Trudny temat - różne oblicza przemocy seksualnej

Materiał informacyjny Województwa Opolskiego
Udostępnij:
Sebastian Pluta, psycholog, terapeuta par, specjalista ds. przeciwdziałania przemocy

Przemoc seksualna wielu osobom pewnie kojarzy się z zakapturzonym sprawcą, atakującym kobietę w ciemnym zaułku. Tymczasem dramat może toczyć się tuż obok nas, na przykład za drzwiami sąsiedniego mieszkania.

Gwałt - bo domyślam się, że do tego pani zmierza - jest jedną, choć niejedyną formą przemocy. Do nadużyć seksualnych zdecydowanie częściej dochodzi w zaciszu domowym. Potwierdzają to wyniki badań, ale też moje doświadczenia terapeutyczne. Sprawcami zazwyczaj są osoby bliskie, znane i dotyczy to zarówno wykorzystania seksualnego dzieci, jak i nadużyć wobec dorosłych. Problem dotyka wszystkich, bo – i to trzeba sobie wyraźnie powiedzieć – osobami doznającymi przemocy seksualnej bywają osoby różne pod względem płci. Tym, co jest typowe dla tego typu form przemocy w relacjach dorosłych jest cykl przemocy, tzn. sytuacje nadużyć, przeplatają się z tzw. miesiącem miodowym, gdy partner przeprasza i obiecuje poprawę. Później oczywiście napięcie znowu zaczyna narastać i cykl się powtarza.

Wnioskuję zatem, że przemoc seksualna w związkach - formalnych czy nieformalnych - nie należy do rzadkości?

To prawda i absolutnie nie należy zakłamywać rzeczywistości twierdząc, że mąż nie może zgwałcić żony, bo co najwyżej jest to wyegzekwowanie przysługującego mu prawa. Błąd! Czasami moje pacjentki szeroko otwierają oczy ze zdumienia, kiedy mówię im, że jeśli nie mają ochoty na zbliżenie, to nie powinny robić nic wbrew sobie. Nawet gdy ktoś nie ma świadomości, czy też nie daje sobie przyzwolenia na prawo do odmowy to i tak czuje, że „coś jest nie tak”- ciała i znaczenia niechcianego dotyku nie da się oszukać. Ponadto partnerka, czy partner ma prawo być w gorszej formie i nie palić się do łóżkowych igraszek.

A negocjacje są dopuszczalne? Dajmy na to, będzie seks, ale pod warunkiem, że partner pozmywa naczynia albo wyszoruje łazienkę?

Negocjacje są czymś bardzo dobrym w związku, ale ważne, by uszanować wolę drugiej osoby, jeśli pada słowo nie. Sytuacje warunkowania seksu, „handlowanie nim”, nie są dobrą praktyką relacyjną, a na pewno nie są one budujące dla związku. Czasem, gdy przyjmują postać szantażu, rzeczywiście mogą być przemocowe. Niedopuszczalne jest również np. wzbudzanie poczucia winy, granie na emocjach, czy sugerowanie zdrady, jeśli druga strona nie zgodzi się na zbliżenie. Być może niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale po takim wymuszonym kontakcie seksualnym osoba, która dla świętego spokoju ustąpiła, może czuć się podobnie, jak ofiara gwałtu. Powiem więcej. To poczucie może być jeszcze silniejsze, bo sprawcą nie jest obcy, zimny drań, ale ktoś najbliższy. Oczywiście sytuacja, w której jeden z partnerów unika zbliżeń i trwa to przez wiele miesięcy, również wymaga rozwiązania, chociażby rozmowy z terapeutą par, czy też seksuologiem, który może zdiagnozować przyczynę i pomóc ją usunąć. Pamiętajmy, że w seksie dozwolone jest wszystko, na co zgadzają się obie strony. Innymi słowy zbliżenie, któremu towarzyszy zadawanie bólu, jest dopuszczalne, pod warunkiem, że jest na to obopólna zgoda. I z drugiej strony: jeśli mąż ma np. zwyczaj klepać żonę w pupę, gdy ona zmywa naczynia i nie przestaje, mimo że żona sobie tego nie życzy, to z całą pewnością mamy tu do czynienia z formą nadużycia. I nie wolno jej bagatelizować mówiąc, że to tylko niewinny klaps.

Utarło się, że sprawcami przemocy seksualnej częściej są mężczyźni, co pewnie wynika z ich przewagi fizycznej nad płcią piękną.

Takie podejście faktycznie funkcjonuje, choć siła fizyczna to nie wszystko. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, gdy rosły mężczyzna doznaje przemocy ze strony drobnej kobiety, która ma nad nim przewagę emocjonalną. Oczywiście ta przemoc może mieć różne oblicza, od stricte fizycznej, seksualnej, po psychiczną czy ekonomiczną. Szacuje się, ze sprawcami przemocy trzy razy częściej są mężczyźni niż kobiety.

Przemoc seksualna zdarza się nie tylko w czterech ścianach domu. Do takich zachowań może dochodzić na przykład w pracy.

Molestowanie seksualne to nierzadkie sytuacje. Najczęściej dotyczą one kobiet, ale zdarzyło mi się pracować w gabinecie również z mężczyznami, którzy doświadczyli tego rodzaju nadużyć, na przykład ze strony szefowej.

Sprawca-kobieta działa inaczej niż mężczyzna?

Bardzo podobnie. W przypadku jednego z moich pacjentów szefowa coraz bardziej ostentacyjnie dawała mu do zrozumienia, że liczy na bliższą relację. Siadała uwodzicielsko na jego biurku, podciągała sukienkę, od pewnego momentu mówiła już nawet wprost, że chce iść z nim do łózka. Mężczyzna miał rodzinę i nie był taką relacją zainteresowany, ale to nie ostudziło zapędów przełożonej. W końcu zaczęła mu dawać do zrozumienia, że jest urażona jego odmową…

Sytuacja podwójnie trudna, bo oprócz sympatii szefowej można stracić również pracę…

Tak, dlatego ten mężczyzna trafił w końcu do mojego gabinetu. Mimo próśb kobieta nie odpuszczała, co rodziło w pracowniku potworny stres. Ostatecznie okazało się, że jedynym wyjściem było odejście z pracy, które pozwoliło mu się uwolnić i odzyskać równowagę psychiczną. Nie zdecydował się niestety na zgłoszenie sprawy organom ścigania. Molestowanie może zdarzyć się nie tylko w relacji szef-podwładny, ale również w relacji równorzędnej. Na przykład już sytuacje ocierania się, głaskania, dotykania w miejsca nieintymne mogą powodować dyskomfort. Zdarzają się też bardziej jaskrawe formy molestowania, jak rozpowszechnienie nagich zdjęć osoby w środowisku pracowniczym, dotykanie w miejsca intymne, wywieranie nacisku na aktywność seksualną. Pamiętajmy, że molestowanie jest przemocą i wywołuje u osoby jej doświadczającej znaczące szkody. Ale to także przestępstwo.

Temat wykorzystania seksualnego mężczyzn, choć poważny, wciąż jeszcze wywołuje uśmiech niedowierzania na twarzy. No bo jak kobieta mogła molestować podwładnego?

To prawda. Przemoc zaczyna się tam, gdzie pojawia się zachowanie, którego sobie nie życzymy, wiec nie jest to związane bezpośrednio z płcią. Bez względu na to, czy będzie to gwałt, zmuszenie do wykonania określonej czynności seksualnej czy opowiedzenie wulgarnego żartu. Każdy z nas ma pewne granice, po przekroczeniu których czuje się niekomfortowo. Mamy prawo, a nawet obowiązek, manifestować swoje niezadowolenie, gdy ktoś nasze granice narusza.

Szybka reakcja daje szansę na ukrócenie zapędów seksualnego agresora?

Chciałbym powiedzieć, że tak, ale niestety to nie jest reguła. Może się wręcz okazać, że kategoryczna odmowa tylko podsyci zainteresowanie sprawcy, który czerpie satysfakcję ze zdobywania „trudnego obiektu”. W polskim społeczeństwie na pewno brakuje racjonalnej edukacji seksualnej, która uczyłaby jak w takich sytuacjach się zachować i jak wyznaczać granice. Seksualność jest otoczona tabu, dlatego – gdy pojawi się problem – często nie mamy nawet śmiałości, by o nim komuś opowiedzieć, podzielić się swoimi rozterkami. To potęguje frustrację, a dodatkowo nie przybliża nas do znalezienia rozwiązania. Warto jednak przełamać się i skorzystać z pomocy specjalisty. Bez względu na to, czy będzie to psycholog, seksuolog czy inny terapeuta. Trudno znaleźć sensowne rozwiązanie problemu, będąc w niego mocno zaangażowanym emocjonalnie. Dlatego takie chłodne, racjonalne spojrzenie z boku może okazać się na wagę złota. Czasami na terapię trafiają do mnie osoby, których rozterki – na pozór – nie dotyczą przemocy seksualnej. Mijają miesiące, pacjent nabiera zaufania i okazuje się, że jest coś jeszcze, o czym chciałby porozmawiać. Bywa, że są to traumy sprzed kilkudziesięciu lat, które w sposób mniej lub bardziej uświadomiony kładą się cieniem na ich codzienności. Pozbycie się takiego balastu to czasami jak dostanie nowego życia. Ważne jest, by budować w naszym społeczeństwie świadomość i zachęcać do zgłaszania przemocy seksualnej. Zarówno, gdy sprawcą jest ktoś obcy, jak i wtedy, gdy krzywdzi osoba bliska.

**

Dodaj ogłoszenie