Sorry Warszawo! Wolimy Bodzanów

Krzysztof StrauchmannZaktualizowano 
Takich bajecznych schodów jak u Witkowskich nawet w Portugalii nie znajdziesz.
Takich bajecznych schodów jak u Witkowskich nawet w Portugalii nie znajdziesz.
Trzy lata temu sprzedali mieszkanie w stolicy i przenieśli się na wieś, do Bodzanowa koło Głuchołaz. Karina i Tomasz Witkowscy znaleźli dla siebie, swojej rodziny idealny, stary dom. I są w nim szczęśliwi.

Nie kupili chaty w Bieszczadach ani domu nad mazurskim jeziorem, jak w znanym serialu. Wybrali Bodzanów koło Głuchołaz i poniemieckie zabudowania z ogromną częścią gospodarczą. Sąsiedzi do dziś nie mogą się nadziwić, jak tu trafili.

- Zjeździliśmy całą zachodnią Polskę od Pomorza po Śląsk, wszędzie gdzie można znaleźć poniemiecką architekturę - opowiada Karina Witkowska. - Szukaliśmy miejsca, które oczaruje nas, jak tylko do niego wejdziemy. I przeżyliśmy to tutaj, w Bodzanowie. Weszliśmy do tego domu, spojrzeliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że to jest to. W Bodzanowie poczuliśmy dobrą aurę.

Karina i Tomasz prowadzą rodzinną firmę Artkafle. Tworzą ręcznie kafelki, płytki i płyteczki ceramiczne do okładania ścian, podłóg, mebli. On je wypala w piecu ceramicznym, ona ręcznie maluje, nadając każdemu indywidualny wygląd. Szukali nie tylko domu dla siebie, ale też miejsca na pracownię ceramiczną. W Bodzanowie, tuż przy domu, trafili na mutowaną stodołę z łukowatym sklepieniem, wspartym na kamiennych słuchach. Idealne miejsce do pracy dla artysty. Wcześniej jednak przez rok sprawdzali ogłoszenia o sprzedaży i odwiedzali kolejne miejsca. Na Opolszczyźnie byli już wcześniej.

- Co drugi weekend umawialiśmy się z właścicielami domów na sprzedaż i wyruszaliśmy w teren na poszukiwania - wspomina Karina Witkowska. - Wiele domów, które oglądaliśmy nie spełniało podstawowych kryteriów. Nie miały łazienek, brakowało miejsca na pracownię, albo były totalnie zdewastowane czy mroczne. W Gogolinie widzieliśmy piękny, stary, ale straszliwie mroczny dom, jakby nie chciał żebyśmy tam zamieszkali. Troszkę nas postraszył. Dopiero potem okazało się, że był tam kiedyś szpital i wiele zła się tam wydarzyło.

Dom w Bodzanowie jakby na nich czekał. Poprzedni właściciel próbował zrobić tu pensjonat, ale zrezygnował. Przez kilka lat mieszkał tu tylko stróż pilnujący budynku. Zabudowania na szczęście dla Witkowskich uniknęły większych przeróbek. Nowi właściciele nie mogą tylko przeboleć, że ich poprzednicy wyburzyli wspaniały stary piec chlebowy. Warszawiacy zabrali się więc za remonty i urządzanie po swojemu, zachowując cały nastrój starych zabudowań. I oczywiście wszędzie gdzie się dało, wstawili swoje kafle. Tak bajecznie kolorowe schody na piętro trudno znaleźć nawet w Portugalii. Ich dziełem jest cała kuchnia, łazienka, wyłożone ozdobami stare meble. W domu zachowało się niewiele z dawnego wyposażenia, właściwie tylko wielki dębowy stół kuchenny, który też starannie zakonserwowali i odnowili. Resztę mebli dokupują sukcesywnie na targach staroci. I jak to miastowi, na wsi musieli się nauczyć wielu gospodarskich czynności, choćby palenia w piecach czy sprzątania podwórza.

- Nasz dom długo stał pusty i zimny. Musieliśmy go ogrzewać nawet w czerwcu, spaliśmy przy rozpalonym kominku - wspomina pierwsze miesiące pani Karina. - Przez pierwsze lata, nawet gdy było słonecznie, ja chodziłam po domu w grubych swetrach, bo było mi zimno. I wreszcie dom się ogrzał. Dopiero od roku jest nam ciepło zimą, a latem chłodniej.

Pijemy kawę w wielkiej kuchni, a potem idziemy zwiedzać kamienną pracownię rzemieślników i artystów. Jest miejsce na urabianie gliny, wypalanie, malowanie, rzędy regałów z suszącymi się misami czy kaflami. Proces produkcji nie jest krótki. Metr kwadratowy kafli powstaje około tygodnia.

- Pierwsze płytki zrobiliśmy dla siebie na ścianę w kuchni naszego mieszkania w Warszawie, bo sami długo nie mogliśmy znaleźć nic, co by nam odpowiadało - opowiada pani Karina. - Weekendowe wycieczki do marketów budowlanych w poszukiwaniu kafli kończyły się fiaskiem. W końcu wpadliśmy na pomysł, że namalujemy farbami kafle na ścianie i dopóki nie znajdziemy czegoś interesującego tak będziemy żyć. Trwało to kilka miesięcy, aż wpadliśmy na genialny pomysł zrobienia kafli własnymi siłami. Zaprojektowaliśmy je i powstał nasz własny twór, ceramiczne kafle z miastami, w których byliśmy i które chcielibyśmy odwiedzić.

Karina Witkowska jest absolwentką Wydziału Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zawsze tworzyła sztukę, a swoje kafle nazywa po prostu sztuką użytkową. Kafelki, to małe dzieła sztuki do codziennego podziwiania. Okazało się, że jest zapotrzebowanie na takie domowe ozdoby. Otworzyli sklep w Internecie, rozwinęli działalność. W mieszkaniu na czwartym piętrze bloku w Warszawie zaadaptowali jeden pokój na pracownię. Kiedy zamówień zaczęło przybywać, pan Tomek nie dawał już rady wnosić na czwarte piętro dużych ilości gliny do produkcji kafli. To też była jedna z przyczyn poszukiwań nowej siedziby dla rodziny i pracowni. Na Opolszczyznę trafili w swoich poszukiwaniach dość przypadkowo. Od lat Witkowscy przyjeżdżają do Tułowic po glinę do swojej pracowni, bo tu jest jeden z najlepszych surowców w Europie. Znaleźli ogłoszenie o sprzedaży domu w Bodzanowie i przy okazji wizyty w Tułowicach postanowili obejrzeć przy okazji dom na samym końcu mapy, tuż pod czeską granicą.

Swoje kafle wysyłali już do Stanów Zjednoczonych czy do Portugalii, która słynie z kolorowych kafli i ciężko jest czymś zaskoczyć Portugalczyków. Polce mieszkającej na stałe w Niemczech zrobili do kuchni kafelki z odciśniętymi ziołami z Gór Opawskich. Zaś pewien mieszkaniec z Austrii , z zamiłowania pszczelarz, wymarzył sobie łazienkę z motywami pszczelarskimi. Tak stworzyli kafle zdobione w plastry miodu. Inspiracji do wzorów szukają w swoich podróżach, w widokach zwiedzanych miast.

- Najlepsze pomysły na zdobienie przychodzą same, kiedy najmniej się tego spodziewamy - śmieje się pani Karina. - Gdy na spacerach obserwujemy naturę albo kiedy zwiedzamy stare zamki i przykuje naszą uwagę jakiś mały detal architektoniczny.

Nowi sąsiedzi z Bodzanowa przyjęli ich gościnnie. Widząc małe dzieci zaczęli przynosić ze swoich sadów owoce, sprzedawać domowe, świeże jajka. Jesienią córka Witkowskich (Gabrysia lat 9), poszła do miejscowej szkoły, a potem dołączył też do niej Ksawery lat 6. Syn nagle odkrył jaką przewagę ma domowe podwórze i wiejska droga nad ruchliwym, warszawskim osiedlem.

- W Warszawie byliśmy przyzwyczajeni do hałasu tramwajów na nocnych liniach - śmieje się pani Karina. - A tu budziły nas śpiewające ptaki. Kiedy dzwonili moi rodzice i w słuchawce słyszeli ten śpiew, to ze zdziwieniem pytali: Gdzie jesteście? W ogrodzie botanicznym?

- To był dla nas ostatni moment, żeby uciec z miasta - mówi Tomasz Witkowski. - Nasze dzieci jeszcze nie zdążyły się zakorzenić, jeszcze nie miały tam starych przyjaciół. Rozstanie się z dotychczasowym otoczeniem nie było dla nich szokiem.

Z Warszawy można tu dojechać nawet w 4 - 5 godzin. Na lato ich dom stał się bazą wypadową dla przyjaciół i rodziny. Na wakacje gościło już u nich nawet po kilkanaście osób na raz, dorosłych i dzieci. Razem jeżdżą w czeskie góry, plażują się nad nyskim czy otmuchowskim jeziorem, zwiedzają okolicę. Przyjaciele wracają do siebie zachwyceni Opolszczyzną.

- Przeprowadzka na wieś na stałe wymaga nowego pomysłu na życie, ale kilku znajomych rozgląda się za domem letniskowym w okolicy - mówi pan Tomasz.

Za Warszawą nie tęsknią. Jak mają ochotę na większe zakupy, wizytę w kinie czy w teatrze, wsiadają w auto i jadą do Opola czy Wrocławia. Systematycznie zwiedzają też kolejne morawskie miasteczka w Czechach.

Na pytanie, czy chcieli by wrócić do stolicy zdecydowanie odpowiadają: Nie. Mamy swój dom w Bodzanowie. Tu jesteśmy szczęśliwi.

Bodzanów

to duża ulicowa wieś w dolinie Białej Głuchołaskiej, przylegająca do Głuchołaz, która do 1945 roku nazywała się Langendorf. We wsi zachował się XVII wieczny klasztor jezuicki, obecnie należący do zakonu Misjonarzy Oblatów.

polecane: FLESZ: 10 matek, które zmieniły świat

Wideo

Materiał oryginalny: Sorry Warszawo! Wolimy Bodzanów - Nowa Trybuna Opolska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3