Zamach na Jana Pawła II. Minęło już 30 lat

    Zamach na Jana Pawła II. Minęło już 30 lat

    Arturo Mari

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Jan Paweł II z wizytą u swojego kata. W ciągu całej rozmowy Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak to się stało, że zamach się nie powiódł?

    Jan Paweł II z wizytą u swojego kata. W ciągu całej rozmowy Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak to się stało, że zamach się nie powiódł? ©Arturo Mari

    Równo 30 lat temu o godz. 17.19 Mehmet Ali Agca i ktoś jeszcze strzelał na placu św. Piotra do Jana Pawła II. Jego życie najprawdopodobniej ocaliła nieświadoma niczego półtoraroczna dziewczynka Sara Bartoli.
    Jan Paweł II z wizytą u swojego kata. W ciągu całej rozmowy Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak to się stało, że zamach się nie powiódł?

    Jan Paweł II z wizytą u swojego kata. W ciągu całej rozmowy Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak to się stało, że zamach się nie powiódł? ©Arturo Mari

    W koronie figury Matki Boskiej Fatimskiej znajduje się kula wyjęta przez lekarzy z ciała Jana Pawła II podczas dramatycznej walki o jego życie w rzymskiej Poliklinice Gemelli.

    Równie wstrząsającą pamiątkę wydarzeń sprzed 30 lat oglądać można w Częstochowie: w gablocie po lewej stronie cudownego obrazu Czarnej Madonny wystawiony jest przestrzelony i zbroczony krwią pas sutanny, który podczas zamachu miał na sobie Ojciec Święty.

    - Jedna ręka strzelała, inna Ręka prowadziła kulę - to słynne zdanie Jana Pawła II nie pozostawia wątpliwości, kto w ocenie papieża uratował mu życie. Rzeczywiście w czysto ludzkich kategoriach nie sposób zrozumieć ocalenia Ojca Świętego ani znaczenia tego faktu dla kształtu współczesnego świata.

    Moskwa, Stambuł, Rzym

    Kto zlecił i przygotował zamach na polskiego papieża? - to pytanie pozostaje jedną z największych zagadek XX wieku.

    - I będzie nią, dopóki Rosjanie nie zdecydują się otworzyć swoich archiwów - twierdzi prof. Andrzej Paczkowski, historyk, przewodniczący Rady IPN, znawca dziejów najnowszych. Wiemy jednak coraz więcej, także dzięki śledztwu w sprawie zamachu prowadzonemu od pięciu lat przez katowicki pion śledczy IPN.

    Już w listopadzie 1979 roku Biuro Polityczne, czyli najściślejsze kierownictwo Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, uchwaliło instrukcję dla KGB, nakazującą sięgnąć wobec Jana Pawła II, jeżeli zajdzie taka potrzeba, "po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację". Pod instrukcją podpisali się najważniejsi sowieccy przywódcy tego okresu, m.in. późniejsi szefowie Kraju Rad: Konstantin Czernienko i Michaił Gorbaczow.

    - "Sięgnięcie po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację" w języku Sowietów oznaczało zgodę na zamach, do którego wykonania już wtedy typowano m.in. Mehmeta Alego Agcę - mówi Jacek Pałasiński, dziennikarz, który od lat zgłębia okoliczności związane z zamachem na Jana Pawła II.

    Gdy na Kremlu decydowano o sposobach przeciwdziałania szybko rosnącemu autorytetowi papieża z Polski, Agca był na wolności, mimo że 1 lutego 1979 roku zastrzelił redaktora naczelnego tureckiego lewicowego dziennika "Milliyet".

    Zamachowca złapano, szybko osądzono i skazano na dożywocie. Karę miał odbyć w jednym z najcięższych więzień Europy, usytuowanej w Stambule twierdzy Kartal Maltepe, lecz po kilku miesiącach z niej uciekł. Brawurową akcję uwolnienia Agcy, przebranego w mundur strażnika, zorganizowały Szare Wilki, skrajnie prawicowa organizacja, do której należał. Pomocy w ucieczce udzielili wpływowi wojskowi, wysocy urzędnicy i skorumpowani strażnicy.

    W przeddzień pielgrzymki Jana Pawła II do Turcji (28-30 listopada 1979) ukrywający się Agca napisał list do tej samej gazety, której szefa uśmiercił dziewięć miesięcy wcześniej. Groził w nim, że zabije papieża podczas jego wizyty w Stambule. To zwróciło nań uwagę sowieckich służb, szczególnie że krwawym czynem z 1 lutego udowodnił, iż jest zawodowcem i może zrealizować swe zapowiedzi. Podczas pielgrzymki Ojca Świętego nad Bosfor nic się jednak nie wydarzyło.

    - Ostateczna decyzja o zamachu na papieża zapadła w listopadzie 1980 roku, podczas szczytu państw Układu Warszawskiego. Uczestniczył w nim m.in. generał Wojciech Jaruzelski i mógłby powiedzieć, jak było - twierdzi Jacek Pałasiński. - Ale on nic nie powie, bo ten człowiek kłamie wszystkim, także samemu sobie. Możliwe, że nawet wierzy w to, co wygaduje…

    Wiosną 1981 roku, po pobycie na Bliskim Wschodzie, w Bułgarii, RFN i Austrii, Agca pod fałszywym nazwiskiem Faruk Ozgun dotarł do Włoch i przez kilka tygodni podróżował po tym kraju. W niedzielę 10 maja pociągiem z Mediolanu dotarł do Rzymu.

    Gdzie? - W brzuch. Boli? - Boli…

    13 maja jest w Kościele poświęcony Najświętszej Maryi Pannie Fatimskiej, gdyż właśnie tego dnia w 1917 roku miało miejsce pierwsze z serii objawień, jakie były udziałem trojga portugalskich pastuszków.

    W 1981 roku rocznica tego wydarzenia przypadła w środę, tradycyjny dzień papieskich audiencji generalnych. Jan Paweł II przybył na plac św. Piotra punktualnie o godz. 17.00 i białym odkrytym samochodem zaczął objeżdżać sektory. Kilka minut później jadący powolutku papamobile zatrzymał się w miejscu, gdzie stał Ali Agca, lecz strzały nie padły, ponieważ Jan Paweł II był odwrócony plecami.

    Turek zachował zimną krew, ponieważ wiedział, że będzie miał jeszcze jedną szansę, podczas drugiego objazdu placu przez papieża. Ta chwila nadeszła o 17.19. Papieskie auto przystanęło tak, że zamachowiec miał Ojca Świętego w idealnej pozycji do strzału. Nie mógł jednak wymierzyć w głowę, jak planował, gdyż Jan Paweł II wziął na ręce podaną mu przez rodziców małą dziewczynkę. Była to półtoraroczna lokata blondyneczka w błękitnej sukience, Sara Bartoli, która nieświadomie osłoniła Ojca Świętego.

    - Nie pamiętam tej chwili, ale wiem, że ocaliłam życie papieżowi - mówi z dumą w wywiadach dorosła Sara, dziś żona i matka.

    Gdy Ojciec Święty pobłogosławił dziewczynkę, ucałował i oddał rodzicom, papieski samochód ponownie ruszył. W tym momencie Agca rzucił na bruk trzymany w dłoniach aparat fotograficzny, wyjął spod szarej marynarki rewolwer Browning kaliber 9 mm i znad głów osób stojących przy barierce wymierzył w papieża z odległości ok. trzech metrów.

    Tłum pielgrzymów falował, a epizod z maleńką Sarą zaskoczył Agcę, który na chwilę stracił rezon i mimo niezawodnej ręki zamiast w głowę postanowił wycelować niżej. Radosne okrzyki tłumu na placu św. Piotra uciszył huk wystrzałów. Niemal natychmiast papież osunął się w ramiona swego sekretarza, ks. Stanisława Dziwisza.

    - Gdzie? - zapytał dzisiejszy metropolita krakowski.
    - W brzuch - wyszeptał Ojciec Święty.
    - Boli?
    - Boli…

    Jan Paweł II został trafiony dwiema kulami. Jedna z nich, uszkadzając narządy wewnętrzne, przeszła kilka milimetrów od głównej tętnicy, której przecięcie oznaczało niemal natychmiastową śmierć. Mimo szczęśliwej trajektorii pocisk poczynił ogromne spustoszenia w jamie brzusznej, wywołał ostry krwotok, a druga kula ugodziła Ojca Świętego w palec i rykoszetem w łokieć.

    Papamobile natychmiast przyspieszył i po chwili Jan Paweł II był już w karetce stojącej podczas audiencji generalnych przy placu św. Piotra. Rozpoczęła się walka z czasem, bardzo trudna, gdyż po wstępnym, skomplikowanym ze względu na skalę obrażeń opatrzeniu rannego trzeba było przejechać przez zatłoczony o tej porze Rzym.

    Na domiar złego w ambulansie zepsuły się syreny i kierowca miał do dyspozycji tylko klakson. Papież był na krawędzi śmierci, słabł z każdą minutą, lecz dopóki nie stracił przytomności, modlił się słowami: "Maryjo, matko moja! Maryjo, matko moja!". Wtedy też pierwszy raz powiedział do ks. Dziwisza, że wybacza zamachowcowi. Jak się później okazało, zanim Ojca Świętego położono na stole operacyjnym, stracił aż 3,5 litra krwi. Mimo to wyznał później, że miał niczym niezmącone przeczucie, że ocaleje i będzie mógł kontynuować posługę na tronie Piotrowym.

    Dramatyczna operacja rozpoczęła się o 17.55. Dla wielu rzymian samo to było cudem, gdyż ambulans w dziesięć minut przebył trasę między Watykanem a Polikliniką Gemelli, która zwykle o tej porze zajmuje nie mniej niż pół godziny. Lekarze pod kierownictwem profesora Francesco Crucittiego sześć godzin walczyli o życie Jana Pawła II. Na wszelki wypadek poprosili ks. Stanisława Dziwisza o udzielenie ostatniego namaszczenia, bo śmierć papieża w tamtej chwili wydawała się znacznie bardziej prawdopodobna niż jego ocalenie.

    - Zrobiliśmy co w naszej mocy. Teraz pozostaje tylko czekać - oświadczył tuż przed 23.30 prof. Giancarlo Castiglione, który na wieść o zamachu wrócił samolotem z Mediolanu do Rzymu.

    Strzelał nie tylko Agca

    Po oddaniu strzałów zamachowiec rzucił się do ucieczki. I w zamieszaniu udałoby mu się opuścić Watykan, gdyby nie siostra Letizia Giudici, 30-letnia wtedy franciszkanka. Uciekający Agca potknął się o bruk placu św. Piotra i stracił równowagę. Wtedy bez namysłu siostra Letizia rzuciła się w jego stronę i przycisnęła własnym ciałem do bruku. Terrorysta, patrząc w oczy zakonnicy, wymierzył w nią z browninga, ale broń się zacięła.

    Agca początkowo utrzymywał, że działał sam. Z ustaleń śledztwa w sprawie zamachu prowadzonego od 2006 roku przez Instytut Pamięci Narodowej wynika jednak, że było inaczej. We włoskich aktach sądowych poza słynnymi zdjęciami ukazującymi papieża i Agcę z uniesioną nad tłumem uzbrojoną dłonią znajdują się też inne fotografie, na których śledczy zidentyfikowali wspólników tureckiego zamachowca.

    Najważniejszym był Oral Celik, mentor Alego Agcy, który wprowadzał go do Szarych Wilków, pomagał w zamachu na tureckiego dziennikarza z lutego 1979, a później w drobiazgowych, wielomiesięcznych przygotowaniach do uśmiercenia Jana Pawła II.

    Według ustaleń katowickiego IPN, Agca i Celik stali w jednej linii kilkanaście metrów od siebie, byli w kontakcie wzrokowym. Jedna z hipotez wysnutych na podstawie analiz toru lotu pocisków głosi, że to kula wystrzelona przez Celika trafiła papieża w palec i łokieć. Faktu, że przyjaciel Agcy rzeczywiście strzelał do papieża, nie udało się jednak potwierdzić w sposób bezsporny.

    Pewne jest za to, że ktoś poza samym zamachowcem strzelał w kierunku papieża - wykazały to analizy balistyczne w powiązaniu ze śladami kul na karoserii papamobile. Jak pisze na łamach lutowego "Gościa Niedzielnego" (nr 5/2011) Andrzej Grajewski, były członek Kolegium IPN, ustalenia polskich śledczych na podstawie włoskich materiałów wskazują, że zamachowców było kilku: Ali Agca, z którym w jednej linii znajdował się wspomniany Oral Celik, a nieco z tyłu, przy kiosku Poczty Watykańskiej stał Omer Ay.

    To on załatwił Agcy paszport, z którym jako Faruk Ozgun wjechał do Włoch. Ay - wedle zeznań zamachowca - trzymał w torbie granaty hukowe, których użycie miało wzmóc chaos i pomóc terrorystom w ucieczce. Granaty nie zostały jednak użyte, co Agca wyjaśnił następująco: Ay miał je rzucić po piątym strzale, a padły tylko trzy.

    Najprawdopodobniej dwa oddał sam Agca, trzeci - choć to tylko hipoteza - Celik. Nie ulega żadnej wątpliwości, że cała trójka współdziałała ze sobą. "Nasze ustalenia były takie, że papież w każdym przypadku musiał zginąć" - przytacza zeznania Agcy Andrzej Grajewski. Jednocześnie podkreśla, że mimo wielokrotnej zmiany zeznań i mylenia tropów terrorysta zwykle mówił tylko o istniejących osobach i opisywał okoliczności, które dało się potwierdzić. Dlatego w opinii polskich śledczych jego zeznania są bardzo cennym materiałem do analizy, chociaż trzeba do niego podchodzić z ostrożnością.

    Fatima

    Jan Paweł II od razu po zamachu zwrócił się z modlitwą do Matki Boskiej. Był jej oddany całe życie, lecz o dziwo wcześniej szczególnie nie interesował się kultem Madonny Fatimskiej.

    Dlatego gdy w 1979 roku portugalski biskup Alberto Cosme do Amaral zaprosił go do Fatimy, Ojciec Święty zareagował jak na setki podobnych propozycji. Ale gdy dochodził do siebie w Poliklinice Gemelli, w pełni uświadomił sobie zbieżność dat, a nawet godzin pierwszego objawienia z 1917 roku i zamachu.

    Na szpitalnym łóżku poprosił też o przyniesienie mu treści trzeciej tajemnicy fatimskiej, dostępnej tylko papieżom. Przeczytał w niej apokaliptyczną relację o biskupie w bieli, który został zabity przez grupę żołnierzy oraz o przeczuciu pastuszków widzących objawienie, że tym biskupem był Ojciec Święty.
    Właśnie wtedy Jan Paweł II po raz pierwszy wypowiedział zdanie: "Jedna ręka strzelała, inna Ręka prowadziła kule". I postanowił, że w rocznicę zamachu osobiście podziękuje Madonnie z Fatimy za ocalenie.

    12 maja 1982 roku, w przeddzień rocznicy, Jan Paweł II przybył do Fatimy. Witały go nieprzebrane tłumy, dumne, że ten papież - już żywy symbol potęgi wiary, która jest silniejsza od kul - żyje dzięki ich Matce Boskiej. Ojciec Święty też był poruszony. Kroczył w procesji za figurą Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej, w której koronę wprawiono już pocisk wyjęty z jego ciała. Nie krył wzruszenia.

    Niespodziewanie z tłumu wyrwał się nikomu nie znany ksiądz i rzucił się na papieża z ogromnym nożem. Chciał trafić w serce, lecz dzięki interwencji ochroniarzy został powstrzymany, jak się wydawało - skutecznie. Tym księdzem był Hiszpan Juan Fernandez Krohn, członek ultrakonserwatywnego, schizmatyckiego Bractwa św. Piusa X, przeciwnik Soboru Watykańskiego II, reformy liturgii oraz ekumenizmu. Szaleniec wykrzykiwał pod adresem Jana Pawła II obelgi, lecz papież ze spokojem pobłogosławił go i kontynuował udział w uroczystościach. Na jego twarzy pojawił się jednak utrwalony na archiwalnych nagraniach wyraźny grymas bólu.

    - Dopiero gdy wrócił do pokoju, widzieliśmy, że sutanna jest zakrwawiona, że go jednak tym nożem poranił - ujawnił po 26 latach od tego dramatycznego wydarzenia kard. Stanisław Dziwisz. Nazajutrz, 13 maja, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej Agostino Casaroli wyznał papieżowi, że wraz ze swoimi współpracownikami całą noc modlił się za niego.

    - Jest pierwszy owoc mojego cierpienia: w Sekretariacie Stanu zaczęli się modlić - zażartował papież. Kilka godzin później zawierzył Kościół i świat Matce Boskiej Fatimskiej. 26 czerwca 2000 roku Jan Paweł II zdecydował się ujawnić treść trzeciej tajemnicy fatimskiej, w której papież ginie od kul.

    Jan Paweł II nie zginął, co w opinii Kościoła jest dowodem, że ludzki los nie jest z góry przesądzony. "Działanie Boga, Pana dziejów, i współodpowiedzialność człowieka, przeżywającego swoją wolność jako dramat i owocny dar, to dwa filary, na których wznosi się historia ludzkości" - napisał abp Tarcisio Bertone, sekretarz Kongregacji Nauki Wiary w oficjalnym komentarzu towarzyszącym publikacji proroctwa z Fatimy.

    Jan Paweł II po zamachu stał się dla świata najważniejszym autorytetem moralnym i wprowadził Kościół w trzecie tysiąclecie, po drodze dokonując wielu dziejowych czynów, jak organizacja Światowego Dnia Modlitw o Pokój w Asyżu, rehabilitacja Galileusza czy wyznanie win, jakich katolicy dopuścili się na przestrzeni dziejów.

    Prezydent USA Ronald Reagan, który także w 1981 roku (31 marca) został poważnie zraniony przez zamachowca, zawarł z papieżem niepisane święte przymierze przeciw sowieckiemu imperium zła. Osiem lat później kilkadziesiąt milionów mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej odzyskało wolność, a niedługo potem Związek Sowiecki - mimo zgromadzenia największego w dziejach arsenału broni konwencjonalnej i nuklearnej - przestał istnieć.

    Przypowieść o Miłosierdziu

    - Modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem. Zjednoczony z Chrystusem, Kapłanem-Ofiarą, składam moje cierpienie w ofierze za Kościół i świat. Tobie, Maryjo, powtarzam: Totus Tuus ego sum - te słowa Jana Pawła II wyemitowano na falach Radia Watykańskiego w niedzielę 17 maja 1981 w porze papieskiej modlitwy Regina Coeli.

    O tym, że przebaczenie Ojca Świętego było pełne głębi i bezwarunkowe, każdy mógł się przekonać, gdy Jan Paweł II wiedziony ewangelicznym nakazem "byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" (Mt 25, 36) odwiedził w celi swego niedoszłego zabójcę. Było to 27 grudnia 1983 roku.

    W książce "Pamięć i tożsamość" Jan Paweł II tak opisał to spotkanie: "W ciągu całej rozmowy Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak to się stało, że zamach się nie powiódł? Przecież zadbał o najdrobniejszy szczegół swego planu. (...)

    Być może te jego uporczywe pytania były znakiem, że zyskał świadomość tego, co rzeczywiście ważne. Ali Agca zrozumiał, że ponad jego władzą, władzą strzelania i zabijania, jest jakaś potęga wyższa. Zaczął jej poszukiwać. Życzę mu, aby ją znalazł".

    Dziś Mehmet Ali Agca jest już na wolności. Jeszcze w więzieniu przeszedł na katolicyzm.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo