Więźniowie pójdą do pracy. Co będą robić?

Radosław Dimitrow
Radosław Dimitrow
Obecnie najwięcej skazanych pracuje w Zakładzie Karnym nr 1 w Strzelcach Opolskich - tutaj działa przywięzienna fabryka obuwia roboczego.
Obecnie najwięcej skazanych pracuje w Zakładzie Karnym nr 1 w Strzelcach Opolskich - tutaj działa przywięzienna fabryka obuwia roboczego. Fot. Radosław Dimitrow
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki ma plan, jak zmniejszyć bezrobocie wśród skazanych. Większość z nich chce pracować, ale dotąd nie mieli gdzie, bo firmy nie garnęły się ich zatrudniać.

Opracowany w ministerstwie sprawiedliwości program złożony jest z tzw. trzech filarów. Wiceminister Patryk Jaki obiecuje, że dzięki niemu zwiększy się odsetek pracujących skazanych. - Każdy z nas płaci miesięcznie na utrzymanie więźnia 3150 zł, te koszty ciągle wzrastają - tłumaczy Patryk Jaki. - Jednocześnie około 70 procent więźniów nie pracuje. W związku z powyższym zdecydowaliśmy się na wprowadzenie pilotażowego programu pracy więźniów.

Program rozpisany został na latach 2016-2023. Najważniejszym jego punktem będzie budowa 40 hal produkcyjnych przy więzieniach. Ministerstwo zamierza udostępnić je prywatnym firmom, które - jeśli zdecydują się na taką współpracę - będą musiały je wyposażyć w sprzęt i zatrudnić skazanych.

- Obecnie mamy plany budowy dwóch hal na terenie zakładu karnego w Kluczborku i Sierakowie Śląskim - mówi Katarzyna Idziorek, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Opolu. - Tego typu hala funkcjonuje od niedawna w Areszcie Śledczym w Prudniku, gdzie prywatna firma zatrudnia osadzonych do prac związanych z produkcją oświetlenia ledowego do mebli.
W jednostce w Sierakowie Śląskim (leży na pograniczu powiatów lublinieckiego i oleskiego) więźniowie też mogliby dostać pracę w branży meblarskiej. Mieliby zajmować się szyciem i tapicerowaniem. Obecnie w tym zakładzie wyroki odsiaduje 410 więźniów. Spośród nich pracuje 160 osób, z tego połowa ma pracę odpłatną, a połowa nieodpłatną.

- Firmy, które zatrudniają dzisiaj skazanych, same po nich przyjeżdżają i zawożą do swoich zakładów - tłumaczy Krzysztof Wojdyło, dyrektor zakładu w Sierakowie. - Szefowie firm woleliby jednak, żeby produkcja była prowadzona na miejscu, bo wtedy odpadają im koszty transportu. Jeśli budowa hali na terenie naszej jednostki dojdzie do skutku, to na pewno znajdą się firmy, które ją zagospodarują.

Sami więźniowie w zdecydowanej większości także deklarują, że chcą pracować. To dlatego, że praca pozwala im wyrwać się z celi, zabić monotonię i zarobić pieniądze. To, że obecnie zatrudnionych jest tylko 30 proc. skazanych jest efektem tego, iż skazani po prostu nie mają gdzie pracować.

Budowa hal produkcyjnych nie jest możliwa we wszystkich więzieniach m.in. dlatego, że wiele z nich stoi w miastach pośród zwartej zabudowy i na taką rozbudowę po prostu nie ma miejsca. Naprzeciw temu mają wyjść kolejne dwa filary programu zaproponowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości.
Resort chce, by osadzeni z takich jednostek byli dowożeni do zakładów pracy poza murami więzień na koszt przedsiębiorców. W zamian mają oni otrzymać wyższe ulgi.

Joachim Krawczuk, właściciel tartaku z Byciny, który zatrudnia obecnie 20 więźniów ze Strzelec Opolskich uważa, że zmiany w przepisach są konieczne.

- Zatrudnianie więźniów, wbrew pozorom, nie jest opłacalnym interesem, bo trzeba im płacić tak samo, jak innym pracownikom, a przykładają się oni znacznie gorzej do obowiązków - nie ukrywa Krawczuk. - Więźniom nie zależy na pracy, bo nawet jak ją stracą, to wiedzą, że mają zapewnione jedzenie i dach nad głową.

Z tego powodu skazani są średnio o 40 proc. mniej wydajni niż zwykli pracownicy. Na dokładkę koszt utrzymania pracownika z zakładu karnego jest wyższy niż w przypadku osoby z „wolności”, bo skazanemu trzeba zapewnić transport do miejsca pracy na koszt firmy.

Ministerialny program przewiduje także uchwalenie przepisów, dzięki którym samorządy będą mogły wykorzystywać skazanych do pracy. Obecnie część zakładów karnych w regionie ma podpisane tego rodzaju umowy z gminami i powiatami. Tak jest m.in. w Strzelcach Opolskich. - Dzięki temu skazani pracują przy porządkowaniu parku, ulic, a także opiekują się osobami starszymi w domach pomocy społecznej - mówi Andrzej Tesarewicz, dyrektor Zakładu Karnego nr 2 w Strzelcach Opolskich
Patryk Jaki przekonuje, że budowanie hal produkcyjnych w więzieniach i ulgi dla przedsiębiorców nie będą finansowane przez podatników. Resort chce za to zapłacić z Funduszu Aktywizacji Zawodowej Skazanych, który finansowany jest przez więźniów już zatrudnionych. Docelowo ministerstwo chce potrącać także część wynagrodzenia więźniów, na pokrycie kosztów ich utrzymania.

Obecnie spośród 4400 osadzonych odbywających kary w opolskich zakładach karnych płatną pracę ma 943 z nich, natomiast kolejnych 790 wykonuje różne zajęcia nieodpłatnie (np. roznosi posiłki w więzieniu, pracuje w pralni lub na rzecz samorządu).

Więźniowie zarabiają zazwyczaj płacę minimalną, czyli około 1355 zł „na rękę”. Tej kwoty jednak nie dostają, bo jest ona pomniejszana o szereg składek, m.in. na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Fundusz Aktywizacji Zawodowej Skazanych. W praktyce do ręki mogą dostać 705,38 zł - pod warunkiem, że nie płacą alimentów i nie mają obciążeń komorniczych. Jeśli więzień ma takie zobowiązania, to ostatecznie zostaje mu do dyspozycji 360,90 zł.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska