Szczęśliwe święta Bożego Narodzenia Pauliny z Głubczyc

Aneta Ludwig
Paulina z mamą i Perełką. Wszyscy są przekonani, że to suczka pomogła Paulinie wrócić. Tak się przytulała, tak lizała, że ją w końcu obudziła.
Paulina z mamą i Perełką. Wszyscy są przekonani, że to suczka pomogła Paulinie wrócić. Tak się przytulała, tak lizała, że ją w końcu obudziła.
To będzie szczęśliwe Boże Narodzenie. Inne niż rok temu, kiedy Paulina leżała w śpiączce. Teraz wszystko wygląda inaczej.

Kiedy przez dziewięć miesięcy była w śpiączce, wiedziała o niej tylko rodzina, najbliżsi znajomi, koleżanki i koledzy ze szkoły, nauczyciele. Kiedy stał się cud, bo tak o jej wybudzeniu mówią lekarze, o dziewczynce usłyszała cała Polska. Stała się bohaterką, żywym przykładem na to, że nigdy nie można tracić nadziei. Dziś szesnastoletnia Paulina z Głubczyc śmieje się, żartuje i ciężko pracuje, by być taką jak dawniej.

Nam jako pierwszym w sierpniu pani Marta, mama dziewczynki, opowiedziała o chorobie, śpiączce i cudownym wybudzeniu córki. Do dziś ciarki ją przechodzą, kiedy opowiada o dniu, w którym Paulina wypowiedziała swoje pierwsze od wielu miesięcy słowa i kiedy po tak długim czasie w końcu usłyszała: "kocham Cię, mamo".

A potem rozdzwoniły się telefony, zaczęły wywiady, nagrania. Istne szaleństwo. Cała rodzina miała już tego dosyć. Wszyscy w domu byli zmęczeni, a najbardziej sama Paulina. Pani Marta wyłączyła telefon, zmieniła numer komórki i powiedziała: Stop. Teraz najważniejsza jest córka, a ona potrzebuje spokoju.

Minęło kilka miesięcy. Intensywnych miesięcy, które dziewczyna spędziła m.in. na szczegółowych badaniach w klinice w Krakowie Prokocimiu, a potem na turnusie rehabilitacyjnym w Goczałkowicach.

Lekarze, którzy rok temu operowali dziewczynkę, byli w szoku.

Najbardziej smakuje kiszony ogórek

Kiedy w sierpniu spotkałam Paulinę po raz pierwszy, nie mogłyśmy porozmawiać
- była zbyt zmęczona. Nawet mnie nie zapamiętała. Tym razem wita mnie na wózku, w eleganckiej bluzeczce, nowej fryzurze. Właśnie skończyły się jej lekcje. Jest pora drugiego śniadania. Za chwilę Paulina wcina kanapki z pasztetem i keczupem.

- Pyszne! - delektuje się. - Ale i tak najbardziej lubię z kiszonym ogórkiem, cebulą i czosnkiem. Hm... i sos tatarski - dodaje.

Wszyscy śmieją się z apetytu dziewczynki, która przez tyle miesięcy musiała być karmiona przez sondę. - Mamo, nie chcę tej rurki. Chcę jeść buzią - to były jej pierwsze słowa po przebudzeniu. Więc teraz pani Marta spełnia wszystkie kulinarne zachcianki córki. Na przykład te o zupie owocowej z wiśni, na ryżu. Latem przygotowała mrożonki i domowe przetwory, więc teraz Paulina w środku zimy może zjeść ulubiony chłodnik.

Już nigdy nie da się uśpić

Od sierpnia Paulina bardzo się zmieniła. Jej buzia się zaokrągliła, nabrała kolorów. Wciąż jeszcze nie może poradzić sobie z otwieraniem oczu, więc niecierpliwie czeka na wyznaczoną w styczniu wizytę u okulisty. No i dlatego nie chce zdjęć. Nie i koniec. Żadnych dyskusji.

- Nie teraz, nie w takim stanie - upiera się. - Dopiero po operacji, jak już oczy będą w porządku.

Godzi się na jedno, ale ustępuję, bo wiem, jakie to dla niej ważne. Paulina ma 16 lat, chce wyglądać tak jak przed operacją. Na zdjęciach, które pokazała mi w sierpniu mama, uśmiecha się długowłosa, smukła, śliczna dziewczyna. Paulina chce, by było jak kiedyś. Ale już zastrzegła: nie zgodzi się na żaden zabieg, operację, jeśli konieczne będzie znieczulenie ogólne. Już nigdy nie da się uśpić.

Jest przyzwyczajona do pytań o to, co pamięta z tych "przespanych" dziewięciu miesięcy. Spokojnie o tym opowiada.

- Biegłam i biegłam. Wciąż do przodu. Pamiętam góry i las. Było pięknie, ale nie chciałam tam zostać. Cały czas myślałam o tym, że muszę iść do domu. Wiedziałam, że muszę wrócić do mamy, do mojej rodziny - opowiada.

Nie mogła uwierzyć, że to wszystko trwało aż dziewięć miesięcy. Była przekonana, że przespała tylko jedną noc i jeden dzień. Nie słyszała głosu mamy, która codziennie, przy każdym posiłku, zabiegu, myciu, powtarzała jej: - Musisz się obudzić, musisz żyć. Masz dla kogo. Musisz do nas wrócić.

W swoim śnie spotkała dwie osoby.
- Piękną panią i mężczyznę. Rozmawiałam z nim, ale obiecałam, że jeśli wrócę do domu, nikomu nie zdradzę o czym - mówi Paulina i dotrzymuje słowa, bo tajemnicą nie podzieliła się nawet z mamą. Mówi o tym z takim przekonaniem, że nawet nie próbuję pytać o szczegóły.

Paulina teraz też, przy każdej okazji, powtarza, że ma dla kogo żyć. Wylicza rodziców, ukochaną młodszą siostrę Kingę, brata Artura. Mała Kinga nie może się nią nacieszyć. Kiedyś to Paulina o nią dbała, odprowadzała do przedszkola, wypożyczała dla niej książki. Teraz Kinga jest w pierwszej klasie i to ona czyta siostrze.

Paulina jest uparta. Jak sobie coś postanowi, to realizuje. Zapowiedziała, że w sylwestra na własnych nogach dojdzie do Rynku, gdzie tradycyjnie mieszkańcy Głubczyc witają Nowy Rok. A od września chce wrócić do szkoły. Tej normalnej szkoły, nie takiej domowej. W ogóle chce, by wszystko było jak dawniej. I dlatego wkrótce po obudzeniu postanowiła, że... wraca do swojego pokoju i własnego łóżka. Nie było dyskusji, wróciła. Ale tato przebił drugie drzwi w pokoju, tak by z sypialni rodziców było bliżej. Na wszelki wypadek.

Dziś Paulina staje na własnych nogach, robi kilka kroków, choć wciąż bardzo się męczy. Miesiące leżenia zrobiły swoje. Mięśnie wciąż są słabe, potrzebują ćwiczeń. Ale się nie poddaje. Pokazuje mi swój pokój, który zaczyna już przypominać salę do fitnessu. Bieżnia, rowerek, przy ścianie drabinka, piłka do ćwiczeń. Wylewa tu siódme poty. Ćwiczy po 15 minut trzy razy dziennie na każdym przyrządzie.

Regularnie przyjeżdżają do niej rehabilitantka, lekarze i pielęgniarki z hospicjum.
- Serce się raduje, kiedy patrzę na Paulinę - mówi Sylwia Sikorska, pielęgniarka z Domowego Hospiscjum dla Dzieci w Opolu, która zajmuje się dziewczynką od samego początku.

O Paulince nie zapomnieli jej znajomi z podstawówki i gimnazjum, pani Grażyna - wychowawczyni. Odwiedzali ją, kiedy spała. Przychodzą i teraz. Paulina tym razem czeka na całą swoją byłą klasę.
- Strasznie się cieszę. Pogadamy sobie, pożartujemy - planuje.

Teraz w domu cały czas coś się dzieje. Rano przychodzi nauczycielka, potem są ćwiczenia, po południu znowu lekcje, i znowu ćwiczenia. Pani Marta musi przygotować obiad, zająć się domem, młodszą córką Kingą i zanim się obejrzy, jest wieczór. Kiedy ktoś przychodzi, w całym domu słychać ujadanie Perełki - suczki, która trafiła do domu Sztuckich kilka tygodni przed obudzeniem Pauliny. Wszyscy są przekonani, że to ona pomogła Paulinie wrócić. Tak się przytulała, tak lizała, że w końcu obudziła.

W klatce w kuchni mieszka jeszcze jeden zwierzak - Basia, koszatniczka. Ależ ona tęskniła za swą panią. Kiedy Paulina wróciła do domu z Goczałkowic, Basia piszczała jak nigdy. W całym tym rozgardiaszu pani Marta jeszcze nie zaczęła przygotowań do świąt, ale przecież nie to jest teraz najważniejsze.

- W zeszłym roku wigilię przygotowała moja siostra w Katowicach. Byliśmy wtedy w klinice, przy Paulinie. Mąż przyjechał z opłatkiem. Takie to były święta - wzdycha pani Marta i wyciera oczy. - Dziś to co innego. Jest dom, ciepło, cała rodzina… - uśmiecha się i nie kończy. Jest szczęśliwa, bo patrzy na uśmiechniętą Paulinę.

Kilka tygodni temu w Goczałkowicach, na turnusie rehabiltacyjnym, Paulina spotkała chłopca spod Opola i jego rodziców. Oni również są podopiecznymi hospicjum. Chłopczyk śpi, tak jak ona kilka miesięcy temu.
- Chłopie, obudź się, nie śpij, nie warto. Szkoda życia - mówiła do niego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie