Wypalenie zawodowe. To choroba naszych czasów

Jolanta Jasińska-Mrukot jmrukot@nto.pl 077 44 32 592
Jeśli już do wypalenia dochodzi, to taka osoba nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół niej dzieje. (fot. Paweł Stauffer)
Jeśli już do wypalenia dochodzi, to taka osoba nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół niej dzieje. (fot. Paweł Stauffer)
Udostępnij:
Przychodzi taki dzień, że praca staje się koszmarem. – U mnie wyglądało to tak, że przed wejściem do firmy w głowie czułem pustkę, a w żołądku skurcze – mówi Seweryn z Opola, lat 39. Ofiara wypalenia zawodowego, choroby naszych czasów.

To miało być jak zwykle tylko kilka nieprzespanych nocy, kiedy w banku przygotowywali promesy kredytowe. Ale Sewerynowi coraz trudniej było je znosić, widział, że coraz trudniej się regeneruje. A w ostatnich latach w firmie wszystko było do zrobienia „na wczoraj”, nie pamiętał już wolnego weekendu. Nie protestował, tym bardziej, że coraz częściej dostrzegał w firmie młodszych od siebie.

Zobacz: Objawy wypalenia zawodowego

- Młodsi i „niewyżyci”, dla nich praca była jeszcze jak zabawka – wspomina Seweryn.

No i do tego miał jeszcze trzy kredyty. - Tłumaczyłem sobie, że same się nie spłacą, muszę tak pracować – opowiada Seweryn. – A żonie mówiłem, że to cena, którą płacimy za lepsze życie.

Był coraz bardziej zmęczony i nie potrafił już utrzymać nerwów na wodzy, wściekał się na żonę i dzieci. Nocami cierpiał na bezsenność i okrutnie się pocił. - Czułem, jak ulatują ze mnie siły – mówi Seweryn. - Jednak mówiłem sobie, że nie mogę odpuścić tego, co już zdobyłem. A wymagania szefa rosły. Czułem, że przyjdzie chwila, że nie podołam…

Po wakacjach nie wrócił już do firmy. - Znienawidziłem to miejsce, w którym w ostatnich latach praktycznie żyłem – opowiada. - Przestały mnie też obchodzić niespłacone kredyty.

Nieogolony siedział godzinami w fotelu, nie miał siły ruszyć ręką i wpatrywał się w ścianę.

W końcu wylądował na długim zwolnieniu. Po kolejnym spotkaniu u psychiatry usłyszał, że jego dolegliwości to wynik wypalenia zawodowego. – Miało być duże mieszkanie, takie rodzinne luksusowe auto i takie samo życie – dodaje Seweryn. - Na pewno było duże, ale nie rodzinne, bo w domu tylko sypiałem. Po cholerę było mi to wszystko?

Czytaj dalej: Świat plastików

Pracować, żeby żyć

Krzysztof Pasternak, dyrektor opolskiego oddziału Alior Banku, pracuje w branży od siedemnastu lat. Ludzi dzieli na tych, co pracują, żeby żyć i na tych, którzy żyją, żeby pracować. Sam wybrał normalne życie. – Prawie normalne – szybko poprawia 42-letni dyrektor. - To prawda, że wszystko w ostatnich latach jest robione na wczoraj, a technologia i elektronika wszystko przyspiesza. To także wymusza wiele terminów…

Zobacz: Co zrobić, żeby się nie wypalić?

Stwierdza jednak, że praca w weekend się nie opłaca. – Kiedy pracownik nie odpoczywa w weekend, to jest oczywiste, że będzie mniej kreatywny i wydajny w pozostałe dni tygodnia – tłumaczy Pasternak. – Oczywiście, są sytuacje, kiedy trzeba mobilizować wszelkie możliwe siły firmy, ale potem trzeba dać ludziom czas na złapanie dystansu i wyluzowanie.

Problem w tym, że coraz więcej ludzi nie potrafi już złapać tego „luzu”.

- Od połowy lat dziewięćdziesiątych rośnie liczba osób z objawami wypalenia zawodowego – mówi dr Stanisław Piwowarczyk, opolski psychiatra z Centrum Leczenia Nerwic w Mosznej.

Wypalenie dotyka różnych grup zawodowych, m.in. dyspozytorów ratownictwa czy straży pożarnej, nauczycieli, lekarzy, wojskowych, a nawet … gospodynie domowe. - Ale jak mocno i kiedy, to już zależy od cech indywidualnych danego człowieka – dodaje dr Piwowarczyk. – To rodzaj stresu, z którym potrafimy żyć bardzo długo. Pojawiają się bóle głowy, bezsenność, kołatania serca, stany lękowe, stany depresyjne. To bunt naszej psychiki na sytuacje przewlekłe, monotonne, z którymi nie potrafimy lub nie możemy sobie poradzić. Osoby takie doświadczają zmęczenia psychicznego i fizycznego. Jeśli już do wypalenia dochodzi, to taka osoba nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół niej dzieje. Od nowa trzeba jej pokazać jak żyć. Bo wypalenie pozostawia zgliszcza i pustynię.

Dr Piwowarczyk podkreśla, że w życiu jest niezbędna równowaga pomiędzy pracą i odpoczynkiem. - Freud powiedział, że w życiu pracy i miłości musi być po równo, to lekarstwo, żeby się ustrzec zachwiania – tłumaczy opolski psychiatra. – Musimy się tego nauczyć i nie reagować na ciągle rosnące wymagania naszych przełożonych. Niestety, wielu szefów realizuje tylko zadania, a człowiek w kontekście zysków przestaje się kompletnie liczyć.

Czytaj dalej: „Nie dasz więcej, niż masz”

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie