Pan Zbigniew ma 76 lat. Mieszka samotnie w Prudniku. 17 sierpnia tego roku z drzemki wybudził go dźwięk stacjonarnego telefonu.
- Jestem inspektorem policji z Centralnego Biura Śledczego, nazywam się Anna Mazur. Jest pan zagrożony – kobiecy głos w słuchawce brzmiał władczo i przekonująco. Telefonująca krótko tłumaczyła, że CBŚP prowadzi akcję i chce złapać grupę oszustów, którzy polują także na pana Zbigniewa. On musi im pomóc. Musi pójść do banku i wziąć pożyczkę, największa możliwą, a na banknotach musi zostawić swoje odcinki placów, bo będą potem dowodem przeciwko oszustom.
Kobieta w trakcie rozmowy kazała panu Zbigniewowi potwierdzić jej tożsamość pod ogólnopolskim numerem alarmowym policji 997. Nie rozłączyła się jednak, tylko zawiesiła połączenie, w którego tle słuchać było kojącą muzyczkę. Pan Zbigniew posłusznie wykręcił 997.
– Wszystko jest w porządku, to nasza, policyjna akcja – powiedział męski głos w słuchawce.
Kredyt od ręki, wystarczy odcinek emerytury
Po chwili w słuchawce znowu zabrzmiała rzekoma „inspektor Mazur”. Władczo kazała panu Zbigniewowi iść natychmiast do placówki banku Credit Agricol i załatwić na poczekaniu kredyt. Starszy mężczyzna musiał też podać swój numer telefonu komórkowego, na który natychmiast zadzwoniła „inspektor Mazur” i dla dobra akcji zakazała się rozłączać. Włączona komórka towarzyszyła panu Zbigniewowi w drodze do banku i w placówce bankowej.
Mój tato wszedł do banku i powiedział, że chce wziąć jak największy możliwy kredyt – opowiada mieszkający poza Prudnikiem syn pana Zbigniewa. - Pracownik banku sprawdził odcinek emerytury, sprawdził coś w komputerze i do razu przyznał tacie 20 tysięcy złotych kredytu.
Pan Zbigniew dotychczas nie miał bankowego konta. Dla Credit Agricol nie był jednak nieznanym klientem, bo wcześniej pomógł wnuczce i wziął za nią niewielki kredyt. Emeryturę jednak przynosił mu do domu listonosz. Pracownik banku od razu założył mu więc konto, a potem wypłacił z niego gotówką 20 tysięcy złotych.
Drugi bank zagrał na zwłokę
Kiedy pan Zbigniew wyszedł z banku, „inspektor Mazur” znowu władczo kazała mu iść na sąsiednią ulicę do Santander Banku po drugi kredyt. Tam pracownica zabrała starszego pana do osobnego pokoju, wypytała na co u potrzebny kredyt, a potem poprosiła go jeszcze o dodatkowy dokument z ZUS. W efekcie Pan Zbigniew wyszedł z placówki bez dodatkowych pieniędzy.
- Ta pracownica Santander Banku opowiedziała mi potem, że mój tata był bardzo zdenerwowany i wyczuła ze coś jest nie w porządku. Dlatego wymyśliła, aby doniósł dodatkowy dokument – opowiada syn pana Zbigniewa.
Starszy pan powędrował pieszo do swojego mieszkania na osiedlu, ale przed blokiem w jego komórce znowu zabrzmiała „inspektor Mazur z CBŚ”. Wskazała mu miejsce na jego osiedlu i kazała położyć tam na ziemi reklamówkę z pieniędzmi. Po chwili powiedziała też, że operacja się udała, a pan Zbigniew w ciągu 48 godzin odzyska swoje pieniądze na konto. Pocztą też dostanie powiadomienie o sprawie.
Starszy mężczyzna po chwili wrócił na miejsce, gdzie położył pieniądze. Reklamówka już zniknęła.
- Tata jeszcze przez trzy dni żył w świadomości, że brał udział w prawdziwej akcji policji – opowiada jego syn. – Po zdarzeniu przeszedł nerwicę. Do dziś nie może spać i nie radzi sobie z myślą, że został oszukany.
Bank nie czuje się winny
Pieniądze przepadły. Oszustwo zostało zgłoszone policji w Prudniku, która prowadzi w tej sprawie dochodzenie.
Rodzina oszukanego pana Zbigniewa ma wątpliwości, czy pracownicy Credit Agricole zachowali się właściwie obsługując pana Zbigniewa, więc wystąpiła o wyjaśnienia do rzecznika banku.
Z odpowiedzi wynika, że dla banku umowa kredytowa jest ważna i wiążąca, i tylko prawomocny wyrok sądu o jej unieważnieniu może to zmienić.
Bank nie ma też żadnych zastrzeżeń do zachowania swoich pracowników z Prudnika. Jedyne, co bank może zrobić w tej sytuacji, to przez 6 miesięcy wstrzymać się z egzekucją należności.
Rodzina seniora obecnie rozważa wystąpienie do sądu.
- Uważam że bank nie dochował należytej staranności przy udzielaniu pożyczki mojemu tacie i kierował się tylko zyskiem i realizacją własnych celów – komentuje sprawę syn pana Zbigniewa. – Między innymi nie zawiadomiono współmałżonka o kredycie. Gdyby to wszystko zadziało, udzielenie pożyczki można by odwlec i wtedy nie doszłoby do wyłudzenia. Natomiast w Santander Banku pracownik był czujny i zachował się należycie.
- Apeluję do starszych ludzi, żeby zawsze niezwłocznie kontaktowali się ze swoją rodziną i nie ulegali presji telefonującego. To chyba jedyny sposób, żeby się ustrzec przed oszustwem – mówi syn oszukanego mieszkańca Prudnika.

Kobieta dachowała oplem na serpentynach
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?