Z pracy w państwowej spółce - Stadninie Koni Prudnik - wyrzucono Katarzynę Wiszowaty, doświadczonego i cenionego głównego hodowcę koni. - Konie przegrały z polityka - komentuje sytuację branżowy dziennikarz.

Katarzyna Wiszowaty pracowała w Stadninie Koni w Prudniku od 1997 roku. Jest cenionym fachowcem, specjalistą w prowadzeniu hodowli koni. Przez kilka lat (do 2016 roku) prudnicka stadnina wystawiała najwięcej koni w Mistrzostwach Polski Młodych Koni.

Dzięki sukcesom sportowym konie z Prudnika zdobywały nabywców za wysokie ceny. W tym okresie w stadninie przeprowadzono drugi w Polsce przypadek embriotransferu, czyli przeniesienia zarodka od biologicznej matki do innej klaczy, która donosiła i urodziła źrebię. Mimo sukcesów Wiszowaty straciła pracę 28 lutego.

- Nie mogę podawać jakichkolwiek danych wrażliwych dotyczących jakichkolwiek pracowników, a to ze względu na przepisy RODO - odpisał nam prezes Stadniny Józef Stępkowski na pytanie o przyczyny zwolnienia.

Józef Stępkowski został prezesem Stadniny Koni w Prudniku w 2016 roku, po usunięciu z pracy poprzedniego, także zasłużonego prezesa Dariusza Świderskiego. Jego brat - Jan Stępkowski jest dyrektorem opolskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Obaj są związani z Patrykiem Jakim. Po 2 latach rządów nowego prezesa prudnicka stadnina ma na stanie najmniej koni w swojej historii. Sytuację w spółce od roku krytykuje niezależny dziennikarz branżowy Marek Szewczyk. Na spotkaniu sejmowej komisji rolnictwa Szewczyk zarzucił Józefowi Stępkowskiemu, że nie wystawił żadnego konia do Mistrzostw Polski, a w stadninie nie pracuje ani jeden jeździec. Prezes i tych zarzutów nie chce komentować, powołując się na tajemnicę przedsiębiorstwa.
- O udziale koni w zawodach w latach 2017-2018 decydowały osoby, które obecnie nie są pracownikami stadniny - wyjaśnia Józef Stępkowski.

- Katarzyna Wiszowaty miała bardzo dobre wyniki jako hodowca. A prezesem stadniny koni w Prudniku został człowiek, który nie lubi koni. Tępi konie i ich hodowcę - komentuje Marek Szewczyk. - Ta sytuacja pokazuje kompletną bezradność KOWR i Ministerstwa Rolnictwa. Deklarują, że zależy im na hodowli koni, ale jak przychodzi co do czego, nie mają żadnego wpływu na prezesów spółek. Nawet na poziomie takich spółek rządzi polityka, bo to politycy upychają tam swoich ludzi. Dyrekcja KOWR nie może obronić Katarzyny Wiszowaty, bo musieli by wyrzucić prezesa, co spowoduje polityczną wojnę. I tak konie przegrywają z polityką.

ZGNILIZNA I PADLINA. Czy jest problem z jakością polskiego mięsa?