Wieś zburzono, sztucznego jeziora nie ma

    Wieś zburzono, sztucznego jeziora nie ma

    fot. Krzysztof Strauchmann

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Stanisława Kusiak i osiedle szwedzkich domów: - Wolałabym zostać w Pilcach.

    Stanisława Kusiak i osiedle szwedzkich domów: - Wolałabym zostać w Pilcach. ©fot. Krzysztof Strauchmann

    39 milionów złotych i małą wieś Pilce poświęcono dla bezpieczeństwa 50-tysięcznej Nysy. I zupełnie niepotrzebnie.
    Stanisława Kusiak i osiedle szwedzkich domów: - Wolałabym zostać w Pilcach.

    Stanisława Kusiak i osiedle szwedzkich domów: - Wolałabym zostać w Pilcach. ©fot. Krzysztof Strauchmann

    Na drogowskazie ktoś zamalował czarną farbą nazwę miejscowości. Szosa zdążyła zarosnąć trawą. 200 metrów od skrzyżowania kończy się asfalt, kawałek dalej został przyczółek nie istniejącego już mostu nad stromym brzegiem Nysy. W Pilcach, po drugiej stronie rzeki, nie ma już nawet co sfotografować.

    Ostatni ludzie wyprowadzili się stąd w 2001 roku. Potem saperzy rozebrali prowizoryczny most. Szybko zburzono 60 domów z towarzyszącymi zabudowaniami rolnymi, niewielki kościółek i sklepik. Po 6 latach gruzowisko zarosło bujną zielenią.

    - Ja tam się nie znam na polityce, ale domu mi szkoda. Wioski szkoda, bo ją zupełnie zmarnowali. A taka była zadbana - Aniela Kulińska siedzi na łóżku w swoim "szwedzkim domu" w Kamieńcu Ząbkowickim. Większość z 60 rodzin z Pilc trafiła właśnie tu, na nowe osiedle jednorodzinnych, niewielkich domków z ogródkami.

    Osiedle jest darem szwedzkiego rządu po wielkiej powodzi 1997 roku, w czasie której Pilce na dwa dni zniknęły pod wodą. Potem ludzie wrócili, odremontowali mieszkania. Trzy lata później władza wypłaciła im odszkodowania za wykupione domy, gospodarstwa. Potrącono im z tego nieco ponad 100 tysięcy złotych za nowy dom w Kamieńcu, a resztę dostali gotówką.

    - Ja bym została w Pilcach, gdybym tylko mogła - mówi starsza kobieta. - Tam każdy kury trzymał, świnki i jakoś żył z własnego gospodarstwa. Tu, w mieście, wszystko trzeba kupić, a jest coraz drożej. Nawet piec kaflowy w starym domu lepiej grzał niż tu kosztowne ogrzewanie olejowe.

    - Piękną mieliśmy okolicę, spokojną. Latem zjeżdżało się do nas mnóstwo wczasowiczów pod namiot - wspomina Stanisława Kusiek. - Taniej się żyło niż w mieście. Tu żyjemy od pierwszego do pierwszego z niewielkiej renty czy emerytury, bo pracy brakuje. Ostatnio dopiero młodzi zaczęli jeździć na Zachód.
    - 99 procent dawnych mieszkańców chciałoby wrócić do Pilc, tylko że już nie ma do czego wracać - komentuje Ireneusz Kurasiewicz. - Każdy zgodził się na sprzedaż, bo jak dostał 50 czy 100 tysięcy, to mu się zdawało, że złapał wielkie pieniądze. Tymczasem po przeprowadzce nie było gdzie pracować, pieniądze się skończyły i zostało szare życie. Młodzi jeżdżą do roboty we Wrocławiu za 800 czy 1000 złotych. I tylko jedno mnie jeszcze zastanawia: Skoro to nasze nowe osiedle jest darem od szwedzkiego rządu, to dlaczego my musieliśmy za ten dar zapłacić? Nikt nam nigdy nie odpowiedział na to pytanie.

    Miliony wyrzucone do kosza

    Pilce od Nysy dzieli 50 kilometrów. Łączy jedno - Nysa Kłodzka. Kapryśna, górska rzeka, która potrafi gwałtownie wezbrać. Dla ochrony miasta przed wielką wodą powstał w 1934 roku sztuczny zbiornik w Otmuchowie. Potem w 1971 roku drugie sztuczne jezioro w Nysie. Na terenie Pilc miał powstać trzeci potężny zbiornik wodny - "Kamieniec Ząbkowicki", wielkością odpowiadający dwóm wcześniejszym.

    Głęboka dolina wśród gór sprzyja tu ujmowaniu wody. Wystarczy ją spiętrzyć dwukilometrowym wałem wysokim na prawie 20 metrów. Mieszkańcy Pilc opowiadają, że pierwsze zapowiedzi budowy zbiornika pojawiły się jeszcze w latach 50. Do 1990 roku miejscowi nie mogli remontować domów, nie dostawali przydziału na materiały budowlane. Po co naprawiać, skoro będziemy was wyburzać? - tłumaczyły władze. Po przemianach politycznych o zbiorniku zapomniano, a mieszkańcy zabrali się do remontów.

    Plany budowy przyspieszyły po powodzi 1997 roku, która bardzo zniszczyła wioskę. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu za 8 milionów złotych wykupił tysiąc hektarów gruntu i zlecił warszawskiemu Hydroprojektowi przygotowanie dokumentacji projektowej. Kosztowała 12,7 miliona złotych.

    W 2001 roku ruszył rządowy program "Odra 2006", który miał zabezpieczyć przed skutkami przyszłej powodzi całe dorzecze Odry. Budowa zbiornika Kamieniec Ząbkowicki od początku była jednym z ważniejszych zadań programu, wypracowanego wspólnie przez naukowców i praktyków od zarządzania rzekami.

    Wraz z innym zbiornikiem w Raciborzu Kamieniec został wpisany do sejmowej ustawy o programie Odra 2006. W 2003 roku pełnomocnik rządu do programu Odra 2006 Ryszard Nawrat zlecił wykonanie nowej dokumentacji projektowej, tym razem za 51,7 miliona złotych. Zdaniem kontrolerów NIK, którzy w ubiegłym roku sprawdzali wykonanie całego programu, zlecenie nowej dokumentacji było niecelowe i niegospodarne. Zrobiono to bez analizy wykonanych wcześniej opracowań i dokumentów. Pominięto dokumentację projektową przygotowaną dla RZGW, choć była aktualna. Na dodatek pełnomocnik rządu nie miał podstaw prawnych, żeby zlecać takie zadanie. Nie miał na to zapewnionych pieniędzy w budżecie. Nie zawarł porozumienia z RZGW o przejęciu funkcji inwestora dla zbiornika.

    Projekt poszedł na półkę


    Widok na zburzoną wieś Pilce koło Kamieńca Ząbkowickiego. Całą dolinę miało zająć sztuczne jezioro.
    (fot. fot. Krzysztof Strauchmann)

    Przygotowania nowej dokumentacji już trwały, gdy przyszedł czas wyborów parlamentarnych 2005 roku i nastąpiła zmiana władzy. Nowy pełnomocnik rządu ds. Odry 2006 i jednocześnie wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk zerwał kontrakt na projekt i powiadomił prokuraturę, że podejrzewa przestępstwo przy organizowaniu przetargu na drugą dokumentację zbiornika.

    - Śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez pełnomocnika ds. programu Odra 2006 jest w toku - informuje Małgorzata Klaus, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. - Prowadzi je Wydział V Śledczy naszej prokuratury.

    Do czasu zerwania umowy z projektantem w 2005 roku prace kosztowały 18,6 mln zł i zostały doprowadzone do etapu przygotowania studium wykonalności inwestycji.
    - Budowa zbiornika została zawieszona, ponieważ minister środowiska uznał za najpilniejsze inne zadania - mówi Agnieszka Cybulska-Małycha, dyrektor biura Programu Odra 2006. - Po wykonaniu tych przedsięwzięć będzie można rozpatrzyć potrzebę budowli w Kamieńcu.

    - Umowa została przerwana, bo koszt dokumentacji (od red.: 52 mln zł) jest co najmniej pięciokrotnie zawyżony - tłumaczył posłom z sejmowych komisji środowiska i finansów Mariusz Gajda, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie. - To ja podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować budowy "Kamieńca Ząbkowickiego". Nie jest to w tej chwili najważniejszy cel do realizacji. Lepiej się zająć budową suchych zbiorników w Kotlinie Kłodzkiej, bo obejmą ochroną tereny położone także wyżej.

    - Studium wykonalności tej inwestycji wykazało niską skuteczność redukcji fali powodziowej, a koszt budowy zbiornika wynosiłby 625 mln zł. Teraz do zadań strategicznych dla ochrony przeciwpowodziowej należy modernizacja zbiornika wodnego w Nysie i prace w dolinie Nysy w rejonie Lewina Brzeskiego i Skorogoszczy - napisał we wrześniu ub. roku minister środowiska Jan Szyszko w odpowiedzi na interpelację senatorów Mieczysława Szyszki i Andrzeja Jarocha.

    - Wykupiony teren pozostanie użytkiem ekologicznym. Do planów budowy może jeszcze wrócimy, ale nie przed 2020 rokiem - uważa prezes Gajda.

    Zbiornik broni się sam

    W jednym jednak politycy się pomylili. Rola wielkiej wanny, mieszczącej 100 milionów metrów sześciennych wody, jest niebagatelna dla ochrony powodziowej 50 tysięcy mieszkańców Nysy.

    Hydrologia jest nauką precyzyjną, przypomina pomiary przepływów cieczy w naczyniach, tylko o bardziej skomplikowanych kształtach. Geodeci mierzą przekrój doliny rzecznej, a hydrolodzy liczą, ile może się w niej pomieścić wody i jak często zdarzają się tak duże fale. Przez miasto Nysa bezpiecznie może płynąć korytem rzeki do 800 metrów sześciennych na sekundę. Jeśli będzie więcej, woda wyleje się na ulice.

    W pamiętnym lipcu 1997 roku przepełniona zapora wodna w Nysie wypuszczała na miasto w każdej sekundzie 1500 metrów sześciennych wody. Skutki mieszkańcy pamiętają do dziś. Hydrolodzy policzyli, że taka woda zdarza się raz na tysiąc lat. Częściej, bo statystycznie raz na sto lat zdarzają się powodzie z przepływem 850 metrów.

    - W przypadku fali tysiącletniej czy większej efekt uzyskany przez budowę zbiornika "Kamieniec" jest faktycznie nieznaczny - mówi Ryszard Szulgan z wrocławskiego Hydroprojektu. Szulgan kieruje zespołem ludzi przygotowujących kolejne opracowanie - studium ochrony przeciwpowodziowej doliny Nysy Kłodzkiej. - Dla wody stuletniej, która jest z naszego punktu widzenia bardziej prawdopodobna, efekt redukcji fali powodziowej jest bardzo duży. Zbiornik zatrzyma do 35 procent fali stuletniej. Co oznacza, że przez Nysę zamiast 850 popłynie 540 metrów sześciennych wody na sekundę, nie powodując większych szkód.

    Budowa "Ząbkowic" pozwoli wreszcie w większym stopniu napełnić latem jeziora w Nysie i Otmuchowie, bo obecnie trzeba z nich spuszczać wodę dla zwiększenia rezerwy powodziowej. A na to w sezonie turystycznym narzekają turyści i właściciele ośrodków wypoczynkowych.

    Taniocha czeka na remont

    - Nikt nigdy nie poinformował oficjalnie władz Nysy, że zbiornika w Kamieńcu nie będzie - mówi Edyta Bednarska-Kolbiarz, rzecznik prasowy urzędu miasta. - Trudno nam to w tej sytuacji komentować. Przy najbliższej okazji będziemy pytać, jaki to może mieć wpływ na bezpieczeństwo powodziowe Nysy.

    Mieszkańcy Nysy mają pecha do budowli wodnych. Zamiast trzeciej tamy nowa władza obiecała przynajmniej gruntowny remont zapory w Nysie, wraz z budową tzw. kanału ulgi, którym można bezpiecznie wypuścić z jeziora nadmiar wody. Ten projekt też spadł ostatnio na listę rezerwową Funduszu Spójności Unii Europejskiej.

    Największym zaś pechem miasta może być sama zapora nyska, wybudowana w chudych czasach Gomułki, a dziś nie spełniająca żadnych wymogów bezpieczeństwa dla tego rodzaju obiektów. Łączny koszt budowy zapory i zbiornika wodnego w Nysie według cen z 1971 roku wyniósł 627 mln zł. Za te pieniądze m.in. wywłaszczono za odszkodowaniem 2172 hektary gruntów, zburzono 182 domy, 518 budynków gospodarczych, wycięto 500 hektarów lasu, zburzono dwie szkoły, kaplicę, plebanię, przeniesiono dwa cmentarze.

    Polski fiat kosztował w tym czasie 200 tys. zł, mercedes - milion. Jezioro Nyskie powstało więc za równowartość 600 mercedesów. Dziś sam remont zapory szacowany jest na 76 mln euro. Lekko licząc, to równowartość 1500 mercedesów. Zaś w tamę w Kamieńcu wpakowano do tej pory ok. 200 najwyższej klasy samochodów. I jeszcze nic tam nie powstało.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo