Śmierć nyskich nekropolii

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Nieznana mogiła żołnierza na cmentarzu garnizonowym w Nysie. Chrystus nad grobem, niestety, pełnym śmieci.
Nieznana mogiła żołnierza na cmentarzu garnizonowym w Nysie. Chrystus nad grobem, niestety, pełnym śmieci. Krzysztof Strauchmann
Cmentarze to ostatni ślad po zmarłych. Cztery zabytkowe nyskie cmentarze umierają na naszych oczach, grzebiąc tym samym bogatą przeszłość miasta.

Historia kochanków z Nysy zakończyła się 12 stycznia 1919 r. Ona miała na imię Edith i 19 lat. On, Johannes Wenzlik, był cztery lata starszym podporucznikiem. Dzień po jej urodzinach popełnili wspólnie samobójstwo. Kiedy wybuchła I wojna światowa, Johannesa powołano do wojska. Wrócił do Nysy z ciężką raną głowy. Stracił kawałek czaszki, lekarze wstawili mu srebrną blaszkę, żeby osłonić mózg. To jednak powodowało u młodego porucznika straszne bóle głowy i zaniki pamięci. Cierpiał tak okrutnie, że dwa miesiące po zakończeniu wojny targnął się na swoje życie. Edith, jego narzeczona, kochała go tak bardzo, że odeszła razem z nim.

Pochowano ich razem na cmentarzu garnizonowym w Nysie, przy dzisiejszej ul. Krasińskiego. Nieznany już dziś rzeźbiarz wykonał w piaskowcu piękną płytę nagrobną przedstawiającą parę młodych ludzi. Stoją obok, oparci tyłem o siebie. On w dłoni trzyma czaszkę.

Nagrobek doczekał się własnej historii. Już po wojnie, gdy wysiedlono z Nysy ludność niemiecką, pamiętający wydarzenia z 1919 r. Walter Gatzka z Essen napisał krótką wzmiankę o śmieci Johannesa i Edith do czasopisma "Neisse Heimatblatt", wydawanego w Niemczech przez dawnych obywateli miasta. Gazeta dotarła do młodego mieszkańca Nysy zakochanego w historii swojego miasta Sebastiana Miechkoty, który przetłumaczył artykuł i zamieścił go na nyskim forum internetowym. Odnalazł też na cmentarzu nagrobek, przewrócony na ziemię. Już bez bocznych skrzydeł z nazwiskami zmarłych. Zeschnięte liście i mech otuliły postacie kochanków. Kamienna rzeźba leży tak do dzisiaj.

Ojciec założyciel OSP

O Johannessa Hellmanna upomnieli się nyscy strażacy. Hellmann zmarł w 1924 roku jako urzędnik, który organizował pierwsze ochotnicze straże pożarne na Śląsku, a potem przez wiele lat szkolił i wspierał nyskich strażaków. Wdzięczni mieszkańcy ufundowali mu kamienny nagrobek z charakterystycznym zwieńczeniem w formie strażackiego hełmu.
Pochowano go na katolickim cmentarzu Rochus przy dzisiejszej alei Wojska Polskiego, daleko od centrum Nysy.

Po wojnie zanikła pamięć o Johannesie Hellmannie. Aż do 2010 r., kiedy to Rudolf Hyła, strażacki działacz z OSP Szemierowice koło Kluczborka, studiując historię straży pożarnej, trafił na tę nietuzinkową postać i zorganizował o Hellmannie sympozjum naukowe. Materiały i prelegentów ściągnął do Opola aż z niemieckiej Fuldy, gdzie działa muzeum straży pożarnej.

Na sympozjum przyjechali strażacy z Nysy z ówczesnym komendantem powiatowym Markiem Makówką i strażakiem emerytem Stanisławem Kuszyłą. Posłuchali o Hellmannie, dowiedzieli się, że pochowano go w Nysie i z wielkim zdziwieniem obejrzeli fotografię jego grobu. Bo zwieńczenie grobowca z charakterystycznym hełmem znali doskonale. Stało… na bramie wjazdowej na plac manewrowy komendy powiatowej.

Po powrocie do Nysy strażacy zaczęli prywatne dochodzenie. Ustalili, że kamienny hełm postawiono na bramie w latach 60. Pewnego dnia jednostka została wezwana do pożaru na al. Wojska Polskiego. Przypadkowo na starym cmentarzu na kupie kamieni strażacy zobaczyli rzeźbę z hełmem i za zgodą miejscowego proboszcza zabrali ją do siebie.

Czterdzieści lat później okazało się, że zabrali część z nagrobka swojego "ojca założyciela". Stanisław Kuszyła z pomocą młodej konserwator zabytków wrócił na nieczynny cmentarz szukać grobu. Chodzili i mierzyli przewrócone kamienne nagrobki, bo wymiary ustalili na podstawie fotografii. Koło zniszczonego kościółka św. Rocha i Sebastiana znaleźli przewrócony nagrobek. Strażacy hydraulicznym podnośnikiem przewrócili go na drugą stronę i zabrali do konserwacji.

Johanness Hellmann po ekshumacji został ponownie pochowany w honorowym miejscu na innym cmentarzu - Jerozolimskim, obok grobu poety Eichendorffa. Inne płyty nagrobne dalej czekają na swoje odkrycie i odgrzebanie historii pochowanych. Pod kamieniem Johannesa znajdowała się płyta nagrobna jego syna Hansa, który był oficerem niemieckiej marynarki wojennej i zginął w 1900 roku w Chinach, w czasie tzw. powstania bokserów. Na grobowej płycie wyrzeźbiono mu charakterystyczną kotwicę. Ta płyta nie wróciła na miejsce pochówku.

Nagrobek poety ocaliła polityka

Z dawnych zmarłych mieszkańców Nysy najwięcej szczęścia miał romantyczny poeta Józef von Eichendorff (1788-1857), który zmarł w Nysie i został pochowany na cmentarzu Jerozolimskim. Ten cmentarz, w odróżnieniu od garnizonowego i kompleksu cmentarzy na al. Wojska Polskiego, po wojnie był normalnie użytkowany, a poniemieckie groby stopniowo usuwano lub przerabiano. Jak ocalał nagrobek poety?

- W 1957 roku, w setną rocznicę śmierci Eichendorffa, grupa studentów, wykładowców i artystów z Niemieckiej Republiki Demokratycznej postanowiła odwiedzić jego grób - opowiada Edward Hałajko, nyski historyk i konserwator zabytków. - To wywołało popłoch wśród urzędników miejskich, bo nikt nie słyszał o Eichendorffie i nie potrafił odnaleźć grobu. Pomógł dopiero ówczesny proboszcz - ks. Józef Kądziołka. Po raz kolejny w 1988 roku nyskie służby, w tym MO i SB, zostały postawione w stan gotowości w dwusetną rodzinę urodzin poety. Przed cmentarz podjechał samochód z dyplomatami z RFN, którzy złożyli kwiaty na grobie. Gdyby nie przypadek, jego nagrobek mógł ulec zniszczeniu, podobnie jak wiele innych.

Edward Hałajko pasjonuje się historią niemieckich cmentarzy w Nysie i od lat nawołuje do ich ratowania. Założony w 1835 r. w obrębie dawnej twierdzy cmentarz garnizonowy kryje między innymi groby 6 generałów pruskich i romantycznego poety Hermana Koniberta Neumanna (1809-1875). Przyjaciele ufundowali mu po śmierci na nagrobku popiersie z karraryjskiego marmuru. Wykonał je znany wtedy rzeźbiarz z Norymbergii Afinger. Nagrobka już nie ma. Zniknął wraz z marmurowym medalionem. Zniknęła większość grobów - skradzionych, zabranych, zniszczonych.

- Dwa lata temu zaproponowałem władzom miasta, żeby zacząć od porządkowania tego terenu i od zrekonstruowania przynajmniej kilku obiektów - mówi Edward Hałajko. - To nie wymaga dużych kosztów. Czasem wystarczy je wymyć, postawić zrzucone elementy, uporządkować teren, zrobić dojście.

O żołnierzy nie dba nikt

W trawie leży między innymi pomnik nieznanego żołnierza, ufundowany w 1909 r. przez mieszkańców miasta i stowarzyszenie kombatanckie, na pamiątkę wojny z 1866 roku z Austrią. Na inskrypcji jest wzmianka o ofiarach z obu stron konfliktu - 51 pruskich i 11 austrowęgierskich żołnierzach, którzy prawdopodobnie zmarli w nyskim szpitalu jako jeńcy. Pomnik z granitu nadal jest w bardzo dobrym stanie, tylko iglica została przewrócona.
W położonej najwyżej kwaterze jenieckiej zachował się potężny krzyż - pomnik żołnierzy rosyjskich.

- Pomnik powstał prawdopodobnie w 1920 roku - mówi Edward Hałajko. - Zachowała się inskrypcja po rosyjsku, że jest to pomnik wystawiony po wojnie ze środków byłych już jeńców obozu jenieckiego w Nysie. Swego czasu pokazałem go prof. Bobrowowi, rosyjskiemu malarzowi i historykowi sztuki, który przyjechał na zajęcia do Nysy. On stwierdził, że najprawdopodobniej ufundowali go emigranci. W 1918 roku przeprowadzono w Rosji radzieckiej reformę pisma. W środowiskach emigracyjnych pewne litery pisano po staremu jeszcze do lat 20. Na pomniku znajduje się właśnie jedna z takich liter. Prawdopodobnie więc część jeńców rosyjskich nie wróciła do kraju. Może nawet zostali tutaj i zasymilowali się. Temu niezwykłemu pomnikowi brakuje górnej części. Kamienie leżą opodal. Można je spróbować poskładać.

W jeszcze trudniejszej sytuacji znajduje się kompleks trzech cmentarzy na alei Wojska Polskiego. Oddalone od centrum, porośnięte drzewami i gęstymi dziś zaroślami cmentarze są ciągle rabowane i bezmyślnie dewastowane. Do niedawna pijacy urządzali sobie libacje w okazałych grobowcach. Otwarte groby służą za składowiska śmieci. Ciągle giną cenne płyty nagrobne z inskrypcjami liczącymi sobie nawet ponad 200 lat.

Ostatnia chwila na ratunek

- Katolicki cmentarz św. Rocha powstał już w 1633 roku dla zmarłych w czasie epidemii - opowiada Edward Hałajko. - Już wiedziano, że trzeba takie osoby izolować, żeby nie zarażały. Chorych wynoszono z miasta, tu stały namioty dla nich. Potem powstała kaplica, a nawet istniała pustelnia z pustelnikiem, który modlił się za dusze zmarłych.

W 1773 r. król pruski Fryderyk Wilhelm nakazał lokowanie cmentarzy poza miastami. Cmentarz św. Rocha przejął zadania miejskiego cmentarza, który wcześniej mieścił się za bramą wrocławską. Obok ulokowano większy obszarowo cmentarz ewangelicki, a jeszcze wyżej cmentarz żydowski, na którym zachowały się już tylko pojedyncze macewy. Na Rochusie najstarsze nagrobki zachowały się tu z XVIII wieku. Niestety, złodzieje ukradli m.in. część tablic z epitafiami w cokole kościoła św. Rocha i św. Sebastiana, a w sakralnej budowli niedawno zawalił się dach. Proces zniszczenia będzie się teraz posuwał błyskawicznie.

Trzy lata temu władze miejskie sfinansowały podstawowe prace zabezpieczeniowe w klasycystycznej kaplicy ewangelickiej z 1825 roku, którą wcześniej chciano rozebrać, ale zaprotestował Wojewódzki Konserwator Zabytków. Na miejscu kopulastego dachu położono betonową płytę. Zamurowano wejścia do kaplicy ewangelików, do najcenniejszego grobowca rodziny Roediger, kościółka św. Rocha.

- Ratowanie cmentarza trzeba zacząć od zinwentaryzowania tych nagrobków, bo giną na naszych oczach - apeluje Edward Hałajko. - Można spróbować zorganizować społeczną akcję ratowania tych zabytków, przeprowadzić kwestę społeczną na ten cel. Pochodząca z Nysy aktorka - Marta Klubowicz wspiera mnie w tych działaniach. Zapowiedziała kiedyś, że jest gotowa stać z puszką i zbierać pieniądze. Ale pierwszy krok musi zrobić właściciel terenu - urząd miejski. Powinien przynajmniej uporządkować teren, wywieźć śmieci, wyciąć samosiejki. Tego bez zgody właściciela nie da się zrobić.

- Postaramy się znaleźć środki, żeby zabezpieczyć te cmentarze - zapowiada burmistrz Nysy Jolanta Barska. - Wystąpiliśmy do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o ustalenie warunków, jakie musimy spełnić przy zabezpieczeniu cmentarza na al. Wojska Polskiego. Przygotowujemy szczegółową dokumentację zagospodarowania cmentarza. Chcemy ten teren odsłonić, przeprowadzić pielęgnację drzew na cmentarzu. Chcemy go oświetlić, zabezpieczyć grobowce i kościół św. Rocha. Do renowacji cenniejszych nagrobków chcemy zaprosić Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Nysie. W przyszłym roku w budżecie uwzględnimy pewne wydatki na ten cel. Nie spodziewam się jednak, żeby ktoś prywatnie chciał dać pieniądze na niemiecki cmentarz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3