Złoty pociąg w Śniatynie. Jak ocalono skarb Banku Polskiego...

    Złoty pociąg w Śniatynie. Jak ocalono skarb Banku Polskiego we wrześniu 1939 roku

    Stanisław S. Nicieja

    Nasza Historia

    Aktualizacja:

    Nasza Historia

    Halina Konopacka - dyskobolka, złota medalistka i rekordzistka świata w rzucie dyskiem podczas olimpiady w Amsterdamie. W czasie wojny uczestniczyła
    1/4
    przejdź do galerii

    Halina Konopacka - dyskobolka, złota medalistka i rekordzistka świata w rzucie dyskiem podczas olimpiady w Amsterdamie. W czasie wojny uczestniczyła w wywiezieniu polskiego złota do Rumunii



    ©Wikipedia Commons/Domena publiczna

    Stacja Śniatyn-Załucze - to stamtąd 15 września 1939 roku odprawiono w kierunku Rumunii słynny „złoty pociąg”, którym wywieziono ponad 80 ton polskiego złota w sztabkach, by ocalał z wojennej zawieruchy.
    Historia tego pociągu wpisała się w legendę upadającej II Rzeczypospolitej. Tuż po napaści Niemiec hitlerowskich rząd polski zdecydował, że dla bezpieczeństwa należy zapasy gotówki i złota, zdeponowane w Skarbcach Banku Polskiego, zostaną wywiezione do Śniatyna, na granicę polsko-rumuńską. Wydawało się, że tam będą najbezpieczniejsze. Przed wybuchem wojny główne magazyny Skarbca Narodowego, który był w zasobach Banku Polskiego, znajdowały się w Brześciu nad Bugiem, Zamościu i Siedlcach. Gdy przebieg wojny po pierwszych dniach nabierał charakteru katastroficznego dla państwa polskiego, postanowiono jak najszybciej wysłać złoto na Pokucie. Do Śniatyna pojechały transporty nie tylko ze złotem z Brześcia, Zamościa i Siedlec, ale również z Lublina i Warszawy.

    Już w pierwszych dniach września 1939 roku Adam Koc - wiceminister skarbu powołał sztab odpowiadający za całość transportu. Na jego czele stanęli dwaj pułkownicy - Ignacy Matuszewski i Henryk Floyar-Rejhman, a z ramienia Banku Polskiego jego główny skarbnik - Stanisław Orczykowski.

    Jako pierwszy dotarł do Śniatyna specjalny pociąg z Brześcia, wkrótce po nim pociąg z Zamościa. Część złota wieziono samochodami. 4 września wyekspediowano z Warszawy autobusy Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, w których umieszczono 15 ton złota. Następnego dnia kierujący akcją płk Matuszewski - wobec braku ciężarówek wojskowych - zarekwirował w Warszawie 12 autobusów miejskich i na ich podłodze ułożono 23 tony sztabek złota. Za kierownicą jednego z autobusów zasiadła żona Matuszewskiego - jedna z najbardziej znanych polskich sportsmenek - Halina Konopacka (1900-1989), złota medalistka w rzucie dyskiem na olimpiadzie w 1928 roku w Amsterdamie. Co znajduje się w transporcie, wiedziało tylko kilka najbardziej zaufanych osób, w tym Konopacka. Oficjalnie twierdzono, że są to przedmioty kultu i dzieła sztuki.

    Do Brześcia dotarła kolumna 30 pojazdów wiozących wówczas złoto wartości około 0,5 miliarda ówczesnych polskich złotych.

    CZYTAJ TAKŻE: Skarby Dolnego Śląska. Dlaczego akurat tam je znajdowano?

    Niemiecki wywiad podjął intensywne działania, aby zlokalizować szlak „złotego transportu”. Gdy kolumna samochodowa dotarła do Dubna na Wołyniu, gdzie przebywało naczelne polskie dowództwo wojskowe z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym na czele, zarządzono, aby wyłączyć z transportu 70 skrzynek ze złotem o wartości 22 milionów złotych (cztery tony złota). Gdy cały transport dotarł do Śniatyna, liczył w sumie kilkaset skrzyń o wadze ponad 80 ton. Tam, na dworcu Śniatyn-Załucze dokonano jego przeładunku na wagony. Pracowali przy tym żołnierze, kolejarze, konwojenci i pracownicy bankowi. Osobiście przeładowywała również Halina Konopacka. Była to wyjątkowo niebezpieczna praca, bo samoloty niemieckie bombardowały już okolice Zaleszczyk, Horodenki, Kołomyi i Śniatyna. Wielką ofiarnością wykazał się wówczas naczelnik stacji Śniatyn-Załucze - legionista Emil Brzezicki (1901-1941), wcześniej dyżurny ruchu w Stanisławowie i Kołomyi, syn śniatyńskiego sędziego - Mieczysława Brzezickiego (zm. 1925). Nie zdecydował się na wyjazd do Rumunii. Gdy do Śniatyna weszli bolszewicy, schronił się w Stanisławowie. Zadenuncjowany, że był naczelnikiem stacji i brał udział w załadunku „złotego pociągu”, trafił do więzienia NKWD i w kwietniu 1941 roku otrzymał strzał w tył głowy.

    15 września 1939 roku, około godziny pierwszej w nocy, pociąg ze złotem był gotowy do odjazdu. Wcześniej polski ambasador w Bukareszcie, Roger Raczyński, powiadomił, iż rząd rumuński wyraził zgodę na tranzyt polskiego złota przez Rumunię do Francji. Instrukcja zalecała, aby przejazd przez terytorium Rumunii trwał jak najkrócej. Rząd rumuński, zaprzyjaźniony z III Rzeszą, obawiał się reakcji Niemiec. Tego samego dnia wieczorem (15 września) pociąg z polskim złotem jadący ze Śniatyna dotarł do portu w Konstancy. Tam wynajęto stary tankowiec o nazwie „Eocene”, nieprzystosowany do takiego transportu. Oficerami byli Anglicy, a załogę stanowili Rumuni. Ponieważ padło podejrzenie, iż niemiecki wywiad wie już, że na tankowcu złożono 1208 skrzynek złota o wadze 70 kilo każda, załoga rumuńska tankowca odmówiła wypłynięcia w morze, twierdząc, że ryzyko jest zbyt wysokie i statek może być zbombardowany. Po wielu intensywnych zabiegach udało się znaleźć zastępstwo. Anglik, kpt Robert Brettow, odbył rozmowę telefoniczną z ambasadą brytyjską w Bukareszcie i był wielce zdenerwowany, gdy dowiedział się, iż Niemcy w nocie do rządu rumuńskiego uznali polskie złoto za „materiał wojenny” i nie wykluczają ataku Luftwaffe na tankowiec „Eocene”.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo