Świat plastików

Redakcja
Udostępnij:
Aleksander z Opola sam odszedł z jednej z opolskich firm korporacyjnych. Mówi, że w porę.

– Kolega z pracy wylądował na długotrwałym leczeniu u psychiatry – opowiada 43-letni Aleksander. – Zbierał się po tym wszystkim prawie dwa lata. Widziałem, że każdy agent co jakiś czas łapie „doła”. I że z każdego coraz trudniej się wychodzi. A ciśnienie na „słupki” wyników rośnie… Normalny człowiek tego nie wytrzyma.

To dlaczego ludzie siedzą w takich firmach?

– To jest perfidna pułapka – tłumaczy Aleksander. - Jesteś nikim, szukasz pracy. I nagle jak z nieba spada oferta, możesz reprezentować porządną firmę. Na początku roztaczają przed tobą miraże zarobków, tylko musisz się postarać. Firma funduje ci w luksusowym hotelu dwudniową imprezę. Dyrektor poklepuje cię po ramieniu. To wygląda jak bajka.

Ale przy tym jest delikatna presja, żeby kupić sobie laptopa, lepszy samochód, mieć dobry garnitur i pachnieć luksusową wodą kolońską. Nie stać cię, więc musisz wziąć kredyt. Mówisz sobie, że to nic, bo na wszystko zarobisz. I w tym momencie jesteś sprzedany, stajesz się niewolnikiem firmy. Nie masz wyjścia, musisz godzić się na wszystko, żeby zarobić na raty.

Aleksander zarabiał dużo powyżej średniej krajowej, stale poprawiał wyniki sprzedaży. – Ale im lepszy masz wynik, tym wyższą stawiają ci poprzeczkę – opowiada. - Wszędzie słyszysz tylko o „słupkach”, które mają rosnąć. W końcu nie wyrabiasz, buntuje się organizm. Nic cię już nie napędza, niewiele ci się już udaje. Łapiesz kolejnego „doła”. A najgorsza jest ta hipokryzja. Dyrektor jednego dnia poklepywał mnie przy ludziach po ramieniu, a następnego w cztery oczy mówił: „jesteś nikim, tylko sk…”

Aleksander odszedł, próbuje teraz pracy na własny rachunek. Gorzej zarabia, ale już śpi spokojnie.

 

UE- Zobacz, gdzie ceny poszły najbardziej w górę

Wideo

Dodaj ogłoszenie