Żołnierz mistrzem w go

fot. Jarosław Staśkiewicz
- Programy komputerowe, które są w stanie rywalizować z najlepszymi szachistami, w go ze średniej klasy amatorem nie mają szans - mówi.
- Programy komputerowe, które są w stanie rywalizować z najlepszymi szachistami, w go ze średniej klasy amatorem nie mają szans - mówi. fot. Jarosław Staśkiewicz
Gdyby MKOl zgodził się na włączenie gier umysłowych do programu igrzysk, Kamil Chwedyna walczyłby teraz w Pekinie o medal.

Przed laty w szkołach furorę robiła gra w kropki, inaczej zwana grą w otaczanie. Wystarczyły dwa długopisy i kartka, koniecznie w kratkę. Dzieciaki walczyły, nie mając pojęcia, że to jedna z najstarszych na świecie rozrywek umysłowych. Wymyślona w Chinach i do dziś niezwykle popularna na Dalekim Wschodzie. Gra w go.

- Jeszcze sześć lat temu też nie miałem o tym pojęcia - mówi Kamil Chwedyna, 24-latek z Kędzierzyna-Koźla, dziś mistrz Polski w starochińskiej grze. - Wtedy byłem zaraz po maturze i po prostu z nudów zacząłem szukać jakiegoś zajęcia na wakacje - przyznaje szczupły, wysoki okularnik.

Komputer nie ma szans
Siedzimy akurat przed żołnierską stołówką 1. Brzeskiej Brygady Saperów, w której na co dzień szeregowy nadterminowy Chwedyna gotuje obiady dla brygady. - Nie miałem co robić, to zacząłem szperać w internecie w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Na stronie sztuk walki przeczytałem o sztuce walki... umysłu.

Plansza trochę przypomina tę do gry w szachy, ale jest znacznie większa, a czarne i białe pionki nie poruszają się po polach, tylko po oddzielających je liniach. W skrócie chodzi o to, żeby swoimi kamieniami (pionkami) otoczyć kamienie przeciwnika.

- Liczba kombinacji jest kosmiczna, szachy się do tego nie umywają - opisuje Kamil. - Możliwości jest tak dużo, że programy komputerowe, które są w stanie rywalizować z najlepszymi szachistami, w go ze średniej klasy amatorem nie mają szans.

Świeżo upieczony maturzysta pierwszą partię w kropki zagrał w internecie. Jak to w sieci - przeciwnik był anonimowy i dziś pewnie nawet nie wie, że dał nauczkę późniejszemu mistrzowi Polski i 22. amatorowi na świecie.

- Na początku grałem tylko na komputerze, potem dowiedziałem się, że w Polsce jest stowarzyszenie miłośników go, rozgrywa się turnieje i mistrzostwa - opowiada Kamil Chwedyna. - I tak zacząłem karierę.

Jeździł na turnieje, szło mu coraz lepiej, ale tego, co zrobił na mistrzostwach Polski, nie spodziewał się nikt. A zwłaszcza starzy polscy mistrzowie. Młokos z Kędzierzyna-Koźla z ostatniego miejsca awansował do czołowej ósemki, w której grali głównie doświadczeni zawodnicy. A w finale ograł wszystkich siedmiu rywali.

- Zaskoczenie było duże, nawet dla mnie. Na takim turnieju liczy się przede wszystkim koncentracja, chwila nieuwagi oznacza porażkę - Kamil próbuje umniejszać swój sukces. Niepotrzebnie. Miał powody do satysfakcji, bo w nagrodę pojechał na mistrzostwa świata amatorów w go do Tokio.

- Gdyby nie kropki, to najdalej za granicę pojechałbym pewnie do Czech. A tak siedem dni spędziłem w Japonii, gdzie go to jeden z narodowych sportów, a najlepsi zawodnicy są równie popularni jak Adam Małysz w Polsce. Niestety, ci starsi mistrzowie nie znają angielskiego i nie było jak z nimi porozmawiać. Ale po partiach japońscy zawodowcy z pomocą tłumaczów analizowali nasze ruchy, doradzali i można było się dużo nauczyć.

Co ciekawe, choć w partii wykonuje się nawet 200 ruchów, zawodnicy tej klasy co Kamil bez trudu zapamiętują całą rozgrywkę i potrafią ją odtworzyć na planszy. - Ta gra ćwiczy pamięć, dlatego to nie jest trudne - przekonuje Kamil. - Skorzystałem trochę na tym wyjeździe i żałuję tylko, że trwał zaledwie tydzień.

Wynik sportowy: na 70 zawodników z całego świata 22. miejsce. - Nie najgorzej, ale fajnie byłoby znaleźć się w pierwszej dziesiątce.

Kierunek: Pekin
Teraz marzą mu się igrzyska gier umysłowych w Chinach. - MKOl nie włączył jeszcze gier umysłowych do programu zwykłych igrzysk, dlatego nasze zawody odbędą się również w Pekinie, ale dopiero w październiku.
Dla gracza w Polsce pewnym problemem są przeciwnicy. W kraju grę w kropki poważnie traktuje wciąż niewiele osób. Zostaje internet albo turnieje w większych miastach. A co zrobić w wojsku?

- Na początku nie chwaliłem się tym, że gram w kropki, ale po powrocie z Japonii trudno było to ukrywać. W wojsku nie bardzo mam z kim trenować, chociaż parę osób nauczyłem zasad. Głównie kucharzy. Ale obiady są na czas - śmieje się Kamil.

Pozostają mu fachowe książki z teoretycznymi ćwiczeniami. Na szczęście literatury, także w języku polskim, nie brakuje. Jeszcze więcej książek jest po angielsku, a w Japonii podręczniki do go zajęłyby całą bibliotekę.

- Dla nich to połączenie sportu i sztuki, istnieją zawodowe ligi, duża grupa zawodników z tego żyje, nie tylko wygrywają pieniądze w turniejach, ale mają wykłady, trenują innych zawodników. A dla mnie? Rozwijam się, mogę rywalizować i wiem, że mogę grać wiele lat. Chociaż zdaję sobie sprawę, że w Polsce czy Europie to zawsze będzie gra amatorska. Z kolei w Japonii czy Korei nie mamy czego szukać, bo tam konkurencja jest ogromna, a karierę trzeba zaczynać najpóźniej w wieku pięciu lat.

Szukając rywali do treningów, Kamil nauczył zasad siostrę. Nauczył tak, że na mistrzostwach Polski w parach zajęli drugie miejsce, a Żaneta została też wicemistrzynią kraju juniorek.

- Na początku to Kamilowi bardziej zależało, żebym z nim grała, ale potem też mnie to wciągnęło i razem jeździmy na zawody - mówi Żaneta. - Odkąd jest w wojsku, nie ma już tyle czasu, ale wcześniej gra pochłaniała mu każdą wolną chwilę. Potrafił czytać, ćwiczyć i studiować partie zawodowców nawet po 10 godzin dziennie. I jestem dumna, że doszedł do takiego poziomu.

Szeregowy Chwedyna zdecydował się zostać w wojsku jako żołnierz służby nadterminowej i nie ukrywa, że z armią wiąże swoją przyszłość.
- Misje zagraniczne?
- To możliwe, chociaż na początek mam inną misję: z jeszcze jednym kucharzem z brygady jedziemy pod Strzelce Opolskie i będziemy gotować dla osób poszkodowanych podczas trąby powietrznej - mówi Kamil. W Niezdrowicach (gmina Ujazd) już od soboty żołnierze z Brzegu pomagają ofiarom kataklizmu, a szeregowy Chwedyna jedzie zmienić kolegów.

Gdyby kiedyś miał opuścić wojsko, to tylko po to, by zostać zawodowym graczem w go. To jego marzenie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
OJCIEC DYREKTOR
Co tam GO ja to wole goo goo
Dodaj ogłoszenie