Poszkodowane sprzątaczki były odpowiedzialne za utrzymanie czystości w budynkach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Opolu, a także w inspektoratach ZUS w terenie, m.in. w Strzelcach Opolskich, Kędzierzynie-Koźlu, Kluczborku, Prudniku, Brzegu.
Nie były jednak zatrudnione w państwowej jednostce, bo ta zleciła sprzątanie zewnętrznej spółce Quavo z Częstochowy. Ostatnie wynagrodzenie sprzątaczki dostały za pracę wykonaną w lipcu. Za sierpień pracodawca nie przelał im już pensji.
- Zostałam bez grosza, podobnie jak moje koleżanki - mówi Elżbieta Sapa jedna z poszkodowanych kobiet ze Strzelec Opolskich. - Początkowo myślałyśmy, że firma ma tylko jakieś przejściowe problemy. Ale 10 września wieczorem zadzwonił do mnie koordynator i powiedział, że następnego dnia nie muszę już przychodzić do pracy.
Pensje poszkodowanych sprzątaczek, w dużej części osób niepełnosprawnych, oscylowały wokół płacy minimalnej.
- Jesteśmy załamane - wzdycha Halina Paczuła. - Tylko mi firma zalega na ok. 2500 złotych plus ekwiwalent za niewykorzystany urlop. Co gorsza, wciąż nie dostałam świadectwa pracy.
Podobnych głosów na forach internetowych jest znacznie więcej:
„Firma zmieniła miejsce, nie odbierają telefonów. (...) Co mam robić w takiej sytuacji?”, „Ja również zostałam bez wypłaty. Co z tą firmą” - piszą zrozpaczeni pracownicy.
Rzecznik opolskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Sebastian Szczurek, podkreśla, że ZUS wywiązał się ze wszelkich zobowiązań finansowych i regularnie płacił Quavo za wykonane usługi.
- O sprawie dowiedzieliśmy się 11 września, gdy pracownicy firmy sprzątającej nie przyszli do pracy - tłumaczy Sebastian Szczurek. - W związku z tym w trybie natychmiastowym wypowiedzieliśmy temu kontrahentowi umowę.
Rzecznik dodaje, że ZUS nie miał wcześniej zastrzeżeń do jakości wykonywanej pracy, ani do samej firmy jako pracodawcy, który opłacał składki na ubezpieczenie społeczne.
- Ubolewamy nad zaistniałą sytuacją, ale jednocześnie nie możemy interweniować w imieniu poszkodowanych pracowników, bo jest to sprawa, którą sami muszą wyjaśnić ze swoim pracodawcą - mówi rzecznik opolskiego ZUS.
Byłe pracownice częstochowskiej spółki zapowiadają, że będą dochodzić swoich praw w Państwowej Inspekcji Pracy, a także przed sądem. Odzyskiwanie pieniędzy może jednak potrwać wiele miesięcy.
Próbowaliśmy ustalić w spółce Quavo, kiedy pracownicy otrzymają zaległe pensje. Ale przedstawiciele firmy nie odbierają telefonów, nie odpisali też na pytania wysłane mailem.
Problem ze skontaktowaniem się z szefostwem częstochowskiej spółki mają też pracownicy, którzy czekają na swoje pieniądze. Od jednego z byłych koordynatorów w Quavo dowiedzieli się, że firma została postawiona w stan upadłości. To teoretycznie umożliwiłoby pracownikom ubieganie się o wypłatę zaległych wynagrodzeń na przykład u syndyka, który zarządzałby majątkiem spółki.
W piątek w Krajowym Rejestrze Sądowym nie było jednak śladu świadczącego o tym, że toczy się postępowanie upadłościowe.
Monika Krawczyk z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Opolu radzi sprzątaczkom, by złożyły skargę na swojego pracodawcę. - Przeprowadzimy postępowanie kontrolne - wyjaśnia. - Panie mogą też zgłosić się do sądu pracy.
Niewykluczone, że sprawę częstochowskiej spółki Quavo bada już PIP w Katowicach. Wysłaliśmy w tej sprawie zapytanie do tamtejszego inspektoratu, czekamy na odpowiedź.
Część poszkodowanych sprzątaczek kilka dni temu wróciła do sprzątania budynków ZUS-u. Zatrudniła je inna spółka z Częstochowy, która wygrała przetarg na wykonywanie tych usług.
Strefa Biznesu: Takie plany mają pracodawcy. Co czeka rynek pracy?
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?