W pracowni db2 architekci projektuje się po opolsku

fot. db2 architekci
Architekci prezentują makiety tradycyjnych opolskich domów, które stanęły w Chrząstowicach i Luboszycach. Właściciele domów są zadowoleni i dumni, że dali się namówić na "stodołę” zamiast dworku.
Architekci prezentują makiety tradycyjnych opolskich domów, które stanęły w Chrząstowicach i Luboszycach. Właściciele domów są zadowoleni i dumni, że dali się namówić na "stodołę” zamiast dworku. fot. Paweł Stauffer
Rozmowa z architektami Iwoną Wilczek i Mariuszem Tenczyńskim.

- Kiedy zaprojektowaliście pierwszy opolski dom?
- MT: W 2004 zrobiliśmy projekt prywatnego domu w Luboszycach. Nasza inwestora dała nam wolną rękę i dała się zaskoczyć. Zaproponowaliśmy śląski dom. Jej prototypem jest stojący w Dobrzeniu Wielkim budynek, który prawie sto lat temu zbudował mój pradziadek. Wymierzyłem go dokładnie, zachowałem wszystkie proporcje i w takim samym obrysie zrobiliśmy projekt nowoczesnego domu.

- Złośliwi mówią: stodoła.
- Dla nas to zawsze brzmi, jak komplement. Bo to jest stodoła. M.in. z tego budynku w drodze ewolucji dwa lata później powstał budynek administracyjny Muzeum Wsi Opolskiej.

- Dostaliście za niego Nagrodę Roku i Nagrodę SARP. Jak myślicie, za co?
- MT: Myślę, że wygraliśmy tym, że w sposób współczesny dostosowaliśmy budynek do całej zabudowy skansenu. I jednocześnie stworzyliśmy jego wizytówkę.
- IW: Najważniejsza dla nas było to, żeby nowy budynek pasował do otoczenia. Nie robiliśmy zabytku. Współczesny budynek otrzymał elewację z tradycyjnego materiału - drewna. Zastosowane w części środkowej przeszklenie sygnalizuje, gdzie jest wejście. Dobrze to wygląda i w dzień, i w nocy, gdy jest podświetlony.

- Inspiracja tradycją w przypadku muzeum wsi wydaje się oczywista. A skąd się wzięła myśl, by tak projektować na potrzeby indywidualne?
- MT: To bardzo proste. Każdy region Polski charakteryzuje się jakimś stylem architektonicznym. Powszechnym kiedyś porządkiem, którego dziś nikt nie przestrzega. My się z tym nie chcemy zgodzić. Dlatego na Podhalu projektujemy w stylu podhalańskim, w Krakowie w stylu krakowskim, a na Śląsku po śląsku. To jest bardzo logiczne. Nie podoba nam się to co stało się z nowym osiedlem w Luboszycach. Obok siebie stoją budynki z dachami mansardowymi, góralskie albo dworki i nasz - jeden jedyny - śląski.

Taki dom architekci zaprojektowali w Żerkowicach. Wariantów opolskiej stodoły jest mnóstwo, a każdy inny i interesujący.
Taki dom architekci zaprojektowali w Żerkowicach. Wariantów opolskiej stodoły jest mnóstwo, a każdy inny i interesujący. fot. db2 architekci

"Chałupa" w Luboszycach to pierwszy opolski dom naszych rozmówców. Wzorowana jest na śląskim jamniku sprzed stu lat.
(fot. fot. db2 architekci )

- Ciężko przebić się z tą ideą wśród inwestorów?
- MT: Zaprojektowaliśmy 13 takich domów, z czego 9 zostało wybudowanych, więc chyba jesteśmy skuteczni. Zaczynamy od długiej rozmowy z inwestorem, zabieramy go na wycieczki, przekonujemy, pokazujemy - zwłaszcza wtedy, gdy ktoś przychodzi i mówi, że chce dworek.

- A jak już przekonacie, że nie dworek, tylko stodoła, to gdzie jest następny punkt zapalny?
- IW: Często spotykamy się z argumentem, że jeżeli nie wypuścimy dachu, to woda będzie się lała po elewacji. Chodzi o to, że ważną cechą opolskiego domu jest to, że dach nie wystaje poza obrys budynku. We wszystkich naszych projektach tak to rozwiązujemy i co budowa, to zaczyna się dyskusja. Zdarza się jednak, że żegnamy się z inwestorami na etapie koncepcji. Czasem po prostu brakuje im odwagi. Dużo łatwiej stawia się budynki podobne do tych w okolicy. Ale wszyscy, którzy zdecydowali się na taki dom - są bardzo zadowoleni. Śląska bryła jest oszczędna - w takiej zwartej budowli są nieduże straty ciepła. Poza tym daje ona maksymalną możliwość wykorzystania powierzchni, zarówno na parterze, jak i na poddaszu. Stosujemy okna kolankowe, które sprawiają, że pokoje na poddaszu nie mają gorszego standardu od tych na dole.

- Dlaczego to jest takie ważne, by trzymać się tradycji?
- IW: Mieszkamy na Śląsku Opolskim i mamy tu wypracowany przez lata rodzaj charakterystycznej zabudowy. Naszym zdaniem warto się go trzymać po to, by nasz region wyglądał jednolicie, a przez to pięknie. To nie jest tak, że jak człowiek buduje dom, to robi to tylko dla siebie. On mieszka w środku, ale ten dom oglądają wszyscy jego sąsiedzi i ludzie, którzy przejeżdżają obok. Przestrzeń publiczna jest własnością wspólną i dlatego musimy o nią dbać, przestrzegając pewnych reguł.

Taki dom architekci zaprojektowali w Żerkowicach. Wariantów opolskiej stodoły jest mnóstwo, a każdy inny i interesujący.
(fot. fot. db2 architekci )

- W Chrząstowicach kilka metrów obok domu waszego projektu stoi góralska chata. Jedno i drugie jest piękne, ale od tego połączenia aż zęby bolą.
- IW: Niestety pozwalają na to miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Nasze przepisy gwarantują dużą dowolność, np. jest duży rozrzut jeśli chodzi o dozwolone kąty dachów, a to bardzo wpływa na wygląd zabudowy. Śląski dach jest pochylony pod kątem 40-45 stopni. Jeśli w planie dozwolone są kąty od 30 stopni, to budynek wygląda już zupełnie inaczej.

- Czy dobrze rozumiem, że jesteście za ograniczeniami? Przecież to krępuje twórczość architektów.
- MT: Właśnie wśród ograniczeń rodzi się twórczość. To się odnosi także do kolorystyki. Jesteśmy za tym, by rygorystycznie trzymać się zasad. Dachy - czerwone lub grafitowe, ale absolutnie nie zielone czy niebieskie. Elewacja - naturalna. My nigdy nie zaprojektujemy domu w kolorze żółtym, seledynowym czy niebieskim. W środku - rób, co chcesz, ale przestrzeń publiczna musi być uporządkowana i regularna. Kiedyś, jak podróżny wysiadał z pociągu i rozglądał się wokół, widział po zabudowie, czy jest w Kieleckiem, pod Warszawą, czy na Podhalu. Teraz wszędzie jest to samo - chaos, bałagan, brzydota.

- Nie wszyscy architekci myślą tak, jak wy. Pewnie znalazłby się i taki, który postawiłby pod Opolem kopię zamku Ludwika Bawarskiego.
- MT: Mieliśmy takie propozycje, ale nie chcemy tego robić.

- A macie pomysł, jak zadbać o harmonię w przestrzeni architektonicznej?
- IW: Np. w Holandii w każdej większej miejscowości funkcjonuje "komisja piękności" (dokładnie tak się nazywa), której zadaniem jest opiniowanie projektów i budynków remontowanych. Zanim coś trafi do realizacji, architekci i przedstawiciele lokalnej społeczności oceniają architekturę i kolorystykę - czy pasuje, czy im się to podoba i czy chcą to mieć w swoim otoczeniu. Efekt jest taki, że ciężko tam znaleźć dysonans w przestrzeni. Holendrzy mają piękno i przez szacunek do miejsca pomnażają je. Gdyby opolski dom stał się modny i my mielibyśmy taką szansę.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bartek75
W Opolu niestety mamy jak na lekarstwo tak fajnie myślących architektów.
Oprócz nich mamy jeszcze bardzo doświadczoną pracownię Pana Domicza i młodych architektów z RAW Studio.
Szkoda, że tak niewiele osób rozumie co to jest przestrzeń publiczna i decyduje sie na zakup projektow dostepnych projektowanych bez przynaleznosći do regionu.
f
ferdek
zycze szczescia i błogosławieństwa Bożego aby przy boku Jarosław Kaczyńskiego Ci młodzi architekci dobrze służyli Polsce !!
Dodaj ogłoszenie