Wójt jest jak niedźwiedź

Agata Jop
Rada Gminy Tarnów Opolski odwołała ze stanowiska wójta Bronisławę Pietruszkę. Za co? Krótko mówiąc: za ścieki, za związek z Izbickiem i za niegospodarność.

Wtorek, 12 czerwca 2001. Parking między kościołem a siedzibą OSP w Tarnowie Opolskim jest prawie pełen. To samochody tutejszych radnych. Przed godziną piętnastą widzi je przejeżdżający przez Tarnów przewodniczący Rady Gminy Izbicko, Jacek Śledziona. Myśli: Pewnie już po wszystkim.
Nadzwyczajna sesja Rady Gminy Tarnów Opolski rozpocznie się jednak dokładnie o 15.00. Trzy godziny później zapadnie decyzja: wójt Bronisława Pietruszka zostaje odwołana.
Odwoływanie władz gminy opierać się musi na ustawach, uchwałach, kolejnych paragrafach i artykułach. Zwyczajny człowiek na prawie się nie zna. Gdyby więc zechciał zapytać, za co zleciała z fotela pani wójt Tarnowa, można byłoby mu to wytłumaczyć "po naszemu": ano przede wszystkim za ścieki, za oczyszczalnię w Kosorowicach, za związek Iztar założony wspólnie z Izbickiem i jeszcze za jakieś ciemne sprawy personalne.
Jacek Śledziona z Izbicka dowie się o odwołaniu dopiero w środę wieczorem. - Nie zasłużyła sobie na to - wypowie się dla "NTO". - Ucierpiała na tym międzygminnym konflikcie, a ucierpieć nie powinna. Dla Tarnowa ona była jak matka.
O tym, że była jak matka, mówi wiele osób. W urzędzie pracowała 27 lat, najpierw jako sekretarka, w roku 1990 jako sekretarz gminy, a potem przez 11 lat jako wójt. Ludzie mówią o niej z reguły dobrze, bo wodociągowała, chodniki kładła, oświetlenie stawiała, drogę albo szkołę wyremontowała. A jednak na wtorkową sesję, na której "matkę" odwoływano, nie przyszli mieszkańcy odremontowanych ulic. - Ja nie mam o to pretensji - mówi Bronisława Pietruszka. - U nas ludzie nigdy na sesje nie przychodzą.

Środa, 13 czerwca. Bronisława Pietruszka porządkuje swoje sprawy w urzędzie, odbiera telefony, ktoś jej współczuje, ktoś pociesza, a była pani wójt mówi, że jest właściwie zadowolona, bo z tą radą - w przeciwieństwie do dwóch poprzednich rad - pracowało się źle. - Ona od początku nie była nastawiona na społeczeństwo, ale na kontrolę wójta - twierdzi. - Niektórzy radni "siedzieli" mi na plecach przez ostatnie trzy lata. Od dłuższego czasu jestem tym zmęczona.
Kiedy przejmowała wójtowanie, stała się zgodnie z prawem urlopowanym pracownikiem urzędu. Teraz może wrócić z tego urlopu na stanowisko tak płatne, jak stanowisko sekretarza 11 lat temu. Powinna zgłosić się do pracy. - Pewnie od 1 lipca dostanę wypowiedzenie - domyśla się. - No i dobrze. Radni uważają, że przy nowym wójcie problem Iztaru im się rozwiąże? Ja myślę, że nowy wójt ten problem pogłębi.
Nazwa Iztar powstała z połączenia dwóch sylab: "Iz" - jak Izbicko oraz "tar" - jak Tarnów. Miała być symbolem wspólnego, ekologicznego wchodzenia do Europy poprzez budowę międzygminnej oczyszczalni ścieków i systemu kanalizacyjnego. Teraz jest symbolem międzygminnego konfliktu, który może się skończyć w sądzie. Według prawników z Izbicka sprawa jest czysta i dla Izbicka wygrana. - Musimy walczyć o nasze 2 miliony złotych, czyli nasz udział w tym projekcie - mówi wójt Izbicka, Manfred Grabelus. - 21 czerwca jest u nas sesja - mówi Jacek Śledziona. - Być może wtedy zapadnie decyzja o skierowaniu sprawy do sądu. Nie chcemy, żeby ucierpiało na tym społeczeństwo Tarnowa, ale możemy być do tego zmuszeni. My chcemy związku Iztar, cały czas wyciągamy rękę, nie chcemy rozwodu z Tarnowem, ale życie w niezgodnym małżeństwie nie ma sensu.
Problem polega na tym, że radni z Tarnowa się rozmyślili i ani wspólnej oczyszczalni, ani związku Iztar z Izbickiem mieć nie zamierzają.

Wniosek o utajnienie wtorkowej sesji nadzwyczajnej złożył radny Jan Gebauer. Utajnienie oznacza, że prasa musi wyjść z sali. Utajnienie nie jest jednak zgodnie z prawem możliwe. Prasa może więc zostać, chociaż przewodniczący rady, Zenon Cichoń, nie bardzo wie, czemu miałoby to służyć.
Prasa usłyszy więc, jak radny Krystian Cichos domaga się odtworzenia kasety z nagraniem poprzedniej sesji. Nagrać się bowiem miała niezaprotokołowana jego zdaniem wypowiedź wójt Pietruszki. - Powiedziała, żeby sesję nadzwyczajną zwołać jak najszybciej, bo nie ma ochoty dłużej pracować w tej gminie - twierdzi Cichos. - Może z niektórymi nie chce pracować - domyśla się ktoś na sali.
Wójt Pietruszka nie pozwoli sobie wmówić chęci złożenia rezygnacji. Stawia czoło zarzutom. Zarzutów jest dziesięć, zredagowanych i popartych podpisami przez ośmiu radnych z mniejszości niemieckiej, ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i z Cechu Rzemiosł Różnych. Wniosek o odwołanie złożyli: Krystian Cichos, Jan Damboń, Krystian Wojtala, Rajmund Kala, Fryderyk Zugaj, Ryszard Przybyła, Wilhelm Kowalczyk i Piotr Watzlaw. "Wniosek swój motywujemy - napisali - działaniem niezgodnym z prawem bądź zaniechaniem czynności urzędowych powodujących niegospodarność oraz narażanie na szkodę - w tym utracone przyszłe korzyści dla Gminy Tarnów Opolski, a w szczególności..." i tu padają zarzuty. Osiem z nich dotyczy zaniedbań "okołościekowych" i "okołoiztarowych". Dwa pozostałe to niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwie (domniemanej kradzieży surowca mineralnego, jakim jest piasek) na boisku w Przyworach i utrzymywanie nadmiernej ilości stanowisk kierowniczych.
Jednym z kierowników jest szef tarnowskiej komunalki, Krystian Anioł.

Krystian Anioł był jedną z wielu osób przepytywanych na okoliczność zarzutów przez wydające opinie w tej sprawie komisje: właściwą i rewizyjną. Jest człowiekiem ambitnym i obrotnym, bo dzięki jego działaniom Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej rozwinął się i pozyskał w ubiegłym roku samochód i dwie koparki. Decyzją Rady Gminy Tarnów od prawie trzech miesięcy to zakład, a nie Iztar, zarządza oczyszczalnią i jej finansami.
- Nie jestem człowiekiem konfliktowym - mówi o sobie Krystian Anioł. - Wielu mnie lubi. Człowiek jest istotą stadną, musi z ludźmi dobrze żyć. Jestem zaangażowany w swój zakład pracy. To jest mój drugi dom.
- Przyszedł do komunalki nowy kierownik i radni dali mu trochę puchu pod skrzydła - mówi o Aniele wójt Grabelus. - Samochód powietrze wozi, koparki pracowały w ubiegłym roku po 18 godzin.
O ciemnym, personalnym wątku odwołania wójt Pietruszki lepiej mówić po cichu. Jeżeli prasa wytęży słuch, dowie się, że konfliktu międzygminnego pewnie by nie było, gdyby w swoim czasie na fotelu prezesa Iztaru zasiadł zamiast Zbigniewa Pawlaka ze Strzelec Krystian Anioł z Tarnowa. Dowie się też, że nazwisko Anioł pada czasem w kontekście wójtowania. Sam Krystian Anioł plotkami się nie zajmuje, propozycji mu nikt nie składał. - To radni wybiorą wójta - mówi. - Ja nie wiem, czybym to przyjął.
Dla Jacka Śledziony sprawa jest prosta: związek Iztar powstał ze względów ekonomicznych. Dwie gminy wspólnymi siłami łatwiej pozyskują pieniądze na inwestycję ekologiczną z różnych funduszy, a nawet z Unii Europejskiej. Ekonomiczne myślenie kazało stworzyć Iztar, żeby zlikwidować dwie komunalki - izbicką i tarnowską. To Iztar miał się zajmować eksploatacją oczyszczalni, ale też wodociągami. - Miał być jeden wspólny prezes, jedna główna księgowa i mniejsze koszty etatów - przypomina Śledziona. - Myśmy w Izbicku swoją komunalkę zlikwidowali.

Komisje właściwa i rewizyjna w celu zaopiniowania wniosku o odwołanie wykonały ogromną pracę. Studiowały dokumenty, przepytywały osoby, które zarzuty mogły potwierdzić lub im zaprzeczyć. - Musieliśmy się przygotować - mówi Jan Damboń, szef komisji właściwej (na co dzień szef komisji finansów). - Poświęciłem na to chyba ze 40 godzin - mówi Krzysztof Naglo, przewodniczący komisji rewizyjnej. Obydwa ciała opiniotwórcze w obszernych protokołach uznały większość zarzutów za uzasadnione.
Krzysztof Naglo nie kryje, że do prasy nie ma zaufania. Na pytania odpowie, ale krótko. To, że kilka tygodni temu komisja rewizyjna składała wniosek o udzielenie absolutorium zarządowi i pani wójt, oznaczało jedynie, że uznała za prawidłowe wykonanie zeszłorocznego budżetu. Ze sprawami gospodarczymi - zdaniem Krzysztofa Naglo - nie miało to nic wspólnego. A że niektóre zarzuty związane były z ubiegłoroczną niedbałością pani wójt o finanse gminy? - Kontrolujemy tylko to, na co mamy upoważnienie przewodniczącego rady - mówi szef komisji.
Wójt Pietruszka absolutorium za ubiegły rok otrzymała.

Zaraz rozdane zostaną karteczki do głosowania, zaraz jeden radny przed okiem drugiego zasłoni swoją karteczkę i postawi krzyżyk za lub przeciw. Przedtem jednak w imieniu rozsądku wypowie się Bronisława Kawalec, radna, sołtys wsi Przywory.
- Uderzmy się w pierś - zaproponuje i przypomni: większość decyzji, o których mowa we wniosku, podejmowana była przez radę. Komisja rewizyjna, która składała wniosek o udzielenie absolutorium, widziała jedynie drobne błędy. - Gdzie myśmy wtedy byli? - pyta Bronisława Kawalec. - Tu żeśmy siedzieli!
Jeszcze się wypowie radna Małgorzata Hurek. - Zanim rzucisz kamieniem - powie - zastanów się, czy sam jesteś bez winy.
I jeszcze zabierze głos Oswald Sala, przewodniczący związku gminnego tarnowskiej mniejszości niemieckiej. - Wójt został powołany przez mniejszość - uświadomi 14 członkom MN w 22-osobowej radzie. - Wszyscy go popieraliśmy. To myśmy wspólnie decydowali, a nie wójt. Jesteśmy przed wyborami poselskimi i mamy kandydata z naszej gminy. To, co robimy, może wpłynąć na wynik tych wyborów.
Tym kandydatem ma być Krzysztof Wysdak, wicestarosta powiatu opolskiego, mieszkaniec gminy Tarnów. Wysdak mówi: - Umieszczenie mnie na liście kandydatów nie ode mnie zależy. I jeszcze: W wielu sprawach działo się w Tarnowie dobrze. Na podstawie moich doświadczeń w powiecie widzę różnice w stylach pracy rady gminy i rady powiatu. Widzę w Tarnowie swoistą "niemodlinizację".

Głosowanie. Aż 16 radnych chce odwołać Bronisławę Pietruszkę. Tylko 6 chce, aby pozostała wójtem do końca swojej trzeciej kadencji. Zygmunt Cichoń dziękuje pani wójt za... dobrą pracę w urzędzie. Była pani wójt nie wytrzymuje: - Nie żartujcie!
Oswald Sala szykuje się do wyjścia. Jest rozczarowany. - Radni nie wiedzą, co to jest mniejszość niemiecka - twierdzi. - Szukają tylko, gdzie im się robota jakaś trafi. Tu nie ma mniejszości. Tu są tylko młodzi i starzy.
Należący do "obozu starych" Oswald Sala chce, żeby napisać w gazecie o niedźwiedziu. Śląskim zwyczajem pod koniec karnawału barwny korowód przebierańców wodzi go po wsiach od chałupy do chałupy. I pada wtedy pytanie: Kto jest winien, że spalił się dom? Oczywiście niedźwiedź, bo on - śląskim zwyczajem - wszystkiemu złemu jest winien.
Wójt Bronisława Pietruszka jest jako ten niedźwiedź.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3