Zenek Martyniuk: Kochałem Bońka, chciałem nim być. Teraz czekam na duet ze Szczęsnym

Sebastian Staszewski, Polsat SportZaktualizowano 
Lucyna Nenow / Polska Press
WYWIADÓWKA STASZEWSKIEGO. – Napisałem piosenkę dla Kamila Grosickiego. To będzie hit! – mówi Zenek Martyniuk, gwiazda disco polo

Grywa Pan jeszcze w piłkę?
Niestety, brakuje na to czasu. Ostatni raz kopaliśmy z dwa lata temu. Wcześniej zdarzało nam się to regularnie. Mieliśmy zwyczaj, że w poniedziałki spotykaliśmy się po weekendowych koncertach. Latem biegaliśmy po boisku przy obiektach Włókniarza, zimą – na hali. Grali z nami moi koledzy, byli jagiellończycy – Jarek Michalewicz, Darek Bayer, Czarek Kulesza.

Na jakiej występował Pan pozycji?
Zazwyczaj byłem napastnikiem. Chwalili mnie za szybkość, technikę też miałem niezłą. Może nie jak Leo Messi, ale brameczki się strzelało.

W dzieciństwie chciał Pan być piłkarzem czy wokalistą?
Futbol kochałem od małego. Zacząłem grać już w Gredelach, wiosce na Podlasiu w której się urodziłem. Mieliśmy LZS, Ludowy Zespół Sportowy, z którym jeździło się na różne mecz do okolicznych miejscowości. U nas była mała szkoła, ale sport wielbili wszyscy. Pod lasem mieliśmy swoje boisko o które bardzo dbaliśmy. Postawiliśmy bramki, kosiliśmy trawę, sypaliśmy linie. I grało się tam aż zaszło słońce. Nawet, jak leżał śnieg. Do dziś pamiętam moją pierwszą piłkę, czarno-białą biedronkę. Kupiłem ją za pieniądze zarobione na wakacyjnym chodzeniu na truskawki i zbieraniu butelek po weselach.

Ile kosztowała?
510 zł.

Kupa kasy.
Przez wiele miesięcy tę biedronkę oglądałem tylko na sklepowej wystawie. To był skarb. Później pastowałem ją, żeby wyglądała pięknie. Dostałem też szmaciane trampkokorki. Trzecim niezapomnianym prezentem był rower, Wigry 4. Jeździłem nim do kiosku po „Przegląd Sportowy”, 12 kilometrów w jedną stronę.

Przed Euro prorokował Pan, że Polacy „wygrają pierwsze trzy mecze”. I niewiele się Pan pomylił. Jest Pan futbolowym ekspertem?
Za dużo powiedziane. Chociaż po pierwszych pięciu, dziesięciu minutach meczu jestem w stanie wywnioskować, jak skończy się to spotkanie. Na pewno jednak czuję się wielkim kibicem. Bardzo przeżywam nasze mecze. Krzyczę, denerwuję się. W sumie myślę, że stresuję się bardziej, niż sami piłkarze, którzy biegają po murawie.

W trasie koncertowej zdarza się oglądać mecze? Kazik Staszewski, lider Kultu, opowiadał mi kiedyś, jak poprosił o ustawienie telewizora na scenie w taki sposób, aby nie widzieli tego fani. I w trakcie koncertu oglądał reprezentację.
Niedawno miałem identyczną sytuację. W trakcie koncertu ustawili nam laptopa tak, abyśmy mogli śledzić mecz z Portugalią na Euro 2016. I przyznam, że bardzo trudno było skupić się na śpiewaniu. Na szczęście wśród fanów byli kibice piłki i zrozumieli moją rozterkę. W listopadzie natomiast podczas grania w Łodzi oglądaliśmy wyjazdowy mecz z Rumunią. Często zdarza nam się także zajeżdżać do knajp, żeby zobaczyć chociaż kilka minut transmisji. I to nie tylko futbolowych, bo lubię też skoki narciarskie i piłkę ręczną.

Pamięta Pan swoją pierwszą wyprawę na stadion?
Tak, to było w Białymstoku, choć nie grała Jagiellonia. W 1983 albo 1984 roku przy Słonecznej polska młodzieżówka zmierzyła się ze Szwecją. Pojechałem tam z wujkiem. Później na stadionie Gwardii, bo tak się nazywał, bywałem regularnie. Oglądałem tam na przykład Widzew Łódź, który miał zakaz gry u siebie, więc wynajmował nasz obiekt. Na Jagiellonię oczywiście też się chodziło. Byłem na wyjazdach w Warszawie, Łodzi.

To prawda, że był Pan na legendarnym meczu z Legią Warszawa?
Nie mogło mnie tam zabraknąć. 1988 rok, wygraliśmy 2:0. Kogo oni wówczas nie mieli! Dziekanowski, Kubicki, Janas. I nasi chłopcy ich ograli, Jacek Bayer zdobył dwie bramki. Na stadion przyszło z 40 tys. ludzi. Do dziś nie wiem jak oni tam weszli… Staliśmy jak sardynki. Pamiętam, że na ten mecz zjeżdżały autokary z Suwałk, Hajnówki, Siemiatycz. Całe województwo, taka to była atrakcja.

Dla Jagiellonii nie zawsze jednak świeciło słońce.
Ale na Podlasiu ludzie zawsze kochali futbol. Kiedy Jaga w sezonie 1986/87 grała w II lidze, na jej mecze chodziło kilkanaście tysięcy kibiców. Pamiętam, jak wygrywali po 10:0. Rano jechałem na Wigrach do kiosku po gazety, patrzę na wyniki, a tam jakieś 12:1! Tak chłopaki strzelali. W tamtej drużynie był mój kompan z Bielska Podlaskiego, Mirek Car. Już niestety nie żyje, zmarł w szpitalu. Z wielkim sentymentem wspominam też czasu duetu Tomek Frankowski-Kamil Grosicki, który robił show w wyjątkowym stylu.

Z Jagielonią związany jest Pan także zawodowo. Właścicielem wytwórni Green Star, z którą współpracuje Pan od lat, jest Cezary Kulesza, dziś prezes klubu.
Z Czarkiem znamy się od 1993 roku. Pogrywał wtedy jeszcze w Wasilkowie i Supraślu. Ale pamiętam go z pierwszej ligi. Szybki, przebojowy był. Jeszcze przed Czarkiem poznałem Darka Czykiera. W latach 80-tych chodziliśmy do Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Zwierzynieckiej. Darek był rok starszy, ale często spotkaliśmy się na lekcjach wychowania fizycznego i graliśmy w piłkę. Darek miał papiery na wielką karierę…

Dlaczego dziś tak rzadko bywa Pan na meczach Jagiellonii?
Praca, kochany, praca. Mam co prawda karnet na cały sezon, dostałem go w prezencie, ale byłem tylko na jednym meczu. W październiku, przegraliśmy 1:2 z Zagłębiem Lubin. Już na kronie stadionu podchodzili do mnie ludzie i pytali ile to razy usłyszą Zenka podczas meczu. Bo wcześniej nagraliśmy krótki utwór, który na stadionie puszczają po bramkach Jagi. A, że tuż po tym, jak go stworzyliśmy, wygrali 4:1 z Arką Gdynia, to wszyscy oczekiwali, że i tym razem przyniosę szczęście. Ale nie wyszło. W niedziele miałem być na meczu z Lechią w Gdańsku, dostałem nawet zaproszenie, bo koncertowałem w Gdyni, ale nie dałem rady. Musiałem jechać na kolejne występy to Tczewa i Grudziądza.

Na kanwie „Przez te oczy zielone” powstał utwór „Przez twe bramki”, który brzmi na stadionie Jagiellonii po zdobytych bramkach. Kto był pomysłodawcą?
Zadzwoniło do mnie kierownictwo klubu i zaprosiło na spotkanie do rozgłośni Polskiego Radia w Białymstoku. Okazało się, że piłkarze chcą wymyślić swój tekst. Wzięli karteczki, gimnastykowali się strasznie, pocili, ale po pół godziny stworzyli nową wersję piosenki. To oni są autorami słów: „W Białymstoku każdy kibic Jagiellonię w sercu ma. Zagrzewają nas do walki, a nasz zespół pięknie gra”. Chłopaki naprawdę się postarali.

Razem z Panem śpiewali: Rafał Grzyb, Jacek Góralski, Przemysław Mystkowski, Jonatan Straus, Damian Węglarz, Karol Świderski i Marek Wasiluk. Który z nich objawił największy talent wokalny?
Zdecydowanie Rafał Grzyb. Ma chłopak zacięcie muzyczne, zaskoczył mnie. Na koniec, gdy kamery były już wyłączone, zaśpiewaliśmy sobie „Przekorny los”. Fajnie wyszło. Po zakończeniu kariery Rafał może spokojnie pomyśleć nad branżą muzyczną.

W latach 90-tych też zdarzało się grać dla piłkarzy?
No właśnie nie. Może zabrakło takiego propagatora, jak Grosicki? Znałem większość chłopaków z Jagi, ale nigdy dla nich nie grałem. Piłkarze woleli wówczas inną muzykę.

Wie Pan czyje to słowa? „Zenek powinien mi dziękować, że tak wypromowałem jego i jego piosenkę”?
Myślę, myślę i nie wiem.

No właśnie Kamila Grosickiego.
To mój ambasador wśród piłkarzy. Chodzi mu oczywiście o piosenkę: „Przez twe oczy zielone”, którą Kamil zaintonował w szatni po wygranym meczu z Irlandią. Utwór popularny był już w 2014 roku, graliśmy go na festiwalu w Ostródzie, wygraliśmy nawet nagrodę publiczności. Ale faktycznie, dopiero dzięki „Grosikowi” zaistniał w środowisku sportowców. Pierwszy raz widziałem jak nuci moją piosenkę siedząc w jacuzzi z kolegami z Rennes. A później odpalił bombę po zwycięstwie na Stadionie Narodowym.

Miał Pan satysfakcję, gdy okazało się, że w szatni najważniejszej polskiej drużyny, której kibicuje cały kraj, króluje disco polo, uważane przecież przez wielu za kicz? Bo bawili się nie tylko piłkarze, ale i prezes PZPN Zbigniew Boniek, a nawet prezydent Andrzej Duda.
Wszystko idealnie zbiegło się w czasie. My nagraliśmy utwór, a niedługo później Polska awansowała na Euro 2016. Dzięki temu utwór „Przez twe oczy…” przeszedł do historii razem z piłkarzami. W 1974 roku Maryla Rodowicz śpiewała „Futbol, futbol”, w 1982 Bohdan Łazuka pytał co zrobi Piechniczek i opowiadał o uliczce w Barcelonie, a w 2014 w szatni brzmiał Zenek Martyniuk. Nie ukrywam, że to niezwykle miłe i satysfakcjonujące.

Gdy kilka tygodni temu rozmawiałem z Kamilem, ten ze smutkiem przyznał, że nigdy nie mieliście okazji się spotkać.
No, niestety. Mijaliśmy się nawet w czasach, gdy Kamil grał w Jagiellonii. Ale wszystko przed nami. Jestem pewny, że nasze drogi jeszcze się zejdą. O! Ale za to zdarzyło się nam rozmawiać przez telefon. Byłem wtedy w Las Vegas, kręciłem teledysk do utworu „Prawdziwa miłość to Ty”. Mój kolega z Chicago znał Kamila i wpadł na pomysł, aby do niego zadzwonić. „Grosik” był tuż po meczu ligowym, ledwo zszedł do szatni. Ale odebrał!

Pośpiewaliście?
Nie, tylko zanuciłem mu jego ulubiony utwór i pozdrowiłem. To była krótka rozmowa. Ale za to śpiewałem z innym reprezentantem.

Z którym?
Z Wojtkiem Szczęsnym. To dopiero agent. I mój wielki fan. Na swoim wieczorze kawalerskim założył się z kolegami, że zaśpiewa ze mną w duecie. I nagle patrzę, dzwoni nieznajomy numer. Halo? – odbieram. „Dzień dobry panie Zenku, tu Wojtek Szczęsny. Możemy zaśpiewać razem, bo koledzy mi nie wierzą, że się pan zgodzi”. Zaskoczony byłem, ale czemu miałem się nie zgodzić? Bo ile to roboty? No i pośpiewaliśmy, „Przez twe oczy…”, ma się rozumieć. Dobry głos ma Wojtek, to trzeba przyznać. Innym razem poprosił o urodzinowy prezent dla jego kolegi. Nagrałem taki filmik z pozdrowieniami i krótkim wykonaniem „Życie to są chwile”. Wojtek mówił, że ten jego przyjaciel był przeszczęśliwy. No i super.

Podobno obiecał Pan, że zagra na uroczystości, którą Kamil wskaże. Prawda czy fałsz?
Pierwsze słyszę!

Tak mówił Grosicki w rozmowie z „Piłka Nożną”.
Czyli Kamil postawił mnie przed faktem dokonanym. Ale czemu nie? Jeżeli będzie miał jakąś ważną imprezę, to oczywiście, że na niej zagram. Wiem, że na jego weselu byli chłopaki z Boys. A więc musimy spojrzeć w nasze grafiki, zgrać terminy i jedziemy.

W tamtym wywiadzie Kamil stwierdził też, że zagra Pan za darmo… I co Pan na to?
Pieniądze nie grają tu roli. Dogadamy się. Dla mojego wielkiego fana zrobię to z przyjemnością. Poza tym Kamilowi się to po prostu należy. Tak wziął się za promocję „Przez twe oczy…”, że ostatnio kibice zaśpiewali je nawet na Old Trafford! No to skoro moje utwory zagościły na stadionie Manchesteru United, to jakoś muszę się odwdzięczyć, prawda? Może uda się, jak znów będę koncertował na Wyspach Brytyjskich?

Napisał Pan także utwór dla prezesa Zbigniewa Bońka…
Niestety, nigdy się nie spotkaliśmy. Ale raz zadzwonił do mnie Czarek Kulesza, który był w Warszawie, i mówi, że chce porozmawiać ze mną prezes. Myślałem, że ktoś z Jagi. A tu po drugiej stronie słyszę: „Witam Panie Zenku, tu Zbyszek Boniek”. Oniemiałem! Przecież to mój idol. I z tej mojej fascynacji powstał ten utwór, jeszcze na długo przed wyborami.

Niektórzy żartują, że ten hymn poprowadził Bońka do wyborczego zwycięstwa z Józefem Wojciechowskim.
To, że piosenka ujrzała światło dzienne w tamtym okresie, to przypadek. Nagrywaliśmy coś z chłopakami z Jagiellonii i pani z telewizji dowiedziała się, że napisałem kawałek o Bońku. I mówi, że są za dwa dni są wybory, więc trzeba to pokazać. Poprosiła żebym zanucił, to zanuciłem. I poszło w świat.

Śpiewa Pan: „Pasmo zwycięstw miał w Turynie, słynął z waleczności. Żaden bramkarz, stoper żaden, nie powstrzymał tej szybkości”. Pamięta Pan Zbigniewa Bońka-piłkarza? W 1982 roku, gdy Polska zdobyła brązowy medal mistrzostw świata, miał Pan 13 lat.
Pamiętam każdy mecz, składy, strzelców bramek. Strasznie rozgoryczony byłem po remisie z Kamerunem. Później przyszedł pełen nadziei mecz z Belgami, trzy bramki Bońka. I porażka z Włochami, po której strasznie płakałem. Gdyby Zibi wtedy zagrał, byłoby inaczej… Byłem wtedy wariatem, wręcz maniakiem. Nie odchodziłem od telewizora. Kochałem Brazylię z Zico i Socratesem, Argentynę z Mario Kempesem, a później Diego Maradoną. Mistrzostwa świata były dla mnie największym świętem.

