Upadek Ikara - jak zginął opolski pilot Dionizy Bielański (2)

Fot. Zbiory prywatne
Lata 70., członkowie Aeroklubu Opolskiego. Dionizy Bielański kuca w środku, w skórzanej kurtce pilota. Z akt IPN wynika, że do Opola trafił karnie, za nieprawomyślność.
Lata 70., członkowie Aeroklubu Opolskiego. Dionizy Bielański kuca w środku, w skórzanej kurtce pilota. Z akt IPN wynika, że do Opola trafił karnie, za nieprawomyślność. fot. Zbiory prywatne
Gdy w 1971 roku starszy sierżant SB, zakładając teczkę Dionizemu Bielańskiemu, nabazgrał na niej pisakiem słowo "Ikar", zapewne nawet nie pomyślał, że ten kryptonim nosi w sobie złowieszczą zapowiedź tragedii.

Bo mityczny Ikar spadł do morza, gdy za bardzo zbliżył się do słońca, a ono stopiło wosk, którym do jego sztucznych skrzydeł przyklejone były pióra. Natomiast los opolskiego pilota dopełnił się w cztery lata po założeniu mu bezpieczniackiej teczki.

Dionizy Bielański zbliżył się za bardzo nie do słońca, lecz do austriackiej granicy, której przekroczenie wtedy, za czasów żelaznej kurtyny, było wyborem wolności.
Do tej wolności leciał Bielański małym samolotem AN-2, którym dzień wcześniej robił opryski nad Puszczą Niepołomicką.

16 lipca 1975 roku na rozkaz polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej czechosłowacki myśliwiec posłał w stronę dwupłatowca serię. Dionizy Bielański zginął 8 kilometrów od wolnego świata.

O okolicznościach tej wojskowej egzekucji na cywilu oraz o tym, jak wspominają opolskiego pilota jego żona i córka, pisaliśmy tydzień temu. Dziś o tym, jak na kilka lat przed ucieczką w prywatne życie rodziny Bielańskich brutalnie wtargnęła tajna policja PRL. O tym, jak z kandydata na tajnego współpracownika stał się nieoczekiwanie Dionizy Bielański ważnym wrogiem esbecji, którego trzeba było skompromitować, pozbawić pracy, zgnoić, obrać z prywatności.

JAK TRZEBA, TO SKOMPROMITUJMY

Teczka o kryptonimie "Ikar" została założona 30 marca 1971 roku przez A. Brzozowskiego, sierżanta magistra inżyniera (tak jest w podpisie). Był to "wniosek o opracowanie kandydata na tajnego współpracownika". W uzasadnieniu sierżant magister inżynier napisał: "Kandydat jest etatowym pracownikiem Aeroklubu Opolskiego i z racji zajmowanego stanowiska ma możność uzyskiwania informacji o nastrojach panujących wśród pilotów".

W rubryce "sposób opracowania" sierżant magister inżynier zaleca "sprawdzenie możliwości wykorzystania materiałów kompromitujących posiadanych na w/wym".
Jednak już dwa tygodnie po założeniu teczki opolska SB dowiaduje się, że chyba trochę źle trafiła z tym kandydatem na TW. Bezpieka z Żywca, gdzie Bielański był wcześniej instruktorem w szkole szybowcowej "Żar", przesyła do Opola charakterystykę, z której wynika, iż z punktu widzenia władzy ludowej jest pan Dionizy elementem krnąbrnym i podejrzanym.

"Gdy zapytano go, dlaczego nie należy do partii oraz unika pracy społecznej, oświadczył, że na te sprawy ma swój osobisty pogląd i z tego nie będzie się tłumaczył. Z zachowania i postawy wymienionego należy stwierdzić, że jego stosunek do naszej rzeczywistości był negatywny".

To, co dziś wydaje się oczywistością, wtedy było niemałą odwagą. Trzeba było mieć naprawdę dużo ikry, aby będąc pracownikiem zmilitaryzowanej dziedziny, jaką było wtedy nawet lotnictwo szybowcowe, odpowiedzieć w ten właśnie sposób. Dla młodego czytelnika (o ile dociągnął do tego miejsca): to tak, jakby dziś, będąc szarym obywatelem Kuby, powiedzieć aktywistom Fidela Castro, żeby się pocałowali w dupę.
To za ten negatywny stosunek do rzeczywistości przeniesiono Bielańskiego z Żywca do Opola.

O tym, że z Bielańskim nie da się po dobroci, władza przekonuje się wkrótce. Oto, jak w tajnym piśmie do szefa Wydziału IV Zarządu WSW Wojsk Obrony Powietrznej Kraju opisano pewien incydent w Aeroklubie Opolskim:

"Na jednym z takich szkoleń prowadzonych przez aktywistę partyjnego Bielański oficjalnie wystąpił z prowokacyjnymi pytaniami i podważał wywody prelegenta. Podkreślić należy, że na owym szkoleniu omawiane były zagadnienia związane z walką o utrwalenie władzy ludowej w PRL i sytuacją polityczną w Chinach. Jednomyślną decyzją obecnych na szkoleniu członków Aeroklubu wyproszono Bielańskiego ze szkolenia, a następnie zmuszono do przeproszenia prelegenta".

O tym wydarzeniu SB dowiedziała się od swojego TW "Bogumiła", człowieka pracującego w aeroklubie, który tak to podsumował w swoim raporcie:
"... wszyscy byliśmy zawstydzeni, proszę mnie wierzyć, słowami Bielańskiego. W efekcie ob. Bielański przeprosił prelegenta i postawił z drwiną pół litra wódki pracownikom, co miało miejsce w kilka dni po prelekcji w wyniku nacisku pracowników".

"Bogumił" był najbardziej jadowitym agentem z otoczenia Bielańskiego. W swych raportach nie ukrywa zawiści i kompleksów wobec zdolniejszego kolegi. Donosi o wszystkim: o tym, że podczas zawodów Bielański zabrał na pokład szybowca aparat fotograficzny (rzecz w komunie surowo zabroniona); o tym, że Bielański przechowuje rakietnicę w szafce na ubrania (powinna być w sejfie, jak broń); o tym, że Bielański zakłada sąsiadom anteny telewizyjne, za co bierze drobne pieniądze; o tym, że Bielański zwyzywał go od partyjniaków. "Bogumił" gorliwie dopomina się u SB o wskazówki.

Z KANDYDATA NA TW - WRÓG

Gdy Bielański z kandydata na TW stał się wrogiem PRL, służby rezygnują z próby zwerbowania go. Po wypadkach w 1975 roku to zaniechanie zostanie w specjalnej analizie wytknięte jako błąd SB. Ale póki co bezpieka otwiera w sprawie Bielańskiego cały arsenał swych ponurych środków.

Przez cztery lata podsłuchiwany jest telefon w mieszkaniu Bielańskich, esbecy czytają ich rodzinną korespondencję, wiedzą o każdym kupionym przez pilota dolarze. Wokół Dionizego kręci się ośmiu informatorów, z czego trzech to tajni współpracownicy, a pięciu to "kontakty operacyjne". Ich raporty to swoista ilustracja atmosfery panującej w policyjnym państwie, wścibstwa władzy, jej lęków, a także zniewolenia, jakiemu ulegało wtedy wielu.

Bielański traci pracę i mimo wybitnych kwalifikacji nie może jej długo dostać. Blokuje mu się wyjazd nawet do Jugosławii.

- Dla mnie lektura tej teczki była porażająca - mówi córka Dionizego Bielańskiego, która razem z mężem stara się od kilku lat o wyjaśnienie tajemnicy śmierci ojca. - Po raz pierwszy nasza rodzina dowiedziała się, że byliśmy na widelcu bezpieki na długo przed zestrzeleniem ojca. Bo że mamę inwigilowano potem, to nie ulega wątpliwości. Mnie najbardziej uderza to, jak wiele energii służby wkładały w to, żeby zaszkodzić tacie. I jak głęboko weszły potajemnie w nasze życie. Podsłuchem, czytaniem listów, kolegami ojca, którzy okazywali się tajniakami.

To właśnie ze względu na ogrom prywatności, jaką zawiera teczka "Ikar", córka pilota postanowiła zastrzec w IPN niektóre jej fragmenty.

- Tu nie chodzi o ukrywanie czegokolwiek, ale o chronienie intymności naszej rodziny. A zresztą, każdy, kto przeczyta teczkę, przekona się o niezłomności ojca. I o tym, że życie w PRL stawało się dla niego coraz bardziej nieznośne - mówi córka.

Życie w PRL tym bardziej stawało się nieznośne, że za swą antypartyjną postawę Bielański traci pracę w opolskim aeroklubie. Wywalono go latem 1972 roku pod tak banalnym pretekstem, że nawet dziś, gdy pracę stracić o wiele łatwiej, mało kto szyłby intrygę tak grubymi nićmi. Chodziło o to, że złożył podanie o urlop i poszedł nań, nie czekając na decyzję szefa. Aby go z urlopu zawrócić, wystarczyło zadzwonić do domu. Zamiast tego - wywalono go z roboty.

Pilot szuka jej w PLL LOT, w Gdańsku, we Wrocławiu, w warszawskiej firmie wysyłającej pilotów do pracy przy opryskach w Afryce, na powrót w Opolu. Kopie jego podań o pracę nieodmiennie lądują na biurkach opolskich esbeków, a w ślad za nimi idzie do potencjalnych pracodawców tajna instrukcja: temu panu etatu nie dawać.

Zdesperowany Bielański o tych zaleceniach nie wie, ale się ich domyśla. Świadczą o tym zarejestrowane z telefonicznych podsłuchów rozmowy z opolskimi sekretarzami komitetów partii - wojewódzkiego i miejskiego. Można sobie wyobrazić to zakłopotanie towarzyszy, gdy słyszeli w słuchawce takie oto gniewne słowa: "Ja sobie sam pracę załatwię. Wy mnie nie pomagajcie, tylko wy mnie nie przeszkadzajcie. Dajcie mi opinię taką, jak mi się należy, jakim ja jestem człowiekiem i niech prawdą będzie to, co Gierek mówi, wasz sekretarz, że w Polsce jest miejsce dla partyjnych i bezpartyjnych, dla wierzących i niewierzących. A ja sobie już sam dam radę, tylko aby mnie nie szkodzić...".

Albo: "To tylko chcę, a ja sobie pracę znajdę, a jeżeli nie, to proszę mnie zamknąć do więzienia, bo mogę coś ukraść. A jeżeli nie, to wyrzućcie mnie za granicę. Bo ja w końcu muszę żyć".

MOŻE SZKALOWAĆ OJCZYZNĘ

Ale władza nie tak łatwo wyrzucała za granicę takich jak on. Dlaczego? Bo mogą z oddali szkodzić socjalistycznej ojczyźnie.

"W przypadku pozostania za granicą Dionizego Bielańskiego należy przypuszczać, iż będzie szkalował Polskę" - napisał w tajnym raporcie do Warszawy Eugeniusz Kinawat, kapitan magister (tak w podpisie).

Skąd to przypuszczenie? Między innymi z podsłuchów telefonicznych oraz meldunków "Bogumiła", który informował SB, że opolski pilot zbiera skrzętnie odmowy pracy i dokumenty sądowe obrazujące jego walkę z pracodawcą o dobre imię. Te papiery "ma zamiar wykorzystać za granicą jako dowód, iż był w Polsce prześladowany".

Bielański sądzi się nawet (i wygrywa! - w Sądzie Wojewódzkim w Opolu) z aeroklubem o usunięcie z opinii słowa "bezpartyjny", które, jako że posiada negatywne w socjalizmie skojarzenia, utrudnia mu znalezienie pracy.

Ponadto władza pisze w meldunkach - nieodmiennie tajnych - że pilot "... w chwili obecnej skupuje dolary USA, banknoty co najmniej 10-dolarowe, uczy się intensywnie języka angielskiego, gromadzi dokumenty...".

W teczce zachował się zapis z telefonicznego podsłuchu, jak Bielański dzwoni do znajomego pracownika "Estrady", dziś znanego w Opolu biznesmena, i tamten entuzjastycznie informuje go, że ma do sprzedania 15 dolarów. Dziś brzmi to jak egzotyka, ale wtedy było przestępstwem zagrożonym więzieniem.

W czerwcu 1973 roku pilot jedzie turystycznie do Bułgarii. W pobliżu granicy z Jugosławią zatrzymany zostaje przez bułgarskich pograniczników. Czy chciał uciekać, czy tylko nieopatrznie zbliżył się do strefy zakazanej - trudno dziś orzec. To jednak tylko wzmogło czujność władzy. Tego samego roku biuro paszportowe odmawia Bielańskiemu wydania pozwolenia na wyjazd do Jugosławii. Bo choć niby też socjalistyczna, ale łatwo stamtąd uciec na Zachód.

Z takiej samej przyczyny za kilka miesięcy, kiedy lotnik znajdzie już robotę, jego wrocławski pracodawca zostanie poinformowany (oczywiście tajnie), że ma zakaz wysyłania Bielańskiego za granicę.

Dionizy Bielański dostaje w końcu pracę w Zakładzie Usług Agrolotniczych we Wrocławiu. W dokumentach esbeckich zachował się ślad znakomitych opinii, jakie wydało mu jego szefostwo: jeden z lepszych pilotów, stale podnoszący swoje kwalifikacje. Mimo to w 1974 roku opolska SB czyni starania w dowództwie obrony wojsk powietrznych kraju o "niedopuszczenie do wykonywania lotów".

Wojsko jednak zignorowało zalecenia SB i zakazało Bielańskiemu jedynie latania w pobliżu jednostek wojskowych. W analizie po zestrzeleniu zostało to wytknięte jako błąd służb.

WYBRAŁ WARIANT CZWARTY

"Są trzy warianty starania się o wyjazd za granicę: wyjazd oficjalny, wyjazd z wycieczką, wyjazd delegacyjny na prace rolniczo-lotnicze do Afryki" - hipotetyzował w swym tajnym raporcie tajny zjadliwy "Bogumił". Nie przewidział wariantu czwartego.

15 lipca Milicja Obywatelska aresztuje dwóch podwładnych Bielańskiego z bazy pod Niepołomicami. Zarzut: kradzież paliwa lotniczego. Pilot dzwoni w ich sprawie na posterunek. Po tej rozmowie mówi współpracownikom, że leci samolotem po nowych pracowników do Wrocławia. Odlatuje na zachód, lecz po kilku kilometrach zmienia kurs i kieruje się na południe.

- Ja myślę, że to aresztowanie pracowników było kroplą, która dopełniła czary i postanowił uciekać. Bo co mógł sobie myśleć? Że jako przełożony zostanie też jakoś ubrudzony ta kradzieżą, zabiorą mu licencję pilota i koniec, kropka, po karierze! Zgnije w PRL jako nikt - tłumaczy motywy pilota mąż młodszej córki Bielańskiego.

To był impuls. Być albo nie być.

Lotem koszącym Bielański wlatuje nad Czechosłowację. Dzięki temu, że leci "kosiakiem", radary nie wyłapują go. Cóż jednak radary wobec czujnego oka szefa Svazarmu ze Żliny! To on melduje komu trzeba o intruzie z Polski. Svazarm to taki związek współpracy z armią, wojskowe ORMO w wydaniu czechosłowackim.
Za niespełna godzinę kryptonim teczki operacyjnej Dionizego Bielańskiego nabiera nieoczekiwanego uzasadnienia: AN-2 zostaje zestrzelony.

ZRÓBCIE Z NIEGO ZŁADZIEJA

Po śmierci pilota służby nadal podsłuchują telefon w jego mieszkaniu. Rejestruje rozmowy żony pilota, która sugeruje rozmówcom, że w samolocie mogła znajdować się druga osoba i że czuje się oszukiwana przez władzę, bo podano jej kilka miejsc wypadku: Szwecja, słowackie Kuty, Bratysława, Ostrawa Morawska. Władza dowiaduje się też, że wdowa zamierza sądzić się z pracodawcą męża o odszkodowanie. Sprawę trzeba zatem jak najszybciej wyciszyć. Jak? Najlepiej skryminalizować motywy ucieczki Dionizego Bielańskiego.

W tajnej specznaczenia instrukcji MSW sporządzonej 26 września 1975 roku w Warszawie czytamy zatem, że należy... "... w celu przecięcia różnego rodzaju domysłów żony D. Bielańskiego i dwuznacznych jej komentarzy w środowisku (...) zobowiązać dyrekcję ZUA WSK "Okęcie" do zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie: współpracownicy męża zostali aresztowani przez MO w związku z kradzieżą benzyny lotniczej, w czym brał udział również Bielański".

A także: "... nielegalnie przekroczył granicę powietrzną PRL i lecąc 10 metrów nad ziemią spowodował wypadek na terytorium CSSR".

Tak z Ikara chciano zrobić złodzieja i nieporadnego pilota.

Zamiast puenty - uwaga końcowa na temat zawartości teczki "Ikar" i teczek pochodnych, sporządzonych w Warszawie i Krakowie już po zdarzeniu:
W odręcznych notatkach oraz szyfrogramach oficerowie wojskowych i cywilnych tajnych służb piszą na ogół otwarcie o zestrzeleniu Bielańskiego przez siły zbrojne Czechosłowacji. W dokumentach drukowanych używa się słów: wypadek, katastrofa, upadek samolotu.

Śledztwo w tej sprawie nadal prowadzi polski IPN i jego słowacki odpowiednik UPN.

Wideo

Komentarze 15

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 02.07.2009 o 15:35, Ikar napisał:

Warto moze przypomiec sprawe ucieczki z RPL we wczesych latach 50tych Henryka Kwiatkowskiego, ktory uciekl z PRL starym przeznaczonym do kasacji kukuruznikiem (PO-2) przelatujac o zmroku wlasnie nad Czechoslowacja.Henryk Kwiatowski, kpt. pilot Royal Air Force, ktory wrocil do Polski po wojnie z Anglii, zdecydowal sie na ucieczke gdy decyzja szefa Aeroklubu Bielsko-Bialskiego w ktorym pracowal zostal (jako element niepewny, a moze i "anglicki szpion") pozbawiony prawa latania.W odroznieniu od Bielanskiego, Henryk Kwiatkowski, odznaczony wieloma medalami w tym Virtuti Militari dca zalog nocnych bombowcow RAF,zdolal jednak w nocy zmylic pogon sowieckich mysliwcow ktore poderwano z Krakowa i przemykajac sie tuz nad ziemia doleciec do Bawarii, wraz ze swoim nawigatorem z czasow wojny - Romanowiczem.W poczatku lat 60tych zdecydowal sie na powrot do postalinowskiej Polski, w ktorej, jak mu obiecano, moglby znowu latac.Prawa do latania nie odzyskal jednak az do smierci.

Gwoli ścisłości - samolot nie był przeznaczony do kasacji - Romanowicz miał na nim dokonać kompensacji busoli - Romanowicz nie był nawigatorem Kwiatkowskiego - Romanowicz służył w dywizjonie "Lwowskich Puchaczy"

~sprawiedliwy~
W dniu 02.07.2009 o 23:48, powtórka napisał:

A kto zna historie pana Bielańskiego ze sprzedażą paliwa i dlatego musiał uciekać bo grunt zaczął się palić pod nogami?samolotem/


A kto to napisał?Kto?-ty złodzieju-bezimienny.....potrafisz dalej po latach pluć na innych i łatwo ci to wychodzi bo nawet nie masz odwagi się podpisać.
Prawda jest taka że to ty zostałeś przyłapany na kradzieży paliwa,ty zostałeś zatrzymany-a Pilota Bielańskiego pomówiłeś,zwaliłeś winę na Niego i wiesz kiedy,wtedy gdy wiedziałeś ,że On już nie żyje.Kazali ci tak zeznać,czy to była twoja własna inicjatywa?Kupiłeś sobie za to wolność-coś jeszcze?-jak wynagrodziło ci to SB?
G
Gość

Doskonała historia na film! Wiele takich mamy w historii Polski, ale wciąż mało się produkuje na ich podstawie filmów.

Córki i w ogóle rodzina Pana Bielańskiego powinny starać się o zaistnienie tej hstori w świadomości Polaków.

Dzisiaj niestety wielu psioczy na IPN, nie wiem czy to krótkowzroczność, świadomie złe intencje czy na prawdę tak wielu ludzi było wplątanych w ten aparat państwa że teraz np. wychwalają wprowadzenie stanu wojennego przez Jaruzelskiego? Jaruzelskiego który jak widać naciskał na stronę Czeską by zestrzelili Bielańskiego.

Pamięć o tym człowieku i wielu innych powinna być nagłaśniana wszelkimi dostępnymi środkami, bo wciąż istnieją ludzie którzy fałszują historię, naszą historie. Bez niej jesteśmy nikim, zmanipulują nami wszystkimi, brońmy jej jak niepodległości nasi dziadkowie.

Jeśli zgadzacie się ze mną zapraszam Was na:

www.projektcredo.pl - stowarzyszenie demokracji finansowej - polecam "o nas" i "opis projektu".
www.netysci.mixxt.pl - ruch sieciowej polityki - polecam manifest netystów do narodu.
www.demokracjabezposrednia.org - ruch wprowadzenia demokracji bezpośredniej, dość mamy polityków nie wywiązujących się ze swych obietnic wyborczych.

Spotkacie tam wielu podobnych ludzi - którzy zrzeszyli się w tych stowarzyszeniach ruchach po to by wspólnie zrobić coś dobrego dla ludzi. Nie zgadzamy się z obłudą w życiu społecznym. Z nadzieją patrzymy w przyszłość ale w ciąż jest nas mało? potrzebujemy Was - tak jak Wy nas. Potrzebujemy się wzajemnie.

Życzę miłego dnia.

~MARKO~
W dniu 02.07.2009 o 23:48, powtórka napisał:

A kto zna historie pana Bielańskiego ze sprzedażą paliwa i dlatego musiał uciekać bo grunt zaczął się palić pod nogami?samolotem/


E......TW Bogumił-to ty?Co dalej kablujesz na kolegę,podtrzymujesz wersje sprzed ponad 30 lat?Ile ci dzisiaj za to płacą?......
g
gość
W dniu 02.07.2009 o 23:48, powtórka napisał:

A kto zna historie pana Bielańskiego ze sprzedażą paliwa i dlatego musiał uciekać bo grunt zaczął się palić pod nogami?samolotem/


Nie pomawiaj człowieka, który tragicznie zginął i nie może się już bronić .Zarzuty o kradzież paliwa-to sb-cka fikcja,spreparowana specjalnie na potrzeby zkryminalizowania powodów ucieczki pilota.Człowiek był niestety prześladowany i są na to dowody.Za wszelką cenę,za jego życia, szukano powodów by go skompromitować.Robiono wszystko by odebrać mu licencje pilota.A ponieważ był czysty i nic ,mimo żenujących donosów TW Bogumiła i innych,mimo założonego w domowym telefonie przez 5 lat podsłuchu,mimo cenzurowania prywatnej korespondencji,nic nie można było mu zarzucić-to wymyślono tę ochydną prowokacje z paliwem.Mało było takich historii?Ilu nieugiętych,z mocnymi kręgosłupami-godnych ludzi w tamtych czasach wrabiano i pomawiano...łamano......to wszystko działo się nie tak dawno. Wszyscy ,którzy znali pilota Bielańskiego potwierdzą,że był uczciwym,rzetelnym,wspaniałym człowiekiem.I nie chodzi o robienie z niego bohatera,chodzi o wyjaśnienie okoliczności jego śmierci-bo nigdy nie zostały wyjaśnione i okazuje się,że można to zrobić dopiero po 34 latach od jego tragicznej śmierci.I bardzo dobrze,że jest w wolnej Polsce IPN,bo dzięki tej instytucji, okoliczności wielu niewyjaśnionych śmierci zostaną ujawnione a tych śmierci bezimienni sprawcy-nazwani!!!!!W całej tej sprawie-nie powinno być istotne dlaczego uciekał,gdyby przeżył to pewnie sam odpowiedziałby na to pytanie(a dlaczego ludzie w ogóle uciekali z PRL-owskiego raju,co nie dobrze im tu było,czy wszyscy byli złodziejami?)-istotne jest jakie mechanizmy rządziły w PRL-u,jaką była dla wielu Polaków-Polska Ludowa-nie tak dawno jeszcze!!!!!-żyją świadkowie tamtych wydarzeń i czasów,żyją osoby odpowiedzialne za tą i za inne , nieujawnione jeszcze zbrodnie.Ludzie-to Nasza historia,pochylcie się przez chwilę nad śmiercią człowieka,której szokujące okoliczności wychodzą na jaw po 34 latach.Nie szkalujcie jego pamięci......
k
krzysiek

TV Bogumił - sam ciekaw jestem kim jest ta osoba i kim byla w aeroklubie opolskim, ciekaw jestem czy nadal tam jest / lata - i czy takiego skurczybyka nie gryzie sumienie . moze ten pan sam powienien sie wypowiedziec gdyz napewno czyta NTO regularnie, mam nadzieje ze kiedys sparawiedliwosc jego dopadnie i slono za to zaplaca. O takich podludziach nie mozna zapomniec i o tego co zrobili darowac. Mam nadzieje ze NTO bedzie nadal pisalo jakies artykuly ktore przyczynia sie do odnalezienie tych ludzi i wskazaniu publicznie

j
jeden

a TY znasz tą historie o paliwie , to powiedz jak to było i podpisz się swoim nazwiskiem , bo oszczerstwa i donosy dobre były w czasach PRL(komuny)

p
powtórka

A kto zna historie pana Bielańskiego ze sprzedażą paliwa i dlatego musiał uciekać bo grunt zaczął się palić pod nogami?samolotem/

a
amgi
W dniu 02.05.2009 o 19:41, No i co? napisał:

Ciekawe co o tym sądzą autorzy negatywnych komentarzy o nadaniu rondu w Opolu imienia Kuklińskiego?


Jak to co?
Że głupio by było jak by się wydało, że donosili no, no na tego ...jak mu tam .....Bielańskiego.
I
Ikar

Warto moze przypomiec sprawe ucieczki z RPL we wczesych latach 50tych Henryka Kwiatkowskiego, ktory uciekl z PRL starym przeznaczonym do kasacji kukuruznikiem (PO-2) przelatujac o zmroku wlasnie nad Czechoslowacja.

Henryk Kwiatowski, kpt. pilot Royal Air Force, ktory wrocil do Polski po wojnie z Anglii, zdecydowal sie na ucieczke gdy decyzja szefa Aeroklubu Bielsko-Bialskiego w ktorym pracowal zostal (jako element niepewny, a moze i "anglicki szpion") pozbawiony prawa latania.

W odroznieniu od Bielanskiego, Henryk Kwiatkowski, odznaczony wieloma medalami w tym Virtuti Militari dca zalog nocnych bombowcow RAF,
zdolal jednak w nocy zmylic pogon sowieckich mysliwcow ktore poderwano z Krakowa i przemykajac sie tuz nad ziemia doleciec do Bawarii, wraz ze swoim nawigatorem z czasow wojny - Romanowiczem.

W poczatku lat 60tych zdecydowal sie na powrot do postalinowskiej Polski, w ktorej, jak mu obiecano, moglby znowu latac.

Prawa do latania nie odzyskal jednak az do smierci.

g
gość

Tragiczna historia,jedna z tych co obnażają mechanizmy PRL-u,pokazuje jak zaszczuwano ludzi.Jeśli istnieje teczka Ikara,to na pewno istnieje teczka TV Bogumiła.Pokażcie-kto to jest.Nazwiska takich osób powinny być upubliczniane!Tacy jak on,mieli znaczący wpływ na łamanie innym życia.Zasłużyli się wrednymi donosami i pomówieniami w prześladowaniach wielu osób.Dostawali za to kase i awanse! Żyją, mają się świetnie,prowadzą niezłe interesy....dorobili się na szpiclowaniu,na krzywdzie innych.Ciekawe jak długo donosili i komu jeszcze złamali życie.TV Bogumił pewnie mieszka nadal w Opolu,ustawił się tu...może nawet uznawany jest za godnego obywatela,zabiera głos w wielu znaczących dla miasta sprawach,autorytet ....moralny.....

g
gość
W dniu 03.05.2009 o 09:24, zulek napisał:

Prawdziwy as ,ciekawe czy kolesie co donosili na sb żyją ,teraz ich tak napiętnowac jak oni jego.SUPER HISTORIA


Żyją i mają się całkiem nieżle....Asy biznesu. Super się ustawili. Proponuje NTO przeprowadzenie kolejnego rzetelnego,dziennikarskiego śledztwa o tym jak kolesie-byli współpracownicy SB,tajniacy(ciekawe jak długo i na kogo jeszcze donosili?) budowali swoje fortuny,jakie awanse dostawali za kolejne szpiclowanie,donoszenie i pomówienia? Jak ich za to-wynagradzano. Uważajcie-bo są wśród was.....
S
SMUTNA HIOSTORIA

Taaaa, kasiorke trzepią i nie mają wyrzutów sumienia, bo działali w jedynie słusznej sprawie. Zaskurniakami za szpiclowanie pomogli wykształcić się swoim dzieciom i krzywdy od nich mieć nie będą. W domu byli kryształawi. Może nawet psioczyli na komunę ale jej wiernie służyli.

z
zulek

Prawdziwy as ,ciekawe czy kolesie co donosili na sb żyją ,teraz ich tak napiętnowac jak oni jego.SUPER HISTORIA

N
No i co?

Ciekawe co o tym sądzą autorzy negatywnych komentarzy o nadaniu rondu w Opolu imienia Kuklińskiego?

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3