Szkoły z powiatu krapkowickiego w ogonie rankingów

sxc.hu
sxc.hu
Tylko jedno technikum z powiatu krapkowickiego znalazło się w rankingu szkół średnich "Rzeczpospolitej" i "Perspektyw". Wśród najlepszych szkół w kraju nie ma miejsca dla naszych liceów.

Lista najlepszych liceów w kraju składa się z 500 pozycji, lista techników - z 250. Liceów ogólnokształcących z Krapkowic i Gogolina tam nie ma, podobnie jak technikum Zespołu Szkół imienia Jana Pawła II w Zdzieszowicach. Co gorsza, nie ma ich nawet na liście rankingowej województwa opolskiego!

Jakie są tego przyczyny i co można zrobić, aby to zmienić? Jak ranking komentują starosta krapkowicki i burmistrz Gogolina (gmina jest organem prowadzącym tutejsze liceum), a co mówią o nim dyrektorzy szkół? Czytaj 20 stycznia w Tygodniku Krapkowicko-Strzeleckim, bezpłatnym dodatku do nto.

Wideo

Komentarze 35

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Patrząc na nazwy wydziałów w starostwie trudno zorientować się, który prowadzi szkolnictwo.
A jeśli już dogrzebiemy się, że jest to wydz. polityki społecznej z p. Koryną Bernardt na czele, która prowadziła do tej pory wydział zajmujący się służbą zdrowia i na dodatek nie specjalnie jest wyedukowana, to czego możemy się spodziewać?

Mamy ciągle błędne wyobrażenia o roli urzędniczych funkcji - urzędnik, to zaledwie wykonawca decyzji samorządu i administrator, natomiast w żadnym wypadku nie w jego profesji leży obowiązek opracowania celów i zasad organizacji życia społecznego, chociaż najczęściej nie może wyzbyć się takich ambicji. Od tego jest samorząd oraz powoływane zespoły eksperckie.
G
Gość

Patrząc na nazwy wydziałów w starostwie trudno zorientować się, który prowadzi szkolnictwo.
A jeśli już dogrzebiemy się, że jest to wydz. polityki społecznej z p. Koryną Bernardt na czele, która prowadziła do tej pory wydział zajmujący się służbą zdrowia i na dodatek nie specjalnie jest wyedukowana, to czego możemy się spodziewać?

G
Gość

Pryncypia, to : zdrowie, wiedza, środowisko życia ( otoczenie natury, społeczne, status materialny ). Jeśli zaniedbany zostanie temat wiedzy, pogłębi się również dystans międzypokoleniowy, możliwości pojmowania i wymiany informacji ). Rozwój "narzędzi" do pogłębiania wiedzy jest nie do przecenienia !

H
Halina

Przykro mi to stwierdzić ,ale w tym temacie pan Starosta robi zdecydowanie za mało,
choć zapewne i tak jest z siebie zadowolony ....

G
Gość

Ciekaw jestem, czy w kontekście ostatniej wypowiedzi oraz zapowiadanych przez Starostę zmianach w szkolnictwie średnim, będzie w on w stanie przestawić jakąś nową koncepcję, projekt, który będzie uwzględniał przynajmniej niektóre z wymogów, stawianych naszemu okulawionemu systemowi kształcenia.

K
Keson

Wkleiłem już raz ten tekst na "Akademickiej NTO".

Widzę jednak, że i tu przyda sie to wkleić.

Jest to wywiad z panią profesor Ewą Nawrocką z wydziału filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego.

Roman Daszyński: Narobiła pani profesor szumu swoją krytyką polskiego systemu kształcenia, konformizmu kadry naukowej i apelem o rewolucję na uniwersytetach.

Prof. Ewa Nawrocka: Sama jestem zaskoczona, bo to nie pierwszy taki głos. Prof. Regina Pawłowska napisała do mnie maila z gratulacjami. Jest metodyczką, od wielu lat pisała i mówiła o zagrożeniach, jakie niosą zmiany w systemie edukacji – i nic, groch o ścianę. Powiedziałam jej, że to nasz wspólny sukces, bo w jakimś stopniu mnie zainspirowała. Nie mam jednak pojęcia dlaczego mój głos okazał się tak donośny.

Może dzięki wykorzystaniu nowych mediów? Pani wystąpienie na konferencji „Wściekłość i oburzenie. Obrazy rewolty w kulturze współczesnej” zarejestrowano kamerą i wpuszczono do sieci, gdzie stało się hitem. Pani wypowiedzi są ostre , pewnie narobiła sobie pani wrogów.

- Dostałam już trochę ostrzeżeń, ze sporo osób się obraziło i nie zostanie mi to puszczone płazem. Dużo więcej jednak przychodzi maili, których autorzy gratulują mi odwagi i to jest znak czasu. Piszą pracownicy naukowi uczelni z całej Polski, ktoś z politechniki, ktoś z akademii medycznej, ktoś z uczelni wojskowej. Też się czują wypaleni, osaczeni absurdami, w pracy mają poczucie bezsensu, zagubienia ideałów, myślą podobnie jak ja ale boją się o tym powiedzieć. To dramatyczne, bo na wyższych uczelniach odwaga powinna być normą.

A nie jest?

- Nie, bo uczelnie są jak feudalne państewka, gdzie króluje biurokracja. To dlatego mówię o urzędasach, nie obrażając rzetelnych urzędników. Urzędnik to misja. Urzędas napawa się władzą, tworzy i egzekwuje przepisy, nawet jeśli niepotrzebnie utrudniają życie innym. Każdy ma na uczelni jakieś sprawy do załatwienia – jeśli się na razie, niczego nie załatwi.
Swoją drogą, tych, którzy nie chcą się wychylać, świetnie rozumiem. Moja odwaga jest tania, bo mam 70 lat i za trzy miesiące przechodzę na emeryturę. Oderwę się od tego wszystkiego, będę miała więcej czasu dla wnuków.

Pięć lat temu nie zdobyłaby się pani na takie wystąpienie?

- Obawiam się, że nie

Skąd radykalny ton odwołania do rewolty studenckiej 1968 roku?

- To był czas, który wstrząsną środowiskami akademickimi. Intelektualnie i moralnie. Byłam młoda, widziałam z bliska, jak w Gdańsku zaszczuwano niektórych profesorów. To mniej więcej wtedy Maria Janion dała nam lekcję odwagi. Grupa studentów chciała jechać na konferencję, ale kierownik katedry nie wydał na to zgody. Janion krzyczała: „Co to znaczy, że się nie zgodził?! Przecież macie swoje prawa!” Teraz hasła „rewolta ‘68” użyłam przede wszystkim jako figury retorycznej. Wtedy był twórczy ferment i teraz też powinien być.

W czyim imieniu Pani mówi.

- We własnym, ale po tych mailach wiem, że również w imieniu dużej części środowiska, także studentów.. Z naszej perspektywy wyraźnie widać, że system edukacji się sypie i to na wszystkich poziomach.
Najpierw dostajemy koszmarnie słabych absolwentów szkół średnich. To są ludzie, którym zrobiono krzywdę, napakowano ich absurdalną „wiedzą”, tak podaną, by mogli z małpią zręcznością rozwiązywać testy. Twórczo korzystać z tego nie potrafią: nie kojarzą faktów, nie rozumieją uwarunkowań.
Nauczyciele wypychają ich w świat, byle tylko wyrobić normy programowe przygotowane przez urzędasów. Nikt z tą młodzieżą nie dyskutuje o literaturze, nie prowadzi wnikliwej analizy tekstów. Język polski to nie jest ot, jeden z wielu przedmiotów. To na polskim od zawsze uczono obcowania z kultura wysoką, czytania ze zrozumieniem kontekstów i ukrytych znaczeń. Uczono ogólnej ogłady. Bez tego ze szkół wychodzą absolwenci, którzy nie są przygotowani do przyjmowania wiedzy akademickiej. Nie umieją mówić i poprawnie myśleć. Błędy stylistyczne i ortograficzne to już norma.

To tylko problem źle pomyślanego gimnazjum i matury? Może raczej część głębszego procesu cywilizacyjnego, związanego z tym kryzysu rodziny, upadku inteligenckiego etosu?

- Pewnie tak, ale obecne gimnazjum i matura dolewają oliwy do ognia. Kończyłam w Gdańsku bardzo dobre liceum ogólnokształcące, jego absolwentem został potem Donald Tusk. Uczyli nas ci sami nauczyciele. Byli wymagający ale mieli czas i chęć zajmować się uczniami.. Uczyli podstaw życiowych, szacunku do wiedzy, radości jej zdobywania. Polonistka Halina Mierzwińska, która później uczyła również Tuska. Dyrektor Dominik Wysocki, łacinnik. Wielu innych wspaniałych. Bardzo dobrze wykształcili całe generacje.
Dlaczego odbieramy szansę na gruntowną edukację dzisiejszym dzieciom? Dlaczego uczymy je, że trzeba coś szybko wykuć do testów i zapomnieć? Dlaczego trzymamy w przeludnionych klasach? W imię zmniejszenia wydatków państwa?

Mówi pani tak, jakby w ministerstwie i kuratoriach nie było mądrych ludzi, którzy chcą to wszystko ulepszyć. Testy maturalne wprowadzono po to by wyeliminować przypadki korupcji, jakie się zdarzały.

- A może nie są jednak tacy mądrzy? Były pojedyncze przypadki korupcji? Trudno trzeba je łapać. Nie może być tak, że się obraca w perzyną cały system, który dobrze funkcjonował. Żeby zdać maturę trzeba było osiągnąć pewien intelektualny poziom – to w końcu egzamin dojrzałości. Czy tresura sprawnego rozwiązywania testów daje taką dojrzałość?

Może zbyt łatwo uwierzyliśmy temu, co zaproponował system: że każdy ma wystarczający potencjał, by zrobić maturę, a nawet pójść na studia.

- Politycy chcieli w maksymalnie krótkim czasie podnieść wskaźniki scholaryzacji, tak by Polska lepiej pasowała do Europy. Działano na siłę, na skróty i oto mamy owoce.

Jak to się przejawia na poziomie uczelni?

- Studenci nie są zainteresowani studiowaniem, w większości przychodzą po to by mieć dyplom „papier”. Kadra dydaktyczna przymyka na to oko, bo urzędasy wyznaczyły normy, według których np. w grupie na zajęciach musi być tylu a tylu studentów. Jeśli będzie mniej, któryś z wykładowców może stracić pracę. Nieraz dopuszczamy się oszustw, kwalifikujemy ćwiczenia jako wykłady.
Na uczelni panuje kult pieniądza. Rektor naciska na wszystkie wydziały, by przynosiły jak największy dochód. Swego czasu uniwersytecki kanclerz żądał ode mnie jako szefującej Polskiemu Towarzystwu Szekspirowskiemu, byśmy płacili za korzystanie z uczelnianego lokum. Musiałam mu tłumaczyć, że to tylko adres do korespondencji i żadnego biura nie mamy.
Takie finansowe podejście na wydziale humanistyczny mnie może się sprawdzić. I tak w odróżnieniu do niektórych wydziałów, generujemy długi. Bo owszem, stąd wyjdą absolwenci, którzy nie przyniosą krótkoterminowego zysku, ale pójdą w Polskę i będzie to miało znaczenie dla jakości edukacji i życia publicznego. Dlatego uczniowie muszą być naprawdę dobrze przygotowani do studiowania, a potem jak te diamenciki oszlifowani na uczelni.

Co robić? Po prostu przywrócić w szkołach taką drogę do matury, jaka była wcześniej?

- Nie wiem. To powinni wiedzieć ci , którzy idą na ministerialne stanowiska. Ja tylko podniosłam krzyk, że trzeba w końcu coś wymóc na tych, którzy podejmują decyzje.
Za maili, które dostaję przebijają brak wiary w to, że coś da się zmienić. Narzekania słyszę od lat, towarzyszy im niezmiennie machnięcie ręką, że nic na to nie poradzimy. Przypomina mi się ten fragment z Miłosza, gdy anioł mówi do niego: „zrób co możesz”. Zawsze coś można zrobić.
Dlatego jako kierownik katedry zwróciłam się do kierowników innych katedr Wydziały Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego, by odpowiedzieli na pytanie „Co mnie boli, co mnie oburza?”. Odpowiedzieli niestety nieliczni. Byłam głęboko rozczarowana, stąd to moje wystąpienie na konferencji „Wściekłość i oburzenie”. Postanowiłam opowiedzieć o swojej wściekłości i oburzeniu. To była prowokacja. Poczucie beznadziei nie może trwać w nieskończoność. Na diabła nam takie ministerstwo, które nie wykonuje właściwie swojej roboty? Żeby biurokracja miała gdzie pobierać zapłatę?

Co zrobić z tymi setkami tysięcy absolwentów, którzy dostali upragniony „papier” i stwierdzili, że on nic nie znaczy? Nie gwarantuje pracy, nie daje prestiżu w środowisku – w końcu już prawie wszyscy taki „papier” mają. Ci ludzie stracili swój czas i pieniądze, są ofiarami systemu.

- Też nie mam pojęcia. Żal tych ludzi, ale do pewnego stopnia są współwinni. Wiele dyplomów nie ma prawie żadnej wartości. Ci ludzie powinni o nich zapomnieć i budować swoje Zycie w sposób bardziej przemyślany. Budować rzeczywistą wiedzę w dziedzinie, którą sobie wybrali i nie myśleć, ze sam „papier” coś za nich załatwi.

Co powiedziała prof. Nawrocka?

18 kwietnia podczas zorganizowanej na uniwersytecie Gdańskim konferencji „Wściekłość i oburzenie. Obraz rewolty w kulturze współczesnej” prof. Nawrocka mówiła m. in.:
„ Bezmyślna i nieodpowiedzialna reforma szkolnictwa podstawowego i średniego doprowadziła do kompletnej zapaści edukacyjnej. Jej autorzy i orędownicy już gryzą ziemię, nauczyciele zmagają się z przeszkodami nie do przekroczenia, a my dostajemy studentów niedouczonych, niemyślących, intelektualnie leniwych i biernych, a do tego aroganckich”. „Czy studenci żądają by od nich czegoś wymagano? (…) Czy skarżą się na olewanie zajęć przez prowadzących, na niepunktualnych i nieprzygotowanych do zajęć wykładowców, nudne ćwiczenia i wykłady? (…) Mało kto odważa się oblać studenta, bo rozpadnie się grupa, zba zabraknie godzin, ba zagrożone będą nasze etaty”.
„W obecnej formie i w obecnej kondycji nie jesteśmy społeczeństwu do niczego potrzebni – sfrustrowani, wypaleni, bezwolni, zastraszeni, narzekający, niezdolni do solidarności (…). Wyobraźmy sobie, że sfrustrowany rzeźnik nie jest w stanie rozebrać tuszy wołu, wypalony rolnik zaorze pół pola i nie posieje, a depresyjny dróżnik nie przestawi zwrotnicy”.
Głos prof. Nawrockiej jest w ostatnim czasie kolejną alarmującą wypowiedzią na temat stanu edukacji publicznej w Polsce.
Prezes PZU Andrzej Klesyk pisał w „Gazecie”: „ Na świecie trwa wyścig o talenty, które potrafią wiedzę wykorzystać i zagospodarować. Trzeba je wyławiać, wzmacniać i promować. Brak tej umiejętności jest piętą achillesową polskiej edukacji na każdym poziomie” (24 kwietnia). A prof. Jan Stanek, fizyk z uniwersytetu Jagiellońskiego, zwracał się „do oburzonych, doskonale wykształconych bezrobotnych”: „Nie jesteście – większość z Was – dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje. Zostaliście oszukani najpierw przez nauczycieli, a potem przez wykładowców” ("Gazeta" z 28 kwietnia).

G
Gość

Niż demograficzny i mniejsza liczba uczniów powinny skutkować redukcją nauczycieli. Nie można ulegać ich naciskom. W Polsce mamy za dużo polityków, urzędnikńw i nauczycieli. Oby tylko zwalnianym nauczycielom nie tworzono etatów w UMIG.

G
Gość

Jeśli z tego samego powodu zaczną głodować uczniowie, to będę uważał ten protest za celowy - w obecnej postaci,jest to typowa krucjata pedagogicznego ciała za podtrzymaniem obcinanych etatów.

W
Witold

Tere fere,nauczyciele nie mają odpowiednich motywacji do zakładania własnych firm,
bo maja za dobrze.

p
p
Sadze ze PUP ani Uczelnie nie wniosa tu nic szczególnego.Nasza dyskusja powinna zmierzac w kierunku zorganizowania w naszym powiecie dobrego wieloprofilowego liceum ogolnoksztalcacego ktore by dawalo szanse naszej mlodziezy wyksztalcenia na miare ich ambicji tu na miejscu.Napewno Gimnazja ktore powinny dobrze przygotowywac przyszlych adeptow LO powinny wziac w tej debacie udzial 0d ich pracy zalezy potem dalszy ciag edukacji.Ale moim skromnym zdaniem to trzbea znalezc sposob na dobra kadre nauczycielska,na dobrego menadzera ktory potrafi zorganizowac placówke i dostosowac ja do wymogow MEN ale tak by absolwenci mogli smialo startowac na wybrane kierunki studiow.Do tego potrzeba osoby z doswiadczeniem i wyksztalceniem z zakresu organizacji i zarzadzania oswiata no i oczywiscie wsparcia wladz powiatowych.Do dyskusji powinno sie zaprosic zarowno kadre kierownicza oswiaty w powiecie jak i doswiadczonych z pasja i wizja nauczycieli tych pracujacych i moze tez tych ktorzy juz sa na emeryturze ale swoim doswiadczeniem moga wniesc cos do sprawy.Nie nalezy zapominac o rodzicach czyli przedstawicielach Rad Rodzicow - to oni sa zainteresowani szczegolnie tym problemem .

To takie Pisowskie: oczywista oczywistość
G
Gość

Szykuje się do przejęcia wyjątkowo atrakcyjne położony budynek po szkole podstawowej w Dobrej. Kapitalne miejsce dla zorganizowania społecznego gimnazjum, LO o profilu przyrodniczym, lub pochodnym. Może oderwie się jakaś dynamiczna część od zalegającego w powiecie pedagogicznego ciała i opracuje autorski program dla podobnej szkoły, na tyle atrakcyjny, że znajdzie wystarczający odzew społeczny, by taki obiekt uruchomić. Może to być kapitalny test dla oceny jakości tego środowiska, dla którego będzie to również wyjątkowa okazja, by zademonstrować swą wartość - jeśli żadna propozycja z ich strony nie padnie, to ocena będzie jednoznaczna. W takiej sytuacji, chcąc podnieść poziom kształcenia, trzeba będzie koniecznie już dzisiaj rozejrzeć się z kadrą dobrze wykształconą i doświadczoną, pochodzącą jednak z zewnątrz. Poprawa jakości szkolnictwa, to przede wszystkim dobrze opracowane i sprawdzone w praktyce programy nauczania, doskonała kadra pedagogiczna i odpowiednie zaplecze. Może więc jednak zacząć od ogłoszenia konkursu na najlepszy zespołowy program nauczania, chociaż szkoła zawsze kojarzy się z jakąś "budą".

J
Jacek
Napisał Pan " Boje się takich ludzi, którzy bez dyskusji i posłuchania różnych zdań znają proste rozwiązania.". W Pana ustach to brzmi doprawdy kuriozalnie.
Hej "gościu",przeczytaj to co Pan Sonik ci odpowiedział,jeszcze raz.Bo wyraził się dość jasno.Tylko widocznie nie dla ciebie.Albo inaczej:"kłania się czytanie ze zrozumieniem"...
g
gość
Myśli Pan, że to proste rozwiązanie sprawy? Propozycja dyskusji to właśnie gadanie. Boje się takich ludzi, którzy bez dyskusji i posłuchania różnych zdań znają proste rozwiązania. Ale bardzo chwilowo na potrzeby tej odpowiedzi załóżmy, że ma Pan racje. Co robimy? Wymieniamy wszystkich? Nie wszystkich? Ściągamy z Opola, Warszawy, Krakowa nowych, lepszych? Jak ich ściągamy? Skąd wiemy, że są lepsi? Kto decyduje, który nauczyciel jest kiepski? Ostatnio słyszałem, jak to na jednym spotkaniu rodzice żalili się na nauczyciela, że jest wymagający i dzieci się stresują. Zwalniamy? Fajnie się anonimowo wyciąga rozwiązania z kapelusza. Zgadzam się z tymi, którzy piszą, że potrzebujemy dobrego modelu, dobrego pomysłu, który za kilka lat będzie miał szansę zaowocować. Ale to przecież gadanie. Na szczęście to forum internetowe a nie godzina lekcyjna - nie musi Pan słuchać, jak szkoda czasu.

PS. II LO Opole

Napisał Pan " Boje się takich ludzi, którzy bez dyskusji i posłuchania różnych zdań znają proste rozwiązania.". W Pana ustach to brzmi doprawdy kuriozalnie.
J
Justyna

Sprowadżmy tych z II LO
Koniecznie z dyrektorem,bo sami nauczyciele szybko zeszliby na....łatwiznę ?

M
Maciej Sonik
Pisze Pan " Coś w tym jest, że dyskusja z PUP i uczelniami rozmyłaby temat". Gadanie, gadanie gadanie, szkoda czasu na słuchanie, doprawdy. Co za ciężki problem do rozwiązania. Zasadnicze pytanie, jakie LO Pan skończył? No to ma Pan odpowiedź. Dopóki będziemy akceptować kiepskich nauczycieli z LO, dopóty będzie, jak będzie.

Myśli Pan, że to proste rozwiązanie sprawy? Propozycja dyskusji to właśnie gadanie. Boje się takich ludzi, którzy bez dyskusji i posłuchania różnych zdań znają proste rozwiązania. Ale bardzo chwilowo na potrzeby tej odpowiedzi załóżmy, że ma Pan racje. Co robimy? Wymieniamy wszystkich? Nie wszystkich? Ściągamy z Opola, Warszawy, Krakowa nowych, lepszych? Jak ich ściągamy? Skąd wiemy, że są lepsi? Kto decyduje, który nauczyciel jest kiepski? Ostatnio słyszałem, jak to na jednym spotkaniu rodzice żalili się na nauczyciela, że jest wymagający i dzieci się stresują. Zwalniamy? Fajnie się anonimowo wyciąga rozwiązania z kapelusza. Zgadzam się z tymi, którzy piszą, że potrzebujemy dobrego modelu, dobrego pomysłu, który za kilka lat będzie miał szansę zaowocować. Ale to przecież gadanie. Na szczęście to forum internetowe a nie godzina lekcyjna - nie musi Pan słuchać, jak szkoda czasu.

PS. II LO Opole
Dodaj ogłoszenie