Sławomir Świerzyński: Majteczki w kropeczki pisałem na kacu

    Sławomir Świerzyński: Majteczki w kropeczki pisałem na kacu

    fot. Archiwum zespołu

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Sławomir Świerzyński: Majteczki w kropeczki pisałem na kacu

    ©fot. Archiwum zespołu

    Rozmowa ze Sławomirem Świerzyńskim, liderem zespołu Bayer Full.
    Sławomir Świerzyński: Majteczki w kropeczki pisałem na kacu

    ©fot. Archiwum zespołu

    Bayer Full

    Bayer Full


    Od 24 czerwca z Nową Trybuną Opolską kolekcja płyt z piosenkami zespołu Bayer Full.

    Najlepsza muzyka na lato, piosenki na każdą okazję!

    Baw się i śpiewaj przy mega przebojach Bayer Full!



    b>- Za nami kolejny opolski festiwal i kolejny raz to święto polskiej piosenki obyło się bez disco polo. Dla TVP jesteście zbyt obciachowi.
    - A nie jest obciachowy zespół roku, który leci taką rąbanką: pu pu pu pu puuuu?!
    Jestem zawiedziony tym festiwalem, ale wcale nie dlatego, że nas tam nie było, bo już dawno straciliśmy nadzieję, że disco polo kiedykolwiek do Opola zaproszą. TVP ma swoje gwiazdy, trzech wykonawców na krzyż, im wręcza się Superjedynki i każe się nam nimi zachwycać. A według mnie najlepsze w tym roku w Opolu były chłopaki z "Rancza".

    - Do Opola was nie zaprosili, do eliminacji na Eurowizję zgłosiliście się sami i też klapa.
    - I pojechała Lidia Kopania i już w przedbiegach przepadła. Dla mnie to jest wyrzucanie pieniędzy z abonamentu, których telewizja publiczna i tak podobno ma niewiele. My zgłosiliśmy piosenkę, ale chyba nawet nikomu nie chciało się jej ocenić, z automatu została odrzucona. A już na samym festiwalu bardzo podobny utwór zespołu Arash z Azerbejdżanu zajął trzecie miejsce. Na Eurowizji podobają się lekkie, skoczne piosenki, ale widać w polskim jury zasiadają jakieś dziwolągi, które pojęcia nie mają, czego ludzie chcą słuchać, do jakich melodii tańczyć. Zgoda, jest muzyka poważna, jest marszowa... Marszową gramy w Iraku, Chopina - w Żelazowej Woli, a na festynach gramy disco polo.

    - Dajecie po 15-20 koncertów w miesiącu, płyty sprzedajecie w milionowych nakładach. Jak to możliwe, skoro telewizje was ignorują, dla stacji radiowych nie istniejecie, nikt nie robi wam reklamy?
    - Każdy od czasu do czasu chciałby sobie coś zanucić, zaśpiewać, zwłaszcza przy piwku, przy kiełbasce, przy grillu, na działce. A do tego potrzebne są piosenki, które mają melodyjną zwrotkę i refren, który łatwo wpada w ucho. My mamy na koncertach i po 10 tysięcy ludzi. Wystarczą plakaty, że Bayer Full przyjeżdża i impreza sprzedana. Przy naszym zespole zarabia na życie jeszcze około 50-60 osób. To nasi agenci, firmy nagłaśniające itd. I oni dbają o to, żeby koncert się sprzedał, bo to jest też ich chleb. Więc zastanawiam się, dlaczego takie wytwórnie jak Sony, BMG, czy polska telewizja mając takiego konia pociągowego, jakim my jesteśmy, nie chcą z tego skorzystać.

    - I do jakich wniosków pan doszedł?
    - Że albo są ślepi, albo chcieliby sami i to od razu ten tort cały zjeść. A my jemy srebrną małą łyżeczką powolutku, bilety na nasze koncerty są po 40, ale i po 25 zł, są też plenery, gdzie lokalne władze płacą, a ludzie mają darmochę. Idziemy cały czas do przodu i 25 lat w tym roku nam już stuka.

    - Złoty wiek disco polo to były lata 90. Wtedy jak grzyby po deszczu, zwłaszcza na wschodniej ścianie, wyrastały dyskoteki, w których królowała tylko taka muzyka. A dziś, kto przychodzi na wasze koncerty? Działkowicze i miłośnicy grilla?
    - A gdzie tam. To są nastolatki, takie piętnastki - siedemnastki, ale są też czterdziestki i trochę starsze, czyli roczniki, które ja podrywałem. I one tak potrafią człowieka podkręcić! Na nastolatkach to ja już nie robię wrażenia, ale ze mną występuje moich dwóch synów, jeden ma 25 lat, drugi 20 i widzę ten wzrok skierowany w ich stronę.

    - A po koncercie poza fankami, nikt was nie nagabuje? Pytam, bo swego czasu tajemnicą poliszynela było, że w promocję disco polo zaangażowała się mafia pruszkowska. Podobno w latach 95-97 mafiosi kontrolowali niemal 70 proc. tego rynku.
    - Było tak, ale oni położyli łapę na discopolowych firmach fonograficznych, wchodzili do tych wielkich dyskotek, które grały naszą muzykę. Ale my jako zespół w żadnych przepychankach nie uczestniczyliśmy, żadnych haraczy nie płaciliśmy. I w ogóle to już przeszłość.

    - No tak, nawet "Panderoza", największe disco na Podlasiu, już nie działa.
    - Byliśmy tam dwa razy - pierwszy i ostatni. Zaproponowali, żebyśmy grali jako zespół zabawowy od 8 wieczorem do północy, z godzinną przerwą na tanie wino, potem do 3. To powiedziałem: bujajcie się, ja nie jestem magnetofon, który się włącza i on gra non stop.

    - Wtedy też uśmiechali się do was politycy. Kwaśniewski i Pawlak w kampanii wyborczej podpierali się piosenkami disco polo.
    - Owszem i nasza przyjaźń z politykami PSL trwa do dzisiaj, sam należę do tej partii. Jesteśmy ze wsi, mieszkamy na wsiach, więc naturalną koleją rzeczy uważamy, że tam przede wszystkim jest nasz odbiorca. To się nie dzieje ot, tak sobie, bez naszej korzyści, bo PSL jest mocny w samorządach.

    - I z samorządowej kasy może fundować te plenerowe koncerty z waszym udziałem?
    - Dlatego PSL-owi nigdy nie odmawiamy. Chociaż były też zespoły discopolowe, które angażowały się w kampanię SLD, a dla Samoobrony tańczył i śpiewał Michał Wiśniewski.

    - Zdaje się, że akurat w tej ostatniej sprawie też ma pan swój udział?
    - To nie tak. Mam firmę fonograficzną i tylko przyjąłem zlecenie na wydanie miliona płyt z piosenką "Ich Troje". Na tym się skończyło.

    - Chyba się jednak nie skończyło. Wiśniewski publicznie ogłosił, że jest pan oszustem, bo nie oddał mu całych 100 tysięcy.
    - Nie chcę tego już rozdrapywać, najlepiej, jak się niektórych rzeczy nie dotyka, to one po pewnym czasie przestają istnieć.

    - Czyli ma pan nadzieję, że kolega odpuści sobie?
    - Musi odpuścić, bo dawno ma to zapłacone. Ja mam na wszystko kwity, a że z nim się jego przyjaciele nie podzielili, to już nie moja sprawa. Jakby co, moi prawnicy czuwają. W tym fachu trzeba ich zawsze mieć pod ręką, choć nie zawsze udaje się wygrać. Ostatnio zapłaciłem 6 tysięcy zł kary za to, że zaśpiewałem piosenkę, której -jak uznał sąd - nie powinienem śpiewać.

    - ???
    - Poszło o "Koniczynkę". Pierwszy raz wykonałem ją 18 lat temu, teraz znów tę piosenkę zaśpiewałem i raptem zaprotestował jej autor, że nie dał mi na to zgody.

    - A "Majteczki w kropeczki", sztandarowy przebój Bayer Full, może pan śpiewać bezkarnie?
    - Ta jest moja od początku do końca, od wypicia pierwszego kieliszka do kaca na drugi dzień. Miałem dół, zacząłem wspominać moją młodość, napiłem się wódki i w jakieś 15 minut powstał przebój. Ta piosenka to taka moja biografia. Burzliwa (śmiech).

    - W mediach disco polo nie ma, ale tabloidy wam nie odpuszczają. Rozkręciły aferę z Wiśniewskim, rozpisywały się o dramacie lidera Bayer Full, kiedy porwano panu syna. A ostatnio był pan gościem Kuby Wojewódzkiego i to nie w byle jakim towarzystwie. Tomasz Lis wydawał się trochę spięty.
    - Kiedyś byłem w programie, który się nazywał "Rower Błażeja" bodajże. Zaproszono mnie i pana Bogusława Kaczyńskiego. Też na początku był spięty, pewnie myślał: co ja tu robię, nie ten poziom, nie ta półka. Ale jak się okazało, że jestem stroicielem fortepianów i potrafię w 27 minut instrument nastroić, to się nagle miękko zrobiło. Z Lisem było podobnie. Poza kamerą powiedział mi, że jeśli ludziom podobają się moje piosenki, to ok.
    - Kulturalny człowiek, tzw. kręgi intelektualne nawet jeśli was słuchają, to pewnie w życiu by się do tego nie przyznały, bo publicznie mówią, że disco polo to wiejskie przyśpiewki z remizy. Obraża się pan na takie opinie?
    - A niech sobie gadają. Muzyka się dzieli na taką, która się ludziom podoba i taką, która się nie podoba. Koniec. Natomiast denerwuje mnie, kiedy wychodzi jakiś zespół, śpiewa coś, czego się nie da słuchać, a tzw. krytycy wmawiają nam, że to jest objawienie roku.

    - Teraz disco polo, sądząc po waszych wynikach, rzeczywiście przeżywa renesans, ale był czas, kiedy ludzie nie chcieli was już słuchać. Polsat wtedy zdjął swój Disco Relax.
    - Nie, powód był inny - przyszedł Michnik do Rywina. Po prostu chodziło o sprzedanie stacji i był warunek, że najpierw pewne programy muszą z anteny zniknąć. Teraz jak na to patrzę, myślę, że dobrze się stało, bo na polu boju zostało kilkanaście zespołów, w tym kilka topowych: Bayer Full, Boys, Akcent, Classic, może jeszcze Skaner. Wcześniej naszym największym konkurentem była grupa Milano. Teraz o palmę pierwszeństwa walczymy z zespołem Boys. Razem wódkę pijemy, przyjaźnimy się, wspólnie bawimy, ale scena to co innego, mamy mieć przeboje i walczyć o publiczność.

    - I zarabiać kolejne miliony. Podobno najwięksi krezusi to liderzy disco polo. Nie wie pan, że pieniądze szczęścia nie dają? I w końcu ile można korzystać z życia?
    - Oj, można (śmiech). Jakbym pani powiedział, ile mój jacht pali na godzinę, to by pani nie uwierzyła. Ale nie powiem, bo cyfra jest porażająca, nie chcę nikogo drażnić.

    - A sąsiadów na mazowieckiej wsi to pana bogactwo nie drażni, nie kłuje w oczy wielki dom, wielkie pole, stadnina koni, urlop na Teneryfie...?
    - Niektórych Pan Bóg stworzył na panów, ale zapomniał im dać pieniądze, a innych po prostu... polubił. To nie jest tak, że od razu zarabialiśmy miliony. Na początku firmy fonograficzne nieźle nas doiły. Sprzedawały nasze płyty w milionowych nakładach, a nam spadały jakieś ochłapy. Pamiętam, jak się zagotowałem, kiedy facet, którego nazwiska nawet nie chcę wspominać, dał mi umowę do podpisania. Mówię mu: słuchaj, zagrałem dla ciebie w tym roku 100 koncertów i zarobiłem 10 tys., bo on nam płacił po stówie za występ. Pytam, a ty ile zarobiłeś? Zbuntowaliśmy się, zaczęliśmy sami organizować koncerty, licencjonować płyty i poszło.

    - Ale ludzie nie lubią tych, których Pan Bóg polubił. Gdy porwali panu syna, przysięgał pan, że rodzina jest najważniejsza i jak będzie trzeba, zapłaci te pół miliona okupu.
    - Nadal tak myślę, dlatego po tym porwaniu zadbałem o nasze zabezpieczenie i gdyby taka sytuacja się powtórzyła, zrobię wszystko, żeby ochronić rodzinę.

    - Perfect śpiewa "trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść". Pan wie?
    - Jeżeli będą takie festiwale w Opolu, jak w tym roku, ludzie nie pozwolą mi zejść ze sceny. Owszem, powoli repertuar będą przejmować moi synowie. Ja coraz chętniej śpiewam wnukowi. Ma roczek.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (10)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (10) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej NTO

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej NTO

    Bilety na 4 Nations Cup w Opolu już dostępne

    Bilety na 4 Nations Cup w Opolu już dostępne

    Niepokonani 2018 - niezwykły koncert w gwiazdorskiej obsadzie

    Niepokonani 2018 - niezwykły koncert w gwiazdorskiej obsadzie

    Poznaj laureatów plebiscytu Nauczyciel na Medal

    Poznaj laureatów plebiscytu Nauczyciel na Medal