Azyl dla zwierząt dostał wsparcie. Dzięki tym pieniądzom może uratować kolejnych 170 pacjentów

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Azyl dla dzikich zwierząt w Łubnianach otrzymał 50 tys. złotych dofinansowania z urzędu marszałkowskiego. Ośrodek odwiedził ówczesny marszałek, a obecnie europarlamentarzysta Andrzej Buła (z lewej) oraz wicemarszałek Zbigniew Kubalańca.
Azyl dla dzikich zwierząt w Łubnianach otrzymał 50 tys. złotych dofinansowania z urzędu marszałkowskiego. Ośrodek odwiedził ówczesny marszałek, a obecnie europarlamentarzysta Andrzej Buła (z lewej) oraz wicemarszałek Zbigniew Kubalańca. Opolskie Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Avi"
Ośrodek otrzymał 50 tys. złotych dofinansowania z urzędu marszałkowskiego. – Cieszy mnie to, że potrzeby dzikich pacjentów zostały dostrzeżone – mówi założycielka nietypowego szpitala.

W azylu w Łubnianach gwar nigdy się nie kończy. Niedawno trafiło tu szczenię jenota z Wielkopolski, którego losem przejęła się wrocławska Ekostraż.

– Jenot jest gatunkiem inwazyjnym, dlatego prawo zabrania wypuszczenia go na wolność – mówi Marta Węgrzyn, założycielka Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Avi" w Łubnianach. – Nie wiemy w jakich okolicznościach kilkutygodniowy maluch stracił mamę. Być może uległa wypadkowi, a może została odstrzelona, ponieważ na gatunki inwazyjne można polować przez cały rok. Gdybym go nie przyjęła do siebie, mógłby – również zgodnie z prawem - zostać poddany eutanazji lub odstrzelony, choć był zdrowy. Azylów dla jenotów jest zaledwie kilka w Polsce, z czego mój jest chyba największy. Obecnie mam 12 osobników tego gatunku.

Oprócz nich u pani Marty w Łubnianach żyją m.in. małe koźlaki. Matka jednego z nich zginęła na drodze. Maluch leżał przy martwej samicy, czekając na pomoc. Takie historie można by mnożyć. Aby miały one szanse na szczęśliwy finał, potrzebne są pieniądze. To one są największym zmartwieniem założycielki ośrodka.

– Dzięki 50 tys. złotych, które otrzymaliśmy z urzędu marszałkowskiego, możemy uratować kolejnych 170 pacjentów – mówi Marta Węgrzyn. – Leczenie zwierzęcia danego gatunku, według cennika, zostało ustalone na konkretną kwotę. W przypadku sarny np. jest to 500 złotych. Jeśli leczenie, tak jak ostatnio, będzie kosztowało 800 złotych, to różnicę musimy pokryć z własnych pieniędzy.

Pomóc mogą też gminy. Gdy cztery lata temu ośrodek zaczynał działalność, samorządy – z terenu których azyl przyjmował dzikich pacjentów – niechętnie pokrywały koszty leczenia. Dziś sytuacja ta się zmienia.

– Wciąż są na Opolszczyźnie gminy, które przekonują nas, że to nie należy do ich obowiązków, ale na szczęście to coraz rzadsze przypadki – mówi założycielka azylu. – Część z gmin ma własnego lekarza weterynarii, który ocenia stan zwierzęcia i jeśli ono wymaga dłuższego leczenia lub wiadomo, że nie wróci na wolność - jest kierowane do mnie. Kwota cennikowa, którą płaci nam gmina, nie zawsze pokrywa wszystkie koszty, ale nasi darczyńcy są nieocenieni. Gdy u jednego z jenotów musieliśmy przeprowadzić operację kolana, która kosztowała 2,5 tys. złotych, pieniądze udało się zebrać w kilka dni. Sami byśmy nie podołali.

Leczenie i wyżywienie zwierząt łubniańskiego szpitala, tylko w ubiegłym miesiącu, kosztowało blisko 12 tys. złotych. Pieniądze pochodzące od gmin pozwoliły na pokrycie nieco ponad 1/4.

W utrzymaniu azylu można pomóc robiąc przelew bezpośrednio na konto fundacji: Opolskie Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Avi". Nr rachunku: 86 1090 2138 0000 0001 4699 9709 z dopiskiem: Darowizna dla dzikich zwierząt.

Jesteście ciekawi, jacy dzicy pacjenci żyją w ośrodku w Łubnianach? Zobaczycie ich w naszej galerii.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska