Sindbad: Autokary z pasażerami stoją na granicy po kilka - kilkanaście godzin

Edyta Hanszke
Edyta Hanszke
Opolska firma w czasie epidemii koronawirusa przywozi do kraju Polaków, którzy chcą wrócić z Europy. Jeździ teraz tylko na głównych liniach.
Opolska firma w czasie epidemii koronawirusa przywozi do kraju Polaków, którzy chcą wrócić z Europy. Jeździ teraz tylko na głównych liniach. Sindbad
Wyjeżdżamy według rozkładu, ale godziny powrotu jeden Bóg zna - mówi Bogdan Kurys, wiceprezes Sindbada, który przewozi Polaków z Europy w czasie koronawirusa. - Dlatego musieliśmy się ograniczyć tylko do głównych linii.

- W środę realizowaliśmy wyjazdy z Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii i Holandii. Będziemy stamtąd wracać w sobotę. Jeździmy jeszcze do Niemiec, ale na głównych liniach. Z 200 miast, do których docieraliśmy, musieliśmy ograniczyć się do tych największych, bo przy obecnych ograniczeniach - gdy na polskiej granicy autokary stoją godzinami - nie jesteśmy w stanie zaplanować realizowanych dotychczas dowozów do mniejszych miast - mówi Bogdan Kurys, wiceprezes Sindbada.

- Wyjeżdżamy według planu, ale powroty opóźniają się o kilka a nawet kilkanaście godzin, w zależności od tego, ile musimy czekać na granicach. Monitorujemy przejścia graniczne. Zdarza się, że kierujemy kierowców dłuższymi trasami, bo na przykład przez Kołbaskowo czeka się krócej niż w Zgorzelcu czy Olszynie - dodaje.

Ograniczenia wynikające z koronawirusa spowodowały, że ze 130 autokarów własnych Sindbada (firma jest członkiem platformy Sindbad, skupiającej kilku przewoźników i dysponującej łącznie 300 pojazdami) w trasach jest zaledwie kilka.

Z 1000-1500 osób przewożonych dotychczas codziennie na regularnych trasach zostało 150-200. W każdym autokarze jedzie po kilkunastu lub kilkudziesięciu podróżnych, w zależności od jego wielkości.

- Polacy, którzy utknęli w różnych zakątkach Europy, nierzadko wracając z innych części świata, proszą, żebyśmy pomogli im wrócić do kraju. Jesteśmy w kontakcie z konsulatami polskimi. Staramy się robić, co w naszej mocy. Tyle mówi się o państwowym LOT, że, wspierany przez rząd, przetransportował po zawieszeniu lotów do Polski ok. 4 tys. pasażerów. My w tym samym czasie bez wsparcia rządu przewieźliśmy znacznie więcej osób - kontynuuje Bogdan Kurys.

Największą bolączką opolskiego przewoźnika na teraz są kolejki na polskich przejściach granicznych.

Podczas gdy na innych - także zamkniętych granicach angielsko-francuskiej, francusko-belgijskiej, beligijsko-niemieckiej - odprawy trwają od pół godziny do czterdziestu minut, przed wjazdem do Polski kolejki tirów przeplatanych samochodami osobowymi i autokarami ciągną się dziesiątkami kilometrów i wiążą z kilku na nawet kilkunastogodzinnym czekaniem na przejazd.

Ostatnie pól kilometra korytarza dla autokarów i osobówek nie załatwia sprawy.

Ile Sindbad jest w stanie przetrwać w takich ekstremalnych warunkach? Bogdan Kurys: -Obroty spadły nam o kilkadziesiąt procent w porównaniu do standardowych, ale jesteśmy dużą, stabilną firmą. Nie wywieszamy białej flagi.

Na czwartkowej konferencji prasowej MSWiA zapowiedział upłynnienie ruchu na granicach.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska