Zima w górach kusi do ryzykownych zachowań. Turyści narażają życie

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Zmęczeni pandemią szukamy odpoczynku na górskich wycieczkach. Tam może być jeszcze groźniej.

W poniedziałek (1 lutego) ratownicy górscy Horskiej Słuzby w Jesenikach musieli ewakuować z Wielkiego Kotła pod Pradziadem kobietę uprawiającą ski alpinizm, która zraniła się w nogę.

Kobieta razem ze swoim narciarskim partnerem weszła na krawędź pola lawinowego w Wielkim Kotle koło Pradziada. Z obawy przed lawiną ratownicy nie zdecydowali się do niej podejść, ale wezwano na miejsce śmigłowiec lotniczego pogotowia ratunkowego.

Śmigłowiec dotarł aż z Hradca Kralove, bo maszyny w Ołomuńcu i Ostrawie były dysponowane do innych zdarzeń.

Narciarka została ewakuowana z miejsca zdarzenia na linie spuszczonej z pokładu śmigłowca. Na ziemię opuszczono ją na najbliższym parkingu.

W Wysokich Jesenikach znajdują się miejsca występowania lawin. 15 stycznia także w Wielkim Kotle lawina zabrała jednego z trzech ski alpinistów, którzy weszli na pole lawinowe. Spod śniegu wykopali go dwaj koledzy, potem ratownicy górscy przejęli akcję reanimacyjną, ale młodego narciarza nie udało się uratować.

Ratownicy górscy z Jeseników ostatnio notują wiele zachowań ryzykowanych, podejmowanych przez turystów. Niektóre osoby decydują się biwakować w górach pomimo mrozu i ciężkich warunków, narciarze schodzą ze szlaków i dostają się do miejsce zastrzeżonych dla ruchu, także ze względu na bezpieczeństwo.

Moda na śnieżne morsowanie

W polskich górach też ostatnio przybywa akcji ratunkowych, spowodowanych nieodpowiedzialnością czy nawet głupotą turystów. Popularna staje się metoda chodzenia po górach metodą Wima Hofa, tylko w butach, czapce i spodenkach. Zyskało to nawet polską nazwę – śnieżne morsowanie.

17 stycznia turystka wybrała się na Babią Górę obrana tylko w szorty i biustonosz. Na górze doszło do gwałtownego załamania pogody, zerwał się silny wiatr, odczuwalna temperatura spadła do – 20 stopni. Kobieta straciła siły, swoje ubrania oddali jej przypadkowi turyści, ratownicy musieli ją zwieźć do Przełęczy Krowiarki. Do szpitala trafiła w stanie wychłodzenia organizmu i odmrożeniami kończyn.

Przykład z Babiej Góry nie odstraszył kolejnych amatorów śnieżnego morsowania. 30 stycznia ze szczytu Śnieżki ratownicy GOPR sprowadzili kobietę, która poruszała się bez wierzchniej odzieży w bardzo trudnych warunkach pogodowych.

Tragedią zakończyła się też wyprawa turysty na Śnieżnik w połowie stycznia. W turystycznym schronie pod Śnieżnikiem znaleziono jego zwłoki, które ratownicy GOPR Grupy Sudeckiej musieli w wielogodzinnej akcji w trudnych warunkach zwieźć na dół.

Siłowe przekroczenie granicy przez migrantów.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jeśli poniższe ceny nie zrobiły na Was wrażenia, na pewno zrobią to kwoty, jakie trzeba zapłacić za zorganizowanie akcji ratunkowej po słowackiej stronie granicy.

Za samo leczenie w placówce Górskiego Pogotowia Ratunkowego na Słowacji zapłacimy 50 euro. Jeśli potrzebny będzie transport w odległości mniejszej niż 3 km, a w akcji weźmie udział maksymalnie 3 ratowników, koszt wyniesie 200 euro. Przy 4-10 ratownikach i transporcie na dłuższym dystansie, mowa już o 400 euro. Do tego koszt rośnie o 20 euro za każdą godzinę i osobę, jeśli w akcji bierze udział więcej niż 10 ratowników.

Robi się z tego naprawdę konkretna suma, która jednak nie może dziwić, jeśli wiemy, co to są koszty ratownictwa (https://mubi.pl/vademecum-ubezpieczen/koszty-ratownictwa/) i co się na nie składa. Ponoszenie ich na własną rękę to bardzo duży wydatek, dlatego tak ważne jest ubezpieczenie turystyczne.

https://www.bezmapy.pl/przydatne-w-podrozy/wypadek-w-tatrach-slowackich-jakie-koszty-pokryje-ubezpieczenie-turystyczne/

G
Gość

Nawet 50 tys. zł może kosztować akcja ratownicza w słowackich Tatrach, jeśli zgubimy się i doznamy obrażeń, a ratownicy zwiozą nas z gór śmigłowcem. Jeszcze więcej zapłacimy za pomoc w Alpach, zwłaszcza jeśli poszukiwania będą długie i w trudnym terenie, a obrażenia poważne.

– Samo założenie opatrunku na zwichniętą nogę czy rękę może kosztować około 500 euro, start śmigłowca jest wyceniany na około 2 tys. euro, akcja ratownicza i transport do placówki medycznej może kosztować około 10 tys. euro – podaje Karolina Trzeciakiewicz z ANG Spółdzielni.

Koszty mogą być jeszcze wyższe, jeśli do akcji będzie włączona większa liczba ratowników albo zostanie użyty specjalistyczny sprzęt, nie mówiąc już o lekach czy innych zabiegach przeprowadzanych w szpitalach za granicą w celu ratowania zdrowia i życia.

Dodaj ogłoszenie