Stanisławów - stolica Pokucia

    Stanisławów - stolica Pokucia

    fot. Archilwum B. K. Kubis

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Secesyjna willa przy ulicy Kopernika 24 w Stanisławowie, nawiązująca do najlepszych wzorów wiedeńskich.

    Secesyjna willa przy ulicy Kopernika 24 w Stanisławowie, nawiązująca do najlepszych wzorów wiedeńskich. ©fot. Archiwum prywatne

    Stanisławów, miasto leżące u wrót Huculszczyzny, to najważniejszy po Lwowie ośrodek nauki, kultury i oświaty na Kresach Południowo-Wschodnich. Po wojnie nie tylko wygnano z niego Polaków, ale straciło nawet polską nazwę, bo dziś nazywa się Iwanofrankiwsk. Ma jednak mocne związki z Opolem.
    Secesyjna willa przy ulicy Kopernika 24 w Stanisławowie, nawiązująca do najlepszych wzorów wiedeńskich.

    Secesyjna willa przy ulicy Kopernika 24 w Stanisławowie, nawiązująca do najlepszych wzorów wiedeńskich. ©fot. Archiwum prywatne

    Rodzina Zawadzkich z żołnierzami WP po przyjeździe w 1946 r. do miejscowości Krzyżanowice w powiecie oleskim. W drugim rzędzie od prawej siedzi Barbara Kubis na kolanach swej matki Janiny. Obok stoi ojciec – Stanisław Zawadzki. fot. Archilwum B. K. Kubis

    Rodzina Zawadzkich z żołnierzami WP po przyjeździe w 1946 r. do miejscowości Krzyżanowice w powiecie oleskim. W drugim rzędzie od prawej siedzi Barbara Kubis na kolanach swej matki Janiny. Obok stoi ojciec - Stanisław Zawadzki.
    (fot. fot. Archilwum B. K. Kubis)

    Było to miasto prywatne Potockich. Stworzył je Andrzej Potocki i nazwał na cześć swego ojca hetmana Stanisława Rewery Potockiego i syna, również Stanisława, który później, mając niespełna 23 lata, na czele husarii zginął bohaterską śmiercią w czasie odsieczy wiedeńskiej w 1683 r.

    Mówiono powszechnie, że jest to miasto Rewery, i nawet słynny pierwszoligowy klub piłkarski nosił nazwę "Rewera Stanisławów". Przydomek pochodził od porzekadła re vera, co po łacinie znaczy "zaiste, zaprawdę, w rzeczy samej". Takiego sformułowania używał często hetman Stanisław Potocki w swoich mowach i rozmowach prywatnych, aby podkreślić wagę jakiegoś tematu. Arystokraci używali różnych powiedzonek. Jeden z Radziwiłłów mówił często "rybeńko", drugi "panie kochanku" i takie później mieli przydomki. Stąd Potockiego nazywano "Rewerą".

    Stanisławów leży w widłach dwóch rzek o nazwie Bystrzyca - Nadwórniańskiej i Sołotwińskiej, które niosą krystalicznie czyste wody z Karpat huculskich, gdzieś spod Kołomyi. Miasto powstało w niezwykle burzliwych w historii Polski latach 1654-1662, a więc w czasach, gdy potop szwedzki zalał Rzeczpospolitą, w momencie, kiedy Tatarzy i Kozacy Chmielnickiego palili dzikie pola i kiedy odrywali od Rzeczypospolitej wschodnie rubieże, kiedy Moskale okupowali Wilno. Wówczas Potoccy uznali, że tam, na przedpolach Pokucia, trzeba postawić twierdzę, która stawi opór Tatarom, Kozakom i Turkom.

    Projekt tej fortecy sporządził Franciszek Corazzini z Awinionu. Ten nadworny architekt Potockich, korzystając z najlepszych wzorów francuskich, wykreślił wizję "miasta- słońca" - przestronnego wewnętrznie oraz otoczonego fosami i wałami ziemnymi. Korzystał też z pomysłów holenderskich i francuskiego mistrza fortyfikacji Sebastiana Vaubana. W rezultacie powstała twierdza trudna do zdobycia.

    Czytaj e-wydanie NTO - > Kup online

    Fenomen Kudelskich

    Jednym z najlepszych okresów w dziejach Stanisławowa był przełom wieków XIX i XX. Wtedy postawiono w tym mieście wiele pięknych, secesyjnych budynków, nawiązujących do najlepszych wzorów wiedeńskich. Secesja stanisławowska wyróżniała się bajkową ornamentyką, pięknymi balkonami, witrażowymi oknami i płaskorzeźbami o tematyce antycznej. Architektem, który położył szczególne zasługi dla piękna Stanisławowa, był Jan Tomasz Kudelski (1861-1937). Według jego projektu i pod osobistym nadzorem powstały imponujące, z secesyjnym wystrojem kamienice, wille i budynki publiczne, m.in. Poczta Główna, Bank Austro-Węgierski i Dyrekcja Kolei.

    Kudelski zasłynął w Stanisławowie tym, że prowadził otwarty dom, w którym spotykała się bohema i cyganeria. Bywali tam głośny wówczas poeta Jan Kasprowicz i sataniczny powieściopisarz Stanisław Przybyszewski. Kudelski miał genialnego wnuka Stefana, który po II wojnie światowej w Szwajcarii zasłynął jako wynalazca profesjonalnego magnetofonu "Nagra" - od polskiego słowa nagrać. Otrzymał za to doktorat honoris causa Politechniki w Lozannie i w 1959 r. pierwszego technicznego Oscara za utrwalenie na jego magnetofonie muzyki do słynnego filmu "Czarny Orfeusz" Marcela Camusa. Film ten otrzymał też Złotą Palmę na festiwalu w Cannes za doskonałą muzykę i akcję, która dzieje się na rojnych ulicach Rio de Janeiro.

    Stefan Kudelski jest jednym z najbogatszych Polaków, ma własną fabrykę w Szwajcarii i został zaliczony do pocztu "100 geniuszy szwajcarskich". Przyjaźnił się w latach szkolnych z innym wybitnym stanisławianinem - Tadeuszem Olszańskim, który po wojnie osiadł w Opolu i tu uzyskał maturę w I Liceum im. M. Kopernika. Jego ojciec był znanym opolskim lekarzem. Olszański jest świetnym publicystą, reporterem "Polityki", hungarystą, a ostatnio mistrzowsko napisanej, bestsellerowej książki "Kresy kresów - Stanisławów".

    W cieniu Lwowa

    Stanisławów pozostawał zawsze w cieniu Lwowa i Krakowa, mimo że był jednym z najważniejszych ośrodków kultury galicyjskiej. Jej niezatartym, ale niestety wciąż niedocenionym śladem pozostaje architektura, bo miasto to miało szczęście i pożoga ostatniej wojny nie unicestwiła jego zabytkowych budowli tak, jak w pobliskim Tarnopolu.

    Stanisławów był tyglem wielu narodów i wyznań. Polacy, Rusini, Żydzi, Ormianie, Węgrzy, Grecy, Karaimowie, Niemcy przez pokolenia przyczyniali się do rozwoju miasta. Kwitła wspólna kultura i sztuka. Miasto to wydało wielu wielkich Polaków, by wymienić tylko Wiktora Budzyńskiego - pisarza, poetę, twórcę "Wesołej Lwowskiej Fali", uczonych - Mieczysława Klimaszewskiego, geografa, rektora UJ; Jerzego Kuryłowicza - językoznawcę; Barbarę Ludwiżankę - wybitną aktorkę; Jana Lama - pisarza, autora "Wielkiego świata Capowic"; generałów - Ludwika Bitnera, Bernarda Monda, Bolesława Popowicza, Stanisława Sosabowskiego - twórcę pierwszej polskiej brygady spadochronowej, bohatera spod Arnhem; Franciszka Karpińskiego - poetę, autora pieśni patriotyczno-religijnych, m.in. "Kiedy ranne wstają zorze", "Wszystkie nasze dzienne sprawy" czy "Bóg się rodzi".

    W Stanisławowie zmarł i tam ma swój nagrobek Maurycy Gosławski, wybitny poeta, autor m.in. poematu "Podole", oraz Agaton Giller - pisarz, jeden z przywódców powstania styczniowego. Ze współczesnych w Stanisławowie urodzili się: aktorka Anna Seniuk, publicyści Daniel Passent i Ryszard Marek Groński.

    Opolska pamięć o korzeniach

    Od wielu lat głoszę pogląd, że Opole i Stanisławów to miasta bliźniacze. Jak to? - może ktoś zapytać. 600 kilometrów, które dzielą te stolice ważnych historycznie europejskich regionów - Śląska i Pokucia - nie wykluczają takiego pokrewieństwa? Nie! Gdy się przyjrzeć historii pojałtańskiej Europy miast przesiedlonych, o podobnej architekturze i roli, jaką odgrywały w swoim regionie, to twierdzenie ma sens. Najbardziej ostrożne, udokumentowane wyliczenia wykazują, że ponad 2 tysiące Polaków, mieszkańców przedwojennego Stanisławowa i jego okolic, osiadło po wojnie w Opolu, w tym liczne grono inteligencji, która jest zawsze rdzeniem kultury miasta.

    Wybitny polski poeta Bogusław Żurakowski, absolwent opolskiej WSP, był jednym z nich. Przyjechał do opuszczonego przez Niemców Opola u schyłku 1945 roku pociągiem pełnym przesiedleńców. Po raz pierwszy stanął na ziemi opolskiej wspólnie z matką, z setkami podobnych do nich wygnańców, na słynnym dworcu Opole-Wschód. Tam było wówczas przedmieście. Na dworcu dymiły parowozy, na otwartych platformach ryczały krowy, rżały konie, piały koguty, opatuleni, siedzący na walizkach ludzie mieli zalęknione oczy. Na placu, gdzie dziś stoją budynki Wyższej Szkoły Medycznej i akademiki Uniwersytetu Opolskiego, koczowali wygnańcy.

    Przez Opole-Wschód przechodziły transporty, które później, po przeprawie przez niepewny most na Odrze, kierowano jeszcze dalej na zachód: do Brzegu, Oławy, Wrocławia, Legnicy i Żagania. Transport stanisławowian, z którymi przyjechał Bogusław Żurakowski, wszedł do legendy dzięki wierszowi o akcentach biograficznych. Wiersz nosi tytuł "Dworzec Wschodni".

    Z waliz, kufrów i skrzyń patrzyliśmy na pociąg ruszający dalej
    a był to film krótki choć pełen ludzi prawdziwych stojących
    w drzwiach (...)
    Spojrzałem w przyszłość Opole miasto jeszcze śmiertelnie ciepłe
    dymiło jak serwis więc ulicą Plebiscytową wjechaliśmy w tę zastawę
    bochny czołgów pod deszczem już czerstwiały drzewa mokły skurczone
    była jesień listopad spokój który zniszczył wojnę.

    Bogusław Żurakowski, jak wykazał Alfred Wolny, swą poezją dotknął tułaczego losu przesiedleńców kilkakrotnie, m.in. w wierszach "Hamowanie" i "Podróż".

    Pierwsze transporty stanisławowian osiedlały się głównie w rejonie dawnego kina "Kraków", bezmyślnie w ostatnich latach zniszczonego, przebudowanego w banalny sklep. Kwaterowali się przy ulicach: Róży Luksemburg - dziś Orląt Lwowskich, Katowickiej, Ozimskiej, Plebiscytowej, ale też na Pasiece, jak moi sąsiedzi z Niedziałkowskiego - Jadwiga i Waldemar Jędrzkowie (radca prawny) oraz ich przyjaciel, znakomity fotografik Stanisław Bober, którego zdjęcia powojennego Opola należą dziś do klasyki polskiej fotografii. Tam też na ulicy Konsularnej zamieszkał z żoną najsłynniejszy ze stanisławowianin Stanisław Wasylewski - świetny pisarz i eseista.

    Ze Stanisławowa przybyli księża: Kazimierz Bilczewski (bratanek arcybiskupa lwowskiego), Kazimierz Bochenek, Józef Ferensowicz oraz ks. Edward Kucharz - historyk sztuki, długoletni proboszcz w kościele "na górce". Jego siostry, stanisławowianki, do dziś mieszkają na Pasiece. W kościółku na placu św. Sebastiana duszpasterskie obowiązki objął ks. Kazimierz Filipiak - proboszcz stanisławowskich Ormian, który zasłynął tym, że udało mu się wywieźć ze Stanisławowa złoty obraz Najświętszej Marii Panny Łaskawej, który później trafił do Gdańska, dziś jednego z głównych centrów polskich Ormian.
    Przez wiele lat w opolskiej WSP wykładała historię znakomita dydaktyczka, stanisławowianka dr Urszula Szumska.

    Długoletnim rektorem uczelni był jej ziomek prof. Stanisław Kochman z Ludwikówki pod Stanisławowem, który cudem przeżył napad banderowców na jego wioskę. Ze Stanisławowa przybyli też znakomici lekarze: dr Tadeusz Keck z żoną - świetną nauczycielką Stanisławą Keck, córką Wiktora Gatnikiewicza - prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego w Stanisławowie, dr Tadeusz Olszański - ojciec wymienionego już publicysty, a także major Władysław Gawdyn - żołnierz generała Prugara Ketlinga, obecny prezes Związku Inwalidów Wojennych w Opolu.

    Przez dziesięciolecia związany był z opolską WSI, a później politechniką prof. Jerzy Hickiewicz - wybitny elektrotechnik, syn znanego stanisławowskiego lekarza Adama Hickiewicza, zamordowanego razem z Wiktorem Gatnikiewiczem przez Niemców w osławionym Czarnym Lesie pod Stanisławowem - miejscu gehenny kilkuset polskich nauczycieli, lekarzy, notariuszy i prawników. Ze Stanisławowa pochodziła też świetna nauczycielka Olga Szybkowska - matka znanego opolskiego wydawcy i kolekcjonera Bogusława Szybkowskiego.

    W ogóle, jak wyliczyli Jerzy Duda, Anna Szelka i Franciszek Dzionek, których zasług jako biografistów (bo opracowali ponad 1000 biogramów) nie sposób przecenić, w Opolu osiadło kilkunastu stanisławowskich nauczycieli. Wśród nich był Karol Różycki - dyrektor liceum felczerskiego, Władysław Pollak - twórca zespołów muzycznych, Mieczysław Fidkowski - zastępca dyrektora I LO (słynna rodzina ogrodników opolskich) oraz Jadwiga i Józef Mikułowie.

    Prof. Barbara Kubis, również stanisławowianka, w swej książce "Historia w pamiętnikach zapisana" cytuje opis transportu stanisławowian, który zatrzymał się w drodze do Opola na krótko na stacji w Kędzierzynie, noszącym wówczas jeszcze nazwę Heydebreck:

    "Na placu przy wagonach mrowisko ludzi, rwetes, harmider i bieganina. No, już wszystko! Rozlokowaliśmy się, ale musimy się ścieśniać, bo wciska się do nas rodzina z małymi dziećmi, która sąsiadowała z nami w wagonie. Ci, co mają konie i krowy, budują prowizoryczne pomosty. Od razu jakiś ksiądz w zielonym kapeluszu i kamizeli, podobnej do kufajki, tworzy spółdzielnię wyładowczą. Teraz dopiero widać, ile to narodu przyjechało naszym pociągiem. Zaczyna się więc gorączkowe klecenie szałasów. (...)
    Dziesiątego dnia pobytu naszego w Kędzierzynie, koło godziny 10 podstawiono dla nas wagony. Tym razem są to stare wagony osobowe, pozbawione wewnątrz ławek i przedziałów. Do naszego wagonu przydzielono trzy rodziny. Cały nasz transport składał się z 40 wagonów. Ładujemy się po południu, ale stoimy do wieczora. Na nasze miejsce zajeżdża taki sam pociąg "węglarkowy" z repatriantami. Wszystko odbywa się tak samo jak z nami przed dziesięcioma dniami. (...)
    Mówią, że jedziemy do Polski, że mijane miasta to Polska, choć na zabudowaniach stacyjnych wisiały tablice z niemieckimi nazwami: Hindenburg, Gleiwitz, Oppeln, Brieg".

    Kto ma szanować tradycje

    W ogólnym przekonaniu dziś tradycje przedwojennego Lwowa pielęgnuje Wrocław, a Wilna - Toruń. Czy tradycji przesiedlonego Stanisławowa nie powinno pielęgnować i kontynuować Opole? Przypominać rocznice i czyny wielkich stanisławowian, pamiętać o ofiarach Czarnego Lasu, skoro tu, w Opolu, żyją potomkowie tamtych ofiar. W ostatnich latach coraz mocniej zacieśnia się współpraca polityczna i kulturalna między Iwanofrankiwskiem i Opolem oraz między uniwersytetami: Karpackim w Iwanofrankiwsku i naszym Opolskim. Kilka lat temu na Bibliotece Wojewódzkiej w Opolu odsłonięto tablicę poświęconą Stanisławowi Vincenzowi - wielkiemu piewcy Huculszczyzny w naszej literaturze, autorowi epopei "Na wysokiej połoninie". Bliźniaczą tablicę powieszono w Iwanofrankiwsku.

    Dr Tadeusz Kukiz - znakomity lekarz, długoletni dyrektor szpitala w Niemodlinie, ojciec Pawła, po przejściu na emeryturę z pasją oddający się dziejopisarstwu, autor kilku książek dokumentacyjnych o swej ziemi rodzinnej, a urodził się w Kukizowie koło Łopatyna - udowodnił, że przybysze ze Stanisławowa przywieźli z sobą do Opola zabytki kultury sakralnej. Pochodzą one z wyposażenia kościołów stanisławowskich. Są to zabytki wysokiej klasy. Kilka XVII- i XVIII-wiecznych obrazów, które zdobią dzisiaj kościoły "na górce" w Opolu i w Dobrzeniu Wielkim, oraz relikwiarze, pochodzące ze stanisławowskiej kolegiaty, w tym relikwie św. Wincentego, które były darem papieża Innocentego XI dla Potockich i kolegiaty w Stanisławowie.

    W Opolu osiadło po wojnie wielu lwowian, stryjan, tarnopolan, ale jak wykazują badania, które prowadzę na moich seminariach magisterskich na Uniwersytecie, rdzeń opolskiej powojennej inteligencji stanowili stanisławowianie. Jest to dodatkowy impuls, aby szanować i kontynuować w Opolu tradycje wygnańców i przesiedleńców z Pokucia, tak jak Wrocław szanuje tradycje Lwowa i mówi, że jeżeli chodzi o naukę - jest wręcz przeszczepem Lwowa, tak jak Wałbrzych szanuje tradycje Drohobycza i Borysławia.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (20)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (20) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo