Tak rosły piece w Gogolinie - historia lokalna

Radosław Dimitrow
Tak przed II wojną światową wyglądały piece wapiennicze, które stały tuż za stacją kolejową w Gogolinie, na tyłach dzisiejszego budynku urzędu miejskiego.
Tak przed II wojną światową wyglądały piece wapiennicze, które stały tuż za stacją kolejową w Gogolinie, na tyłach dzisiejszego budynku urzędu miejskiego.
Dowożeniem kamienia do pieców wapiennych zajmowali się okoliczni rolnicy. Surowiec wydobywali za pomocą młotów i łopat, a później przewozili go furmankami.

Mieszkańcy Gogolina znali się na wypalaniu wapna już w XVII wieku. Przez wiele lat produkowali je jedynie na własne potrzeby. Produkcja na większą skalę ruszyła tutaj dopiero po 1840 r. Wtedy grupa rolników z Gogolina zwróciła się do hrabiego von Gaschina z Żyrowej z prośbą o sprzedaż terenów leżących na północ od miejscowości. Niedługo potem zbudowali tam szereg pieców polowych.

Po tym, jak w połowie 1845 roku uruchomiona została linia kolejowa łącząca Opole z Kędzierzynem, przemysł wapienniczy zaczął rozwijać się w zawrotnym tempie. W tym czasie zapotrzebowanie na wapień i wapno palone zwiększyło się dodatkowo z powodu rozwoju hut i zakładów chemicznych, które potrzebowały tych surowców w procesie produkcyjnym.

Kolejne piece zaczęły powstawać w Gogolinie wzdłuż torów kolejowych - swoje zakłady w krótkim czasie zaczęli budować: Bunke, Dombrovky, Jaroszek, bracia Cassierer, Ring, Jalaffke, Stern, Dzialas, Akerman, Friedlender, Röthcz - od ich nazwisk mieszkańcy nazwali później piece i kamieniołomy, które wpisały się w krajobraz Gogolina.

Część właścicieli pieców miało własne wyrobiska - stojące zazwyczaj tuż obok. Inni skupowali kamień z kamieniołomów lub od okolicznych mieszkańców. Rolnicy pozyskiwali go przy pomocą kilofów, młotów i łopat. Była to katorżnicza praca, tym bardziej, że kamień przewożony był później furmankami. Po 1886 roku w Gogolinie pojawiła się kolejka wąskotorowa, która ułatwiła nieco transport.

Pierwsze piece, które przystosowane były do produkcji wapna na przemysłową skalę wybudowali bracia Bunke i Pacht w 1870 r. Cztery lata później kolejne trzy piece postawił Wilhelm Dombrovsky. Prawdziwymi kolosami okazał się jednak podwójny piec kręgowy nr 4-5, wybudowany przez spółkę akcyjną. Stanął w latach 1898-1901, a ludzie zwali go "Cirkusem". Składał się on z aż 42 komór do wypalania wapna - każdą z nich przed wypalaniem trzeba było załadować 7,5 tonami miału węglowego. Piec posiadał specyficzny mechanizm załadunku materiałów na górne podesty - kamień i węgiel były transportowane w taczkach po drewnianych pochylniach, które wciągano za pomocą kołowrotu. Całość napędzał zaprzęg konny. Dowóz kamienia, układanie go w rządki oraz wyciąganie wypalonego wapna odbywało się już ręcznie.

Ze względu na lepszą jakość kamienia i mniejszą ilość zanieczyszczeń występujących w złożu, około 1900 roku. Przedsiębiorcy zaczęli eksploatować kamień w lasach pod Górażdżami. Był on lepszy niż ten w samym Gogolinie, ale do rozwiązania pozostał problem z transportem. Nowa kopalnia znajdo- wała się bowiem w odległości 3,6 km od zakładu.

Zdecydowano więc o budowie kolejki wąskotorowej, która poruszała się na trzy sposoby. Niewielkie lokomotywy parowe wyciągały wózki z kamieniołomu na punkt zdawczo-odbiorczy. Stamtąd wagoniki samoczynnie poruszały się w kierunku zakładu. Ze względu na ukształtowanie terenu - spuszczano je zwyczajnie z górki. Ostatni wózek w składzie miał zamontowany ręczny hamulec, który był obsługiwany przez pracownika. W ten sposób regulował on prędkość przejazdu. Z powrotem wagoniki były wciągane przez zaprzęgi konne.

Rozwój przemysłu sprawił, że Gogolin szybko zmienił się z małego miasteczka w jednego z największych producentów wyrobów wapienniczych o bardzo dobrej jakości. Z tego powodu miejscowość była dobrze znana w Niemczech.

W 1905 roku w Gogolinie powstała młynownia wapna rolniczego. Ponieważ było ono używane przez rolników sezonowo, z czasem zaszła konieczność magazynowania gotowego produktu, by można go było sprzedać w momencie, gdy będzie potrzebny. W związku z tym już w latach 30. ubiegłego stulecia w Gogolinie stanął potężny silos, który wyraźnie górował nad okolicą.

Choć dzięki ciężkiemu przemysłowi, który rozwinął się w tej okolicy, ludzie mieli pracę, to na co dzień musieli znosić szereg uciążliwości. Właściciele zakładów kompletnie nie przywiązywali wagi do ochrony środowiska. W dniach niepogody nad Gogolinem unosił się gęsty dym o zapachu siarki, pochodzący z kominów pieców oraz małych lokomotyw, ciągnących wózki. Zakładowe maszyny ponadto zgrzytały i łomotały, więc w okolicy było bardzo głośno.

W artykule wykorzystano publikację Eryka Boronczyka pt. "Przemysł wapienniczy w Gogolinie i okolicy". Tekst powstał we współpracy z Piotrem Smykałą - znawcą lokalnej historii.

100 Najbogatszych Polaków „Forbesa” 2021

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie