Wszyscy oszukujemy

Mirosław Olszewski molszewski@nto.pl 077 44 32 577
Jarosław Kulbat (fot. archiwum prywatne)
Jarosław Kulbat (fot. archiwum prywatne)
Dr Jarosław Kulbat, psycholog społeczny z wrocławskiej Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej: - Nie ma reguł ustalających, kto jest najbardziej podatny na oszustwo.

- Zajmuje się pan między innymi psychologią oszustw. Często w kulturze masowej oszustwo przedstawiane jest jako swego rodzaju zabawny chwyt. Efekt cwaniactwa zbudowanego na znajomości ludzkiej psychiki.

- Zgadzam się. Dobry oszust musi znać się na ludzkiej psychice. Dobrze wyczuwać, do jakich granic można się posunąć. Oszust musi mieć wiele wiedzy wyuczonej lub inaczej nabytej z zakresu z psychologii. Musi umieć wyczuć, jakie jego potencjalna ofiara ma słabości.

- Jakiś czas temu po Opolszczyźnie krążyła kobieta, która oferowała „odczynianie uroków”. Pisaliśmy o jej kradzieżach, a co chwila kolejni ludzie dawali się nabierać. Dlaczego?

- Strach przed utratą jakichś dóbr może być porównywalny z chęcią   nagłego wzbogacenia się. Ktoś, kto panicznie boi się utraty swych oszczędności - na przykład wskutek wmówionego „czaru” - staje się automatycznie podatny na perswazję typu: odczynię urok.

- I wychodzi na głupiego.

- Amerykanie przeprowadzili badania, z których wynikło, że zaledwie poniżej dziesięciu procent ludzi ewidentnie oszukanych skłonnych było przyznać się do tego.

- Milczeli ze wstydu?

- Tak. Kto w końcu chce się przyznać do faktu, że zaufał w działanie jakichś mocy pozaziemskich i wiązał z nimi jakieś realne nadzieje?

- Jakiż to wstyd? Przecież całkiem niedawno wszystkie media informowały, że poważne firmy dały się nabrać na „opcje walutowe”.

- To co innego. Nie jestem specjalistą w zakresie ekonomii, ale z tego co wiem, tam była sytuacja, gdy firmy decydowały się na grę z możliwością przegranej na takich samych zasadach jak gracz, który podejmuje grę w kasynie.

- W kasynie nie oszukują.

- Ale każdy jest, albo powinien być świadomy ryzyka. Świetnie podsumował sytuację profesor Balcerowicz, który właśnie powiedział, że nie ma bankowych oszustw, są tylko nie rzeczytane do końca umowy…

- Chciwość jest najlepszym łowiskiem dla oszustów?

- Raczej przekonanie, że można zarobić bez pracy i odnieść zysk wskutek cwaniactwa.

- Cwaniactwo napędza oszustów?

- Rozróżnijmy: jeśli ktoś nazywa cwaniactwem to, że znalazł sposób na omijanie obowiązku płacenia podatków, albo jeszcze lepiej: na niepłacenie VAT-u - to jest to zwykłe oszustwo. Opisane i zagrożone karą w kodeksie karnym. Ale są też oszustwa, które wymykają się wyobraźni prawodawców.

- Przychodzą do głowy tylko scenarzystom filmowym, jak w „Żądle”?

- Coś w tym jest. Prawo zwykle nie nadąża za życiem. Na ogół dzieje się tak, że ludzie wymyślają różne sposoby ominięcia obowiązującego prawa, a dopiero potem prawodawcy starają się te metody opisać i zakwalifikować.

- A w ogóle jest możliwe życie bez oszustwa?

- Dogmatyk powiedziałby, że nie. Przecież wszyscy oszukujemy. Kobieta, nakładając makijaż, dokonuje jednak pewnego oszustwa. 

- Jak facet podwajający swoje zarobki i ujmujący sobie lat.

- Też. Zatem prawdą jest, że oszukujemy wszyscy, choć nie zawsze oszustwo jest czynem nagannym, który można zakwalifikować karnie.

- Oszukujemy, jesteśmy oszukiwani… Jak często?

- Amerykanie przeprowadzili badania, z których wynikło, że tylko pięć do dziesięciu procent oszustw jest ujawnianych.

- Czemu tak mało?

