Tadeusz Szymków. Był taki elegancki i dostojny...

fot. Archiwum
Tadeusz Szymków związał się z wrocławskim Teatrem Polskim.
Tadeusz Szymków związał się z wrocławskim Teatrem Polskim. fot. Archiwum
Gdy "Szymek" robił teatrzyk, świetlica w podnamysłowskiej Bukowie Śląskiej pękała w szwach. Kiedy telewizja puszczała film z dorosłym już aktorem Tadeuszem Szymkowem, telewizory grzały się w całym Namysłowie. Dzisiaj (16 stycznia)najbliżsi pożegnali go na cmentarzu. Miał 50 lat.

Z kukiełkami nie było wielkiego wyboru. Zwłaszcza jak reżyserem była pani od historii, a obsadą zajmowały się dzieci. Jak kogo Pan Bóg stworzył, taką rolę miał w kieszeni. Trudno przecież, by za pasibrzucha poszedł chudy, a pacynkę księcia dostał w ręce pryszczaty brzydal.

A "Szymek"? Chudy, wręcz patyczkowaty. Tylko duża gęba wiecznie roześmiana. Dlatego czasem trafiła się pacynka błazna, czasem kolędnika. Ale to właśnie jego kreacje na scenie zrobionej z krzeseł w świetlicy wiejskiej w Bukowie Śląskiej wstrząsały widownią. Nawet sztajmesami spod sklepu, którzy czasem przez przypadek przyszli sprawdzić, co takiego dają w świetlicy, że tłumy się przed nią gromadzą.

- Tadek od małego to był artysta. Miał ksywę "Szymek" i mało kto wołał do niego Tadeusz. Zresztą razem byliśmy wtedy niezłymi aktorami. Tylko że nasze role nie zawsze podobały się rodzicom i nauczycielom - uśmiecha się Marek Nartowski, przyjaciel Tadeusza Szymkowa ze szkolnej ławy.
Jednak jeszcze przed teatrzykami pierwszą rolą "Szymka", którą cała Bukowa pamięta do dzisiaj, zagrał właśnie razem z Nartowskim. Scenariusz napisało życie, a scenografią była wiejska droga prowadząca do nieistniejącej już podstawówki.

- Moja mama przyłapała nas na papierosach, jak z "Szymkiem" kurzyliśmy w pokoju. Tak się zdenerwowała, że przegoniła nas po całej wsi. W końcu za karki zostaliśmy zaprowadzeni do naszej nauczycielki, a cała wieś miała z tego niezły ubaw
- opowiada Marek Nartowski.

- Pamiętam ten jego pierwszy publiczny występ - uśmiecha się Zofia Koczorowska, wychowawczyni chłopców z czasów podstawówki. - Mama Marka powiedziała do mnie, bym sobie zabrała swoje dzieci, bo tak je wychowałam. To co miałam robić? Wzięłam papierosy i zaproponowałam, by zapalili. Oni zdębieli, a "Szymek" to nawet chciał chyba płakać. Ale ja ich zmusiłam, by zapalili, i potem wygarnęłam im, co myślę o tej manifestacji dorosłości.

W pożyczonym garniturze

"Szymek" urodził się w 1958 roku w Namysłowie. Pochodził z rodziny, która do Bukowy Śląskiej przyjechała zza Buga. Jego mama była kierowniczką szkoły, ciotka
- polonistką, a druga historyczką. To dzięki nim mały Tadziu, nie pałający miłością do matmy i fizyki, rozkochał się w literaturze. W domu Szymkowów lektura była podstawowym obowiązkiem dzieci.

- Dlatego mimo że Tadek mieszkał na wsi, trudno o nim powiedzieć, by był burakiem z PGR-u - wtrąca Zofia Koczorowska. - Pamiętam, jak szykowaliśmy się do tych przedstawień. Jak Tadzik z zapałem z byle szmelcu przygotowywał kukiełki. Nawet z rękawiczki potrafił wyczarować postać, zakładając ją odpowiednio na rękę. Jego brat natomiast miał zacięcie do nauk ścisłych. Dlatego został lekarzem.
Pewnego dnia, tuż po maturze, "Szymkowi" donieśli sąsiedzi, że w telewizji gadali coś o jakimś naborze do filmu. Szukali statystów do produkcji kręconej we Wrocławiu. Tadek nie zwlekał z decyzją. Czym prędzej popędził do Franciszka Krukowskiego, jednego z najwyższych wówczas mężczyzn w Bukowie.

- Przyszedł do mojego ojca i powiedział, że musi do telewizji jechać, a nie ma w czym. Dlatego najlepiej by było, gdyby pożyczył mu garnitur - wspomina Jadwiga Chełmińska, dawna nauczycielka "Szymka", a dzisiaj sołtys Bukowy Śląskiej.

- Tato wyciągnął spodnie, marynarkę, no i kamizelkę. Ojciec tylko wspominał Tadkowi, aby mu zwrócił ten garnitur, bo to jeszcze ze ślubu zza Buga, pamiątka rodzinna. Ponoć jak go ta komisja zobaczyła, to wszyscy padli ze śmiechu. Stwierdzili, że nawet jeśli nie poradzi sobie w statystowaniu, to i tak wezmą go za tę oryginalną kreację. Nogawki spodni sięgały mu do połowy łydek.

"Szymkowi" jednak nie od razu udało się dostać do szkoły teatralnej. Po maturze i castingu do filmów miał rok przerwy. Jednak to otrzaskanie pomogło mu zostać studentem, a potem absolwentem wrocławskiego studium teatralnego. Potem związał się z tamtejszym Teatrem Polskim, tu zagrał najwięcej ról.

Ale sława przyszła wraz z rolami w filmach Władysława Pasikowskiego "Demony wojny wg Goi" i "Psy". W tym ostatnim filmie stworzył kreację Jerzyka, eksesbeka przemianowanego na policjanta. To ten, który zamiast obserwować, czy nie nadchodzą bandyci, zajmował się podglądaniem kobiet przez lunetę. Grał też w pierwszych odcinkach serialu "Glina".

Na planie "Psów" mijaliśmy się w swoich rolach. Jednak pamiętam ujmujący uśmiech Tadzia - wspomina aktor Marek Kondrat.

Znany reżyser teatralny Jan Klata wciąż nie może przestawić się na to, że nie ma już "Szymka".

- On jest..., przepraszam, to był wspaniały aktor, który potrafił łączyć cechy indywidualne osobowościowe z profesjonalizmem - mówi reżyser. - To pierwszy aktor, który zaufał mi, kiedy stawiałem swoje pierwsze kroki jako reżyser w teatrze. Potem pracowaliśmy razem nad "Sprawą Dantona". Jego kreacja w tym spektaklu była świetna. Zresztą dostawał za nią nagrody.

Wydamy Tadziowi tę książkę

Tadeusz Szymków od soboty (10 stycznia) gra już inną rolę w innym świecie. Zmarł po ciężkiej chorobie w wieku 50 lat. Do końca był zaangażowany w pracę z młodymi talentami we Wrocławiu. Udzielał się też społecznie.

Na ekrany ma trafić niebawem "Zamiana" Konrada Aksinowicza, w której Szymków gra BOR-owca, majora Jędrusia. Prywatnie aktor mieszkał na jednej z podmiejskich wsi, miał żonę i córkę. Ostatnio pisał książkę.

- To przejmująca proza o człowieku, który doświadcza śmierci - opowiada Krzysztof Mieszkowski, przyjaciel Tadeusza i dyrektor Teatru Polskiego. - Dał mi ją dwa dni przed odejściem. Powieść jest skończona, nie ma tylko tytułu. Ale jakoś sobie poradzimy. Na pewno ją wydamy, bo jesteśmy to winni Tadziowi. Był wspaniałym człowiekiem...

Tadeusz, opanuj się!

