Sterowiec Graf Zeppelin. Historia lotu nad Śląskiem

Tomasz Kapica
Tomasz Kapica
Przelot zeppelina nad Wołczynem i Koźlem. Maszyna znajduje się zawsze w tym samym miejscu fotografii, co jest charakterystyczne dla produkcji widokówek przy pomocy fotomontażu.
Przelot zeppelina nad Wołczynem i Koźlem. Maszyna znajduje się zawsze w tym samym miejscu fotografii, co jest charakterystyczne dla produkcji widokówek przy pomocy fotomontażu.
Kozielskiemu kupcowi Stanislausowi Mausowi udaje się wejść do sterówki "Grafa Zeppelina". - Czy mógłby pan zboczyć lekko z trasy i polecieć nad Rynek w Koźlu? - pyta kapitana Lechmanna. Chwilę później liczący 230 metrów sterowiec nadlatuje nad wieżę ratuszową i kołysze dziobem, kłaniając się podziwiającym widowisko mieszkańcom.

Friedrichschafen nad Jeziorem Bodeńskim, Niemcy. Jest 5 lipca 1931 roku. Kapitan Ernst Lechmann patrzy na zegarek, za 5 minut wybije 8.00. W tym momencie rzucone zostają liny cumownicze i zwolniony balast wodny. Miarowo, choć cicho, gra już swój koncert pięć dieslowskich silników Maybacha, każdy o mocy 530 koni.

Na pokładzie najpotężniejszego statku powietrznego świata jest m.in. bogaty kupiec Stanislaus Maus, mieszkający przy Kasarenstrasse 9 w Koźlu.

Tylko majętni ludzie mogli sobie pozwolić na takie ekstrawaganckie wycieczki.

Wielkie "cygaro" z 20 osobami na pokładzie i 40 załogi powoli wznosi się w powietrze, by chwilę później skierować się w stronę Śląska. Regionu, który 10 lat temu podczas plebiscytu zdecydowanie określił się po stronie niemieckiej. Wielkie wydarzenie, jakim będzie wizyta "Grafa Zeppelina" traktowane jest jako jedna z form podziękowania dla mieszkańców Śląska w jubileusz plebiscytu. Port docelowy to Gliwice, gdzie jest jedyne w tej części kraju lotnisko, będące w stanie przyjąć maszynę o długości ponad dwóch boisk piłkarskich.

Krakowski "Ilustrowany Kurier" napisze potem, że to "propagandowy lot", a polskie gazety na Śląsku początkowo w ogóle pominą ten fakt. "Górnoślązak" zamiast o zeppelinie zrobi czołówkę o tym, że z rzeki Kłodnicy wyłowiono niedoszłego samobójcę...

Podróż zakłóca niekorzystny wiatr, który, wiejąc od dziobu, trochę ją opóźnia. Około godziny 15.00 sterowiec mija Zgorzelec (wówczas Goerlitz), dzisiejszą granicę Polski, a wówczas historycznego Śląska. Po godzinie 16.30 wlatuje na teren obecnej Opolszczyzny, w Nysie (Neisse) zostaje zauważony o godzinie 16.45. Chwilę później dostrzegają go mieszkańcy Zakrzowa (Sakrau), dziś znanej ze sportów konnych wsi w gminie Polska Cerekiew. Tutejszy proboszcz biegnie po księgę parafialną. Tam odnotuje ten fakt, a księga przetrwa ponad 80 lat, dzięki czemu w XXI wieku będziemy wiedzieć sporo o tym wydarzeniu. - Jest! Nadlatuje! - kwadrans po 17.00 przelotem "cygara" emocjonują się już mieszkańcy Koźla.

Pokłonił się mieszkańcom Koźla

Bogatemu kozielskiemu kupcowi Mausowi udaje się wejść do sterówki.

- Panie kapitanie, proszę lekko zboczyć z kursu, jeśli to możliwe, i skierować zeppelina nad kozielski Rynek. Mieszkańcy byliby bardzo wdzięczni za ten gest - szepta kapitanowi do ucha przedsiębiorca.

Chwilę później kapitan obniża pułap i kieruje się nad wieżę ratuszową. Tam sterowiec trzy razy kołysze dziobem, chcąc niejako pokłonić się miastu. Maus stoi w tym czasie w oknie kabiny nawigacyjnej i macha do mieszkańców kozielską flagą.

Czy ktoś go faktycznie widział w tym oknie? Podobno dziennikarz "Coseler Stadblatt", lokalnej gazety, który to wszystko opisał. Wątpliwości, co do autentyczności "kozielskiego pokłonu" "Grafa Zepelina" może jednak budzić fakt, że ówczesnych redaktorów często ponosiła fantazja, o czym zresztą za chwilę będzie nieco więcej.

Przelot został utrwalony na widokówce, którą jest zdjęcie lotnicze opatrzone podpisem "Graf Zeppelin uber Cosel O-S. Fligeraufnahme" (Graf Zeppelin nad Koźlem. Górny Śląsk. Zdjęcie lotnicze). Fotografię wykonano nad kozielską Wyspą. Dokładnie widać na niej sterowiec przelatujący nad miastem, a pod nim kozielskie budowle, most na Odrze oraz płynące po niej barki.

- Widokówkę tę kupiłem przed kilkoma laty za kilkanaście marek w jednym z antykwariatów w Duesseldorfie, po długim targowaniu się ze sprzedawcą - wspomina Bogusław Rogowski, dziennikarz i miłośnik historii Kędzierzyna-Koźla. - Po przyjeździe do Polski rozpocząłem starania, aby się czegoś dowiedzieć na temat sfotografowanego wydarzenia.

To właśnie Rogowski dotarł do wydania "Coseler Stadblatt" opisującego przelot "cygara" nad Koźlem. I tu pojawiają się pierwsze uzasadnione podejrzenia o rzetelność przedwojennych niemieckich redaktorów i fotoreporterów. Zdjęcie zeppelina nad Koźlem jest bowiem łudząco podobne do oficjalnych fotografii z przelotu sterowca nad Wołczynem, Raciborzem czy Gliwicami. Na każdej z nich statek powietrzny widziany jest dokładnie z tej samej perspektywy, zmieniają się jedynie miasta w tle i podpisy.

A więc wielka mistyfikacja? A może sam przelot w ogóle nie miał miejsca?

- Ponad wszelką wątpliwość miał - zapewnia Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego, autor opracowania "Graf Zeppelin w Gliwicach w roku 1931. Krótka historia sterowców i tego, jak zawładnęły wyobraźnią wielu". Jodliński dotarł nawet do dwóch naocznych świadków tego wydarzenia. Skąd więc podejrzane bliźniacze ilustracje?

- Faktem jest, że tamto wydarzenie było dokumentowane do celów propagandowych, czy - jak byśmy dziś powiedzieli - promocyjnych. I z całą pewnością powstało sporo zdjęć prawdziwych. Nie wszędzie jednak udało się sfotografować zeppelina, więc tworzono także kolaże. Najprawdopodobniej takimi mogą być właśnie wspomniane tutaj zdjęcia - tłumaczy Leszek Jodliński, podkreślając jednak, że w przypadku reprodukcji ciężko jest potwierdzić autentyczność ilustracji czy też fakt kolażu.

Niemcy, Niemcy ponad wszystko

Kilka minut po tym, jak pożegnali sterowiec mieszkańcy Kędzierzyna (Kandrzin) dostrzega go wieża obserwacyjna lotniska w Gliwicach. Wokół lądowiska gromadzi się około 220 tysięcy podekscytowanych ludzi. Za najgorsze miejsca widzowie płacą po pół marki, najlepsze kosztują 5 DM (wysokość średniej dniówki górnika dołowego). Żadne widowisko na Śląsku nigdy później nie zgromadzi już takiej publiczności.

O 17.45 potężna maszyna, zbudowana za pieniądze ze składek narodu niemieckiego, wisi już nad płytą lotniska. Spadają liny cumownicze, 250 przedstawicieli naziemnej obsługi technicznej uwija się jak w ukropie, żeby operacja przyziemienia odbyła się bez jakichkolwiek zakłóceń. Tłum wiwatuje na widok ponad 230-metrowego kolosa, po ludziach przechodzą ciarki. Chwilę później statek osiada miękko na murawie.

200-tysięczny tłum zaczyna śpiewać: "Deutschland, Deutschland über alles, über alles in der Welt" (Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad wszystko na świecie). Oto podupadły po pokoju wersalskim i targany kryzysem gospodarczym kraj pokazuje światu, że znów jest wielki...

Postój zaplanowano na około pół godziny, wystarczająco dużo, by pasażerowie, którzy kończą podróż, mogli opuścić pokład. Zeppelin zabiera ze sobą w dalszą podróż kilkaset okolicznościowych kartek pocztowych, które po kilkudziesięciu latach będą poszukiwanymi przez kolekcjonerów rarytasami. Jedną z nich, za 150 dolarów, kupi na amerykańskiej aukcji dyrektor Muzeum Śląskiego Leszek Jodliński.

O 18.35 maszyna wznosi się w górę i przez godzinę krąży jeszcze nad Górnym Śląskiem, a pasażerowie podziwiają z góry przemysłowy okręg. Godzinę później statek rozpoczyna powrotną podróż do Freidrichschafen. Dotrze tam nazajutrz tuż po godzinie 5.30 rano.

- Dziś to wydarzenie, czyli lądowanie zeppelina w Gliwicach, oczywiście przy zachowaniu pełnych proporcji, można porównać ze skokiem Felixa Baumgartnera ze stratosfery. Oba skupiały uwagę wielu tysięcy ludzi i zostały zapamiętane na długie lata, były triumfem nowoczesnej techniki - mówi dyrektor Muzeum Śląskiego.

To była piekielna maszyna

4 maja 1937 roku. Kapitan Ernst Lechmann, mający wciąż w pamięci entuzjastyczne powitanie na lotnisku w Gliwicach, wchodzi na pokład sterowca "Hindenburg", następcy "Grafa Zeppelina".

Bezpośrednio maszynę prowadzi kpt. Max Pruss, ale Lechmann jest najwyższym rangą oficerem. Cel podróży: Nowy Jork. Rejs trwa trzy dni, Ernst swoim zwyczajem zabawia pasażerów grą na akordeonie. Pasażerom przypadają do gustu jego interpretacje Wagnera i niemieckie pieśni ludowe.

6 maja "cygaro" jest już na miejscu i cumuje na lotnisku w Lakehurst. Nagle na poszyciu pojawia się niewielki ogień, ale po 34 sekundach płonie już cały sterowiec. Katastrofę w milczeniu obserwuje tłum Amerykanów, a korespondent radia WLS z Chicago Herbert Morrison krzyczy: - Stanął w płomieniach i spada! Rozbija się! Z drogi! Z drogi! To jest najgorsza rzecz, jaką widziałem.

Potwornie poparzony kapitan Lechmann wydostaje się spod płonącego wraku. - Ja tego nie rozumiem, ja tego po prostu nie rozumiem! - krzyczy w szoku ranny oficer, chodząc po lotnisku.

Umiera następnego dnia w szpitalu. - To była piekielna maszyna - brzmią jego ostatnie słowa, wypowiedziane na łożu śmierci.

W katastrofie ginie 13 pasażerów i 22 członków załogi. Niemal natychmiast rusza śledztwo, jedno z podejrzeń pada na kapitana Lechmanna, któremu zarzuca się sabotaż. Inna teoria mówi, że przyczyną tragicznego wypadku było zmęczenie materiału poszycia sterowca. Kolejni sądzą zaś, że sterowiec spłonął z powodu połączenia łatwopalnych substancji zastosowanych w farbie, którą zostało pomalowane poszycie.

Katastrofa "Hindenburga" raz na zawsze skończy erę sterowców na świecie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3