Sejm jest jak narkotyk. Uzależnia do końca życia

Tomasz Kapica
Tomasz Kapica
To zdjęcie jest symboliczne, przedstawia iluzoryczność władzy i wpływów. Na pierwszym planie czołowi działacze Samoobrony, Sandra Lewandowska, posłanka z Opolszczyzny, jej lider, wicepremier Andrzej Lepper oraz poseł Janusz Maksymiuk (pierwszy z prawej). Po wyborach w 2007 r. Samoobrona praktycznie zniknęła, Andrzej Lepper nie żyje (popełnił samobójstwo), a Sandra Lewandowska i Janusz Maksymiuk zniknęli w politycznym niebycie.
To zdjęcie jest symboliczne, przedstawia iluzoryczność władzy i wpływów. Na pierwszym planie czołowi działacze Samoobrony, Sandra Lewandowska, posłanka z Opolszczyzny, jej lider, wicepremier Andrzej Lepper oraz poseł Janusz Maksymiuk (pierwszy z prawej). Po wyborach w 2007 r. Samoobrona praktycznie zniknęła, Andrzej Lepper nie żyje (popełnił samobójstwo), a Sandra Lewandowska i Janusz Maksymiuk zniknęli w politycznym niebycie. Krzysztof Świderski
Każdy, kto choć przez jedną kadencję zasiadał w parlamencie, chce do niego wrócić – mówią byli opolscy posłowie. I nie chodzi o pieniądze, bo w biznesie zarabia się więcej niż na sprawowaniu władzy. Chodzi o samą władzę.

Zenon Tyma, gdyby mógł wrócić do Sejmu, wiedziałby od razu, czym się zająć. Gospodarką oczywiście, a konkretnie - wspieraniem naszych przedsiębiorców. - Na przykład zakazem udziału unijnych firm w przetargach poniżej dwóch milionów złotych - snuje swoje wizje Tyma. - Bo te zagraniczne firmy wygrywają u nas przetargi, zaniżając ceny, a potem biorą polskich podwykonawców i nie rozliczają się z nimi.

Mówi, że takich przykładów można byłoby przytoczyć setki. Sam podaje dwa, i to dotyczące jego firmy z branży budowlanej. Wspólnie ze znajomym przedsiębiorcą budował drogi dla włoskiego przedsiębiorstwa. Włosi nie rozliczyli się z kwoty 1,2 miliona.

On sam twierdzi, że stracił na tym 300 tysięcy, a jego znajomy 900 tys. zł. Na innej inwestycji, także drogowej, miał stracić 200 tys. zł. Tym razem z zobowiązań nie wywiązali się francuscy wykonawcy. - Zagraniczne firmy doją nas - przekonuje były poseł. - Ale samo państwo polskie także jest złodziejskie. Nie dostałem należnych mi pieniędzy, ale VAT ode mnie ściągnięto. Polskich przedsiębiorców się gnębi, zamiast tworzyć dla nich warunki do rozwoju.

W sprawach gospodarki Tyma to bardziej praktyk niż teoretyk. Skończył zaledwie liceum ekonomiczne w Nysie. Potem pracował na kontrakcie w Libii, otworzył następnie firmę transportową, był członkiem opolskiej kongregacji przemysłowo-handlowej. Pod koniec lat 90. wstąpił do Samoobrony, został jej przewodniczącym na Opolszczyźnie.

W wyborach w 2001 roku dostał 10 853 głosów i wszedł do Sejmu. Nie potrafił jednak znaleźć wspólnego języka z liderem wiejskiej formacji Andrzejem Lep­perem, w 2003 roku został z niej wyrzucony. Potem współtworzył partię Polska Racja Stanu, a w 2004 roku wszedł do Ligi Polskich Rodzin.

W 2005 i w 2011 bezskutecznie próbował dostać się do Sejmu, najpierw z listy LPR, a później Prawa i Sprawiedliwości. W tym roku też miał startować. - Ale ostatecznie nie umieszczono mnie na liście wbrew zapowiedziom. To robota przewodniczącego regionu w PiS Sławomira Kło­sowskiego - uważa Tyma. - Bał się mojego dobrego wyniku...

Na razie pracuje w biznesie, ale nie wyklucza, że w dużej polityce jeszcze zaistnieje. - Bo do Sejmu każdy chce wrócić - przyznaje Robert Węgrzyn, były poseł Platformy Obywatelskiej z kadencji 2007-2011. Węgrzyn nie tylko chciałby kiedyś jeszcze zasiąść w poselskich ławach, ale najlepiej reprezentować Platformę Obywatelską, z której został kilka lat temu wyrzucony. Na razie powrotu jednak do niej nie ma, bo jest skonfliktowany z jej władzami regionalnymi.

Większość byłych opolskich parlamentarzystów wraca do biznesu, którym zajmowali się wcześniej. Nierzadko lepiej na tym wychodzą finansowo, ale to nie pieniądze są najważniejsze - tłumaczą. Bo Sejm jest jak narkotyk. Mocno uzależnia.

To była jedna z najbardziej spektakularnych, ale i wzbudzających kontrowersje karier parlamentarnych na Opolszczyźnie. Mowa oczywiście o Robercie Węgrzynie z PO, który zasłynął z niewybrednego żartu o lesbijkach i który to żart pogrzebał jego polityczną karierę. A mogło się skończyć zupełnie inaczej.

Zaczynał w Instytucie Ciężkiej Syntezy Organicznej w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie pracował fizycznie jako mechanik. W 1991 r. wyjechał do Szwecji. Wrócił po kilku latach i założył hurtownię spożywczą.

Po powodzi w 1997 roku został przedstawicielem handlowym niemieckiego koncernu chemii budowlanej, gdzie szybko awansował na dyrektora handlowego. W życiu zarabiał też pieniądze... grając na weselach.
- Ale nie tylko, graliśmy również na dniach miasta, dostaliśmy nawet zaproszenie na występy do USA - opowiada.

Przyczepką do Sejmu

Złośliwi i polityczni przeciwnicy wypominali mu ten fakt przez cały czas trwania kariery politycznej. Zaczął w samorządzie gminnym, najpierw od szeregowego radnego, by szybko zostać przewodniczącym rady miasta. W 2007 roku dostał się do Sejmu z list PO. Pomogła mu w tym... przyczepka samochodowa.

Zamieścił na niej swój wyborczy plakat, a następnie woził go po mieście. To dodało mu rozpoznawalności. Będąc w parlamencie, nawiązał dobre relacje z Grzegorzem Schetyną, walczącym wówczas o wpływy w partii z jej ówczesnym przewodniczącym Donaldem Tuskiem.

Schetyna ciągnął Węgrzyna w górę. Dzięki niemu młody poseł z Kędzierzyna-Koźla został członkiem sejmowej komisji śledczej ds. nacisków. Wyróżniał się przebojowością i wielką pracowitością. A także niewyparzonym językiem. Do posłanki PiS Marzeny Wróbel powiedział, żeby „poszła sobie potańczyć na rurze”. Dziennikarzowi TVN wypalił, że „z gejami to dajmy sobie spokój, ale na lesbijki chętnie bym popatrzył”.

Niefortunne wypowiedzi wykorzystali jego partyjni wrogowie z przewodniczącym regionu PO Leszkiem Korzeniowskim. Wyrzucili Węgrzyna z partii, przekonując, że poseł z Kędzierzyna ją ośmiesza. - Już w momencie, kiedy zostałem z partii usunięty, zdałem sobie sprawę, że to może być koniec mojej kariery politycznej, a przynajmniej na najbliższe kilka lat - opowiada dziś.

Będąc poza PO, nie mógł bowiem liczyć na to, że trafi na jej listy wyborcze. W 2011 roku próbował jeszcze dostać się do senatu z własnego komitetu, ale bezskutecznie. Wrócił do biznesu, a konkretnie do firmy z branży budowlanej, dla której pracował. Ale przyznaje, że nie było łatwo.

Wtedy też mógł się przekonać, że gdy przestaje się być posłem, to traci się przyjaciół i znajomych. Jeszcze kiedy był parlamentarzystą, jedna z miejscowych firm poprosiła go o pomoc w przyspieszeniu uzyskania pozwolenia na budowę. Wszystko oczywiście w ramach kompetencji posła, który może, a nawet powinien wspierać lokalny biznes, gdy ten chce się rozwijać. Węgrzyn zgłosił tam gdzie trzeba, że procedury niepotrzebnie się przedłużają, w związku z czym firma szybko dostała to, o co prosiła. Jej właściciel był bardzo wdzięczny parlamentarzyście. Zaprosił go na kawę. - Ale kiedy przestałem być posłem, na ulicy udawał, że mnie nie zna - opowiada Robert Węgrzyn.

Jak mówią, że nie chcą, to mówią nieprawdę

Przyznaje, że chciałby jeszcze kiedyś wrócić do Sejmu. - Byli posłowie dzielą się na tych, którzy otwarcie się do tego przyznają, i tych, którzy chcą, ale tego nie zdradzają. Każdy bowiem, bez wyjątku, chciałby się tam znaleźć po raz kolejny - mówi Robert Węgrzyn.

Tadeusz Jarmuziewicz posłem Platformy Obywatelskiej nie jest od października, ale wraca czasami do Sejmu, choćby na chwilę. Po co? - Tego się nie da racjonalnie wytłumaczyć - uśmiecha się.

Gdyby jednak spróbował odpowiedzieć na to pytanie, to po to, by porozmawiać z dawnymi przyjaciółmi. I jeszcze raz pooddychać powietrzem sejmowych korytarzy. - Kiedy podjąłem decyzję o tym, że nie będę ubiegał się po raz kolejny o mandat posła, chciałem sprawdzić, czy poza Sejmem jest tlen - mówi Jarmuziewicz. - Dziś z całą pewnością mogę powiedzieć, że w Kotorzu, gdzie mieszkam, jest go dokładnie tyle samo co w Warszawie.

W Sejmie spędził pięć kadencji, przez kilka lat pełnił także funkcję wiceministra infrastruktury. Do parlamentu szedł już jako człowiek „zarobiony”. Teraz zajmuje się biznesem w firmie z branży budowlanej. Ale nie zdradza szczegółów. - Jako były polityk partii, która niedawno utraciła władzę, dla takiej firmy mogę być bardziej balastem niż wartością dodaną - tłumaczy. Podkreśla, że decyzję o zakończeniu kariery politycznej podjął sam. Po prostu nie wystartował w wyborach. - To była decyzja przemyślana wspólnie z rodziną - podkreśla. - Mój syn mówił mi, że „chodzenie po bagnach wciąga”.

Parlamentarny koniec Jarmuziewicza zwiastowano już wcześniej. Były wiceminister chciał zostać prezydentem Opola. Startował z szyldem PO, ale nie dostał się nawet do drugiej tury. To stawiało po dużym znakiem zapytania jego szanse w wyborach do Sejmu.

Sytuacja, w której poseł całkowicie sam rezygnuje z ubiegania się o parlament, w praktyce bowiem nie występuje. Urodzony w Baborowie były poseł Unii Wolności Kazimierz Szczygielski przestał pracować w Sejmie po trzech kadencjach, bo nie dostał sie na czwartą. W parlamencie zasiadał od 1991 do 2001 roku. - Twardego lądowania nie miałem, bo wróciłem do pracy naukowej - tłumaczy profesor Szczygielski, który z zawodu jest nauczycielem akademickim, a konkretnie demografem.Jest zatrudniony na Politechnice Opolskiej i w Instytucie Śląskim. - Bo jeżeli ktoś mówi, że nie ma się czym zająć po powrocie z Sejmu, to znaczy, że przespał swoje poprzednie życie - podkreśla.

Prof. Szczygielski nie zwalnia tempa w pracy, pomimo 69 lat na karku. - Jako demograf wiem, że niektórzy mają problem, żeby dotrwać do takiego wieku - uśmiecha się były poseł.

Twierdzi, że z dala od polityki mu dobrze, chociaż nie przestaje się nią interesować. Chciałby, aby posłowie byli lepiej przygotowywani do pracy. - Profesor Geremek mówił nam, żebyśmy znali wszystkie ustawy nad którymi procedujemy, dokładnie je czytali. Dziś politycy nie zawsze podchodzą do swoich obowiązków należycie - uważa.

Zakaz pracy ze studentami

Jerzy Szteliga, były baron SLD i poseł z ramienia tej partii, także pracuje dziś na Politechnice Opolskiej. Jest jednak nauczycielem zawieszonym. - Czyli nie mam prawa kontaktu ze studentami - tłumaczy Szteliga. To efekt trwającego wiele lat procesu dotyczącego rzekomego przyjęcia łapówki przy ubezpieczaniu Elektrowni Opole.

Prokuratura oskarżyła Szteligę, że przyjął 90 tys. zł na konto stowarzyszenia „Dla Przyszłości”. Proces rozpoczął się osiem lat temu. W zeszłym roku były polityk SLD został uniewinniony w pierwszej instancji. Cała sprawa w praktyce przekreśliła także jego polityczną karierę. Szteliga wcześniej przez trzy kadencje był posłem.

- Pracowałem przy tworzeniu konstytucji. Pracując w komisji konstytucyjnej, bardzo się angażowałem. Do domu wracałem tylko na niedzielę. Więc spokojnie mogę powiedzieć, że przepracowałem więcej niż trzy kadencje - uśmiecha się.
Mówi, że z tego „nałogu”, jakim jest praca parlamentarzysty, już się wyleczył. - Ja szedłem do Sejmu w wieku 40 lat, wcześniej zdobywałem doświadczenie jako radny - mówi. - Wiedziałem, że ta przygoda, jeśli to w ogóle można nazwać przygodą, będzie trwała tylko przez jakiś czas.

Obecnym posłom chciałby jednak udzielić kilku rad. Przede wszystkim - aby dobrze się przygotowywali do swojej pracy, dokładnie czytali akty prawne, nad którymi głosują. I aby mieli w sobie trochę więcej pokory. - Żeby na przykład potrafili powiedzieć dziennikarzowi, że czegoś nie wiedzą, jeśli zostaną poproszeni o komentarz w sprawie, na której się za bardzo nie znają - tłumaczy.

Do parlamentu ciągnie też Kazimierza Pietrzyka z Kędzierzyna-Koźla. Pietrzyk ma szacunek wśród mieszkańców, bo to właśnie on w 1994 roku stworzył profesjonalny klub siatkarski pod szyldem Mostostalu, tj. firmy, w której pracował (dziś klub nosi na­zwę Zaksa).

Na fali sukcesów drużyny został posłem SLD w 2001 r. W czasie kadencji „załatwił” rządowe pieniądze na budowę hali sportowej w Azotach, gdzie gra dziś Zaksa. Po czterech latach nie udało mu się dostać do Sejmu, bo i notowania jego partii stały dużo gorzej. Wrócił do prezesowania w klubie.

W 2012 r. odszedł z niego i zajął się sportem młodzieżowym w kozielskiem magistracie. Po raz ostatni spróbował swoich sił w października, startując w wyborach do Senatu z szyldem Zjednoczonej Lewicy. Nie miał jednak szans w starciu z kandydatamiPO i PiS (w jego okręgu wygrał kandydat tej drugiej partii).

O byłej posłance Samoobrony Sandrze Lewandowskiej było niedawno głośno w kontekście jej pracy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Poszło konkretnie o słowa ówczesnego szefa MSWiA Ryszarda Kalisza. Na nagraniach ujawnionych podczas tzw. afery podsłuchowej słychać Kalisza, który skarżył się, że Lewandowskiej nie chciało się pracować. „Jak ja przyszedłem do roboty, ministrem spraw wewnętrznych zostałem, to raptem się pytam, kto tam jest. No dobra. Ten i ten, i Sandra Lewandowska. Ja mówię: a co ona tam robi? Nic. Mówię: jak to nic nie robi? A ona mówi, że nic nie robi” - żalił się Kalisz w restauracji „Sowa i Przyjaciele”.

W odpowiedzi na to Lewandowska poskarżyła się tabloidom, że rubaszny polityk „ciągle się nią interesował i za nią chodził”. Z kolei były prezydent Aleksander Kwaśniewski w tej samej „Sowie...” opowiadał Kaliszowi o tym, że Lewandowska „strasznie się koło niego kręciła”. Była posłanka Samooobrany najpierw zażądała przeprosin od Ryszarda Kalisza, a potem zażądała do niego 150 tys. zł odszkodowania.

Nie wiadomo, jak ta sprawa się skończy. Na razie Lewandowska przebywa w Ameryce. Ale nie chce powiedzieć, co tam porabia. - Nie chcę, aby było to przedmiotem zainteresowania opinii publicznej, to moja prywatna sprawa - mówi Lewandowska. I dodaje, że z polityką dała sobie na razie spokój. Na razie.

Poselskie przywileje
Pensja zasadnicza posła to wynagrodzenie wynoszące 9892 złote i 30 groszy brutto.
Do tej kwoty należy doliczyć jeszcze dietę za wykonywanie mandatu, która wynosi prawie 2500 złotych. Jeśli poseł pracuje w podkomisjach, to może liczyć na dodatkowe pieniądze. Przewodniczący dostaje około 2000 złotych, a jego zastępca o 500 złotych mniej. Do tego trzeba doliczyć 12 150 złotych brutto, które mogą wydać na działalność swojego biura poselskiego. Z tym, że wszystkie wydatki związane z tą częścią finansów trzeba jednak udokumentować. Dodatkowo posłowie i senatorowie za darmo mogą jeździć komunikacją miejską, pociągami, a także latać samolotami LOT-u.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

l
lejenato

Kasiora i przekręty.

a
all

To jest miłość do immunitetu i wałków.

A
Aleg
W dniu 02.01.2016 o 10:23, Gość napisał:

Najpierw nalezy zamknac psychicznie chorych wyborcow.. to ludzie chorzy wybrali taki a nie inny SEJM...

masz racje ale wyborcy nie maja dużego wpływu bo już kilka razy byłem na wyborach i ciągle ta sama ciemnota mimo,że na nich nie głosowałem?

G
Gość
W dniu 02.01.2016 o 09:09, Aleg napisał:

Jak sejm działa jak narkotyk to należy go według prawa polskiego zamknąć a wszystkich posłów ( narkomanów) poddać przymusowym leczeniu psychiatrycznemu?!!!!!!!! :ph34r:

Najpierw nalezy zamknac psychicznie chorych wyborcow.. to ludzie chorzy wybrali taki a nie inny SEJM...

A
Aleg

Jak sejm działa jak narkotyk to należy go według prawa polskiego zamknąć a wszystkich posłów ( narkomanów) poddać przymusowym leczeniu psychiatrycznemu?!!!!!!!! :ph34r:

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3