Stracony mistrz

Juliusz Stecki
Kiedy Miroslav Klose zaczął zdobywać gole w niemieckiej Bundeslidze, w Polsce więcej mówiło się i pisało o Hajcie, Wałdochu, Juskowiaku .

Potem gracz 1. FC Kaisers-lautern z polskim przecież rodowodem szybko awansował do reprezentacji Niemiec, ale w kraju między Odrą i Bugiem kontentowano się łaską pana prezydenta RP, który podarował nam czarnoskórego rodaka z Nigerii, zachwycano się też popisami Emmanuela Olisadebe, dziękując mu za to, iż zechciał zdobywać gole dla Polski, dające nam po 16 latach znów awans do finałów mistrzostw świata.
A kiedy Polacy z kretesem przegrali swoje mecze w mistrzostwach i musieli wcześniej wrócić do domu, w Korei i Japonii nadal błyszczał piłkarskim talentem reprezentant Niemiec Miroslav Klose. Błyszczał i strzelał bramki - trzy Arabii Saudyjskiej, po jednej Irlandii i Kamerunowi. I dopiero wtedy polscy dziennikarze odkryli, iż Miro mógłby te gole zdobywać dla Polski. Mówiono też o tym i w zagranicznych mediach, choćby w czeskiej telewizji.
Antoni Piechniczek - człowiek, który jako jedyny polski trener reprezentacji dwukrotnie doprowadził ją do startów w finałach mistrzostw świata, a w 1982 roku zdobył w Hiszpanii trzecie miejsce w gronie światowych potęg - zżymał się niedawno publicznie, pytając, dlaczego Miro nie gra w polskiej drużynie narodowej.

- Jego mama - dowodził Antoni Piechniczek - prawie sto razy zagrała w reprezentacji Polski w piłce ręcznej. Ojciec, były zawodnik Odry Opole, po zakończeniu kariery miał kłopoty ze znalezieniem pracy. Wyjechali do Niemiec. Wypada teraz zadać pytanie: dlaczego straciliśmy z pola widzenia takiego chłopaka, jak Mirek? Podczas, gdy załatwialiśmy papiery dla Olisadebe, uciekł nam inny brylant, chłopak urodzony w Polsce, wart dzisiaj kilkanaście milionów euro...
Po mundialowym meczu Niemiec z Arabią Saudyjską zaczęły się grzać telefoniczne łącza do Opola z całego kraju. Do Opola, bo właśnie w naszym mieście 9 czerwca 1978 roku narodziła się futbolowa gwiazda - światowego formatu. Klosowie mieszkali tu - z kilkuletnią przerwą - do 1987 roku na pierwszym piętrze, w pierwszej klatce od "Megasamu" w pierwszym deskowcu na opolskich Chabrach.

Mieszkanie numer 11, z takim właśnie na koszulce grywał w opolskiej Odrze ojciec Miroslava, Józef. Lokal piętro wyżej zajmowała rodzina innego piłkarza Odry, Bogdana Harańczyka. Na trzecim piętrze z kolei ulokowała się familia kolarza, wicemistrza olimpijskiego z Monachium, Edwarda Barcika. Klose i Barcik od dawna żyją w Niemczech, Harańczyk we Francji, a nawet w pierwszej klatce deskowca pierwszego od ulicy na Chabrach obecni lokatorzy nie mają pojęcia, kim byli ich poprzednicy.
Mama Miroslava, Barbara z domu Jeż, świetnie grała w piłkę ręczną, najpierw w Odrze Opole, a potem w Otmęcie Krapkowice, z którym w latach 1970, 1971 i 1972 zdobywała mistrzostwo Polski, występowała w Pucharze Europy mistrzów klubowych. m.in. w meczach z francuskim US d?Ivry i ukraińskim Spartakiem Kijów, i z którego 82 razy powoływano ją do gry w oficjalnych spotkaniach reprezentacji Polski.
Barbarę Jeż Józef Klose - wychowanek Energetyka Sławięcice - poznał jako piłkarz opolskiej Odry. Popularny kiedyś w Opolu "Dżoju" tylko dla Odry zdobył w pierwszej lidze 39 bramek. On też - podobnie jak żona Barbara - zagrał w europejskich pucharach, jesienią 1977 roku. W Pucharze UEFA Józef Klose strzelił nawet jedną z bramek zespołowi z b. NRD, 1. FC Magdeburg. W jesieni następnego roku "Dżoju" spodobał się sławnemu do dziś trenerowi Guy Roux i zaczął kilkuletnie granie we francuskim AJ Auxerre. W 1984 roku Barbara i Józef Klose z 8-letnią wtedy córką Marzeną i 6-letnim Miroslavem wrócili do Opola, aby w trzy lata potem wyjechać na stałe do Niemiec i zamieszkać w niewielkiej miejscowości Kusel, 40 kilometrów od Kaiserslautern. Tam wkrótce w piłkarskie ślady ojca wstąpił Miro. Marzenę natomiast pasjonują samochody i prowadzone w Kusel zespoły baletowe.

- Jako junior - wspomina dziś Miroslav Klose - grałem w klubie SG Blaubach-Diedelkopf. Potem była rezerwowa drużyna FC Homburg, ale kiedy zacząłem w niej strzelać dużo bramek, szybko przeniesiono mnie do III-ligowego klubowego zespołu. Grając w nim, zostałem zauważony przez, pracującego wtedy w 1. FC Kaiserslautern polskiego trenera Stefana Majewskiego, który załatwił mi miejsce w amatorskiej drużynie tego klubu. A kiedy w dwunastu meczach amatorów FCK strzeliłem 16 goli, trener Otto Rehhagel zaproponował mi treningi z zawodowym zespołem 1. FC Kaiserslautern. Profesjonalny kontrakt podpisałem w kwietniu 2000 roku, a w Bundeslidze zadebiutowałem jesienią i do świąt Bożego Narodzenia strzeliłem 6 bramek w lidze i 3 w rozgrywkach o Puchar UEFA. Tak jak ojciec, lubię grać z numerem 11. na koszulce klubowej i reprezentacyjnej.
Zapytany rok temu, czy zagrałby w reprezentacji Polski, gdyby dostał do niej powołanie - Miroslav Klose odrzekł, iż nikt mu takiej gry nie zaproponował, a póki co ma w kieszeni tylko jeden paszport - niemiecki.

Do niemieckiej reprezentacji Miroslav Klose trafił jesienią ubiegłego roku i bardzo szybko stał się jej podstawowym zawodnikiem. Do tej pory zagrał w 15 meczach drużyny Niemiec, zdobywając dla niej aż 13 bramek. Jeszcze rok temu zawodowy kontrakt Miro opiewał na 500 tysięcy marek rocznie. Dziś piłkarz warty jest kilkanaście milionów euro, a w swoich szeregach chciałyby go mieć takie słynne i bogate kluby jak Bayern Monachium czy Bayer Leverkusen.
- Mój kontrakt z 1. FC Kaiserslautern ważny jest do 2005 roku - odpowiada Miro na transferowe propozycje.
Prezes klubu z Kaiserslautern, Juergen Friedrich mówi z satysfakcją o swoim piłkarzu:
- W futbolu siedzę od czterdziestu lat, ale nigdy nie widziałem tak szybko rozwijającej się kariery. On może zostać jednym z najważniejszych piłkarzy na świecie.
1. FC Kaiserslautern to klub mistrzów świata. Jego największą sławą jest do dziś legendarny Fritz Walter, światowy niemiecki czempion z 1954 roku, który niedawno osobiście - jak widać, szczerze i proroczo - życzył swojemu młodszemu koledze klubowemu, Miroslavovi Klose, pomyślności na drodze do wielkiej futbolowej kariery. Mirka w Kaiserslautern trenuje mistrz świata z 1990 roku, Andreas Brehme, zaś jeszcze do niedawna klubowym partnerem Klosego był francuski mistrz świata z 1998 roku Youri Djorkaeff.

Bogdan Jeż mieszka w Ozimku. Jest bratem Barbary, mamy Miroslava, a więc i jego wujkiem. Zawsze kibicował swojej siostrze, a potem także szwagrowi, Józefowi. Sam jeszcze niedawno był sędzią futbolowym.
- Można się było zainteresować losem Mirka dwa i pół roku temu, nim wszedł do reprezentacji Niemiec, zwłaszcza że już wtedy Majewski, który go trenował, mówił, że to wielki talent - zauważa Bogdan Jeż, zastrzegając, że nie należy do ludzi, którzy po przegranej Polaków urządzają nagonkę na polską reprezentację i trenera Jerzego Engela.
- Można było zapytać Mirka o zdanie, nie wiadomo jaką decyzję by podjął. Ale nikt go nie zapytał, mimo że była ku temu okazja - dodaje.
- Józef i Barbara ostatnio musieli w Kusel zmienić numer domowego telefonu - opowiada pan Bogdan. - My też w Ozimku mamy teraz urwanie głowy, ale bardzo się cieszymy, że mamy takiego orła w rodzinie. Każdy jego mecz wspólnie oglądamy, a później długo komentujemy. Mirek często telefonuje do mnie po meczu i wtedy na gorąco wymieniamy uwagi na temat jego gry. Zdarzało się, że tłumaczył mi swoje boiskowe decyzje. Na przykład o rezygnacji ze strzału na rzecz podania piłki partnerowi, bo nie wypadało, aby nie zagrał mistrzowi świata, Francuzowi Youri Djorkaeffowi. Bo Mirek jest nadal bardzo skromnym człowiekiem. Nie włóczy się po nocach, nie pali, nie pije nawet piwa.
- Jest bardzo rodzinny. Pod koniec tamtego roku głęboko przeżył śmierć swojej ukochanej babci, mojej mamy - dodaje Bogdan Jeż. - Ze względu na to, że bardzo chciał być na jej pogrzebie, a w środę grał mecz w Holandii, przenieśliśmy pochówek na sobotę. Tak samo zresztą postąpiliśmy i dwadzieścia lat temu, kiedy zmarł mój ojciec i po to, aby w uroczystościach mógł uczestniczyć Józef, przenieśliśmy pogrzeb na niedzielę, 13 grudnia 1981 roku, pierwszy dzień stanu wojennego.

Miroslav Klose nie zapomniał polskiego języka i prawdopodobnie jeszcze w tym roku ma odwiedzić rodzinne strony i spotkać się z opolskimi ziomkami.
- Kiedy tylko mam czas, sam lub z rodzicami chętnie odwiedzam Opole, miasto moich urodzin. Nadal zresztą w Polsce - w Ozimku i Dębskiej Kuźni - mam rodzinę - mówi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3