Wielojęzyczność jako szansa. Konferencja w Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Nysie

Marcin Żukowski
Wystąpienie dr hab. Aliny Dittman. W Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Nysie odbyła się 9. konferencja naukowa "Wielojęzyczność, jako szansa".
Wystąpienie dr hab. Aliny Dittman. W Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Nysie odbyła się 9. konferencja naukowa "Wielojęzyczność, jako szansa". Radosław Dimitrow
„Języki i polityka językowa w toku przemian społecznych” to temat 9. konferencji naukowej „Wielojęzyczność, jako szansa”, która w środę i czwartek odbywała się w Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Nysie. Do nyskiej uczelni przyjechało wielu gości z kraju i zagranicy.

Opolszczyzna to niewątpliwie region wielokulturowy. Obok kultury polskiej w różnych odsłonach, jak przykładowo śląska, czy kresowa, istotnym elementem tworzącym tę mozaikę jest również kultura niemiecka, w tym język.

Nauka języka niemieckiego to kierunek, który w Nysie był obecny od samego początku istnienia uczelni. Zadecydowały o tym względy pragmatyczne.

- Niemcy są naszym głównym partnerem handlowym. To sprawa jest oczywista, że kształcenie językowe w przedmiocie języka niemieckiego jest bardzo ważne, jeżeli chodzi o współprace z partnerami handlowymi. Stąd też nasi absolwenci są przygotowani do pracy w firmach na potrzeby tej współpracy międzynarodowej. Przypomnę, że w naszym regionie znajduje się szereg firm, dla których głównym partnerem są kraje z obszaru niemieckojęzycznego – wyjaśnia rektor PANS w Nysie dr inż. Przemysław Malinowski, prof. ucz.

Studia w zakresie języka niemieckiego w PANS w Nysie

Każdego roku studia w zakresie filologii germańskiej w Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Nysie rozpoczyna kilkudziesięciu studentów i tylu samo kończy. Uczą się nie tylko technicznej nauki języka niemieckiego jako obcego, ale też jako języka ojczystego.

- Na naszej uczelni kształcimy studentów, którzy będą przyszłymi nauczycielami języka niemieckiego, nie tylko jako języka obcego, ale też jako języka ojczystego mniejszości narodowej. W ramach tego kształcenia zwracamy uwagę zarówno na dydaktykę, metodykę nauczania tego przedmiotu, ale też na wszystkie małe języki mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Nasi studenci uczą się również o językach karaimskim, tatarskim, romskim – tłumaczy dr Monika Witt, prof. ucz., koordynatorka konferencji z ramienia wydziału neofilologii PANS.

Celem Konferencji w Nysie było zwrócenie uwagi na wartość wielojęzyczności.

- Wielojęzyczność jest właściwie podstawą egzystencji kulturowej Europy. Właśnie wielojęzyczność. To, że te małe języki, również dialekty, są wartością samą w sobie. Mówienie w wielu językach, dorastanie w wielu językach powoduje, że jesteśmy bardziej wrażliwi na inne kultury, że więcej możemy zrozumieć i jest pewną wartością nawet wtedy, gdy ten język nie ma bezpośredniego przełożenia na sukces zawodowy – przekonuje koordynatorka dr Monika Witt.

Największym zagrożeniem dla małych języków jest brak przekazu pokoleniowego. Negatywne oddziaływanie ma również brak świadomości w społeczeństwie, że takie języki istnieją.

- Często, jeśli spytamy nawet wykształconych Polaków o takie języki, jak karaimski, łemkowski, to nie wiedzą o nich nic, czasem nie wiedzą, że takie języki istnieją. Tymczasem zagrożenie wymarciem małych języków to jest zagrożenie nie tylko dla tych społeczności, które się nimi posługują. To wielkie zagrożenie też dla społeczeństwa w Polsce, czy Europie, ponieważ tracimy wtedy różnorodność, tracimy wrażliwość i zrozumienie dla innych kultur – wyjaśnia dr Monika Witt, prof. ucz.

Organizatorzy konferencji przekonują, że ważne jest to, aby budować pewną wrażliwość na małe języki.

- Oczywiście traktowanie ich jest inne, np. w Niemczech, gdzie bardzo dużą rolę odgrywają dialekty, gdzie właściwie we wszystkich regionach Niemiec mówi się dialektem i językiem standardowym. Inna sytuacja jest w Szwajcarii, gdzie właściwie naucza się w trzech językach i na równi traktowany jest język niemiecki, język włoski i język retoromański. Oczywiście nawet tam, gdzie te małe języki są wspierane, trzeba zawierać pewne kompromisy. Język retoromański to nie jest jeden język, tylko wiele malutkich języków, dialektów, które budują ten jeden większy język i zawsze istnieje pokusa unifikacji – uwrażliwia dr Monika Witt, prof. ucz.

Wśród uczestników konferencji była dr Martha Orban Kerst, była dyrektor Wydziału Pedagogicznego Autonomicznej Szkoły Wyższej w Eupen w Belgii wschodniej, a obecnie szef biura konsorcjum „Wielojęzyczność, jako szansa”. Jest przedstawicielką niewielkiej, bo liczącej zaledwie 77 tysięcy ludzi grupy niemieckojęzycznych obywateli Belgii, która ma w sumie 10 milionów mieszkańców. Przedstawiła, jak funkcjonuje jej społeczność i z jakimi trudnościami zmagała się w przeszłości.

Niemieckojęzyczni Belgowie do 1977 roku mieli wiele problemów w codziennym funkcjonowaniu w państwie. Do codziennej komunikacji oczekiwano od nich znajomości całkowicie dla nich obcego języka francuskiego. W 1977 roku otrzymali pewną samodzielność w obszarze kultury, a od 1983 roku cieszą się autonomią. W ramach tej autonomii mają swojego premiera zajmującego się jednocześnie finansami, oraz cztery ministerstwa: kultury, oświaty, turystyki i sportu, spraw społecznych i zdrowia. Król Belgów, gdy obecnie zwraca się do obywateli, używa trzech języków: francuskiego, niderlandzkiego i niemieckiego.

Wbrew pozorom Polska również jest różnorodna językowo.

- Polska zawsze była wielojęzyczna, z tym, że kiedyś ta wielojęzyczność była bardzo obfita i widoczna. Jeszcze w Polsce międzywojennej jedna trzecia obywateli Polski posługiwała się językiem innym niż polski - tłumaczy prof. dr hab. Tomasz Wicherkiewicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - To się bardzo zmieniło po II wojnie światowej, ale pomimo tych zmian demograficznych, terytorialnych i kulturowych, językowych, cały czas mamy dość liczny repertuar języków określanych, jako mniejszościowe, regionalne. Nie wszystkie są uznane przez państwo, ale przecież i tak funkcjonują w swoich społecznościach.

Jak przekonuje profesor Wicherkiewicz, zwykle swój region znamy najlepiej, ale często nie zdajemy sobie sprawy z bardzo ciekawych zjawisk językowych występujących w innych regionach kraju. Przykładem tego mogą być Wilamowice w województwie śląskim, położone między Bielskiem-Białą a Oświęcimiem.

- Wilamowice stanowią ostatni ślad bardzo ciekawej kolonizacji z XIII wieku, która doprowadziła do powstania szeregu germańskojęzycznych osad, albo całych kompleksów osiedleńczych. Historia chciała, że Wilamowice została jedyną tego typu osadą i społecznością w Polsce. Nie zostali wysiedleni po II wojnie światowej. Przez ponad 800 lat zachowali i rozwijali bardzo ciekawą mikrokulturą – w tym znaczeniu, że ograniczoną tylko do jednej miejscowości – opartą na pracowitości, na roli, ale jednocześnie aktywności w handlu, tkactwie. Różnili się od swoich polskich sąsiadów.

Dialektolodzy doszukują się w tym śladów średnio-wysoko niemieckich, czyli takiego muzeum językowego, czego już na terenach niemieckojęzycznych nie znajdziemy.

- W Wilamowicach to się zachowało w aktywnym użyciu do II wojny światowej, później już tylko najstarsi mówili w tym języku – mówi prof. Wicherkiewicz. - W połowie lat 90., a zwłaszcza na początku tego wieku, pojawiła się grupka pod wodza jednego, oświeconego, zdeterminowanego rewitalizatora, który postanowił, że jego język, w którym on się wychował, którego nauczył się od swojej niani, nie zniknie. I udało się.

od 16 lat
Wideo

Dziś 81. rocznica Ludobójstwa na Wołyniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska