Wiesiek - bezlitosny morderca z Kędzierzyna-Koźla

    Tomasz Kapica

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Wiesiek całą rozprawę stał twarzą do ściany. Nawet wtedy, gdy sędzia Lidia Hojeńska ogłosiła wyrok: dożywocie z możliwością warunkowego zwolnienia najwcześniej po 25 latach. Za bestialski gwałt i morderstwo na 15-latce.
    Wieśka można było często spotkać na dworcu w Kędzierzynie-Koźlu. Jeździł pociągami do innych miast, żeby tam kraść. 26 września ub. r. pojechał, żeby

    Wieśka można było często spotkać na dworcu w Kędzierzynie-Koźlu. Jeździł pociągami do innych miast, żeby tam kraść. 26 września ub. r. pojechał, żeby zabić Maję.

    Oskarżony nie nadaje się do życia w społeczeństwie! - sędzia Hojeńska z trudem zachowywała spokój, prawie krzyczała, uzasadniając wyrok, który zapadł w ubiegły piątek we Wrocławiu. - Będąc osobą wyjątkowo zdemoralizowaną, pozbawioną uczuć wyższych, szkodliwą społecznie pozbawił społeczeństwo jednostki ze wszech miar wybitnej, która w przyszłości mogłaby wnieść do społeczeństwa wiele dobrego.

    28-letni Wiesław Matusiak z Kędzierzyna-Koźla odezwał się tylko raz, prosząc o łagodny wyrok. Zabrakło mu odwagi, by spojrzeć w oczy rodzicom Majki.

    Sąd zdecydował też, że Wiesiek ma zapłacić rodzicom Mai 120 tys. zł zadośćuczynienia i dodatkowo 50 tys. zł siostrze zamordowanej.
    - Żadna kara nie będzie adekwatna do tej zbrodni - mówiła na sali rozpraw pani Katarzyna, matka Mai. - Mieliśmy dziecko, które otoczyliśmy miłością. Teraz go nie ma. Nie wiemy, jak dalej żyć - ocierała łzy.
    Przez cały proces Wiesiek kręcił, próbując się wyłgać od winy. Tłumaczył, że Maja sama chciała z nim uprawiać seks. Innym razem przyznawał się do gwałtu, ale morderstwa już nie. Agata Brańka, adwokatka oskarżonego, złożyła nawet wniosek o zmianę kwalifikacji czynu na gwałt z pobiciem. Sąd go jednak odrzucił.

    Zanim zatrzymano Matusiaka, policjanci wytypowali 500 podejrzanych. Od przyjaciół Mai dowiedzieli się, że mają szukać Dawida, bo tak miał mieć na imię mężczyzna, z którym dziewczyna poszła na spacer. Ale kim jest Dawid, gdzie mieszka i czy ma w ogóle jakikolwiek związek z morderstwem - tego nie wiedzieli. Po dziesięciu dniach ustalili, że ma, choć w rzeczywistości nie ma na imię Dawid, ale Wiesiek. Mieszkańca Kędzierzyna-Koźla zdradziły nagrania z kamer na wrocławskim dworcu PKP. Zatrzymano go w mieszkaniu jego koleżanki w Opolu. Przyznał się do winy. Wtedy można było wreszcie odtworzyć to, co zdarzyło się 26 września 2008 r. pod wrocławskim klubem Madness.

    Chciał mieć pewność, że zabił
    Tego dnia Wiesiek wsiadł do pociągu w Opolu. Jak zwykle jechał bez celu. W wagonie siedziała grupka roześmianych młodych ludzi. Przedstawił im się, podając imię Dawid. Poczęstowali go alkoholem.
    - Jak chcesz się zabawić, to w klubie Madness we Wrocku jest dziś superimpreza. Gra ekipa The Analogs, to fajne punkowe brzmienie. Spodoba ci się - przekonywali go.

    Razem poszli pod knajpę. Tam już stała 15-letnia Maja. Nie była pewna, czy powinna wchodzić, w środku strumieniami lał się alkohol, a ona piła tylko rzeczy, które nie mają procentów. Poza tym nie miała wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić bilet wstępu. Wiesiek zaproponował, że pójdzie z nią do sklepu i tam kupią coś do picia, a potem zastanowią się, co dalej. Maja zgodziła się.

    Wiesiek na stacji benzynowej kupił sobie piwo. Potem oboje przysiedli na murku niedaleko ul. Paczkowskiej. Chwilę rozmawiali. Matusiak chciał ją pocałować, a tak naprawdę - czegoś więcej. Ale Maja nie chciała. Wtedy w mgnieniu oka z sympatycznego chłopaka zamienił się w bestię. Zdarł z dziewczyny ubranie i brutalnie zgwałcił. Potem zaczął ją dusić, okładać pięściami i kopać. Sądził, że już nie żyje, ale dla pewności roztrzaskał na głowie zmasakrowanej dziewczyny butelkę po piwie i zmiażdżył jej szyję butem.

    Jak mówią policjanci, którzy brali udział w śledztwie i zatrzymaniu Matusiaka, ani razu nie okazał skruchy. Ma za to pretensje do całego świata o to, jak potraktował go los.

    Pod celą go nienawidzili
    Matka Wieśka zmarła, gdy był jeszcze małym dzieckiem. Za wychowanie chłopca brały się kolejne konkubiny jego ojca. Ale żadna nie obdarzyła go uczuciem. Wiesiek zawsze czuł się w swoim domu odrzucony i wyobcowany. Jedna z kobiet regularnie wyrzucała go nawet z mieszkania, o czym opowiadał później podczas śledztwa. Wiesiek chciał uciec jak najdalej. Może dlatego pokochał pociągi. Spotkać można go było na dworcu w Kędzierzynie-Koźlu codziennie.

    - Rozkład jazdy znał na pamięć. Podróżował, żeby zabić czas, czasami też jeździł, żeby coś ukraść w innym mieście. Wolał to robić poza Kędzierzynem, bo tu już go wszyscy znali - opowiada Piotrek, znajomy Wieśka.

    Okradał m.in. butiki, a potem sprzedawał markowe gadżety za grosze. Brał tyle, ile akurat w kieszeni miała osoba, do której przychodził z kradzionym towarem. Szczególnie spodobało mu się jednak wyrywanie torebek kobietom. Za to w 2003 roku trafił na cztery lata za kraty. Tomasz z Kędzierzyna-Koźla siedział w więzieniu w Nysie w tym samym czasie, gdy przebywał tam Wiesiek.

    - Za donoszenie oddziałowemu o tym, co dzieje się pod celą, był najbardziej znienawidzonym człowiekiem w całym kryminale - opowiada Tomek. I dodaje, że teraz Wiesiek ma się czego bać, bo wieść o popełnionym przez niego bestialskim morderstwie na nastolatce rozeszła się już po kryminałach. A dla takich zwyrodnialców nie ma za kratami litości.

    Nie powinien być na wolności
    Gdy Wiesiek wyszedł z więzienia w 2007 roku, nie miał zamiaru zmieniać trybu życia. Jak mówią jego znajomi, miał talent do "bajerowania" dziewczyn. Bywało, że żył na ich utrzymaniu. Niektóre pożyczały mu nawet pieniądze, a wtedy Wiesiek najczęściej znikał. Ale Kędzierzyn-Koźle nie jest metropolią, w końcu wszyscy wiedzieli, jak traktuje dziewczyny. Wtedy Wiesiek zaczął szukać naiwnych w innych miastach.

    Wiesiek był też ćpunem. Dilerzy nie mieli jednak z niego żadnego zarobku, bo Wiesiek wolał się odurzać tym, co można legalnie i za grosze kupić w sklepie chemicznym. Pewnego dnia wdychał rozpuszczalnik, siedząc nad brzegiem Kłodnicy. Zauważyli go "blokersi" z pobliskiego osiedla Piastów.

    - Jeden z nas wyrwał mu ten rozpuszczalnik, oblał go i rzucił na niego zapaloną zapałkę - opowiada Dawid. - Wiesiek zaczął się palić, wystraszyliśmy się nie na żarty, widząc, jak jego ubranie ogarniają płomienie. Ktoś kopnął go w tyłek, tak mocno, że wpadł do rzeki. Skończyło się tylko na niegroźnych oparzeniach…

    Wiesiek nie miał powodów, żeby lubić ludzi. Ale doświadczonych przez życie jest wielu i nie zostają mordercami. Gdyby jednak polskie sądy działały sprawniej, być może Maja by żyła. Bo Matusiak powinien siedzieć już wcześniej.
    Dlaczego tak się nie stało? Z więzienia w Nysie Matusiak wyszedł w październiku 2007 roku. Warunkowo, bo wyrok kończył mu się w lipcu 2008 roku. Sąd wypuścił Wieśka pod warunkiem, że znajdzie pracę, przestanie pić i zażywać narkotyki.

    Ale Matusiak już kilkanaście dni później pojechał do Raciborza, gdzie na dworcu próbował ukraść torbę jednemu z pasażerów. Nie trafił jednak za kraty, gdyż sąd zgodził się na wyrok półtorej roku więzienia w zawieszeniu na trzy. Kurator jeszcze w 2007 roku poinformował sąd, że Matusiak nie znalazł pracy i znów wchodzi w konflikt z prawem. Ale dopiero w sierpniu 2008 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach zdecydował, że Wiesiek musi siedzieć. Do więzienia miał się stawić 22 września, cztery dni przed morderstwem. Gdyby gliwicki sąd odwiesił Wieśkowi karę wcześniej, Maja być może nigdy nie spotkałaby go na swojej drodze.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (8)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (8) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo