Tajemnicze przetwory pana Denke. Historia kanibala z Ziębic

    Tajemnicze przetwory pana Denke. Historia kanibala z Ziębic

    fot. Paweł Stauffer

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Karl Denke

    Karl Denke ©fot. Archiwum

    21 grudnia 1924 na posterunek policji w Münsterberg, cichej mieścinie niedaleko dzisiejszego Grodkowa, wpadł zakrwawiony żebrak Vincent Olivier. - Herr Denke chciał mnie zabić! - wykrzyczał policjantom. Tak się zaczął największy horror w dziejach Śląska.
    Karl Denke

    Karl Denke ©fot. Archiwum

    Karl Denke fot. Archiwum

    Karl Denke

    Vincent Olivier, bezrobotny czeladnik, przyjechał do Münsterberg (dzisiejszych Ziębic) 20 grudnia 1924 r. W poszukiwaniu pracy. Pierwszą noc spędził w miejscowym schronisku, a następnego dnia ruszył szukać zajęcia i prosić o jałmużnę. Trafił na ul. Stawową 10, do domu Karla Denkego. Ten obiecał mu dać 20 fenigów za to, że Olivier napisze mu list do brata.

    "Adolf, ty tłusty bebechu..." - podyktował na wstępie Denke.
    Słowa te tak rozbawiły Vincenta Oliviera, że zaczął się śmiać i odwrócił głowę w kierunku dyktującego. To uratowało mu życie. Denke w tej samej chwili zamachnął się i zadał czeladnikowi cios motyką.

    Pobożny "Ojczulek Denke"
    Rannemu Olivierowi udało się uciec oprawcy i dotrzeć na posterunek policji. Policjanci nie uwierzyli żebrakowi, Karl Denke to przecież znany i szanowany obywatel, miejscowy rzemieślnik i filantrop. Dobry ewangelik, na procesji nosił krzyż, pomagał bezdomnym i ubogim. Miał nawet przydomek Ojczulek Denke.

    Dom rzeźnika z Ziębic ciągle stoi. Zmienił tylko numer z 10 na 13. Od 1972 roku mieszka tu rodzina Janiny Szczepańskiej. fot. Paweł Stauffer

    Dom rzeźnika z Ziębic ciągle stoi. Zmienił tylko numer z 10 na 13. Od 1972 roku mieszka tu rodzina Janiny Szczepańskiej.
    (fot. fot. Paweł Stauffer)

    W odpowiedzi na skargę policjanci zamknęli Oliviera w celi, za włóczęgostwo. Zatrzymany jednak zaczął obficie krwawić, wezwany lekarz potwierdził, że rany są bardzo poważne i nie wyglądają na samookaleczenie. Komendant posterunku nie miał wyboru: polecił zatrzymać Denkego do wyjaśnienia.

    Niemiecka policja w 1924 roku przygotowała dokładną dokumentację zbrodni Denkego. Tu sfotografowali piły, noże i motykę, prawdopodobnie nią chciał zabić ostatnią ofiarę. fot. Archiwum

    Niemiecka policja w 1924 roku przygotowała dokładną dokumentację zbrodni Denkego. Tu sfotografowali piły, noże i motykę, prawdopodobnie nią chciał zabić ostatnią ofiarę.
    (fot. fot. Archiwum)

    Denke przyznał, że owszem, pobił Vincenta Oliviera, bo ten chciał go okraść. Olivier nie chciał zmienić zeznań, był przerażony. Denke został w areszcie. Gdy dwie godziny później do jego celi zajrzał strażnik, zatrzymany już nie żył. Rzeźnik z Ziębic powiesił się na chustce do nosa. Wiedział, że już nie da się ukryć przed światem przerażającej prawdy...

    Makabryczne odkrycie
    O prawdziwym obliczu Ojczulka Denkego świat dowiedział się w Wigilię roku 1924, kiedy policjanci weszli do jego mieszkania. Nie przyszli tu szukać dowodów winy, chcieli zabezpieczyć mienie po śmierci właściciela. To, co tu zobaczyli, przeszło ich wszelkie wyobrażenia:

    W szafie wisiały podarte, pokrwawione ubrania, na parapecie leżało kilkadziesiąt dokumentów na różne nazwiska, a na stole i szafkach pełno było odartych z mięsa ludzkich kości. Poobcinane stopy, pokawałkowane ludzkie kończyny w trakcie zdzierania skóry. Na jednej ze ścian wisiały tuziny pasków, szelek i sznurowadeł z ludzkiej skóry, na podłodze stała maszynka do robienia mydła. Przede wszystkim jednak w mieszkaniu i stojącej obok domu szopie znaleziono liczne naczynia z peklowanym mięsem.

    Chemicy sądowi, do których trafiły próbki, potwierdzili, że było to mięso ludzkie. Pochodziły od trzech różnych osób.

    Regiopedia: Karl Denke

    Ale ofiar Karla Denkego było znacznie więcej. Zidentyfikowano - m.in. na podstawie znalezionych u niego dokumentów i listy ofiar, którą sam prowadził - 21 osób. Byli to głównie bezrobotni i bezdomni czeladnicy - ślusarze, piekarze, robotnicy budowlani czy krawcy, którzy do Ziębic trafiali w poszukiwaniu pracy. Ludzie, których nikt nie szukał i o których nikt nie pytał. Ówczesna policja oszacowała jednak, że zabitych i poćwiartowanych mogło być nawet 40 osób.

    Denke z ludzkiej skóry wyrabiał paski i kapcie. Z włosów plótł sznurówki. Wszystkie wyroby sprzedawał. Cieszyły się dużym wzięciem. fot. Archiwum

    Denke z ludzkiej skóry wyrabiał paski i kapcie. Z włosów plótł sznurówki. Wszystkie wyroby sprzedawał. Cieszyły się dużym wzięciem.
    (fot. fot. Archiwum)

    - Nie wiadomo dokładnie, od kiedy Karl Denke zabijał - mówi Jarosław Żurawski, dyrektor ziębickiego Muzeum Gospodarstwa Domowego, które kilka lat temu zrobiło wystawę poświęconą mordercy. - Pierwsze ludzkie kości zakopane w okolicy znajdowano podobno już w 1909 i 1910 roku.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (27)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (27) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo