Ada, nie Adam. Dr Ada Rozewicz z Rudy Śląskiej od 4 lat oficjalnie jest kobietą. W szczerej rozmowie mówi o zmaganiach z tożsamością

Katarzyna Pachelska
Katarzyna Pachelska
Doktor Ada Rozewicz, lekarka z Rudy Śląskiej. Kiedyś funkcjonująca jako mężczyzna. 4 lata temu dokonała tranzycji i dziś cieszy się swoją kobiecością.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Doktor Ada Rozewicz, lekarka z Rudy Śląskiej. Kiedyś funkcjonująca jako mężczyzna. 4 lata temu dokonała tranzycji i dziś cieszy się swoją kobiecością.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE arkadiusz gola polska press
Udostępnij:
Dr Ada Rozewicz jest świetną lekarką, uwielbianą przez pacjentów. W szczerej rozmowie z DZ mówi, jak przez lata zmagała się ze swoją tożsamością płciową. Dziś, po latach walki, cieszy się ze swojej kobiecości. WYWIAD DZ.

Wywiad z dr Adą Rozewicz, lekarką rodzinną z Rudy Śląskiej, kobietą po tranzycji.

Dziennik Zachodni: Moje pierwsze pytanie jest może naiwne, ale jestem ciekawa, jak długo jest pani kobietą?
Ada Rozewicz: Zawsze byłam. Może nie zawsze miałam świadomość tego. Porównuję to do widzenia kolorów. Można dostrzegać kolory, ale ich nie rozróżniać. Mogę powiedzieć za to, kiedy się uporządkowałam w tym zakresie, kiedy to spostrzegłam.

A to było właśnie moje kolejne zaplanowane pytanie. Byłam ciekawa, czy pani odpowie, że zawsze.
Tak, analizując teraz moje zachowanie w dzieciństwie czy w młodości, wiedząc już wszystko to, co wiem o sobie, mogę powiedzieć, że kobietą byłam zawsze. Choć we współczesnym świecie trudno powiedzieć, co jest męskością a co kobiecością. Może być przecież kobieta, która czuje się kobieco, ale ma też cechy typowo męskie, i odwrotnie.

Czy pamięta pani jakiś taki moment, gdy poczuła pani, że jest kimś innym niż jest zapisane w dowodzie osobistym?
Myślę, że zmagałam się z poczuciem niedopasowania od czasów młodości, dojrzewania. Doskonale pamiętam pewną sytuację. Miałam wtedy może 11 czy 12 lat. To było w zimie. Siedziałam sama w domu. Podeszłam do lustra i zobaczyłam jeden włos pod nosem, zaczątek sypiącego się wąsa. Co wtedy zrobiłam? Poszłam do szafy i założyłam ubrania mamy. Pierwszy raz w życiu. Czyli moja podświadomość broniła się przed tym. Dzieci są aseksualne, płciowość u nich nie jest dominująca. Myślę, że zakładając ubrania mamy, podświadomie czułam, że coś jest nie tak.

A wcześniej, w czasie dzieciństwa? Wolała się pani bawić lalkami niż samochodami?
Nie, bawiłam się wszystkim. Samochodami, misiami.

Nie przeocz

Powrócę jeszcze do poprzedniego pytania. Czy w dorosłym życiu zdarzyła się pani taka chwila, w której uświadomiła sobie pani, że nie jest mężczyzną, tylko kobietą? Że chce pani być kobietą?
Ja z tym cały czas walczyłam, nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Później z tego powodu miałam silne epizody depresyjne. Bardzo bałam się na studiach, bo nie rozumiałam siebie. Myślałam, że może jestem gejem, ale z drugiej strony chciałam mieć dom, rodzinę, dzieci, psa i kota – takie stereotypowe życie. Z tego powodu miałam wiele myśli depresyjnych. Później „zawiesiłam się” na mojej partnerce. Poznałam ją, gdy miała 17 lat. Była cały czas blisko mnie. Wierzyłam, że jestem w stanie zbudować – nie chcę używać słowa „normalny”, bo to nie za dobrze brzmi, związek.

Chyba żyję na dobrej planecie, bo nie spotkałam się z odrzuceniem czy wrogością ze strony ludzi - bliskich, znajomych czy pacjentów. Syn powiedział mi: „Nieważne, czy rodzic jest kobietą czy mężczyzną. Ważne, by był szczęśliwy” - mówi dr Ada Rozewicz

Konwencjonalny związek?
Tak, to lepiej brzmi. Więc moje życie było jak fala – były okresy, gdy sądziłam, że dam radę żyć konwencjonalnie, i były „zjazdy”, gdy byłam przytłoczona życiem. I kiedyś, gdy jechałam samochodem, olśniło mnie: Przecież ja jestem kobietą! Byłam najszczęśliwsza na świecie.

Ada Rozewicz. Zdjęcie z Facebooka.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE

Lekarka z Rudy Śląskiej mówi bez ogródek: Kiedy jakiś idiota...

Rozumiem, że ten moment olśnienia zdarzył się po wielu latach walki z samą sobą?
Tak, już wtedy byłam po studiach, pracowałam jako lekarz. Miałam żonę, syna. Wcześniej zazdrościłam kobietom, że są kobietami. Wtedy nie było internetu, osoby transpłciowe nie ujawniały się publicznie. Nie mówiło się o tym nawet na studiach medycznych. Dzisiaj jest już zupełnie inna sytuacja. Mówi się o tym, osoby po zmianie płci funkcjonują w społeczeństwie, jak chociażby posłanka Anna Grodzka. To nie jest tak, że można sobie wymyślić, że zamiast mężczyzny, chcę być kobietą, albo na odwrót. To tkwi w nas, głęboko, tylko trzeba to wyciągnąć. Zmagałam się z pewnymi rzeczami, złościłam się na siebie. Poukładało się, jak sama przed sobą przyznałam: Tak, jestem kobietą.

To była dla pani ulga, jakby usłyszała pani w końcu trafną diagnozę, że odniosę się do medycyny?
To był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.

Ale tę diagnozę pani sobie sama postawiła?
Tak, ale to nie było tak, że jednocześnie powiedziałam sobie: od jutra będę kobietą. Że od razu parłam do zmiany życia. Mnie wtedy cieszył sam fakt, że jestem kobietą. Szczerze? Nie zamierzałam zmieniać swojego życia, bo ono było szczęśliwe. Miałam szczęśliwy związek, dziecko. Ja się cieszyłam z kobiecości. Ale było chyba tak, że całą sobą krzyczałam, że moja żona zapytała mnie po kilku tygodniach, czy chcę być kobietą. Odpowiedziałam jej, zgodnie z prawdą i uczciwie, że tak, ale nigdy nie przejdę na drugą stronę, bo zniszczę wszystko, co do tej pory zbudowałam. Przez kilka lat budowałam swoją kobiecość w oparciu o moją partnerkę, która była dla mnie wzorem. Dla wielu ludzi kobiecość to są ciuchy. A to jest bzdura. To są gesty, to jest kwestia spostrzegania świata, pewnej wrażliwości, postrzegania pewnych niuansów. To był dobry czas, bo czerpałam z dwóch planet – i z Wenus, i z Marsa. Ale trudno żyć na obu planetach naraz. Nie chciałam zmieniać życia.

Ale w końcu jednak pani je zmieniła.
Bo nie doceniłam siły tego wszystkiego. Chciałam coraz więcej i więcej. W pewnym momencie już nie było wyboru. Moje dotychczasowe życie zaczęło się sypać. Mimo naszej wielkiej przyjaźni i bliskości, nie było wyboru. Życie na krawędzi, w zawieszeniu, unieszczęśliwia wszystkich. Ja dawałam radę bardzo długo. Teraz wiem dlaczego. Bo syn był dzieckiem. Nie było to z mojej strony poświęcenie. Podświadomie wykluczałam tę możliwość. Gdy syn stał się dorosły, moje blokady przestały działać. To już poszło szybko.

Jak szybko?
Trudno powiedzieć dokładnie, ale parę lat. Zdecydowałam się na pokazanie, że jestem kobietą, gdy moje życie się rozpadało. Trzeba było je budować na nowo.

Mówiąc, że pani życie się rozpadało, ma pani na myśli rozpad związku?
Miała prawo. Ona nie szukał

Ile w tym roku wydamy na święta i jak zamierzamy je spędzić KOMENTARZ

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Demonstrowanie czegokolwiek zawsze ma zwolenników jak i przeciwników.

Mam kolegę już jest wiekowy o odmiennej orientacji.

Poznałem go w roku 1969 ja i wielu moich nie wiedzieliśmy o jego orientacji seksualnej miły, uprzejmy, bardzo lubiany wśród sąsiadów.

W 1998 roku zadzwonił do mnie znajomy, że ten kolega jest w szpitalu w bardzo ciężkim stanie z powodu bestialskiego pobicia.

Po kilku dniach odzyskał przytomność i powiedział mi na pytanie, dlaczego? – „całowałem się na pożegnanie przed budynkiem ze swoim partnerem. Gdy wszedłem do budynku otrzymałem cios w głowę, karetka przyjechała po trzech godzinach ktoś z ulicy zauważył mnie w bramie”.

Kolega wyprowadził się ze śródmieścia na peryferie dużego osiedla, do dzisiaj nikt nie wie jego orientacji seksualnej, bo nie ma takich myśli, aby ją demonstrować. Jest zadowolony z życia i zdaje sobie sprawę z popełnionego błędu. Ja i moi znajomi nie wiedzieliśmy przez 29 lat o jego orientacji seksualnej.

G
Gość
28 grudnia, 19:45, Pablo:

Powiem tylko tyle nie oceniam nie piętnuje ale: Jako ojciec 4 dzieci nie rozumiem Pana decyzji i nigdy nie zrozumię. To co Pan zrobił to droga do nikąd .Jesli ludzkość będzie szła tą drogą czeka nas tylko nihilizm i samozagłada.

Ty tego nie rozumiesz. Ale ty nie rozumiesz równania Schroedingera - tylko to równanie istnieje i ma sens.

Po prostu twój brak zrozumienia nie ma tu nic do rzeczy.

j
jan bauer

Wspaniały wywiad. Jestem od czasu do czasu pacjentem pani Ady. Super człowiek.

Niestety jest to jeden z ostatnich takich wywiadów ponieważ pod rządami Orlenu nie będzie na to przyzwolenia władzy. Pozdrawiam Dziennikarzy. Trzymajcie się!

j
jan bauer
28 grudnia, 08:16, Gość:

Wydaje mi się, że lepiej jest pogodzić się z wyborem Boga, który dał mi taką płeć, a nie inną. Adam nie będzie Adą. Na tak radykalną zmianę płci współczesna medycyna jest zbyt prymitywna. Powinniśmy uznać jej ograniczenia dla własnego dobra.

nic nie zrozumiałeś z tego wywiadu. Nic. Może Twoja wiara Ci na to nie pozwala. Pomyśl o tym. Pozdrawiam.

G
Gość

Kim jesteśmy, aby oceniać decyzję drugiego człowieka? Czy ludzie zmagający się z tak ogromnymi dylematami sami się o nie prosili? Życie jest krótkie, mamy je jedno. Każdy ma prawo do szczęścia. Pani Doktor nikomu nie wyrządziła krzywdy, żona zaakceptowała ten stan rzeczy- dla mnie to najwyższy stopień człowieczeństwa. A syn wychowany w cudowny sposób...no cóż życzę sobie, aby moja córka kiedyś potrafiła wykazać się taką empatią i zrozumieniem. Pani Doktor życzę szczęścia i gratuluję decyzji!

Dodaj ogłoszenie