Boniek był Pana idolem?
Kochałem go. Po meczu z Belgią w Hiszpanii zrobiłem sobie koszulkę z numerem 9, bo z takim numerem Boniek grał w Widzewie. Przyszyłem ciemną tasiemkę i była piękna. Prowadziłem wówczas zeszyt z notatkami i statystykami, które brałem ze „Sportowca”, „Piłki Nożnej” i „Przeglądu Sportowego”. Ściany miałem wylepione zdjęciami Bońka i reprezentacji. Wujek załatwił mi na przykład przepiękny plakat kadry z 1974 roku. A tam Gadocha, Tomaszewski, Szymanowski. Moi herosi. Ale to Boniek był zawsze był numerem jeden.

Dla niego pokochał Pan Widzew Łódź?
To po prostu była moja drużyna. W latach 80-tych Jagiellonia grała chyba w trzeciej lidze, a Widzew był potęgą. Miał Młynarczyka, Wragę, Tłokińskiego. Lubiłem te nazwiska, podobała mi się cały zespół. Sympatia do Widzewa została mi do dziś.

W połowie grudnia zapowiedział Pan, że napiszę Pan kołysankę dla dziecka Roberta i Anny Lewandowskich…
Nie wiem kto wymyślił tę plotkę. Nic nigdy takiego nie powiedziałem. Mam za to inny hit, muszę tylko znaleźć odpowiednią linię melodyczną.

Zdradzi Pan tytuł?
To była tajemnica…

Zdradźmy ją.
No dobrze. To specjalny utwór dla Kamila Grosickiego, „TurboGrosik”. Leci to tak: „Z dumy Pomorza talent wynosił, w Legii Warszawa też punkty kosił, w Rennes to postać epokowa, to osoba odrzutowa”. Reszta na razie niech pozostanie tajemnicą. Dobre?

Świetne!
To będzie lepsze niż „Przez twe oczy zielone”. Mam ostatnio dużo koncertów i mało czasu, ale wezmę w końcu gitarkę i napiszę jakąś ładną melodię.

Był Pan kiedyś na meczu seniorskiej reprezentacji Polski?
Byłem tylko raz. W 2001 roku wybrałem się z synem Danielem na Białoruś. Kadra Jerzego Engela na koniec eliminacji przegrała wtedy 1:4.

To chyba najwyższy czas. Z biletem nie powinno być problemu.
Może spotkam się w końcu z prezesem Bońkiem? Z Janem Ciszewskim niestety już się nie zobaczę, a szkoda. Próbowałem komentować jak on, to również był mój idol. Ale z drugiej strony będzie „Grosik”, Wojtek Szczęsny. Może od razu zaaranżujemy jakiś duet?

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Materiał oryginalny: Zenek Martyniuk: Kochałem Bońka, chciałem nim być. Teraz czekam na duet ze Szczęsnym - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kibic znad Wisły

Prawdziwy kibic, romantyk i przyjazny dla otoczenia człowiek. Zazdroszczę pamięci.

h
hit

Ustawiłam sobie hit Akcentu jako granie na czekanie, info na stronie:
muzanaczekanie.pl/akcent-przez-twe-oczy-zielone/

n
nie dla discopolo

o zgrozo, w Białymstoku to bym zrozumiał, ale tu?!

h
he-man

Wszędzie ten gościu. Nawet na postali sportowym. Stach lodówkę otworzyć. Już na prawdę nie macie o czym pisać????????????

C
Core

Aż się przyjemnie czyta wywiad z taką pozytywną osobą. Dużo zdrowia i energii Panie Zenku!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3