Wyjazdy integracyjne. Bunga bunga, czyli Polak w delegacji

Kino Świat/Maciej Dyczkowski
Po szkoleniu nadchodzi wieczór, upojna noc, a potem niestety poranek... Kadr z filmu "Wyjazd integracyjny"
Po szkoleniu nadchodzi wieczór, upojna noc, a potem niestety poranek... Kadr z filmu "Wyjazd integracyjny" Kino Świat/Maciej Dyczkowski
Najpierw jest jakieś durne szkolenie. Takie psychologiczne czary-mary. Rysujesz kredkami swojego szefa, a on ciebie. Albo w czapeczce pajaca robicie sobie kosi, kosi łapci. Zajęcia prowadzi cwaniaczek z jednej z tych rozmnożonych jak króliki firm consultingowych, koniecznie pisanych przez "c".

Po szkoleniu obiad, potem dalsze szkolenie, aż nadchodzi wieczór. Wtedy ognisko, kiełbaski, śpiewy. No i bomba! Rano kac, czasem wstyd, nierzadko kłopoty.

O czym mowa? O wyjeździe integracyjnym. Owym fenomenie polskiego przaśnego kapitalizmu, rozsławionym ostatnio głośnym filmem pod takim samym tytułem.

Mimo że film okraszony gwiazdami jak choinka bombkami, znawcy kręcą nosami, że szmira, popelina, schemat. Lecz publika i tak wali do kin w setkach tysięcy, zaśmiewając się z pijanego Frycza, biegającego po hotelu w damskich ciuchach czy równie pijanej Figury trzaskającej pejczem - w stroju sado-maso.

Jeden z bileterów w opolskim Heliosie usłyszał po projekcji, jak nadąsana żona wyrzuca mężowi: "Teraz wiem, jak to wygląda. Wybij sobie z głowy kolejne wyjazdy!".

Kto się z kim integruje?

Jeśli wyjazd integracyjny trwa dłużej niż jeden dzień, to rano jest prostownicze piwo i zajęcia w terenie. Paintball, wspinaczka po drzewach, rzut beczką, szukanie butelki z listem (czasem jest nim wezwanie prezesa do wydajniejszej pracy) lub walka w dmuchanych skafandrach - wszystko zależy od stopnia aktywności szefa. Jeśli szef mocno adrenalinowy, musisz się pocić i ty. W międzyczasie - polewanie z rękawa.

Wieczorem kolejny grill. Kolejna bomba. Rano kolejny kac. Pytanie zasadnicze: czy wyjazdy integracyjne rzeczywiście integrują?

- Owszem, grupowe wyjazdy wszelkiego typu zawsze mają charakter integracyjny, przy czym w trakcie wyjazdu okazuje się, że integracja dotyczy zupełnie innych konfiguracji - mówi prawnik dr mec. Aneta Kuziara, opolska specjalistka od rozwodów. I ma na to kilkanaście teczek dowodów.

- W tylu sprawach przewinął się motyw wyjazdu integracyjnego jako jednej z przyczyn rozpadu związku - mówi pani mecenas. - Przykład. Ona pojechała na imprezę firmową. Duża spożywcza firma. Supermarkety. I się zakochała w panu z innego sklepu. To było tuż przed Bożym Narodzeniem, impreza jako nagroda za pracę. Święta jakoś jeszcze przemęczyła z mężem, ale na sylwestra pojechała już z nowym partnerem. I nie wróciła. Mężowi zostawiła dziecko.

Te niepowroty zdarzają się już czasem od razu po wyjeździe integracyjnym.

- Mąż mojej klientki pojechał na imprezę integracyjną i wrócił dopiero po miesiącu, i to tylko po swoje rzeczy - mówi pani adwokat.

Ale na imprezie integracyjnej namiętność niekoniecznie musi być skierowana do pracownika tej samej firmy. Czasem uczestnicy mocniej integrują się z otoczeniem.

Opolski restaurator, prowadzący dwa lokale: - Uwielbiałem, gdy w mojej knajpie urządzano imprezy integracyjne, bo to dobra i niekłopotliwa kasa. Najbardziej hulaszcze były panie z branży farmaceutycznej. Tam duże pieniądze, więc konkurencja mordercza. Kobitki chcą potem odreagować. Jak? Dwa razy zdarzyło mi się mieć na zapleczu stosunek seksualny.

Mec. Aneta Kuziara: - Pewna pani na imprezie integracyjnej nie zwracała uwagi na kolegów z pracy, lecz od razu zakochała się w prowadzącym imprezę didżeju. Teraz trwa spór o ustalenie ojcostwa. Ileż ja się musiałam nasłuchać pikantnych szczegółów o tamtej ich przygodzie. Czasem czułam się jak psycholog albo seksuolog. Bo on tłumaczył, że ze względu na, mhm... wyrafinowaną specyfikę tego aktu płciowego absolutnie nie mogło dojść do zapłodnienia.

Czy seks na wyjazdach integracyjnych to efekt planowanej premedytacji czy może poryw chwili? Skutek wywołanej alkoholem słabości, po której się ma kaca i problemy?

- Trudno powiedzieć, bo przecież nikt nie prowadzi na ten temat badań - odpowiada dr Piotr Pośpiech, wzięty opolski seksuolog. - Ale muszę przyznać, że niektórzy starannie się do tego wyjazdu przygotowują od strony, że tak powiem, erotycznej. Gdy pacjent prosi mnie o viagrę lub cialis, na ogół stara się to uzasadnić nie swoją impotencją, lecz wyzwaniami, jakie go czekają w łóżku. I nagminne jest właśnie powoływanie się na zbliżający się wyjazd integracyjny. Miałem nawet pacjenta, który był w roli podwójnej. Przyszedł po viagrę, bo jako aktor filmów dla dorosłych jechał na imprezę integracyjną branży porno.

Z kierownikiem na kolanach

- Wyjazdy integracyjne to typowo polska specyfika - mówi Piotr Szyszko, znany bardziej pod pseudonimem "Żółty" albo "Agent", bo kiedyś współorganizował to telewizyjne reality show. Dziś jako właściciel firmy "Hero" (Bohater) prowadzi imprezy integracyjne dla największych polskich firm.

- Wyjazdów integracyjnych nie ma na Zachodzie. Niemcy wolą wydać firmowy socjal na konkretne dodatki do urlopów. Czechy i Słowacja też nie znają tego pojęcia, nie mówiąc już o wschodzie, bo tam w fabrykach jak za cara.

A w Polsce oddziały dużych koncernów, na przykład Reala czy Castoramy, wręcz ścigają się w organizowaniu wyjazdów. To obowiązek prezesów, są z tego rozliczani. Więc obecność dla pracowników też obowiązkowa. W koncernach awans dyrektora bywa uzależniony od tego, jak atrakcyjny zrobił wyjazd. Przy czym obowiązuje zasada: jak największy wypas za jak najmniejszą cenę. Targują się strasznie.

Znawcy tematu potwierdzają: owszem, za granicą pracownicy spotykają się na uroczystych kolacjach firmowych, ale nigdzie nie ma takiego przepychu jak w Polsce. Dobre hotele, luksusowe ośrodki. Atrakcyjne miejscowości. Quady, paintballe, ściany wspinaczkowe, spływy, tańce, hulanki, swawole, a do tego tłusty katering i otwarty bar.

- Integrującym się pracownikom organizuję czas w sposób aktywny - mówi Szyszko. - Spływy, szukanie terrorysty, skarbu albo off road, to znaczy rajdy po błocie i bezdrożach rurkowcami, czyli specjalnymi pojazdami, na które niebawem mocno postawię. Ale przecież wiele wyjazdów integracyjnych to także szkolenia.

To szkolenie, zwane też modnie kołczingiem (od ang. coach - trener), to najczęściej tylko uzasadnienie wieczornej balangi. Że niby najpierw pożyteczna praca, a dopiero potem zabawa. Pisywałem teksty dla trzech różnych koncernów medialnych plus telewizja i radio, więc się tego naoglądałem. Ostatnio musiałem trzymać na kolanach 10 lat starszego kolegę. W ramach "otwierania się na drugą osobę" opowiadaliśmy sobie o swych podróżach marzeń.

Oczywiście robiliśmy to na odczepnego, bo nozdrza drażnił nam dobiegający z kuchni zapach obiadu. Nasz kołcz też poruszał łakomie nozdrzami.

- Zgoda, 95 procent tej działalności to alibi dla ochlajstwa - przyznaje Szyszko. - Ale są też bardzo profesjonalne firmy, których szkolenia wyglądają jak niewinna integracyjna zabawa, a tak naprawdę są niczym innym jak śledztwem.

To śledztwo ma na celu wytypowanie prawdziwych liderów i sprawdzenie, czy dotychczasowi nadal nadają się do przewodzenia grupie. A potem przekazanie tego dyskretnie szefom firmy. Może zatem trzymając na kolanach kolegę i opowiadając mu głodne kawałki, warto zrobić dobrą minę do złej gry, bo od tego będzie zależała nasza zawodowa przyszłość?

Gniew siły najemnej

Integracja nie zawsze przebiega podręcznikowo. Rafał Wietoszko, były dziennikarz nto, a potem szef "Echa Miasta" w Krakowie, przez kilka lat drżał o los swojego reportera.

- To się nawet rozniosło po Polsce, że była próba zabójstwa prezesa za pomocą tulipana - mówi Wietoszko. - No, takiej zbitej butelki.

- Tak, to ja byłem sprawcą - przyznaje Łukasz Grzymalski, obecnie w "Dzienniku Polskim". - Na dodatek stało się to na pierwszej zapoznawczej imprezie. A było tak, że ja, prosty, młody chłopak z biednej rodziny, dostałem propozycję pracy w medialnym koncernie. Stały etat, biurko w centrum Krakowa, laptopy, komóry, szmery, bajery... No i to zaproszenie do luksusowego ośrodka na imprezę integracyjną. Karmią mnie, skaczą wokół mnie, polewają mi. Dogadzają. Boga za nogi złapałem. I nagle prezes, który się z nami integrował przy ognisku, pyta, czy wiem, kiedy startujemy z gazetą.

Grzymalski nie wiedział, bo jest z natury raczej taki hipisowaty i kalendarz nigdy nie był jego mocną stroną. Więc szczerze to prezesowi wyznał.

- I wtedy usłyszałem: ty już dla mnie nie pracujesz, O żeż, w mordę, a więc to tak? Uświadomiłem sobie, że mimo tej integracji jestem dla tego faceta tylko pionem. Poczułem okrutny gniew najemnej siły roboczej! I jakoś tak złapałem za tę butelkę. I się zamachnąłem. Ale jej nie rozbiłem na jego głowie, z tym tulipanem to już była plotka.

Reporter dotrwał jednak w firmie do pierwszego numeru gazety, a nawet do jej numeru ostatniego. Bywał też na kolejnych zakrapianych imprezach integracyjnych, z tym, że sadzano go już z dala od szefów.

- Prezes powiedział mi wtedy, że lubi takich jak ja, bo sam taki jest - mówi Grzymalski. - Sprytnie wybrnął. Choć wiedziałem, że i tak długo obowiązywała tajna instrukcja, żeby mnie zwolnić przy pierwszej okazji.

Wyjazdy integracyjne to już cały przemysł. Opracowano nawet zestaw porad, jak się zachować na imprezie integracyjnej:

* Uważaj, szef cię obserwuje.
* Nie kradnij jedzenia i nie upijaj się.
* Nie przesadzaj z brylowaniem w towarzystwie.
* Nie się narzucaj koleżance z pracy.

To tylko niektóre z porad. Niby głupio banalne, choć przecież warto znać umiar.

Z komunikatu policji:

"Z Zalewu Sulejowskiego wyłowiono zwłoki 30-letniego mężczyzny, mieszkańca Łodzi. Ciało znajdowało się kilka metrów od miejsca, w którym ofiara weszła lub wpadła do wody. Mężczyzna wraz z grupą innych pracowników znanej firmy farmaceutycznej przebywał w jednym z hoteli, gdzie zorganizowano imprezę integracyjną".

Panie Liroy, ile za laskę?

Piotr Marzec, czyli znany raper Liroy, od lat prowadzi z żoną Joanną firmę, która zapewnia bogatym przedsiębiorcom rozrywki na wyjazdach integracyjnych. Twardym gwoździem programu jest grupa kilkunastu zwierzęco zgrabnych dziewczyn, które wykonują taniec jamajski. Kuse spódniczki, gołe pępki, trzęsące się pośladki. Nie każdy koncernowy menago potrafi sprostać tej próbie.

- Bywało, że podchodzili do mnie i szeptali: panie Liroy, ile trzeba zapłacić, żeby pójść z taką laską? Albo próbowali dogadywać się z samymi dziewczynami. A możesz mi wierzyć lub nie, to są wybitnie zdolne uczennice i studentki. Szóstkowe, a najmniej piątkowe. Mamy wicemistrzynię świata w tańcach, mamy wybitne sportsmenki, mamy uczestniczki "You can dance" i "Mam talent".

Lecz facet, który myśli tylko jedną częścią ciała, bo po wódce mózg się wyłącza, może sądzić, że Liroy prowadzi ekskluzywną wyjazdową agencję towarzyską. Dlatego od pewnego czasu firma Liroya nie bierze zleceń w ciemno.

- Wchodzimy w firmy z polecenia lub sprawdzone
- tłumaczy muzyk. - Z mojego doświadczenia, najlepiej bawią się lekarze. To jest klasa. Tam nikt mnie nie męczy, żebym z nim siedział i pił całą noc. Choć gdy widzę, że ktoś jest moim fanem i lubi mnie za moją muzykę, to jestem dla niego miły. I towarzyski.

- A ja mam najlepsze wspomnienia z integracji elitarnej ekipy Citibanku - mówi Piotr "Żółty" Szyszko. - Zrobiłem im surwiwal, zawiozłem na wyspę, rozebrałem do slipek, ubrałem w mundury i całą noc tropili terrorystów. Gdy skończyli, powiedzieli: za rok dajcie nam jeden duży namiot, bo tak się zintegrowaliśmy, że nie chcemy w osobnych.

Czasem wyjeżdża się nie po to, aby się zintegrować, lecz w nagrodę. Wiosną tego roku Piotr Szyszko spławiał ukraińskim upstrzonym krą Prutem pontony z pięćdziesiątką najlepszych w kraju sprzedawców odkurzaczy antyalergicznych.

- To była zdyscyplinowana grupa, bo wyczyn duży. Ale firmom, których pracownicy zaczną pić już w autobusie, doradzam raczej bezpieczne rozrywki - mówi Szyszko. - No bo jak masz poprowadzić na quadach grupę dwudziestu chłopa, kiedy osiemnastu jest nawalonych?

Napinka prezesów i kasjerek

Bywają firmy, które nie bawią się w pozory.Żadnych psychoszkoleń i tym podobnych tortur, żadnego ganiania w mundurach z karabinami na farbę czy skoków w workach do przerębla. Integracja ma się od razu zaczynać od tego, do czego służy.

- To znaczy od wódy i rozpusty - wyjaśnia Andrzej Sikorski, dziennikarz "Nie": - To była moja pierwsza impreza integracyjna w tej redakcji, na dodatek otwarta, bo dla ludzi z miasta. Ja, zahukany ćwok z Tułowic, zostałem zaproszony przez Urbana. Jechałem całą noc pociągiem, wchodzę do budynku "Nie", a tam już na parterze tłum. A redakcja na trzecim piętrze. Taka była kolejka chętnych na tę integrację. A w drzwiach stado wynajętych przez Urbana gołych panienek. Miały na sobie wyłącznie makijaż, szpilki i włosy, a i tak tylko te na głowie. A między nimi ministrowie, szychy z rządu, gazet i... generał Jaruzelski.

Jednak podejście wielu firm do imprez integracyjnych jest bardziej staroświeckie. Izabela Przepiórkowska z Opola przez pewien czas pracowała we wrocławskich oddziale Raiffeisen Banku.
- Na imprezę integracyjną w Szklarskiej Porębie można było pojechać z żoną albo mężem, a nawet z dziećmi - wspomina. - Niektórzy rzeczywiście z tego skorzystali, choć jeden z imprezowych kolegów psioczył potem, że żona na nim ten swój wyjazd wymusiła. Inni śmiali się, że wiezie drewno do lasu.

Cechą charakterystyczną niektórych imprez integracyjnych jest tak zwana menedżerska napinka. Bo skoro pan prezes wydał tyle kasy na wyjazd, z którego na dodatek rozliczy go centrala, to wszyscy uczestnicy muszą zaliczyć każdą atrakcję.

- I potem człowiek ogląda z żalem, jak pani z nadwagą i przed emeryturą skacze nieporadnie w wyścigu w workach. Bo wie, że jak nie poskacze, to się pan dyrektor pogniewa - mówi Szyszko.

Inny przykład: integracja w Szklarskiej Porębie, na którą pojechała pani Iza, była jednocześnie próbą generalną przed jubileuszową imprezą z udziałem władz banku, na którą każdy pracownik mógł przygotować swój program artystyczny.

W korporacji "mógł" oznacza "musiał", więc nagle ludzie, którym słoń nadepnął na ucho, uczyli się na gwałt śpiewu, a pokraki ćwiczyły ruch sceniczny. Najgorliwsza okazała się szefowa oddziału, która wykupiła sobie kosztowne lekcje u wziętego tancerza, a potem przez kwadrans tańczyła z pasją przed wierchuszką z Warszawy.

- Myśleliśmy, że zaśniemy, tyle trwał jej występ, ale trzeba przyznać, że babka tańczyła profesjonalnie - mówi pani Iza.

A co do filmu "Wyjazd integracyjny",
to kręcono go w hotelu, gdzie przez przypadek odbywała się autentyczna impreza integracyjna. Jej uczestnicy myśleli, że ganiający nago znani aktorzy też właśnie urządzili sobie... taki wyjazd.

Wideo

Komentarze 30

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marta

Witam .Nigdy nie widziałam jeszcze szkolenia i zarazem spotkania integracyjnego jakieś dużej firmy lub korporacji ,ale miałam okazję w dniach 22-24 luty 2013 w hotelu Sana w Polanicy gdzie wypoczywałam (a raczej próbowałam ) wypocząć w ostatni weekend ,ale niestety odbywało się tam „szkolenie” bankowców . To co zobaczyłam nie mieści mi się w głowie takiego pijaństwa i rozpusty nie widziałam na „żywo” gdzieś tam kiedyś coś słyszałam ,ale myślałam ,że to opowieści –bajdy. Po przyjeździe w piątek słyszałam o jakimś tam spotkaniu przemówieniach prezesów itd. itd. ale to co się wydarzyło w sobotę i sobotnią noc to już inna historia po krótkim szkoleniu zaczęła się impreza .LUDZIE !!!! czy ci pracownicy nie mają rodzin wstydu i w ogóle pierwszy raz byli wypuszczeni z lasu ,po 15 skończyło się szkolenie a potem już tylko pijaństwo łażenie po całym hotelu przez całą noc, duży ruch w pokojach osobiście widziałam panie paradujące w nie kompletnej garderobie po hotelowych korytarzach gdzie nikt się nie przejmował tym ,że może ktoś inny w hotelu chciałby się przespać. Krzyki obściskiwania byle gdzie i przez byle kogo. Poszłam zobaczyć co się dzieje i spróbować z kimś porozmawiać na temat ciszy ,ale zobaczyłam chyba panią prezes obściskującą się ze swoim pracownikiem (który mógłby być jej wnukiem)i przyklaskującej temu sporej grupie pań ,dałam sobie spokój .Roześmiane panie przesiadujące na kolanach panów którzy raczej nie byli ich mężami, a z chęcią przytulający adorowane panie alkohol znikanie w pokojach na chwile, spacery do białego rana ,poszukiwania ,dobijania się do pokoi gdzie zamknęła się jakaś para. Normalnie szok. Jak ci ludzie wrócą do rodzin .Z całego towarzystwa nie piło może z cztery lub pięć osób. Zaczepiłam jednego pana i pytałam co to za szkolenie i co za bank itd. więc mi opowiedział ,że szkolenie jest obowiązkowe ,że nie ma możliwości ,żeby ktoś nie jechał nikt z zarządu się nie pyta czy ktoś chce czy nie, czy ma rodzinę a normą stały się szkolenia w weekend w wolnym czasie pracownika (jak się nie podoba to można poszukać innej pracy).Sześciogodzinne szkolenie mogło się ,ale nie było by wymówki na wyjazd ,starsze panie z zarządu nie miały by okazji być wyściskane przez młodszych panów którym najpierw dały nagrodę ,a później miały do dyspozycji. Zmusza się pracowników do wyjazdów ,żeby mieć możliwość dobrej zabawy. Było widać parę osób którym nie podobało się to co się dzieje ale nikt się nie odezwał ,żeby nie podpaść rozhasanej reszcie. Widok całego towarzystwa to obrzydliwość mam parę zdjęć które przyczyniły by się pewnie do rozwodów. Niedzielny poranek i otrzeźwienie to był szok, było widać u nie których konsternację. Już teraz wiem jak wyglądają delegacje i szkolenia i dlaczego ciocia ciągle choruje jak jej firma ma wyjazd szkoleniowo-integracyjny.

m
marta
Jest tak, jak piszę a nie, jak autor przedstawia. Prowadzę szkolenia od ośmiu lat. Także integrację. Owszem - pije się alkohol, ale w 99% przypadkach ma to miejsce wieczorem, po zakończeniu zajęć i w takiej ilości, by rano być na chodzie.

Bo to jest warunek konieczny do uczestniczenia w jakichkolwiek zajęciach - być na chodzie i zdolnym do funkcjonowania.

Owszem, zdarzyło się przez te 8 lat, iż 3 razy (słownie: trzy), że któryś z uczestników (jeden, nie cała grupa), zalał pałę doszczętnie i był nie do użytku rano następnego dnia.

Ludzie, wy naprawdę uważacie, że większość dorosłych osób, jeżdżących na szkolenia chleje na umór, seksi na lewo i prawo, zdradza, nie dbając o to, jak ją będą postrzegać w pracy i jak to wpłynie na życie rodzinne? Przecież Wasi znajomi tacy nie są w znakomitej większości, prawda? Wy też nie.

Więc kto jeździ na te hardkorowe, opisane przez autora imprezy? Ufoludki?

Tak myślimy że to nic dobrego wóda i chłop myśli co myśli i robi co robi to są INTEGRACJE w wydaniu polskim!
M
Maciek

Jest tak, jak piszę a nie, jak autor przedstawia. Prowadzę szkolenia od ośmiu lat. Także integrację. Owszem - pije się alkohol, ale w 99% przypadkach ma to miejsce wieczorem, po zakończeniu zajęć i w takiej ilości, by rano być na chodzie.

Bo to jest warunek konieczny do uczestniczenia w jakichkolwiek zajęciach - być na chodzie i zdolnym do funkcjonowania.

Owszem, zdarzyło się przez te 8 lat, iż 3 razy (słownie: trzy), że któryś z uczestników (jeden, nie cała grupa), zalał pałę doszczętnie i był nie do użytku rano następnego dnia.

Ludzie, wy naprawdę uważacie, że większość dorosłych osób, jeżdżących na szkolenia chleje na umór, seksi na lewo i prawo, zdradza, nie dbając o to, jak ją będą postrzegać w pracy i jak to wpłynie na życie rodzinne? Przecież Wasi znajomi tacy nie są w znakomitej większości, prawda? Wy też nie.

Więc kto jeździ na te hardkorowe, opisane przez autora imprezy? Ufoludki?

m
matka
Nie wiem, moze ja w jakiejs dziwnej firmie pracuję, ale wg mnie artykuł jest bardzo tendencyjny, a autor nie ma pojęcia o czym pisze.

Autor wie co pisze, dałam potwierdzenie we wsześniejszym wpisie. Dobrze, że wyciągnął ten zamiatany pod dywan temat na wierzch. Zresztą, gdy czyta się artykuł uważnie i ze zrozumieniem to widać, że autor wykonał kawał roboty, konsultując się z osobami, które mają coś do powiedzenia w tym temacie. ...A ja miałabym jeszcze takie pytanko do tych osób hulających w tych imprezach zwanych "integracyjnych" mianowicie takie: Jak takie zachowanie ma się do deklarującego ponoć w 95% społeczeństwa katolickiego? CZy to nie przestępstwo wobec pozostającej w domu, kochającej rodziny?
M
Małgorzata

Właśnie gdzie ta godność?Szefowie jeżeli uważają taką "integrację" /czy to zabawa czy to wyjazd czy ku...konferencja/ to niech nie narzucają na siłę komuś "nagrody" bo to jest kara dla żon a nie nagroda !
A może oni sądzą w/g siebie i myślą że to nagroda? Nie to jest z ich strony bezczelność tak postępować fundusz socjalny spożytkować inaczej Panowie....można!

A
Ania

Tego typu wyjazdy nie mają nic z integracji, wręcz powodują więcej konfliktów w biurze i tworzą niezdrową atmosferę. To efekt zupełnie odwrotny! Ludzie powinni się integrować sami, naturalnie, bez przymusu. Narzucana przyjemność, a tymbardziej jak niektórzy uważają "nagroda" nie jest nagrodą, lecz karą... Poza tym pracownik powinien sam sobie organizować swój czas wolny, a jeśli ma rodzinę, pracodawca powinien tymbardziej go uszanować i wziąć ją pod uwagę. Skoro kolacja firmowa, to z żoną, mężem, oczywiście bez przymusu... Nie jesteśmy przecież zwierzętami! Sami powinniśmy decydować o sobie, a nie ośmieszać się nawzajem i żyć z poczuciem wstydu. Gdzie honor i godność osobista? Gdzie klasa?

G
Gość

Pomyślcie tylko jak się czuje taka żona której druga połówka uczestniczy w tych "integracjach" to jest bardzo krzywdzące dla drugiej osoby tańce hulanki swawole...a żona w domu albo z dziećmi albo na zmywaku albo z mopem fruwa po chacie itd itd.Nawet jak dorosłe dzieci to też ta żona nie jest jakimś zużytym odpadem!Nie powinno być tych kurw....konferencji "integracji" każdy wie co to jest!
Ciekawe jak poczułby się taki Pan i władca będąc na miejscu tej żony?

M
Małgosia
Nie wiem, moze ja w jakiejs dziwnej firmie pracuję, ale wg mnie artykuł jest bardzo tendencyjny, a autor nie ma pojęcia o czym pisze.

Autor wie o czym pisze o prawdzie bardzo dobrze że ktoś wreszcie pisze o tych "pseudo-integracjach" to zwykłe k....two te ich zabawy wyjazdy itp./bez żon i mężów/!
M
Monika

Nie wiem, moze ja w jakiejs dziwnej firmie pracuję, ale wg mnie artykuł jest bardzo tendencyjny, a autor nie ma pojęcia o czym pisze.

J
Jolala
Dawno nie czytałem podobnych bredni. Widać, że autor liznął temat po wierzchu, w ogóle nie wgłębiając się w temat realiów szkoleniowo-integracyjnych i biznesowych. A te są mu kompletnie obce.

Po pierwsze - nie prezes organizuje wyjazdy integracyjne. A już zwłaszcza prezes sieci handlowej, który często w ogóle nie jest Polakiem, lecz z zagranicy steruje działalnością spółki. Od tego prezesi mają swoich dyrektorów, ci zaś menedżerów średniego szczebla.

Po drugie - szkolenie to nie coaching. To zupełnie różne formy pracy. Coaching to cykl indywidualnych spotkań coacha z coachowanym. Szkolenie to jednorazowe spotkanie grupowe z trenerem. Na szkoleniu trener uczy. W coachingu coachowany definiuje rozwiązania problemów. Bezmiar niekompetencji autora poraża...

Po trzecie - idiotyczną i skrajną praktyką jest wydawać kupę pieniędzy na szkolenie, tylko po to, by śledzić ludzi. Taniej jest zorganizować assessment center - kilka godzin i po sprawie, bez hoteli, bez imprez integracyjnych, bez innych kosztów. Autorowi coś dzwoni, tylko nie wie, w którym kościele. Być może usłyszał o raporcie poszkoleniowym, który stanowi w Polsce typowy element produktu szkoleniowego. Tyle, że raport tworzy się na temat grupy a nie każdej osoby z osobna.

Po czwarte - trzymanie kolegów na kolanach, rysowanie itd. to elementy albo treningów interpersonalnych, które są skrajnie rzadką formą zajęć grupowych albo szkoleń prowadzonych przez nawiedzonych, początkujących w tej branży, psychologów. Takich jednak nie zatrudnia się do prowadzenia drogiej integracji. Tym bardziej nie zatrudnia się do opracowania metodyki i programu szkolenia. Na ogół starszy trener opracowuje metodykę a klient ją zatwierdza. I najczęściej łączy integrację z realizacją celów behawioralnych (nauka umiejętności) lub poznawczych (wiedza).

I na koniec - jako, że w Polsce organizuje się w roku kilkadziesiąt tysięcy szkoleń a wolne miejsca w hotelach trzeba rezerwować nierzadko z miesięcznym wyprzedzeniem, to z artykułu wynika, że gros pracowników firm chleje na umór i uprawia przygodne kontakty seksualne. Niech teraz każdy czytający ten komentarz odpowie sobie, czy i on tak robi. Daję głowę, że w większości przypadków odpowiedź będzie brzmiała: "nie".

Podsumowując - niechże się autor douczy a dopiero potem pisze artykuły.

M.

Proponuję by Maciek zobaczył jak wyglądają szkolenia w opolskich zakładach, np. na ul. Marka z Imielnicy. Wyjazdy zwykle na dwa dni i jedną noc, nawet do Gogolina. Byle wywieść, byle pogadać o pierdołkach, a potem wolna amerykanka w pokojach. Assessment center? Jasne, natomiast zasady naboru to już inna bajka. Przecież ile afer, nawet we wspomnianym zakładzie ma miejsce? Ile jest zamiatanych pod dywan? Ponoć toczą się sprawy sądowe związane z tymi aferami. Szkoda gadać.
M
Maciek

Dawno nie czytałem podobnych bredni. Widać, że autor liznął temat po wierzchu, w ogóle nie wgłębiając się w temat realiów szkoleniowo-integracyjnych i biznesowych. A te są mu kompletnie obce.

Po pierwsze - nie prezes organizuje wyjazdy integracyjne. A już zwłaszcza prezes sieci handlowej, który często w ogóle nie jest Polakiem, lecz z zagranicy steruje działalnością spółki. Od tego prezesi mają swoich dyrektorów, ci zaś menedżerów średniego szczebla.

Po drugie - szkolenie to nie coaching. To zupełnie różne formy pracy. Coaching to cykl indywidualnych spotkań coacha z coachowanym. Szkolenie to jednorazowe spotkanie grupowe z trenerem. Na szkoleniu trener uczy. W coachingu coachowany definiuje rozwiązania problemów. Bezmiar niekompetencji autora poraża...

Po trzecie - idiotyczną i skrajną praktyką jest wydawać kupę pieniędzy na szkolenie, tylko po to, by śledzić ludzi. Taniej jest zorganizować assessment center - kilka godzin i po sprawie, bez hoteli, bez imprez integracyjnych, bez innych kosztów. Autorowi coś dzwoni, tylko nie wie, w którym kościele. Być może usłyszał o raporcie poszkoleniowym, który stanowi w Polsce typowy element produktu szkoleniowego. Tyle, że raport tworzy się na temat grupy a nie każdej osoby z osobna.

Po czwarte - trzymanie kolegów na kolanach, rysowanie itd. to elementy albo treningów interpersonalnych, które są skrajnie rzadką formą zajęć grupowych albo szkoleń prowadzonych przez nawiedzonych, początkujących w tej branży, psychologów. Takich jednak nie zatrudnia się do prowadzenia drogiej integracji. Tym bardziej nie zatrudnia się do opracowania metodyki i programu szkolenia. Na ogół starszy trener opracowuje metodykę a klient ją zatwierdza. I najczęściej łączy integrację z realizacją celów behawioralnych (nauka umiejętności) lub poznawczych (wiedza).

I na koniec - jako, że w Polsce organizuje się w roku kilkadziesiąt tysięcy szkoleń a wolne miejsca w hotelach trzeba rezerwować nierzadko z miesięcznym wyprzedzeniem, to z artykułu wynika, że gros pracowników firm chleje na umór i uprawia przygodne kontakty seksualne. Niech teraz każdy czytający ten komentarz odpowie sobie, czy i on tak robi. Daję głowę, że w większości przypadków odpowiedź będzie brzmiała: "nie".

Podsumowując - niechże się autor douczy a dopiero potem pisze artykuły.

M.

w
wers

Wieś tańczy i śpiewa...

M
Małgorzata

Dla mnie te wyjazdy zabawy zakładowe tzw "integracyjne" to nic innego jak zwykłe /nazwę po imieniu/ k....two!!!!!!!!!!!!!
To jest pomyłka szkoda czasu i pieniędzy na "te zabawy" jest przez to dużo rozwodów i rozbitych małżeństw rodzin...

M
Manka

Warto zapytać jakie integracje robi Ovita. Wywożenie pracowników na kilka dni na "szkolenia". Co z tego wychodzi już tam wiedzą.

m
matka
skąd dziennikarze NTO czerpią taką wiedze? czy to w NTO tak wygląda?Jeśli tak to częściowo tłumaczy coraz słabszy poziom tej gazety ,skoro wam tylko pijaństwo w głowie.

Komu jak komu, ale red. Górniakowi wszechstronnej wiedzy można pozazdrościć. Ja zanim wezmę się za czytanie czegoś, najpierw patrzę , kto jest autorem danej pisaniny. Górniakowi nigdy nie odpuszczę, często też w radiu słucham. Owszem, czasem też mnie "zadrażni", przecież nie zawsze co do joty z Nim zgadzam się, ale różnorodność tematów przez Niego poruszanych, na gorąco komentowanych, z charakterystyczną Jego kąśliwością jest godne podziwu. Przy okazji pozdrawiam forumowicza i pana redaktora Górniaka.
Dodaj ogłoszenie