- To fenomen tego człowieka powoduje, że nawet po śmierci nie daje się nam smucić ze swojego powodu - przekonuje Krzysztof Kuchczyński, przyjaciel Tadeusza z czasów licealnych. Raz po raz sypie jak z rękawa anegdotami z liceum, kiedy to Tadek ubierał kościotrupa w gabinecie biologicznym, by wystraszyć nauczycielkę. Jak do "Szymka" ciągnęły dziewczyny, bo mimo że chudy i długi, to zawsze czarował elokwencją.

- A chłopaki zawsze ciągnęli z niego łacha - kontynuuje Kuchczyński - kiedy przyjeżdżał na spotkania klasowe. Mówiliśmy mu: - Tadziu, ty tak świetnie grasz tych nieudaczników, że chciałoby się ciebie oglądać do końca filmu. A oni ciebie w tych filmach Pasikowskiego zawsze zabijają w środku lub na początku. Cholera by ich wzięła.

Henryk Felbel był jednym z nauczycieli, którym "Szymek" dał popalić. Jako dyrektor ogólniaka musiał wiele razy przeprowadzać z nastoletnim Tadziem tzw. pedagogiczne rozmowy. Ponoć dyrektor po jednej z zadym miał powiedzieć:
- Tadeusz, opanuj się, bo z ciebie będzie albo wielkie nic albo wielki człowiek!

- Nie pamiętam tej kwestii. Och..., ten "Szymek", "Szymek" - zamyśla się emerytowany dyrektor ogólniaka w Namysłowie. - Co to był za urwis. Ale taki pozytywny. Owszem, trochę broił, jednak zawsze udawało mu się wyjść ze wszystkiego obronną ręką.

Miał poważanie dzięki kabaretowi, jaki wspólnie z Jasiem Płaskoniem i Stasiem Młynarskim założyli w szkole. Podczas akademii, imprez szkolnych robili różne skecze.

Jedno "Szymkowi" trzeba przyznać: rozumiał literaturę i miał w niej rozeznanie. Pewnie to mu pomogło potem dostać się na szczyty kariery.
Gertruda Mazik, emerytka z Bukowy, przegląda stare zdjęcia, na których uśmiecha się mały Tadziu.

Zasmuciła mnie wiadomość o jego śmierci. Szkoda takiego młodego człowieka. Był taki elegancki i dostojny... - wspomina.

Tadeusz Szymków zostanie pochowany dzisiaj (16 stycznia) na wrocławskim cmentarzu Osobowickim.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
adam

Jutro kolejna rocznica. Wybieracie się na cmentarz? Czy coś wiadomo o mszy św?

N
Namysłowianin
Przepraszam ,że tak póżno zajmę skromnie głos.
Każda śmierć to wielki smutek i żal i nie ma co ukrywać że i tym razem pośpiesznie odszedł człowiek dużego formatu .Tym bardziej którego życie nie rozpieszczało .Jesteśmy Ci winni podziw , szacunek i pamięć .Szymek pokój Twojej duszy.
t
tomko66
nie znałem Go osobiście, ale ceniłem za kunszt aktorski. z wypowiedzi tych, co znali czy uczyli wynika, że nie był to człowiek tuzinkowy. a strata takich zawsze boli najbardziej. spoczywaj w pokoju!
G
Gość
Co za dziura ten Namysłów . Żaden japy nie otworzy, paluchem w klawiaturę trafic nie może a moze prądu w tej dziurze nie ma? Jedna osoba sie odezwala. Nie zasłuzył na wspominki Szymek? Nie jestem z Namysłowa, ale bardziej widze poruszony jestem smiercia Szymka niż Namysłowianie. Tylko to mi przychodzi w tej chwili do głowy. Żal że Go nie ma i zdziwienie postawą Namysłowian. A moze sie namyślają, jak to Namysłowianie.
G
Gość
Znam go tylko z filmu. Piękna postać, fizyczna i duchowa. I czytanie o Nim sprawiło mi przyjemność.
Dodaj ogłoszenie