnio nagła śmierć mamy, która była jedynym opiekunem 8-letniego Marcelka. Pan Łukasz boi się, że z powodu braku warunków sąd nie przyzna mu prawa opieki nad młodszym braciszkiem.

- Marcel jest dla mnie całym światem. Chodzi dopiero do drugiej klasy szkoły podstawowej, a tyle swoim krótkim życiu przeszedł, tyle łez wylał, że zrobię wszystko, by go chronić – mówi 26-letni Łukasz Czech ze Schodni pod Ozimkiem. – Kilka tygodni temu mama zadzwoniła do niego ze szpitala. Wiedziała, że umrze, chciała się z nim pożegnać. Marcel zaczął szlochać tak, że nie mogłem go uspokoić. Jeszcze kilkanaście dni wcześniej nic nie wskazywało na to, że jest tak poważnie chora, dlatego Marcel do końca wierzył, że ona do nas wróci. Wszyscy wierzyliśmy.

Łukasz Czech ma 26 lat. Jestem mężem i ojcem 3-letniej Oliwii i rocznego Pawełka. Teraz walczy również o to, by stać się opiekunem prawnym osieroconego, przyrodniego brata.

- Los tej rodziny nie oszczędzał. Tam tragedia goni tragedię – mówią ci, którzy ich znają. – Pomóżcie im, bo to naprawdę dobrzy ludzie.

Pan Łukasz miał młodszego brata Pawła (to po nim dostał imię syn mężczyzny). 12,5 roku temu, nieopodal jego domu rodzinnego w Nowej Schodni, rozegrał się dramat. – Tata pracował za granicą, przyjechał na weekend. W sobotę kosiłem trawnik przed domem, ale zabrakło paliwa. Wtedy on z moim 9-letnim wówczas bratem wsiedli w samochód i pojechali na stację – wspomina. – To, co się działo później pamiętam jak przez mgłę. Przybiegli znajomi, mama zaczęła przeraźliwie płakać. Okazało się, że był wypadek. Tata i Paweł wjechali pod pociąg. Zginęli na miejscu.

Wtedy ich świat zawalił się po raz pierwszy

Pan Łukasz wspomina, że jego mama nigdy potem nie uśmiechała się już tak beztrosko jak przed wypadkiem. Kilka lat później związała się z innym mężczyzną, a z tego związku urodził się Marcel. Sielanka nie trwała jednak długo. – Najpierw zdiagnozowano u mamy raka jajnika. Tyle, co go pokonała i nagle zmarł jej partner. Andrzej nie chorował, więc nic nie zapowiadało takiego nieszczęścia – wspomina 26-latek.

Eryka Czech i po tym ciosie musiała się otrząsnąć, bo 5-letni wówczas Marcelek wymagał opieki. Kiedy wydawało się, że limit nieszczęść dla tej rodziny został już wyczerpany – przeszedł kolejny cios.

– Choroba mamy rozwinęła się błyskawicznie. Zaczęło się na początku roku, od niepozornych dolegliwości żołądkowych, a później padła diagnoza: ostra białaczka szpikowa. Sześć tygodni później mama zmarła – relacjonuje jej starszy syn.

Świat Marcelka po raz kolejny rozpadł się na milion kawałków

Zrozpaczonym dzieckiem zajął się starszy brat, ale rodzina musi szukać nowego lokum. – W tej chwili korzystamy z uprzejmości moich teściów, zajmując poddasze ich domu. W tym samym budynku mieszkają oni, ale też dziadkowie żony, więc miejsca jest mało, a sąd – nim formalnie powierzy mi opiekę nad Marcelkiem – będzie chciał sprawdzić warunki, w jakich żyjemy – mówi pan Łukasz. – Mój dom rodzinny stoi pusty, ale wymaga gruntownego remontu. Odkąd tata zginął, mama nie miała ani sił, ani pieniędzy, by naprawiać to, co przez lata wymagało pilnej naprawy. Pracuję jako grabarz i nie mam oszczędności, które mógłby z dnia na dzień wydać na remont, a tu czas nagli. Najbardziej boję się tego, że jeśli nie zdążymy, to sąd nie pozwoli Marcelkowi zostać z nami. Brakuje nam miejsca, ale nie miłości dla niego.

Łukasz Czech jest strażakiem-ochotnikiem i zwykle to on rusza innym z pomocą, czasami nawet narażając własne życie. Jest znany i lubiany w lokalnej społeczności, dlatego przyjaciele namówili go na założenie zbiórki. Wierzą w to, że dzięki wspólnemu wysiłkowi bracia, którzy mają już tylko siebie, nie zostaną rozdzieleni.

Zbiórkę można wspomóc na portalu pomagam.pl, wpisując frazę Bracia chcą być razem

Szkoła Podstawowa nr 2 w Ozimku, której uczniem jest Marcelek, prowadzi też zbiórkę fantów na licytacje, z których dochód zostanie przeznaczony na pomoc rodzinie. Fanty można przynosić do sekretariatu placówki. Szkoła mieści się przy ul. Danieckiej 12 a.

Kredyty mieszkaniowe popularne mimo pandemii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie