Zimna wojna w Legii. Czyli o trzech takich, co pokłócili się o klub

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Zaktualizowano 
Leśnodorski, Mioduski i Wandzel byli dla innych klubów wzorem do naśladowania. Czy ich drogi się rozejdą?
Leśnodorski, Mioduski i Wandzel byli dla innych klubów wzorem do naśladowania. Czy ich drogi się rozejdą? szymon starnawski / polska press
Tego jeszcze w polskiej piłce nie było. Współwłaściciele Legii Warszawa, Dariusz Mioduski, Bogusław Leśnodorski i Maciej Wandzel o odmiennych wizjach przyszłości klubu zamiast w gabinetach, dyskutują w mediach. Co dalej z Legią?

Konflikt, rozłam, wojna - tak media przedstawiają ostatnie doniesienia związane z właścicielami Legii Warszawa. Po surowych karach za zachowanie kibiców w meczu z Borussią Dortmund (pusty stadion na spotkanie z Realem Madryt i 80 tys. euro kary, klub będzie się odwoływał) cierpliwość Dariusza Mioduskiego się wyczerpała. Z kolei Bogusław Leśnodorski i Maciej Wandzel nadal chcą współpracować z kibicami, nawet najbardziej radykalnymi. Niespotykane jest to, że o różnicach w wizji przyszłości klubu zamiast w zaciszach gabinetów, właściciele dyskutują za pośrednictwem mediów.

Zaczęło się od artykułu w sobotnim „Przeglądzie Sportowym”. „Mioduski, większościowy udziałowiec Legii (posiada 60 proc. akcji) żąda radykalnych zmian w zarządzaniu klubem. Nie wiadomo, o jakie zmiany konkretnie chodzi, ale różnica zdań z pozostałymi dwoma właścicielami (Leśnodorski i Wandzel mają po 20 proc. udziałów) podobno jest duża” - poinformował dziennik, a doniesienia jeszcze tego samego dnia potwierdził Leśnodorski, który był gościem w programie „Stan Futbolu” stacji Eleven Sports. - Artykuł jest rzetelny. Ale to niefortunne, że się ukazał. Mioduski ma doradcę PR-owego, który udał się do „Przeglądu” - skomentował.

Ze strony Leśnodorskiego, który jako prezes Legii (został nim w grudniu 2012 r.) dał się poznać jako człowiek, który nie owija w bawełnę, padło jeszcze wiele gorzkich słów. - Od zawsze różnimy się w ocenie różnych sytuacji. Mioduski ma własnych doradców i odizolowuje się. Teraz mu doradzili, że to najlepszy moment na konfrontację. Bo pewnych kwestii, jak np. zamknięcie stadionu, nie da się bronić - wyjaśnił. - Źródłem naszych nieporozumień jest zaplecze finansowe klubu. Darek nigdy nie dołożył do klubu złotówki. Od roku z Maćkiem dążę do tego by znaleźć inwestora, dzięki czemu moglibyśmy walczyć z innymi klubami europejskimi - dodał. Podkreślił też, że o zmianach oczekiwanych przez Mioduskiego dowiedział się z mediów. A jego wspólnik nigdy nie przedstawił konstruktywnych sposobów rozwiązania problemów z kibicami.

Wieczorem Legia pokonała Lechię 3:0, ale równie głośno co o meczu było o występie Mioduskiego w Canal+ przed meczem. - W czwartek złożyłem wniosek o odwołanie dwuosobowego zarządu [obok Leśnodorskiego zasiada w nim Jakub Szumilewicz - red.]. Może to przyczyna tych emocji, które się pojawiły? - spekulował. - Chodzi o fundamentalne kwestie w klubie. Swoją wizję staram się przedstawiać od początku. Nie po to kupiłem Legię, by siedzieć z boku. Chcę, by weszła na inny poziom. Straciłem wiarę w to, że wprowadzanie przez zarząd mojej wizji jest możliwe. Ale nigdy nie mów nigdy - dodał.

Wyjaśnił też, że czarę goryczy przelał mecz z Borussią. - Strasznie dotknęło mnie to, co stało się wtedy poza boiskiem. Nie mogłem uwierzyć, że w spotkaniu, które jest świętem, dzieje się coś, co niweczy nasz wieloletni wysiłek - tłumaczył.

Mioduski chce zaostrzyć politykę wobec kibiców, dwaj pozostali właściciele nie chcą porzucać ścieżki dialogu. Leśnodorski to pierwszy od wielu lat prezes, którego kibice z „Żylety” szanują i lubią. Bo nie jest urzędnikiem, a normalnym gościem, którego często można zobaczyć w klubowej bluzie z kapturem. Jednym z nich, bo przed laty chodził na trybunę dla najbardziej zagorzałych legionistów. Przymyka też oko na odpalanie na stadionie, zabronionych przez prawo rac, za które płaci słone kary. W zamian ma dobrą frekwencję na stadionie, głośny doping dla piłkarzy i względny spokój na trybunach.

A to wcale nie takie oczywiste. Kiedy Leśnodorski zostawał prezesem, jeszcze za czasów ITI, stosunki na linii klub - kibice były w opłakanym stanie. Otwarta wojna z kibicami, zawieszanie stosunków z ich stowarzyszeniem, zmiana klubowego loga, podwyższenie cen biletów, zakazy stadionowe za najdrobniejsze przewinienia... ITI chciało wymienić kibiców z fanatyków na „oglądaczy”, skończyło się na pustych trybunach i protestach tych pierwszych. Drudzy, ze względu na marny poziom sportowy i... brak kolorytu, którego nadawały meczom oprawy i doping „Żylety”, Legią nie byli zainteresowani. Symbolami „okupanta” byli prezesi Piotr Zygo i Leszek Miklas. Pierwszy niejednokrotnie nasłuchał się na meczu, że „Legia to my, a nie Zygo i jego psy”. Zdjęcie drugiego było na rozklejanych przez kibiców na mieście plakatach z napisem „Uwaga, pedofil”. Swego czasu na obradach ekstraklasy dostał też w twarz... tortem. „Zamachowiec” krzyknął przy tym „Dżihad Legia! Teraz k...a dopiero będzie wojna!”.

Leśnodorski z kibicami dogadał się błyskawicznie. Wypracował kompromis, dzięki któremu w miejsce przyśpiewek obrażających właścicieli klubu na stadion przy Łazienkowskiej powrócił prawdziwy doping. A po roku, wspólnie z Mioduskim, odkupili klub od ITI (później część udziałów Mioduskiego przejął Wandzel), choć żaden z nich nie był nigdy w gronie stu najbogatszych Polaków. - Tak to w życiu bywa. Duże znaczenie miało to, że dla ITI Legia nie była projektem komercyjnym, a zdecydowanie społecznym. Przynajmniej w ostatnich latach (...) W przypadku odkupienia klubu od ITI jasno powiedzieliśmy, że sprawa rozbijała się o trzy zmienne. Pieniądze za akcje, kasa, którą trzeba zabezpieczyć na funkcjonowanie klubu, i dług. Darek mówił, że dla wszystkich powinno być oczywiste, iż musiała nastąpić redukcja tego ostatniego. Ale nie możemy tego ujawnić, takie są zapisy w umowie - tłumaczył nam w jednym z wywiadów Leśnodorski.

Zwolennicy teorii spiskowych są przekonani, że za przejęciem Legii przez duet Mioduski-Leśnodorski stała znacznie bogatsza osoba lub grupa inwestorów. A ewentualne podchody pod sprzedaż całości czy części akcji to okazja do kłótni pomiędzy właścicielami. To jednak tylko spekulacje. A na każdym kroku obaj podkreślali, że kierowanie klubem piłkarskim to dla nich spełnienie marzeń i łatwo z niego nie zrezygnują.

Wobec konfliktu prawdopodobne jest, że jeden z nich będzie jednak musiał odpuścić. Większość udziałów w spółce Legia Holding, de facto kontrolującej Legię, ma Mioduski. Umowa właścicielska jest jednak tak skonstruowana, że Leśnodorski i Wandzel mają tak samo ważne głosy jak on. A żaden z nich na odwołanie zarządu się nie zgodzi.

Kadencja zarządu kończy się w 2019 roku. Możliwości wyjścia z impasu są trzy. Wykupienie przez Mioduskiego udziałów Leśnodorskiego oraz Wandzla (i vice versa) wydaje się zbyt skomplikowaną i kosztowną operacją, by zrealizować ją w najbliższym czasie. Bardziej prawdopodobne jest wejście do klubu nowego inwestora, którego stać na pakiet kontrolny. - Od roku z Maćkiem dążę do tego by znaleźć inwestora, dzięki czemu moglibyśmy walczyć z innymi klubami europejskimi. Nawet bez tego zdołaliśmy spłacić długi, choć wszystko było obarczone sporym ryzykiem - mówił w „Stanie Futbolu” Leśnodorski. - Wszystko jest możliwe, to biznes. Mogę sprzedać udziały albo przestać prezesem, jeśli będę chciał. Nie jest tak, że Darek może przeforsować coś siłą. Układ jest taki, że wszystko zależy ode mnie i od Maćka. Ale Legia jest priorytetem. Nigdy nie postawię siebie ponad dobro klubu - dodał.

W sukurs Legii przyjść może... prezes PZPN. - Zachowanie w czasie spotkania Legii z Borussią było skandaliczne (...) Jednak pomogę Legii, po raz ostatni, ale pomogę... (...) Rzucę na szalę mój autorytet w UEFA - wystosuję pismo, w którym jako prezes PZPN zaapeluję o łagodniejsze potraktowanie Legii... - zapowiedział w wywiadzie dla PolsatSport.pl Zbigniew Boniek.

Nawet jeśli reakcja Bońka będzie skuteczna (w ubiegłym roku w podobnej sytuacji pomógł Lechowi, Legia apeluje też na własną rękę), może to nie zmienić patowej sytuacji we władzach klubu. Legia wydała ponad 70 zakazów stadionowych kibicom, którzy awanturowali się podczas meczu z Borussią. Leśnodorski zapowiedział, że żaden z nich na stadion przy Łazienkowskiej nie wejdzie już nigdy. Klub przygotowuje też pozwy cywilne przeciwko winnym zajść.

Pytanie, czy walka z chuliganami może zjednoczyć legijnych trzech muszkieterów? Dopóki to wciąż walka, a jeszcze nie wojna, zawsze jest na to jakaś szansa.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Zimna wojna w Legii. Czyli o trzech takich, co pokłócili się o klub - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
misiek

Pewnie ze Wojciechowski! Wie co to pieniadze i jak sie nimi i klubem zarządza. Bonius rudzielec to jedynie ligę pokrake wymyślić ( 30 kolejek bez sensu i 7 na poważnie). Gdzie taki idiotyzm i kto mógłby to wprowadzić? Bonius won do stadniny pod Rzymem!!!!

t
tyle

gosciu a kto niby mial by zastapic Bonka Wojciechowski smiechu warte

c
cuccuredu

P.Boniek rozpoczął kampanię przedwyborczą.Liczy na głosy Warszawki.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3