Szokujący raport. W Polsce umiera co piąty operowany...

    Szokujący raport. W Polsce umiera co piąty operowany pacjent?

    Paweł Stauffer

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Z danych, które podał "The Lancet”, można by wnioskować, że po operacji  umiera u nas niemal co piąty pacjent. Sprawa jest poważna, zwłaszcza

    Z danych, które podał "The Lancet”, można by wnioskować, że po operacji umiera u nas niemal co piąty pacjent. Sprawa jest poważna, zwłaszcza dla środowiska chirurgów, dlatego głos zabrały największe autorytety. ©Paweł Stauffer

    W Polsce aż 17 proc. pacjentów umiera po operacjach. Te szokujące dane podało prestiżowe czasopismo "The Lancet". Nasi chirurdzy są zbulwersowani. Wiadomo już, że autorzy raportu sporządzili go na podstawie tygodniowych badań, obejmujących ok. 500 szpitali w 28 krajach w Europie.
    Z danych, które podał "The Lancet”, można by wnioskować, że po operacji  umiera u nas niemal co piąty pacjent. Sprawa jest poważna, zwłaszcza

    Z danych, które podał "The Lancet”, można by wnioskować, że po operacji umiera u nas niemal co piąty pacjent. Sprawa jest poważna, zwłaszcza dla środowiska chirurgów, dlatego głos zabrały największe autorytety. ©Paweł Stauffer

    Informacja poszła jednak w świat i nie tylko podważyła osiągnięcia polskiej chirurgii, ale wzbudziła też niepokój wśród pacjentów.

    - Ja absolutnie nie wierzę w te dane, gdyż w ogóle śmiertelność powyżej 10 proc. po zabiegach chirurgicznych jest w Polsce niespotykana - podkreśla Marek Szymkowicz, specjalista chirurgii ogólnej ze szpitala w Nysie.
    - Zwłaszcza dotyczy to zabiegów planowych, bo tu dopuszczalna granica wynosi nawet poniżej 3 procent. Np. przy usuwaniu pęcherzyka żółciowego, z tego co wiem, w Polsce umiera mniej niż 1 procent operowanych. Więc dane zamieszczone w "The Lancet" są bardzo mocno zawyżone. Nie rozumiem, czemu to miało służyć.

    Wiadomo, że autorzy bulwersującego raportu sporządzili go na podstawie tygodniowych badań, obejmujących ok. 500 szpitali w 28 krajach w Europie.

    Przy czym pominięte zostały operacje kardiologiczne oraz mózgu.

    Najlepiej wypadły: Islandia, Szwecja, Norwegia i Estonia, gdzie śmiertelność po operacjach nie przekracza - według pisma - 2 proc. W Niemczech wynosi 2,5 proc. Natomiast najgorzej ocenione zostały Łotwa, Słowacja i Polska.

    Z danych, które podał "The Lancet", można by wnioskować, że po operacji umiera u nas niemal co piąty pacjent. Sprawa jest poważna, zwłaszcza dla środowiska chirurgów, dlatego głos zabrały największe autorytety.

    - Ja nie komentuję tego, co napisał "Lancet", bo nie wiem, kto te informacje zbierał ani kto prowadził badania - mówi dla nto prof. Marek Krawczyk, prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich. - Prawdopodobnie dane pochodziły z czterech szpitali: w Bydgoszczy, Zielonej Górze i z dwóch w Wielkopolsce. Przypuszczam, że musiało przy tym dojść do ich niewłaściwej interpretacji. Natomiast stanowczo oświadczam, że śmiertelność jest u nas taka sama jak w innych krajach europejskich, stawianych w raporcie za wzór.

    Prof. Marek Krawczyk podkreśla, że śmiertelność po operacjach w naszych szpitalach i klinikach, zależnie od specyfiki oddziału, wynosi tylko od 1,3 do 2,2 proc.

    - Wynika to z corocznych sprawozdań, jakie otrzymuje z całego kraju prof. Jan Kulig, konsultant krajowy chirurgii ogólnej - dodaje prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich. - Nie zgadzamy się z tym, co napisał "Lancet". Dane są nieprawdziwe. Dlatego przygotowujemy oficjalne wystąpienie do redakcji tego pisma, zażądamy, by zamieściła sprostowanie.
    Raport w "Lancecie", sporządzony przez specjalistów z University of London, powstał na podstawie historii chorób 46 tys. osób. Nie wiadomo, ilu wśród nich było pacjentów z Polski. Dlatego, zdaniem naszych chirurgów, trzeba zawarte w nim dane o zgonach pooperacyjnych szybko wyjaśnić. Ponieważ nie stawiają one Polski w dobrym świetle.

    - Powiedzenie, że nikt po operacjach nie umiera, byłoby nieprawdą, ale w naszym szpitalu nie jest to problem numer jeden - twierdzi Marek Piskozub, dyrektor WCM w Opolu. - O takiej śmiertelności, jaką przypisał nam "Lancet", nie może być mowy. Trzeba też pamiętać, że inne ryzyko niesie ze sobą np. operacja kardiochirurgiczna, inne okulistyczna. Nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka. Ważny jest również stan pacjenta, w jakim trafia do szpitala - dodaje.

    Opolscy chirurdzy są zaskoczeni oceną "Lancetu". Uważają ją za niesprawiedliwą i krzywdzącą. Przekonują, że gdyby przyrównać osiągnięcia chirurgii sprzed 25 lat do współczesnej, to widać kolosalny postęp.

    Np. planowe zabiegi naczyniowe na aorcie brzusznej (z powodu tętniaków) są już w WCM na takim poziomie, że śmiertelność jest niższa niż 3 proc. W przypadku operacji na sercu dąży się do tego, aby nie przekroczyła 3-4 proc.

    - W Polsce poziom chirurgii jest wysoki i bardzo wyrównany - podkreśla Andrzej Mazur, ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej Szpitala Powiatowego w Kędzierzynie-Koźlu. - Nasi chirurdzy mają ogromną wiedzę, jak i niesamowitą zręczność w rękach, doskonale opanowane rzemiosło.

    Kliniki w Niemczech chętnie zatrudniają polskich specjalistów, bo są wszechstronnie wykształceni i potrafią wykonać każdy zabieg.

    W Niemczech, jak zaznacza dr Mazur, są wybitni specjaliści, którzy zoperują guza mózgu, aortę, serce, ale specjalizują się tylko w wąskich dziedzinach i nie będą wycinać wyrostka czy pęcherzyka. Nasi poradzą sobie ze wszystkim.

    - Śmiertelność byłaby jeszcze mniejsza, gdyby ludzie częściej się badali i zgłaszali w porę do lekarza - uważa dr Mazur. - Dotyczy to choćby kolonoskopii, ważnej w profilaktyce raka jelita grubego.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (27)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (27) forum.nto.pl

    Warto zobaczyć

    Diety