Szukają grobów, których nie ma

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
W tej chwili stowarzyszenie "Pomost” zbiera informacje na temat miejsc pochówku niemieckich żołnierzy w okolicach Kędzierzyna-Koźla. Latem mogą ruszyć ekshumacje. Na zdjęciu - ekshumacja w Krzyżkowicach (pow. prudnicki). Na pierwszym planie Adam Białas.
W tej chwili stowarzyszenie "Pomost” zbiera informacje na temat miejsc pochówku niemieckich żołnierzy w okolicach Kędzierzyna-Koźla. Latem mogą ruszyć ekshumacje. Na zdjęciu - ekshumacja w Krzyżkowicach (pow. prudnicki). Na pierwszym planie Adam Białas. Krzysztof Strauchmann
Spoczywają na polach, w rowach i w bombowych lejach. Szczątków niemieckich żołnierzy, poległych pod koniec drugiej wojny światowej, poszukują teraz historycy. W tym roku chcą spenetrować Opolszczyznę.

21 stycznia 1945 roku. Zaguźnica w gminie Grodziec (woj. wielkopolskie). Kilkunastu żołnierzy jednej z rozbitych niemieckich dywizji modli się o przeżycie. Głodni, w wytartych mundurach, szukają schronienia w okolicznych lasach, zagajnikach i stodołach. Nie wyglądają na żołnierzy, to raczej chłopcy, których wcielono do armii, by za wszelką cenę powstrzymali radziecką ofensywę.

Niemcy są przerażeni, bo ich tropem podążają Rosjanie z partyzanckich oddziałów, które zrzucono tu na spadochronach pod koniec 1944 roku. Ich zadaniem nie jest jednak zwiad na tyłach wroga, tylko dobijanie resztek rozbitych niemieckich oddziałów. Wyczerpani żołnierze nie mają większych szans i po kolei wpadają w ręce Rosjan. Są rozstrzeliwani na miejscu.

Zwłoki porzucane są w przypadkowych miejscach, czasem zakopywane w lesie.
Jest 2011 rok, specjalna grupa poszukiwaczy ze stowarzyszenia "Pomost" kopie w Zaguźnicy w poszukiwaniu szczątków żołnierzy. Jest szansa na powodzenie, okazało się bowiem, że żyją jeszcze świadkowie tamtych strasznych wydarzeń. W egzekucjach sprzed ponad pół wieku brał bowiem udział młody chłopak - Polak, którego Rosjanie zabrali ze sobą, by urządzać "polowanie na Niemców". Dzięki jego opowieściom poszukiwaczom udaje się natrafić na nieznaną dotąd mogiłę. Archeolodzy znajdują w niej szczątki 12 żołnierzy. Czterech z nich udaje się zidentyfikować. Dzięki tzw. nieśmiertelnikom, czyli blaszkom z nazwiskami, zawieszonym najczęściej na piersiach. Ich dane trafią teraz do Niemiec. Rodziny poległych żołnierzy będą mogły im wreszcie urządzić prawdziwy pogrzeb.

Wciąż kładą świeże kwiaty

Wielkopolskie stowarzyszenie "Pomost" od wielu lat współpracuje z fundacją "Pamięć" a także Niemieckim Ludowym Związkiem Opieki nad Grobami Wojennymi. Szefem "Pomostu" jest Tomasz Czabański. Szesnaście lat temu, będąc na Mazurach, zauważył przypadkowo krzyż z zawieszonym pordzewiałym hełmem żołnierza Wehrmachtu. Pod krucyfiksem leżały świeże kwiaty.

Kim był ów żołnierz, jak zginął, i dlaczego pochowano go akurat w tym miejscu? Te pytania nie dawały mu spokoju. Zaczął więc pytać okolicznych mieszkańców, skąd wzięła się ta bezimienna mogiła. Okazało się, że na początku 1945 roku przejeżdżał tędy niemiecki transporter, który wpadł w pułapkę jednego z oddziałów Armii Czerwonej. Jego załoga zginęła, a zwłoki poległych żołnierzy jeszcze przez wiele miesięcy leżały na polach. Rosjanie zabraniali chować wrogów, bo miały być przestrogą dla tych, którzy chcieliby myśleć o kontynuowaniu oporu. Gdy terror zelżał, jedna z polskich rodzin zdecydowała się pochować ciała zabitych. Pomimo upływu lat, wciąż opiekują się grobem, pilnując, by nie został zapomniany.

- Od tego czasu zajmuję się poszukiwaniami i ekshumacją niemieckich żołnierzy. Dotychczas działaliśmy głównie na terenie Wielkopolski i woj. lubuskiego. Teraz zamierzamy prowadzić prace także w woj. opolskim - mówi Tomasz Czabański.
Do wielu opolskich gmin zostały już wysłane pisma w tej sprawie. - Pierwsze informacje o możliwych miejscach pochówku czy też terenach, gdzie przeprowadzano egzekucje, już do nas docierają. Jak pogoda zrobi się nieco lepsza, przyjedziemy do was na rekonesans. Wiosną i latem chcielibyśmy prowadzić tutaj pierwsze prace. Do tego czasu musimy zdobyć też odpowiednie pozwolenia, m.in. od urzędu wojewódzkiego - zaznacza szef stowarzyszenia "Pomost".

Według jego informacji, wieloma tego typu mogiłami opiekują się tutejsi starsi Opolanie. - Volksbund, czyli Niemiecki Ludowy Związek Opieki nad Grobami Wojennymi, stoi na stanowisku, że dopóki ci ludzie żyją i chcą się nimi opiekować, nie będziemy ekshumować zwłok. Ale interesują nas też te mniej znane miejsca spoczynku, gdy ofiary spoczęły w lasach, na polach czy przy drogach.

Ciała wrzucano do rowów

Ludzie z "Pomostu" już raz byli na Opolszczyźnie, konkretnie w Krzyżkowicach w powiecie prudnickim. Miało to miejsce latem zeszłego roku. Wojciech Bogusławski, historyk-amator z Prudnika, od starszych miejscowych mieszkańców dowiedział się, że w 1945 roku ciała poległych niemieckich żołnierzy wrzucane były do przydrożnych rowów, a także lejów po bombach. Tych było tu bardzo dużo, gdyż na terenie powiatu prudnickiego toczyły się bardzo ciężkie walki. Na miejsce przyjechał Adam Białas ze stowarzyszenia "Pomost", by przeprowadzić poszukiwania. Udało się znaleźć szczątki czterech Niemców. - Znaleźliśmy dwa niemieckie nieśmiertelniki, w tym jeden jeszcze nie przełamany, co znaczy, że jego właściciel do dziś jest uznawany za osobę zaginioną. W ziemi leżał też sprzęt wojskowy, resztki umundurowania - opowiadał Białas.

Trzy szkielety odkopano pod przydrożnym krzyżem. Razem z nimi odkryto prywatne rzeczy żołnierzy - srebrny pierścień, scyzoryk, a nawet świetnie zachowaną sztuczną szczękę. Czwarte zwłoki znajdowały się w innym miejscu, blisko granicy z Czechami.
Jeden z odkopanych nieśmiertelników już udało się częściowo zidentyfikować dzięki pomocy poszukiwaczy z forum magazynu "Odkrywca". Jego właściciel służył w komendanturze lotnictwa morskiego w Pilawie na terenie Prus Wschodnich. Wszystkie ekshumowane zwłoki jesienią zostały pochowane na niemieckim cmentarzu wojennym w Nadolicach koło Wrocławia. Nieśmiertelniki i rzeczy osobiste żołnierzy trafiły do Volksbundu.

Wyjątkowo ciężkie walki w 1945 roku toczyły się także w Witosławicach (powiat kędzierzyńsko-kozielski). Miejscowi opowiadali, że z terenu okolicznych wzgórz zwieziono trzy wozy ciał. Pochowano je przy kapliczce. Jedna z firm na zlecenie fundacji polsko-niemieckiej "Pamięć" zaczęła tu prace ekshumacyjne pod koniec zeszłego roku. Znaleziono kości, a także fragmenty umundurowania. Teraz mają one być identyfikowane. Takich prac w tym roku w okolicach będzie z pewnością więcej.

Mogiła przy dworcu czeka na odkrycie

Kamil Nowak z kędzierzyńsko-kozielskiego stowarzyszenia historyków "Blechhammer 1944" mówi, że w okolicach Koźla w latach 50. ekshumowano około 800 niemieckich żołnierzy.

- Tożsamość tylko niektórych z nich udało się ustalić, na podstawie nieśmiertelników. Znaleziono ich około 50 - mówi Kamil Nowak.

Czy na terenie powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego może znajdować się jeszcze sporo mogił, które dopiero czekają na odkrycie? - Najstarsi mieszkańcy okolicznych wsi mogą takie informacje posiadać, niemniej dotrzeć do nich nie jest łatwo - zaznacza Kamil Nowak.
Miejscowa legenda mówi o masowym grobie w okolicy stacji kolejowej w Sławięcicach. Możliwe, że pochowano tam nawet dwieście ciał. Nie wiadomo jednak, czy chodzi o niemieckich żołnierzy, czy też Żydów, którzy byli przetrzymywali w pobliskich obozach pracy. - Zamierzamy dopiero zbadać tę sprawę - zaznacza Kamil Nowak.

Nowak z przyjaciółmi ze stowarzyszenia "Blechhammer" w zeszłym roku także zajmował się ekshumacją jednego z żołnierzy w lasach pod Kędzierzynem. Według jego informacji, chodziło o zwłoki amerykańskiego lotnika, który zginął w 1944 roku podczas bombardowania niemieckich zakładów produkujących benzynę syntetyczną na potrzeby niemieckiej armii. Udało się znaleźć kości, które trafiły do ekspertyzy. - Sprawą zainteresował się amerykański konsul, który spotkał się z nami. Okazało się jednak, że nie były to szczątki amerykańskiego lotnika - mówi Kamil Nowak. - Niemniej opolska ziemia skrywa z pewnością jeszcze wiele takich tajemnic.

Od początku lat 90. w całej Polsce ekshumowano około 150 tys. ciał niemieckich żołnierzy, którzy zginęli tu pod koniec II wojny. Z niemieckich dokumentów wynika, że życie na tych terenach straciło około pół miliona członków Wehrmachtu i innych jednostek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie