Zawsze w niedzielę!

Mirosław Olszewski

Nie jestem miłośnikiem prezydenta, prawdę mówiąc, wcale go nie lubię. Myślę i mówię natomiast o nim z respektem od kilku dni. Dokładnie od chwili, gdy wetem wysłał tzw. prawicę na drzewo, razem z jej projektem zakazu handlu w niedziele. Spieszę z wyjaśnieniami.
Otóż po pierwsze należy być człowiekiem zdrowo trzepniętym w intelekt, by nie rozumieć, że gdy dowolnej firmie, zwłaszcza zaś handlowej, obetnie się jedną siódmą z tygodnia jej pracy, to ona w zgodzie z logiką obetnie jedną siódmą zatrudnionych. Bardzo tu przy okazji proszę, by mi zwolennicy tzw. prawicy nie słali żadnych z tą tezą polemik, bo zacznę gryźć.
Ideologom, którzy pewnie zaczną marudzić, że nie ekonomia jest ważna, lecz życie duchowe, kultywowanie więzi rodzinnych też się radzę trzymać ode mnie z daleka. Bo ja znam rodziny, w których ludzie patrzeć na siebie nie mogą, a to dlatego, że na obiad im nie starcza. U nich, przy pustym niedzielnym stole, za takie idee, to w pysk można dostać - w miejsce zrozumienia i refleksji.
Zaś wszystkim pozostałym pseudoekonomicznym popaprańcom, którzy gotowi są projektu zakazu bronić, a Pana Prezydenta krytykować, szczeknę niniejszym: tak, to prawda, że w całej niemal Europie handel w niedzielę jest zakazany. Ale my w tej Europie nie jesteśmy, mimo całej gadaniny o śródziemnomorskich korzeniach. Pod każdym względem jesteśmy wobec niej zapóźnieni. Odstajemy na wszystkich frontach. Lat więc trzeba, a i pracy w świątek, piątek i niedziele, by do tej Europy doszlusować. I niczego nie zmieni może i rychła już perspektywa formalnego akcesu do UE. Nadal będziemy mieć mniej telefonów na głowę niż w Grecji, mniej samochodów, dacz itp. itd. Mądralom od tej neoekonomii radziłbym, by urządzili kilka wieców agitacyjnych za swym projektem wśród ludzi pracujących w supermarketach. Oczywiście moja rada jest podła, bo wiem, że z tych wieców wyniesieni zostaliby na butach, ale czy ja się z kimś umawiałem na łagodność?
Ta żałosna - związkowa w przeważającej części - większość sejmowa, która w ostatnim momencie funkcjonowania parlamentu tej kadencji poważyła się na zrobienie tak głupiego ruchu, wcześniej przyjęła wiele innych ustaw, które, gdyby weszły w życie, zwyczajnie zrujnowałyby finanse państwa. Gdy mleko się wylało, z głupimi minami wyglądała weta prezydenta, a gdy one zapadły, przyjęła je z kwaśnymi minami i zwyczajowymi pomrukami, w stylu: tak, ale...
Jako podatnik oczywiście źle oceniam ten Sejm i dziwię się zadowoleniu jego członków, gdy opowiadają o rekordowej liczbie ustaw, które przyjęli. Mam znajomego, który złapał onegdaj pracę w zachodniej firmie, a chcąc wywrzeć na szefie dobre wrażenie, zostawał po pracy i ślęczał i ślęczał, wyglądając premii.
Szef go w końcu wezwał i powiedział: ciągle widzę na twoim biurku papiery, a ty siedzisz ciągle po godzinach. Biurka twoich kolegów są puste, a oni nie zostają ani minuty dłużej niż muszą. Ty sobie chyba nie radzisz z robotą...
To tyle mojego podsumowania kończącej się kadencji.

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.