Firmę otwierali w czasach, kiedy prywatna inicjatywa nie była dobrze widziana. Dostęp do maszyn i surowców miało jedynie państwo. Odwagi im nie brakowało.

Czesław Woźniak i Zbigniew Marek w 1984 roku otworzyli w Nysie zakład produkcji wafli „Wacuś”. Wcześniej obydwaj pracowali w „Cukrach Nyskich”. Zrobili więc to, co w czasach „komuny” było niepopularnie i źle widziane: zwolnili się z państwowej posady i założyli własną firmę.

Zobacz: Projekt to wyzwanie

Czesław Woźniak pracował w „Cukrach Nyskich” jako główny mechanik. - To było dobre stanowisko, wiele mogłem stracić, gdyby nam się nie powiodło - wspomina.

Zaryzykował też pieniędzmi rodzinnymi, które zebrali razem z żoną jako prezenty ślubne.

- W tamtych czasach dostęp do maszyn i surowców był bardzo trudny. Monopol na to miało państwo. Sprowadzenie produkowanych wówczas w NRD urządzeń było w zasadzie niemożliwe dla prywatnej osoby. Za to konkurencja wówczas była niewielka, więc trudno jednoznacznie ocenić, kiedy było lepiej - komentuje.

Maszynę do wypieku wafli zdobył przez przypadek. Pojechał na sympozjum do Cieszyna, gdzie dowiedział się, że tamtejsze Społem chce pozbyć się maszyny.

Zobacz: Achim Gabor na Uniwersytecie Opolskim

- Kupiliśmy ją i wstawiliśmy do piwnicy w prywatnym domu. Od imienia jej właściciela, który nam pomagał w tworzeniu spółki, choć nie  jako  udziałowiec, stworzyliśmy nazwę firmy „Wacuś” - dodaje Zbigniew Marek. 

Dziś są już w trzecim miejscu w Nysie. Zakład, który wybudowali po przeniesieniu się z piwnicy wkrótce okazał się za mały. Teraz mają obiekt o powierzchni 3000 metrów. Zatrudniają 48 osób. Sprzedają wafle suche, przekładane i w  polewie, głównie na Śląsku, ale także w całej Polsce, Słowacji, Czechach, a nawet przez pośrednika w USA.

- Co ciekawe, pierwsza maszyna dalej działa.Sprzedaliśmy ją i służy do wypieku komunikantów do kościołów - mówi Czesław Woźniak.

Zobacz: Uparci biznesmeni

Zbigniew Marek uważa, że ich największym sukcesem oprócz oczywiście rozwoju jest to, że przetrwali jako spółka. - Bywa, że partnerzy mają sobie po jakimś czasie dość - mówi.

Na koncie mają statuetki zdobyte na Agrolidze w Łosowie, nyskiego Trytona (nagrodę przyznawaną przez samorząd miasta), Opolską Markę (w konkursie opolskiego urzędu marszałkowskiego), a w ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy doceniła ich II miejscem w kategorii „bezpieczny zakład”.

Dobre rady dla zakładających teraz własny biznes nysanie mają taki?

- Najważniejsza jest wiedza. Nie wystarczy przekonanie, że koledze się udało, to i ja sobie z tym tematem poradzę. Nam wykształcenie i doświadczenie bardzo pomogło w prowadzeniu firmy - zaleca Czesław Woźniak. - Potrzebne jest też zdecydowanie, ale i podejmowanie przemyślanych decyzji.Emocje w biznesie to najgorszy doradca. Lepiej zastanowić się nad czymś, przespać z problemem niż działać od razu  - kontynuuje.

Zobacz sylwetli właścicieli firmy