Biała. Mały szpital z dużymi możliwościami. Placówka w powiecie prudnickim trzecia w ogólnopolskim rankingu

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Lekarze z Białej - od lewej dr Wojciech Skowron i dr Sebastian Stankala. Z nowym respiratorem. Krzysztof Strauchmann
Jeden z najmniejszych w województwie opolskim – szpital św. Elżbiety w Białej, znów wysoko w ogólnopolskim rankingu „Bezpieczny szpital” w swojej kategorii. Oceniano ogólną dbałość o pacjenta.

Od 12 października szpital w Białej jest szpitalem wyłącznie covidowym. Dla ludzi z zewnątrz dostępna jest tylko skrajna część zabudowań - pomieszczenia administracyjne z poradnią kardiologiczną. Mimo przekształcenia w epidemiologiczny nadal ambulatoryjnie leczą dawnych pacjentów z problemami sercowymi, choć mogli z tego zrezygnować w nowej sytuacji.

- Udało się to bezpiecznie oddzielić od części zakaźnej – opowiada dr Sebastian Stankala, zastępca dyrektora ds. medycznych. – W pandemii pacjenci po zabiegach kardiologicznych, po zawałach też potrzebują pomocy.

Szpital na podium

Ranking „Bezpieczny szpital” organizuje od 17 lat Centrum Monitorowania Jakością w Ochronie Zdrowia oraz dziennik Rzeczpospolita. W tym roku bardzo szczegółowe ankiety o swojej działalności przesłały 182 szpitale z całej Polski. Oceniano kompleksowo działalność i zarządzanie placówką.

Prowadzenie finansów, kwalifikacje kadry, szkolenia, sprzęt, warunki pobytu pacjentów i opiekę pozamedyczną, a nawet opiekę duchową. Szpital w Białej w poprzednich latach notowano wysoko, ale pierwszy raz trafił do krajowej trójki najlepszych. Od lat zresztą placówka ma wypracowane standardy postępowania, uzyskuje certyfikat ISO i Centrum Monitorowania Jakością. O tym, że pacjenci go cenią, choć leży z dala od wielkich ośrodków, świadczy frekwencja na salach chorych. Przed pandemią, wynosiła zawsze ponad 90 procent.

- W ciągu poprzedniego roku udało się mam doposażyć sprzętowo łóżka OIOM. Mamy nowy sprzęt do endoskopii. Myślę, że to wpłynęło na lepszą pozycję – komentuje dr Stankala. - To dla nas duża satysfakcja i dowód na to, że opieka nad pacjentem jest w szpitalu kompleksowa. Doceniono też resztę personelu, nie tylko lekarzy.

Rodzinna placówka

Szpital normalnie ma 50 łóżek i tylko dwa oddziały niezabiegowe – kardiologię i internę. W tak małym szpitalu wszyscy pracownicy znają się z imienia i nazwiska.

- Wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną i dzięki temu jest nam łatwiej się zmobilizować – komentuje dr Sebastian Stankala. - Pewne rzeczy są łatwiejsze niż w dużych placówkach, gdzie zarządzanie ma charakter formalny, bez odrobiny koleżeństwa. Choć pewne są też trudniejsze.

Małemu ośrodkowi łatwiej się było zmobilizować, gdy 9 października dotarła do Białej decyzja wojewody, że za trzy dni, od 12 października, zostają przekształceni w szpital covidowy.

W całości. Pacjentów kardiologicznych trzeba było odesłać do domów lub innych szpitali. W ciągu weekendu firma budowlana wybudowała z dwóch stron śluzy wejściowe i praktycznie całe wnętrze szpitala stało się oddziałem zakaźnym. Przyjechał wojskowy samochód ze sprzętem do ochrony osobistej. Lekarze i pielęgniarki przeszli szybkie szkolenie w Kędzierzynie Koźlu. A w poniedziałek mieli już pierwszych chorych na Covid 19, przywiezionych z jednego z DPS-ów. Po tygodniu 54 miejsca były zajęte. I tak pracują do dziś, choć od grudnia coraz częściej pojawiają się wolne łóżka.

- Praca na oddziale zakaźnym jest trudniejsza psychicznie i fizycznie niż na kardiologii. Pielęgniarki w pełnej ochronie wytrzymują tu 3 – 4 godziny. Potem trzeba odpocząć co najmniej kilka godzin – opowiada dr Stankala.

Personalnie wzmocnił ich tylko jeden lekarz, skierowany przez wojewodę. Dr Wojciech Skowron przyjechał z głuchołaskiej pulmonologii. Jako jeden z nielicznych odpowiedział od razu na wezwanie. Personel pielęgniarski funkcjonuje bez wsparcia, choć ich pracę trzeba było przeorganizować.

Czas próby

Personelowi technicznemu pomagają żołnierze. Na zmianę przynajmniej jeden woskowy pełni stały dyżur w szpitalu. Nie siedzi w papierach, nie liczy na oddziałach wolnych miejsc. Pomaga w transporcie chorych, wchodzi na oddział zakaźny, wymienia butle z tlenem.

Zużycie tlenu wzrosło dziesięciokrotnie. Co dwa dni potrzebna jest nowa dostawa butli, bo szpital nie ma centralnego zbiornika. W ciągu pierwszych tygodni trzeba było dobudować specjalną rampę na zapas butli. Co kilka godzin, także w nocy, pracownik chodzi i podłącza nowe.

Podobnie było z oczyszczaniem ścieków. Póki nie kupili specjalnego dozownika, musieli co parę godzin ręcznie zadawać do ścieków chemikalia zwalczające wirusa. Rozbudowali miejsce na odpady medyczne. Nawet kuchnia musiała zmienić pracę. Na oddział jadą tylko porcje zapakowane w folię na tackach.

- Często zdarza się, że chorzy potrzebują rzeczy osobistych, środków higieny – opowiada dr Sebastian Stankala. – Pogotowie zabrało ich z domu, z łóżka, w samej piżamie, bo mieli duszności. A rodzina została w izolacji i przez co najmniej 10 dni nie może nic przekazać choremu. Podbudowała nas pomoc z zewnątrz. Ludzie dzwonili, pytali, przynosili ubrania dla pacjentów, organizowali paczki w szkole z ciastkami, piciem, kawą. Na oddziale wystawiliśmy stoliki z tymi darami. Kto był w stanie sam brał, a reszcie roznosiły pielęgniarki do łóżek.

Lekarze musieli się przekwalifikować na specjalistów od pulmonologii i epidemiologii. Przyzwyczaić do nowych procedur, przeliczyć na nowo czas reakcji, dotarcia do chorego, uwzględnić procedurę ubierania skomplikowanych kombinezonów. Musieli się też przyzwyczaić do tego, że więcej pacjentów odchodzi, przegrywa z chorobą. Że nie ma jak im pomóc, bo brakuje skutecznego leku, choć testowali nawet słynny remdesivir.

- To bardzo chorzy ludzie. Wszyscy z zapaleniem płuc, którego leczenie trwa wiele tygodni. Potrzebują tlenu, są odizolowani, samotni, duszący się – opowiada dr Sebastian Stankala. - Na kardiologii mamy więcej narzędzi, procedur, cały zestaw leków, żeby pomagać. Tu mamy niewiele możliwości. Chorzy muszą sami przejść przez zapalenie płuc. Ich organizm musi się obronić i to mnie najbardziej przygnębia, że nie ma leku, który zadziała u każdego. To trudne psychicznie dla lekarza.

Czy grozi nam trzecia fala?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Po leczeniu na oddziale kardiologii w Szpitalu Klinicznym zaproponowano mi dalsze leczenie w Białej. Lekarz zachęcał mnie zapewniając, że będę tam zadowolona bo szpital jest mały kameralny. Przewieziono mnie więc do Białej. I rzeczywiście, zajęto się mną w sposób w jaki nie zajmowano się w żadnym innym szpitalu. Do tego wspaniały, empatyczny personel z ordynatorem na czele. W szpitalu trwał remont, ale to nie przeszkadzało. To miejsce w ogólnopolskim rankingu jest całkowicie zasłużone.

Dodaj ogłoszenie