Wygrał najlepszy

Małgorzata  Kroczyńska
Małgorzata Kroczyńska
Rzadko w 27-letniej historii Opolskich Konfrontacji Teatralnych oceny jurorów, krytyków i publiczności bywały tak zgodne, jak w tym roku.

Po obejrzeniu ośmiu spektakli konkursowych wszyscy uznali, że na miano najlepszego zasłużyła "Matka Joanna od Aniołów", spektakl firmowany przez gospodarzy XXVII OKT, Teatr Kochanowskiego w Opolu.
O tym, że na opolskiej scenie powstało przedstawienie wybitne, wiadomo było jeszcze przed festiwalem. Tuż po prapremierze scenicznej adaptacji opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza nie szczędzono jej pochwał. Swój entuzjazm dla reżyserskiego dzieła Marka Fiedora wyrażali nie tylko recenzenci, ale także opolska publiczność, która ustawiała się w kolejce do kasy teatru i zapełniała widownię do ostatniego miejsca. Taki sukces, oczywiście, musiał zaostrzyć apetyty całego zespołu. I choć nikt tego głośno nie mówił (żeby nie zapeszyć), nadzieje na to, że jurorzy Konfrontacji nie pominą w swoim werdykcie opolskiej inscenizacji, były spore.

Tuż przed konkursowym wystawieniem "Matki Joanny" reżyser Marek Fiedor denerwował się nawet, czy te "ochy i achy", w które obrosła już jego inscenizacja, nie obrócą się przeciwko niej, czy aktorzy w chwili próby potrafią zachować pokorę, niezbędną, by zagrać dobry spektakl.
Jego obawy, na szczęście, się nie sprawdziły. Chociaż widzowie, którzy na Konfrontacjach oglądali opolski spektakl po raz kolejny, przyznawali w kuluarowych rozmowach, że "ładunek emocji na premierze był większy". W przypadku "Matki Joanny od Aniołów" można mieć jednak pewność, że nigdy nie zejdzie poniżej pewnego poziomu, bo jest przedstawieniem niezwykle precyzyjnie skonstruowanym, a przy tym bardzo nośnym, komunikatywnym, choć wymagającym od odbiorcy skupienia, bo prowokującym do rozmowy o sprawach trudnych, dotykających dogmatów wiary, boskiego i ludzkiego porządku świata, bo stawia pytania o źródła i granice Zła, tego, które nas otacza, i tego, które jest w każdym z nas.
"Ten spektakl udowodnił, że za pomocą klasyki można tyle powiedzieć o współczesności" - tak jurorzy XXVII OKT uzasadnili przyznanie Grand Prix "Matce Joannie od Aniołów". Nie można się z nimi nie zgodzić.

Chęć mówienia klasyką o współczesności przyświecała zresztą większości twórców konkursowych spektakli. To, że klasyczny tekst, nawet mówiony ze sceny, nie pozostaje martwy tylko wówczas, gdy uda się go zbliżyć do człowieka, do współczesnego widza, nie jest wnioskiem odkrywczym i każda inscenizacja klasyki, jeśli nie weźmie go pod uwagę, jest z góry skazana na porażkę. Dlatego reżyserzy klasycznych dzieł nieustannie poszukują w nich uniwersalnych wartości, wątków i spraw ponadczasowych. I takie poszukiwania stały u podstaw wszystkich czterech inscenizacji fredrowskich, które znalazły się w programie XXVII OKT.
A jednak to właśnie Aleksander Fredro okazał się wielkim przegranym festiwalu. Nie znalazły uznania jurorów ani "Damy i huzary", w których Kazimierz Kutz dostrzegł pretekst do dyskusji o odwiecznej walce płci, ani "Śluby panieńskie", rzecz wyreżyserowana przez Ireneusza Janiszewskiego, a stawiająca na pierwszym planie problem niedojrzałości, dorastania do miłości (nagroda dla Katarzyny Krzanowskiej za rolę Anielki).

Zawiódł także Jan Englert jako reżyser Fredrowskiego "Dożywocia". Że światem rządzi pieniądz, że chciwość ludzka nie zna granic, a nasze życie nie jest bezcenne, jest tylko tyle warte, na ile inni je wycenią. Takie wnioski wyciągnął reżyser z historii odrażającego lichwiarza Łatki. To jednak, niestety, w naszej rzeczywistości wnioski gorzkie, ale i nazbyt oczywiste, żeby wystarczyły na stworzenie wybitnego przedstawienia.
Próbę odczytania Fredry na nowo podjął także Teatr Współczesny ze Szczecina. Jego "Pan Jowialski" wzbudził chyba najwięcej kontrowersji. Jedni uznali, że reżyser Paweł Kamza skracając i manipulując tekstem dokonał zbrodni na autorze. Inni w doszukiwaniu się w dotychczas traktowanym wyłącznie w kategoriach lekkiej komedyjki "Panu Jowialskim" prawdy o człowieku dostrzegli wartość, o której jednak warto dyskutować. Zaliczam się do tych drugich.

Na pewno nie jest przegranym tegorocznych Konfrontacji Waldemar Śmigasiewicz, reżyser "Ferdydurke" z Teatru Powszechnego w Łodzi, i to nie tylko dlatego, że jurorzy przyznali mu jedną z nagród. Ale przede wszystkim dlatego, że jego spektakl uwiódł widzów. Był zabawny, sprawnie zagrany (Jacek Łuczak, odtwórca roli Miętusa, zasłużył na nagrodę), przy tym wierny oryginałowi, ze wszech miar "gombrowiczowski", a współczesny, bo "przyprawianie gęby" nigdy pewnie nie straci na aktualności.
Z zupełnie innych względów powody do satysfakcji może mieć Krzysztof Babicki, którego interpretację "Dziadów" pokazał na Konfrontacjach teatr Osterwy z Lublina. Przede wszystkim udało mu się przełamać złą sławę, jaką "Dziady" zawdzięczają ubiegłorocznej inscenizacji teatru z Kalisza, która wypłoszyła ludzi z widowni na długo przed finałem. Spektakl Babickiego nie zachwycił wprawdzie nowatorskim odczytaniem Mickiewiczowskiego arcydramatu, ale był jednak rzetelnym jego przekazem. To już dziś w teatrze rzadki obrazek, by widownia w zupełnej ciszy wysłuchała Wielkiej Improwizacji. A tym razem tak było, za co niewątpliwie należą się brawa Jackowi Królowi w roli Gustawa-Konrada, nagrodzonemu zresztą także przez jurorów.

W tym roku konfrontacyjna widownia nie szczędziła braw. Obficie nagrodziła nimi zwłaszcza gwiazdy. Zarówno aktorzy Starego Teatru z Krakowa, jak i warszawskiego "Narodowego" schodzili ze sceny żegnani owacją na stojąco. W obu przypadkach, niestety, zupełnie nie zasłużoną. Oddać wypada jednak publiczności sprawiedliwość, że choć czasem daje się tak łatwo omamić, potrafi też docenić - jeśli na to zasłużą - aktorów nie otoczonych sławą i chwałą, że w teatrze nie tylko chce się śmiać i dobrze bawić, ale także pomyśleć.
- Wielkim bohaterem tegorocznych Konfrontacji była opolska publiczność, po prostu głodna teatru - mówił na zakończenie XXVII OKT Bartosz Zaczykiewicz, dyrektor "Kochanowskiego". - Nie wszystkich chętnych mogliśmy pomieścić. I to jest nasz, jako organizatorów, wielki sukces.
Jeśli więc ktokolwiek z decydentów miałby wątpliwości, czy warto organizować w Opolu Konfrontacje, czy warto na nie dawać pieniądze, niech zapyta ich publiczność. Jeśliby to tylko od niej zależało, o przyszłość tego festiwalu można być spokojnym.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3