- Jak już wspominałem, to kwestia wstydu. Jak pan mówił o tych ludziach z Opolskiego, którzy dali się naciągnąć na prosty numer z odczynianiem uroków, pomyślałem, że pewnie oszukanych było o wiele więcej, niż udało się zidentyfikować. 

- A ilu oszustom udało się zrobić „numer” w ubiegłym roku?

- Według danych policji w Polsce - około siedemdziesięciu trzech tysięcy. Przeliczając to na dni w roku, można powiedzieć, że oszustwa są dokonywane ciągle.

- Kto z nas jest najbardziej podatny na oszustwo?

- Nie ma reguł. Wmawianie komuś nieprawdy, roztaczanie widoków spodziewanych zysków jest czymś bardzo popularnym. Przykładowo: pracownik starający się o pracę pisze w swoim CV same dobre wiadomości o sobie. Pracodawca - jeśli jest nieostrożny - wierzy tym informacjom. Można powiedzieć, że w takich przypadkach dokonujemy swego rodzaju oszustwa.

- Co decyduje o powodzeniu oszusta?

- Prowadziłem badania w grupie ludzi, którzy mieli później sprzedawać usługi różnych firm, chodząc po domach. Przeanalizowaliśmy około dziewięćdziesięciu zdjęć kandydatów, a potem porównaliśmy z wynikami ich pracy. Jak można się było spodziewać, najlepsze wyniki osiągnęli ci, którzy mieli miły wyraz twarzy, choćby tylko lekko się uśmiechali, tworzyli swoją aparycją klimat zaufania i bezpieczeństwa. Zatem warunkiem powodzenia w tej „branży” jest umiejętność wzbudzania zaufania. Tego raczej nie można się nauczyć.

To cecha wrodzona. Ogólny wniosek jest taki, że skłonni jesteśmy wierzyć, iż ludzie ładni - wedle standardów narzucanych przez kulturę masową - są warci zaufania, zaś ci, których na przykład wargi wyginają się w grymasie niechęci, nie powinni wzbudzać sympatii i nie warto wierzyć ich słowom.

- Zwycięża amerykańska zasada „keep smiling”?

- Utrzymywanie uśmiechu wbrew wszystkim złym okolicznościom jest zasadą ponadkontynentalną. Proszę sobie wyobrazić europejskiego pracodawcę, który z entuzjazmem powierza stanowisko komuś, kto przychodzi skrzywiony, ze spisem stanowisk, jakie stracił wskutek swej niekompetencji. Zły humor, zły nastrój w niczym nie pomagają. Zawsze tworzą problemy.

- Amerykanie to zrozumieli przed nami?

- W latach czterdziestych ubiegłego wieku pewien amerykański socjolog napisał pracę o tamtejszej „klasie próżniaczej”. Wykazał w niej, że konsumuje ona ponad własne potrzeby i właściwie na pokaz. Oznaczało to, że sposobem na osiągnięcie sukcesu jest zaliczenie się w oczach innych do tej warstwy społecznej, której członkowie są godni zaufania, których w efekcie można bez większych obaw zatrudniać czy dopuszczać do wspólnych interesów. Gdyby spojrzeć na te wyniki badań pod kątem psychologii oszustw, można byłoby powiedzieć: to właśnie ci ludzie, o których rozmawiamy.

- Wróćmy do filmu „Żądło”: dlaczego kibicowaliśmy Redfordowi i Newmanowi? Bo przystojni?

- Kibicowaliśmy komuś, kto dokonał oszustwa, ale na ludziach, którzy sami wcześniej okazali się oszustami. Czyli w pewnym sensie stało się tam coś, co uspokajało nasze sumienia. Bo oto złoczyńca oszukał złoczyńcę, ale moralnie wspierając bohaterów - sami zachowaliśmy spokój sumienia. Podobna sytuacja była w polskim filmie „Vabank” - Kwinto był wprawdzie kasiarzem, ale okradał czarne charaktery. Nie było tam elementu występku przeciwko interesom państwa, czyli przeciwko naszemu wspólnemu interesowi. Janosik okradał wyłącznie bogatych, podobnie jak Robin Hood.

- A potem przychodzi do babci człowiek, niby w imieniu wnuka, któremu zabrakło pieniędzy, okrada babcię z oszczędności życia i już nie jest tak śmiesznie.

- To dramat, ale też nauka, że dobry oszust musi być wprawnym specjalistą z zakresu psychologii. Nigdy nie wybierze osoby, co do której nie jest pewny, jakie są jej słabe strony.

 

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie