Ziemia musi jeszcze czekać

Poj
W Opolu liczbę przetargów, które nie doszły do skutku, powiększają te, w których gmina próbowała sprzedać nieruchomości.

Wydział przetargów i zamówień publicznych Urzędu Miasta Opola organizuje średnio jeden, dwa przetargi dziennie (300-400 rocznie). - Ja zajmuję się zamówieniami, czyli wydawaniem miejskich pieniędzy, a Elżbieta Rzepka sprzedażą lub wynajmem nieruchomości, czyli pozyskiwaniem pieniędzmi dla budżetu - wyjaśnia naczelnik wydziału, Remigiusz Promny.

Ze wszystkich przetargów, które nie dochodzą do skutku, większość stanowią te związane ze sprzedażą nieruchomości. Coraz częściej ziemia w Opolu musi długo czekać na inwestora. Ten problem dotyczy nie tylko dużych terenów, ale też małych działek budowlanych. Ich ceny ustalają biegli rzeczoznawcy, ale zarząd miasta ma prawo je podwyższyć, co też nierzadko robi.
- Oferenci często nie przystępują do pierwszego przetargu, tylko czekają na drugi - mówi Promny. - Cena wywoławcza gruntu zostaje wówczas pomniejszona o 20 procent. Zdarza się, że oferent się przeliczy, bo przy drugim przetargu pojawia się konkurencja i ostateczna cena okazuje się wyższa od ceny wywoławczej w pierwszym przetargu.
Jeżeli obydwa przetargi nie dochodzą do skutku, ogłaszany jest trzeci lub wydział trochę odczekuje i ogłasza negocjacje. Negocjacje rozpoczynają się także w przypadku, kiedy do urzędu zgłosi się konkretna firma zainteresowana kupnem konkretnego miejskiego gruntu lub budynku.

Przetargi na zamówienia publiczne związane są z reguły z usługami, dostawami lub robotami budowlanymi. I one są czasem unieważniane. Do przetargu na nieruchomość może - zgodnie z prawem - stanąć tylko jeden oferent. Przy zamówieniu publicznym złożone muszą zostać co najmniej dwie ważne oferty. Unieważnienie zdarza się najczęściej z powodów błędów formalno-prawnych. - Od tej strony w pierwszej kolejności komisja przygląda się ofertom - mówi Remigiusz Promny. Błędy popełniane w ofertach są przeróżne. Czasem brakuje jakiegoś dokumentu, czasem firma zalega z ZUS-em. - Oferenci często nie czytają specyfikacji - twierdzi naczelnik.
W ubiegłym tygodniu unieważniony został przetarg na wykonanie dokumentacji i projektu basenu na Zaodrzu. Promny tłumaczy, że najkorzystniejsza propozycja przewyższała kwotę, jaką gmina zabezpieczyła na ten projekt w swoim budżecie. - W takich przypadkach muszę zapytać skarbnika i zarząd miasta, czy miasto może coś dołożyć - mówi naczelnik. - Tak też zrobiłem.

Procedury przetargowe trwają długo, ale - jak się dowiadujemy w wydziale - nie jest to wina opieszałości urzędników, tylko terminów regulowanych ustawą o zamówieniach publicznych. Ustawa określa terminy, w których oferent może pytać o szczegóły dotyczące przetargu (np. o kosztorysy, materiały, które mają być użyte przy budowie, o sugestie ze strony miasta), ale też terminy, w których można się odwołać od wyników przetargu. W tym roku wydział odnotował tylko jeden przypadek oprotestowania decyzji komisji przetargowej (chodziło o obwodnicę).
W komisji muszą zasiadać co najmniej trzy osoby. W Opolu decyzje podejmują: przedstawiciel wydziału przetargów, urzędnicy odpowiedzialni za konkretną dziedzinę lub inwestycję oraz radni wyznaczeni przed przewodniczącego rady miasta.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie